Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
Parles
Liczba postów : 5
Data rejestracji : 04/03/2018

Skąd : Centrum Zarządzania Wszechświatem

Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 0

Parles

on Sro Mar 28, 2018 5:01 pm
Imię i nazwisko – Parles

Rasa – Saiyanin

Wiek – 24  lata

Wygląd  Parles to mężczyzna ani szczególnie wysoki, ani też przesadnie niski, a dokładniej rzecz ujmując mierzy całe 178cm wzrostu. Jego ciało jest... No właśnie męskie. Jak to od przedstawiciela jego rasy można by oczekiwać, muskulatura Saiyanina jest starannie wypracowana, a każde ścięgno i mięsień są wyraźnie wyeksponowane pod jasną skórą. Jego ramiona są dość szerokie, jednak nie karykaturalnie, postawa zaś zazwyczaj niedbała. Nie garbi się on, nie kuli w sobie, ale też nie przywiązuje dużej wagi do swojej prezencji. Porusza się lekko, jego chód jest miękki a idąc, ze sporą nonszalancją porusza barkami w rytm kroków, co sprawia ogólne wrażenie „wdupizmu”. Gdyby miał kieszenie, najpewniej jego dłonie by w nich wylądowały. Ma też tendencję do przesadnego pochylania głowy, wyciągania szyi przed siebie lub przekrzywiania jej na boki, kiedy kogoś słucha. Przywodzi to nieco na myśl, nasłuchujące zwierzę. Twarz Parlesa jest... Zwyczajna. Niekoniecznie przystojna, ale właśnie męska. Tak po prostu i zwyczajnie. To ten szorstki typ urody, który nie musi się podobać, ale ciężko odmówić mu tego „czegoś” Oblicze Saiyanina  jest gładkie, nie szpeci go żadna blizna ani znamię. Jego brwi są równe, oczy czarne jak węgiel, wzrok bystry, a mina najczęściej skupiona, choć nie jest to regułą! Kiedy się uśmiecha, na jego wąskich ustach wykwita dość paskudny grymas, który tylko najbardziej domyślni analitycy zidentyfikują jako właśnie uśmiech. Włosy wojownika to chaotyczna burza długich, nastroszonych, czarnych kosmyków. Aby je okiełznać, Parles zazwyczaj związuje je w pokaźny, sterczący koński ogon i jedynie kilka pasemek opada na jego czoło i oczy. Boki głowy goli niemal do gołej skóry.

Charakter Parles to niezwykle złożona osobowość, której elementy składowe to w równej mierze jego wrodzone predyspozycje jak i późniejsze doświadczenia. Niejeden pewnie, by stwierdził, że jest pełen sprzeczności i może byłoby w tym całkiem sporo prawdy. Jest cichy, zachowawczy i czujny. Z uwagą i dokładnością analizuje wszystko, z czym się spotyka – Dotyczy to w równej mierze osób jak i sytuacji. Nie działa pochopnie, nie jest też typem bohatera. Nie ufa kobietom. Traktuje je z ogromnym dystansem i odczuwa swoisty lęk (Co jest konsekwencją traumy z okresu młodzieńczego), do którego sam nie chce się przed sobą przyznać. Ta niechęć nie przejawia się ani oczywistą agresją, czy też skrajnym atakiem paniki. Jest to raczej swoiste wycofanie, dystans, którego nie pozwala skrócić dopóki bardzo dobrze nie pozna przedstawicielki płci przeciwnej, a nawet wtedy nie może ona liczyć na bliższą relację z Saiyaninem ponieważ jest on aseksualny. Nie, nie jest to jego wrodzona orientacja, a cecha nabyta – efekt starcia z Miruku .
Mimo tego niedostatku, jeśli któraś z pań zdobędzie jego zaufanie, będzie miała w nim wiernego przyjaciela i kompana, bowiem lojalność jest jedną z tych nielicznych cech, którymi może on bez najmniejszego zawahania się pochwalić. Jest otwarty na nowe doznania, lubi poznawać świat, jego zawiłości, tajemnice ale nie odczuwa pociągu do nauki jako takiej. Nie posiada cierpliwości, która umożliwiłaby mu wielogodzinne zgłębianie ksiąg. Nawet długie podróże stanowią dla niego swoisty problem. Co ciekawe, nie lubi on walczyć i robi to jedynie wtedy, kiedy jest to naprawdę konieczne. To również jest następstwem wydarzeń, które miały miejsce podczas jego ostatniej misji, choć on sam na skutek traumy wyparł tamte zdarzenia z pamięci. Mimo to jego geny, krew i instynkt zmuszają go do ciągłego rozwoju, stawania się silniejszym, zdobywania nowych umiejętności. Jest to ciągła walka z samym sobą – Nieustający opór przed toczeniem boju i jednoczesne dążenie do tego, by być w nim jak najskuteczniejszym. W życiu kieruje się kilkoma zasadami, które sam sobie narzucił. Jest to coś w rodzaju pseudo elastycznego, kręgosłupa moralnego. Krusz słabość, nie zawódź w potrzebie, bądź odważny i sprawiedliwy - to najważniejsze założenia, których stara się trzymać. Ma pewne problemy z dyscypliną. Nie lubi kiedy ktoś narzuca mu swoją wolę i sytuacje takie wywołują w nim niekontrolowany bunt. Wykonywanie rozkazów też nie jest jego najmocniejszą stroną. Bez wahania zignoruje polecenie przełożonego jeśli uzna jest za głupie lub niezgodne z jego przekonaniami.

Główna motywacja Uporanie się ze swoją traumą (Dotyczącą w równej mierze niepowodzenia w walce jak i urazem do kobiet), odzyskanie poczucia własnej wartości

Historia: Czasami historię piszą jednostki pozornie bez znaczenia. By zaistnieć w tym świecie nie musisz przyjść na świat w pałacowej komnacie. Początki bywają trudne. Zwłaszcza kiedy przychodzisz na świat jako jeden z wielu setek podobnych tobie. Kiedy jesteś przedstawicielem rasy i klasy, po której nikt, niczego nie oczekuje. Kiedy twoim przeznaczeniem jest być pionkiem ustawionym w karnym szeregu, otoczonym dokładnie takimi samymi pionkami - szarymi, nijakimi, pozbawionym cech indywidualnych, mającymi ten sam cel - Walczyć, zwyciężać, ginąć w imię ambicji lepszych od siebie. Nie są to perspektywy wróżące świetlaną, lepszą przyszłość. Nie jest to zapowiedź życia dobrego, wolnego czy spełnionego. Historia ta opowiada poniekąd o dwóch takich jednostkach. Jednostkach bardzo silnie ze sobą związanych, a zaczyna się dokładnie szesnaście lat po tym, jak zjawiły się na tym szarym, smutnym jak p***a świecie:


- Parles. Parles... Parles idioto! - Silne uderzenie pod żebra wymierzone czubkiem buta wyrwało Parlesa z głębokiego snu. Saiyanin stęknął cicho odruchowo łapiąc dłonią za obolałe miejsce na ciele. Powoli przetarł zaspane oczy pięścią i wbił pytający wzrok w Seroriego (Serori – Jap. Seler) Jego bliźniak naciągał białe, bojowe rękawice. Jego oblicze było jak zawsze poważne, ponure i twarde.
- Wyspałeś się? To cudownie, bo mamy robotę. - Rzucił jak zawsze krótko, urywanie a każde słowo przypominało bardziej wściekłe szczeknięcie. Kiedy skończył mówić, jego usta wykrzywił ten tak dobrze mu znany, zły uśmiech zdradzający skłonność do agresywnych zachowań oraz czerpania z nich pewnej dozy przyjemności.
Parles dłuższą chwilę przyglądał się bratu w milczeniu mrugając jedynie intensywnie, a następnie odwzajemnił uśmiech.
- Daj mi chwile... - Rzucił, dźwignął na równe nogi, ziewnął i... Ponownie opadł na skromne, żołnierskie posłanie. Zaległ na wznak chrapiąc głośno.
- PARLES KRETYNIE!!!


***


Podeszwy butów rytmicznie uderzały o metalową podłogę korytarza, którym bracia zmierzali prosto do portu kapsuł. Co raz mijani żołnierze obrzucali ich ciekawskimi, rozbawionymi lub pogardliwymi spojrzeniami, ale obaj zdążyli do tego przywyknąć. Klony - Tak ich nazywano w dzieciństwie. Kopie. Cóż, fakt faktem wyglądali identycznie i wizualnie byli dokładnie tacy sami. Tym co ich jednak odróżniało, było... Wszystko inne... Zarówno temperament, styl walki, przymioty fizyczne i umysłowe. Serori był tym zdecydowanie bardziej porywczym, przejawiającym skłonności do szybkiego popadania w gniew i równie prędkiego odreagowywania go na otoczeniu. Był też tym zdecydowanie silniejszym fizycznie. Jednym ciosem potrafił powalić swojego brata... O ile trafił, bowiem spokojniejszy, ale dość przebojowy i zawadiacki Parles był zaskakująco szybki i zwinny. Obaj doskonale uzupełniali się w walce. Oczywiście w tych nielicznych chwilach, w których toczyli bój z kimś innym, niż z sobą wzajemnie, bowiem pojedynkowanie się i próba wzajemnego prześcignięcia były ich ulubionym zajęciem. Jak na razie zazwyczaj górował Serori.
- Co u ojca? Jakieś wiadomości? - Rzucił Parles przerywając długie i niezręczne milczenie.

- Nie - Odparł zdawkowo Serori nawet nie zaszczycając swojego brata jednym spojrzeniem

- I tyle..? Naprawdę? Tylko "Nie"..? - Wydął usta i uniósł sceptycznie brew.

- Co mam ci powiedzieć? Dalej prowadzą batalię na Corrax 5. Utrzymują pozycję. Oblegają stolicę. Bez zmian od pół roku. Sytuacja zdawałoby się patowa, ale obrońcy nie sprzedadzą tanio skóry.

- Mogliby zrównać miasto z ziemią w godzinę podczas pierwszej pełni. - Zauważył rezolutnie Parles

- Nie, nie mogliby - Odparował bliźniak tym samym, niezmienionym tonem - Z dwóch powodów: Po pierwsze stary Aisukurīmu chce, by planeta była w jak najlepszym stanie... Po drugie gwardia Corrax w pierwszym tygodniu walk zniszczyła oba księżyce. Wyciągnęli wnioski z bitwy pod Entor.

- Bitwy..? Raczej eksterminacji - Skrzywił się Parles drapiąc się po zmierzwionej czuprynie.

- Zwał jak zwał. Naprawdę uważasz, że to teraz najistotniejsze?

- Tak naprawdę to nie... Właściwie... Gdzie nas tym razem wysyłają? - Spokojniejszy z rodzeństwa zdecydował się wreszcie skupić na kwestiach bieżących.

- Już myślałem, że nie zapytasz - Serori uśmiechnął się wyjątkowo paskudnie - Nic ambitnego, tutaj bez zmian, ale dla odmiany coś ciekawszego niż obijanie komicznych śmieci. Interesuje nas statek znajdujący się tutaj... - Na dłoni wojownika zalśnił niewielki metalowy krążek, którego centrum stanowiła błękitna soczewka. Już po chwili nad ręką Saiyanina wykwitły szczegółowy hologram ukazujący nieznany im układ słoneczny.
- To okręt poselski z Rakunō. Kilku dyplomatów, paru żołnierzy i ładunek, który mamy przejąć. Po dobroci lub nie. Liczę, że jednak nie po dobroci - Kąciki ust silniejszego bliźniaka uniosły się zauważalnie



***


Dwie okrągłe kapsuły przemierzały bezszelestnie bezkresną, ponurą przestrzeń międzygwiazdową pozostawiając za sobą jedynie bladą smugę energii pochodzącej z dysz silników. Parles w milczeniu oglądał swój nowy skauter. Obracał miernik w dłoni, stukał palcem w niebieską szybkę i wreszcie założył go włączając.
- No nareszcie -  Rozległ się z głośnika nieco zniecierpliwiony głos Seroriego. - To nie zabawka. Trzymaj go przy sobie, a najlepiej NA sobie. Przynajmniej do czasu dokowania. Chcę mieć z tobą kontakt. - Wyjaśnił nieco zniekształcony, ale rozpoznawalny głos.
- Sądzisz, że nas wpuszczą tak po prostu? - Parles wyraził swoje powątpiewanie krzyżując ręce na piersi i głębiej zapadając się w miękkim, wyściełanym siedzeniu pojazdu.
- Oczywiście. Ich procedury dyplomatyczne nakazują przyjmowanie wszelkich poselstw oraz dyplomatów, a jako tacy właśnie przybywamy - Śmiech zaskrzeczał zanieczyszczony zakłóceniami komunikatora. Parles nie odpowiedział. Zawsze szedł za swoim bratem jak w dym i odwrotnie - on też zawsze mógł na Seroriego liczyć, ale nie podzielał jego entuzjazmu. Nie chodziło o to, że nie lubił walczyć. Ba, uwielbiał. Niekoniecznie cieszyło go jednak bezcelowe szerzenie przemocy. Jednak... Jeśli musiał to potrafił.
- Serori...?  - Mruknął wreszcie cicho.
- Hmm? Co Parl? - Odpowiedział Scouter głosem bliźniaka.
- Nic... Zupełnie nic. Prześpię się chwilę.


***


- Witajcie na pokładzie Eudeen. Nazywam się Oor An'shara - Wyjaśnił niewielki stworek o wyglądzie uszatego kurczaka o zbyt dużym dziobie. Ubrany był w prosty, szary uniform ozdobiony tajemniczymi odznaczeniami, które równie dobrze mogły być medalami jak i zwykłymi elementami biżuterii. Niełatwo było odgadnąć. Hangar okrętu pełny był podobnych istot, jednak one, w przeciwieństwie do Oora ubrane były w jednoczęściowe, jaskrawe kombinezony sugerujące raczej obsługę techniczną.
- No tak, tak... - Żachnął się Serori machnąwszy niedbale dłonią. Witający ich dyplomata najwyraźniej nie przywykł do takiego poziomu prowadzonych rozmów, a na jego ptasim obliczu odmalowało się najszczersze zdziwienie.
- Tak więc... - Odchrząknął drób - Panowie przybyli w celu...
- W celu, w celu... - Przerwał mu ponownie i niezwykle obcesowo Serori. - Wybacz Oor, ale nie z tobą chcemy rozmawiać... - Mruknął ciszej, tak jakby wcale nie zwracał się do swojego rozmówcy, a do siebie samego. Jednocześnie szybko omiatając wzrokiem otoczenie.
- To... Którędy na mostek..? - Zapytał bezceremonialnie.
Odziany na szaro oficer poluzował opierzonym palcem kołnierz munduru i przełknął nerwowo ślinę marszcząc czoło.
- Procedury nie uwzględniają... - Nie dane było mu dokończyć, bowiem dłoń Seroriego szybko i sprawnie złapała go za gardło. Saiyanin bez najmniejszego trudu uniósł gospodarza nad ziemię. Było to proste zważywszy, że Oor mierzył nie więcej niż metr wysokości.
- Nie, nie, nie... Nie rozumiem się - Warknął brat Parlesa zbliżając dziób kurczakowatego do swojej twarzy. - U nasz obowiązują nieco inne procedury: Kiedy ja pytam którędy na mostek, ty wskazujesz mi kierunek - Syknął wojownik, a następnie zwolnił chwyt. Parles westchnął ciężko i pokręcił powoli głową. Jak zawsze zaczynali konkretnie. Właściwie miało to swoje dobre strony... Zazwyczaj pozwalało na szybsze zakończenie misji. A jakim sposobem to już zupełnie inna kwestia.


***


Potężna eksplozja, wstrząs i kłęby gęstego, czarnego dymu. Okrągłe jak iluminator, białe wrota rozpadły się z hukiem pod naporem pocisku wystrzelonego z dłoni Seroriego. Obaj Saiyanie kroczyli spokojnie długim, jasnym tunelem ignorując ostrzał prostych laserów, w które uzbroiła się załoga statku.
- Jesteś pewny, że tak to właśnie miało wyglądać? - Zagadnął Parles odbijając kolejny pocisk dłonią. Zapiekło, a na jego skórze pozostało wyraźne, okopcone zaczerwienienie.
- Cholera jasna... - Warknął z wyraźną irytacją.
- Hah... Przestań się mazać... - Zaśmiał się głośno Serori. Na tyle głośno, by przekrzyczeć pisk salw blasterów. Doskoczył do jednego z kurczakowatych żołnierzy uderzając obiema pięściami w jego skronie. Trafiony nieszczęśnik padł jak ścięty.
- Całkiem dobra zabawa! - Dodał nacierając na kolejnych dwóch, którzy do tej pory co jakiś czas wychylali się zza rogu by zaatakować z dystansu.
Z uporem pokonywali kolejne poziomy. Było to zadanie o wiele trudniejsze niż pierwotnie zakładali, a wojownicy ze statku Eudeen stawiali zdecydowany, choć w gruncie rzeczy daremny opór. Przedarcie się przez ich zastępy było jedynie kwestią czasu i wymagało od bliźniaków zaangażowania całkiem sporej ilości sił, ale koniec końców dotarli tam, gdzie dotrzeć chcieli - na mostek. Kiedy ostatnia zapora padła, bracia wkroczyli do sali. Pancerze obu były poznaczone licznymi pęknięciami i smugami, podobnie jak ciała, jednak nie odnieśli żadnych poważniejszych obrażeń. Oblicze każdego z nich wyglądało na... Pełne swoistej satysfakcji, choć jej przyczyny były różne - U Parlesa powodem było zadowolenie wynikające z tego, że dali radę. Znowu. U jego brata... Możliwość szerzenia przemocy i sprawdzenia jak silny się stał.
Obaj powoli postąpili kilka kroków w przód.
- Który to ambasador Miruku..? - Zagadnął zaskakująco spokojnie Serori rozglądając się po przerażonych obliczach zgromadzonych. Przez dłuższą chwilę panowało kompletne milczenie. Zdawać by się mogło, że będzie trwało wiecznie albo też zakończy się błyskawicznie, nagłym aktem przemocy ze strony jednego z intruzów, jednak tak się nie stało. Wielki, srebrzysty fotek o kształcie jaja, który do tej pory był obrócony w stronę nieproszonych gości oparcie, zaczął się powoli przekręcać. Już po chwili bliźniakom ukazała się niebieskoskóra, wyoka, smukła i nieprzeciętnie atrakcyjna kobieta. Jej głowa była ogolona na łyso, a zgrabne ciało okrywały przesadnie prześwitujące, zwiewne szaty. Wbiła soje wielkie, czarne oczy w kształcie migdałów w Saiyan.
- Ja jestem ambasador Miruku... - Odparła melodyjnym, spokojnym głosem.
- Ty?! - Parles wytrzeszczył oczy w nieskrywanym zdziwieniu. Chwilę mu zajęło pozbieranie szczęki z podłogi. Była... Wow. Po prostu i zwyczajnie. Piękna, ale pełna jakiejś niewypowiedzianej godności, przez co zdawała się być poza czyimkolwiek zasięgiem.
- Naprawdę..? Heh... To będzie łatwiejsze niż myślałem. Jestem właściwie rozczarowany, ale trudno. - Serori uśmiechnął się krzywo.
- Jestem Ambasador Mikuru Zai. Trzeci Ambasador z Rakunō, a wy...
- A my zostaliśmy tu przysłani po jajo Kefia.-Dokończył za nią Serori gładząc się po osmalonym poliku.
- Dostaniemy je i już nas nie ma. - Dodał Parles zrównując się ze swoim bliźniakiem. Tak naprawdę nie liczył na to, że otrzymają je po dobroci. Nigdy to tak nie wyglądało. Prawie nigdy. W tym konkretnym przypadku, był przekonany, że zakończy się to większa lub mniejszą szarpaniną.
- Wy chyba nie zdajecie sobie sprawy... Wtargnęliście na nasz statek, zaatakowaliście mojego oficera, potem przy próbie zatrzymania zaczęliście wybijać moim żołnierzy, a teraz macie czelność domagać się jaja..? Skąd w ogóle o nim wiecie..? - Mimo, iż starała się zachować kamienną twarz, to jednak uwadze Saiyan nie umknęło delikatne zgrzytnięcie zębami.
- Nie interesuje nas nic oprócz jaja. Tylko po nie tu jesteśmy. Dostaliśmy zadanie dostarczenia go i to też zrobimy. Jedyną sprawą nierozstrzygniętą pozostaje to, jak bardzo będzie to dla ciebie przykre Mikuru. - Serori szybko nakreślił swój punkt widzenia.
- Nic osobistego... Wolelibyśmy tego uniknąć. - Dodał Parles skinieniem głowy wskazując pozostawione za sobą zgliszcza i ciała bardziej lub mniej uszkodzonych wojowników. Życie żołnierza nie było łatwe. Liczyła się przede wszystkim skuteczność. Kurczakowaci mieli pecha o tyle, że Saiyanie okazali się właśnie skuteczniejsi. I jedni i drudzy wykonywali swoje obowiązki.
- Cenimy pokój. Stronimy od przemocy tak długo, jak jest to możliwe. Nie miłujemy walki, ale nie pozwalamy i nigdy nie pozwolimy na jakąkolwiek formę terroru. Odejdźcie. Teraz. - Oświadczyła i... Najwyraźniej straciła jakiekolwiek zainteresowanie rozmówcami tak, jakby sprawa została wyjaśniona. To oczywiście nie mogło skończyć się dobrze. Parles uniósł brwi w wyrazie najszczerszego niedowierzania, a jego brat zrobił się czerwony jak cegła.
- Ty... Tyy.... - Wysapał przez zaciśnięte zęby, a potem... Skoczył do przodu. Był to błyskawiczny ruch, którego nawet Parles nie przewidział. Serori natarł na Mikuru wykonując potężny zamach pięścią i wtedy stało się coś dziwnego - skauter obu wojowników pisnął. Bardzo głośno, cyfry ukazujące się na wyświetlaczu powędrowały niezwykle szybko w górę osiągając pułap 850 jednostek. Smukła, błękitna dłoń smagnęła na odlew twarz atakującego Saiyanina. Ten niczym szmaciana lalka odleciał w bok rozbijając swoim ciałem jeden z paneli kontrolnych. Parles otworzył szerzej oczy. Przenosił wzrok ze swojego brata na ambasador i znowu. Serori z cichym stęknięciem wygrzebał się spomiędzy pogiętych, metalowych płyt i plątaniny iskrzących, pozrywanych kabli.
- CHOLERA! - Ryknął najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z tego, że nie ma najmniejszych szans w tym starciu. Nie zdając lub nie chcąc przyjąć tego do wiadomości. Natarł ponownie. W ślad za nim ruszył Parles gotowy jak zawsze wspierać i uzupełniać brata w boju. Zaatakowali synchronicznie - Jeden z lewej, drugi z prawej zasypując przeciwniczkę gradem ciosów. Każdy z nich ku ich wielkiemu zaskoczeniu został z łatwością uniknięty, sparowany lub niedbale skontrowany. Nie tylko nie mogli zdobyć przewagi, ale też szybko opadali z sił podczas gdy kobieta wyglądała na tak samo spokojną i niewzruszoną jak podczas wcześniejszej rozmowy.
Spojrzenia obu napastników skrzyżowały się. Wiedzieli co chcą zrobić. Rozumieli się bez słów i znali swoje ruchy doskonale. Serori wykonał szybki zwód przesuwając się za plecy niebieskoskórej. W tym samym czasie Parles zszedł do parteru i energicznym wymachem nogi wykonał błyskawiczne podcięcie. Ta kombinacja zawsze działała. Zawsze, ale nie tym razem... Wszystko poszło bardzo nie tak. Mikuru z gracją uniknęła haka i jednym ruchem przydepnęła nogę Parlesa w połowie łydki. Rozległ się głuchy trzask. Parles ryknął głośno czując rozlewający się, promieniujący ból, ale został szybko uciszony uderzeniem, które odrzuciło go kilka metrów w tył. Serori był w niewiele lepszej sytuacji. Cios, który miał uderzyć w nerki Ambasador chybił. Delikatne, chude palce złapały Saiyanina za szyję.
- To, że stronimy od walki nie znaczy, że walczyć nie potrafimy... - Wyszeptała mu do ucha nieznacznie poprawiając chwyt.
- Khhh... - Tylko tyle zdołał wykrztusić podduszany wojownik. Jego oczy był przekrwione z wściekłości. Drżąca ręka uniosła się powoli, ale nie zaatakował Mikuru. Z dłoni okrytej białą rękawicą wystrzelił pokaźny pocisk, którego celem było kilku członków załogi pracujących na mostku. Tego najwyraźniej Ambasador nie przewidziała. Ciała jej trzech  podwładnych padły bez życia na metalową podłogę, kilka paneli również uległo zniszczeniu, a usta Seroriego wykrzywił słaby, ale triumflany uśmiech.
- Ty... - Teraz kobieta straciła panowanie. Wszelkie pozory spokoju zniknęły niczym zdarta z twarzy maska. Ciepło. Fala ciepła i czerwień. Klatka duszonego do tej pory Saiyanina została przebita jednym pchnięciem kobiecej ręki. Zakaszlał głucho, a krwista piana wytoczyła się spomiędzy jego warg. Parles patrzył na to pobladły. Nie mógł się ruszyć. Chciał skoczyć do przodu, zaatakować, zrobić cokolwiek ale nie mógł. Powodem wcale nie była zdruzgotana noga, ale obezwładniający, paraliżujący strach i poczucie bezsilności. Mógł jedynie patrzeć jak zwiotczałe, bezwładne ciało jego brata zostaje odrzucone na bok. Ambasador otarła dłoń z posoki gustowną chustą. Jak to możliwe... Jak ona... Skąd miała tyle siły..? Zdawała się go nie zauważać. Zignorowała go tak, jakby nie stanowił najmniejszego zagrożenia i tak też było w rzeczywistości.
- Jaka sytuacja..? - Mikuru podeszła do jednego z pilotów opierając dłonie na kształtnych biodrach.
- Pani Ambasadro...  - Uszaty kurczak otarł pot z czoła. Wyraźnie panikował.
- Co się dzieje? Wyduś to z siebie... - Ponagliła go.
- Ten ostatni atak... Zniszczył połowę sprzętu... Kolejne podzespoły padają jeden po drugim. Wszystko wysiada... - Wydukał z uporem maniaka uderzając w kolejne przyciski na konsoli, ale najwyraźniej nie odnosiło to żadnego skutku.
- Zaraz to wszystko.... - Przełknął ślinę.
- ... Ewakuować załogę. Wszyscy do kapsuł ratunkowych. - Zakomenderowała z przerażającym spokojem.
- Tak jest! - Odparł podwładny chcąc poderwać się z fotela, ale zdecydowanie został na nim osadzony ponownie przez Ambaador.
- My nie... My zostaniemy do końca. Musimy opóźnić to co nieuniknione tak długo, jak to możliwe. Dać im czas na ucieczkę. Najważniejsze jest jajo... Musi ocaleć, bo jest ostatni... Jeszcze tylko jedna sprawa... - Mruknęła odwracając się w kierunku Parlesa, a raczej miejsca, w którym powinien leżeć. Nie było go tam...

***
Ryk syren alarmowych i migające czerwone światła. Dziesiątki kurczakowatych załogantów przemierzających w panice kolejne poziomy statku i Parles, podążający za nimi mozolnie. Opierając cały ciężar ciała na jednej sprawnej nodze, podpierając się o ścianę, z krwią zalewającą mu oczy wlókł się podążając śladem ewakuującej się załogi statku. Nie miał szans dotrzeć do swojej własnej kapsuły, a nawet gdyby... Ponowne odnalezienie właściwiej drogi zajęłoby zbyt wiele czasu, którego nie miał. Jedyną nadzieją były kapsuły ratunkowe. Gdy wreszcie dotarł do jednego z doków dostrzegł trzy nienaruszone pojazdy. Wyglądały... Dziwnie. Nigdy nie dział niczego podobnego. Idealnie białe, cylindryczne i bardzo małe. Zmieszczenie się w jej wnętrzu dla kogoś o wzroście Saiyanina było niemałym wyczynem, a złamana noga nie ułatwiała przyjęcia wygodnej pozycji. Gry wreszcie właz zamknął się za nim z sykiem, zerknął na przyciski, które umiejscowione zostały na poręczy fotela. Oznaczenia nie mówiły mu nic. Nie znał tego języka, nie potrafił go odcyfrować.
- Cholera jasna! - Rzucił wściekle naciskając kilka z nich na "chybił trafił". O dziwo poskutkowało. Pojazd zatrząsł się, a potem został wystrzelony niczym torpeda. To była jedynie połowa sukcesu. Nie miał pojęcia na co się skazał, co udało mu się "wyklikać". Być może niekończące się dryfowanie w przestrzeni kosmicznej? Jeśli tak, to śmierć w eksplozji wydawała się całkiem miłą perspektywą. Właśnie... Eksplozja. Przez niewielkie okienko dostrzegł szybko oddalający się statek, na którego pokładzie pozostawił swojego brata. Chwilę potem kadłub okrętu rozbłysł złotym światłem i zniknął... Parles przyglądał się jeszcze chwilę gwiezdnemu pyłowi, a potem stracił przytomność.

***

Coś mokrego przeciągnęło po twarzy Parlesa. Ten ocknął się podrywając do pozycji siedzącej. Usiłował wstać, ale złamana noga szybko dała o sobie znać. Rąbnął tyłkiem o zieloną trawę rozglądając się dookoła przerażonym wzrokiem. Znajdował się w bardzo dziwnej, spokojnej okolicy. Wszędzie rosła zielona trawa, nieopodal płynął szemrzący strumyk (Płynął z wolna rzecz jasna, w myśl słów piosenki i stokrotki też były). Nad Saiyaninem pochylały się dwie osoby i jedno dziwne, czworonożne stworzenie.
- Żyjesz..? - Zapytał przyjaźnie staruszek o gęstym, siwym wąsie. Miał na sobie słomkowy kapelusz o szerokim rondzie, na nosie okulary, w ręce zaś trzymał widły. Jego towarzyszką była rudowłosa dziewczynka ubrana w farmerki. Miała może siedem lat.
- Jak widać... - Odburknął nadal rozglądając się z wyraźnym skonfundowaniem. Stworzenie znowu polizało go po twarzy.
- Co to jest..? - Zapytał wskazując czworonoga.
- Jak to co? Pies... - Dziwiła się dziewczynka.
- Gdzie jestem...? - Zapytał czarnowłosy nieco dochodząc do siebie. Jego oddech się wyrównał, serce nieco zwolniło.
- Nieopodal wioski Piequeen... - Dziadek podrapał się po nosie.
- Pytam o planetę... - Sprecyzował Parles podnosząc się wreszcie z ziemi. Zachwiał się, byłby upadł gdyby staruszek nie złapał go i nie podparł.
- Planeta...? Eee... Namek... Chyba nie jesteś stąd co chłopcze? - Zaśmiał się życzliwie. To było dziwne... Nie wyglądał na przestraszonego czy zaskoczonego. Ani co bardziej prawdopodobne na wrogiego.
- Dziadku, zobacz! - Mała bezceremonialnie wskazała ogon Parlesa, którym ten był owinięty w pasie.
- Nie... Nie stąd... - Odpowiedział Saiyanin z wdzięcznością przyjmując pomoc nieznajomego.
- A skąd..? - Zagadnął dziadunio, ale bez jakiegokolwiek nacisku.
- Z daleka... - Parles wzniósł wzrok ku niebu i wpatrywał się w nie dość długo. Myślał. Przypominał sobie, ale sama chęć przytoczenia ostatnich wydarzeń sprawiała mu ogromny ból. Skrzywił się łapiąc za skroń. Musiał wrócić. Do domu. Tylko jak miał to zrobić? Dopiero teraz zauważył, że kapsuła którą się ewakuował leży kilkadziesiąt metrów dalej wryta dość głęboko w ziemię. Nie musiał nawet podchodzić. Wiedział że nie nadawała się do niczego. Była pogięta, w kilku miejscach poszycie zupełnie się oderwało i odpadło. Ciężko stwierdzić czy podczas wchodzenia w atmosferę planty, czy też samego lądowania. Nie miał też nadajnika. Scouter... Nie było go... Zapadło dość długie milczenie. Utknął... Utknął. Czy ktoś będzie go szukał..? Nie. Nie sądził. Był za mało liczącą się jednostką. Nikim. Przełożeni uznają, że misja zakończyła się niepowodzeniem i na tym poprzestaną. O i Serori nie byli... Serori... I ona... Piękna, niebieskoskóra i krew... Znowu się skrzywił łapiąc głowę w dłonie. Skulił się lekko, padł na kolano i rąbnął pięścią w ziemię.
- Wiesz... Wyglądasz raczej marnie chłopcze... Jeśli chcesz... Mieszkamy niedaleko... - Zaczął starzec podając Parlesowi widły, którymi ten posłużył się niczym laską.
- Dziękuję... - Wydusił jedno słowo. Nie chciał mówić nic więcej. Nie teraz.

Tokeny Treningowe [TT]

Całkowita ilość Tokenów Treningowych: 300
Tokeny Treningowe pozostałe do rozdania:

Statystyki:

Siła: 50
Zręczność: 80
Wytrzymałość: 50
Energia: 120
PL (Power Level z ang. Poziom Mocy): 300

-PŻ: 500
-PL: 2660



Techniki

1 TKI - Kiai Go!: Fizyczna(Zwykła), Obrażenia: S, kontrolowany - Wojownik uderzeniem prostym tworzy turbulencje w powietrzu za pomocą ki, która podąża za celem aż do trafienia. Tą prostą technikę czyni świetną alternatywą na zręczne cele, które nie dają się trafić.


Przemiany

- Oozaru

Umiejętności

Aspekt: Energii

Całkowita ilość Tokenów Nauki:
Tokeny Nauki pozostałe do rozdania:


Przedmioty

Ilość Smoczego Oddechu: 300
Ilość pożywienia: 100

- Stary Scouter (Zepsuty)
- Pancerz Saiyańsk (Strzaskany)

Ważne informacje

-


Ostatnio zmieniony przez Parles dnia Pią Kwi 06, 2018 6:01 pm, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Al
Esper Mod
Esper Mod
Liczba postów : 1482
Data rejestracji : 28/05/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1200/1200  (1200/1200)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Parles

on Czw Kwi 05, 2018 7:03 pm
Akcepty Karty Postaci:

Al:
Więc tak, historia mi się podoba, nie mam zastrzeżeń co do całej kp. Tylko kilka rzeczy.
Po pierwsze rozdałeś tylko 60 pkt do rozdanie jest 300, rozdaj 300 w cechy.
Technika się zgadza.
Również wybierz sobie darmowy Aspekt, bo tego brakuje.
Dodatkowo dopisz sobie że masz:
Ilość Smoczego  300
Ilość pożywienia 100
to każdy dostaje na start. Jak to uzupełnisz dam ci Akcept.
No dobra, z rzeczy o które ja poprosiłem wszystko się zgadza. Natomiast wyjaśnienie jest dokładnie takie jak sobie interpretowałem historię.
Akcept- 05.04.18

Vanilia:
Vanilia: Hej Parles, z mojej storny takie pytanko w kwestii zgodności fabularnej. Saiyanie z Vegety nie mają już swojej ojczyzny, ale ci kolaborujący walczą po stronie Changelingów. Czyli rozumiem, że jesteś z tej grupy? Czy też jesteś tylko najemnikiem? To kluczowa różnica, która wpłynie na to, jak cię będą postrzegać NPC w casie gry na forum.
Parlies:  Docelowo był z kolaborujący. Tak był wychowany i nie znał niczego innego. Obecnie raczej niezrzeszony jeśli tak można? Jeśli wolno, to po przemyśleniu wszystkiego, swoich doświadczeniach, tym że położyli na niego krzyżyk (Ot kolejne mięso armatnie nie wróciło) przewartościował swoje życie i jest neutralny. Mogę tak? Wolałbym by nawet nie wiedział o czymś takim jak jakaś rebelia. Jeśli pozwolicie!
Vanilia:  Myślę, że ataki terrorystyczne w stolicy Vegety są raczej jednoznaczne, więc Parles musiał wiedzieć, że są buntownicy. Ale mógł uważać ich za bandę świrów. Jeśli w czasie gry spotkasz buntownika i on dowie się, że walczyłeś dla Changów, to możesz liczyć się z konfliktem. Jeśli akceptujesz ten background, to daję ci akcepta
Parles: Ta, why not.
Vanilia: OK, to akcepcik ode mnie też. Al, dodasz proszę kolorek? - 08.04.18

______________________

- 1 szy wynik o lol xD (z wybranymi pierwszymi preferencjami)

- 2 gi wynik nie dziwi mnie (z wybranymi alternatywnymi preferencjami które lubię, bo musiałem wybrać niestety 1 z dwóch :/)



Ach, to utrzymywanie porządku na czacie :3:
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito