Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC.
Liczba postów : 2083
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Świątynia Salazara

on Sro Sty 03, 2018 10:44 am
First topic message reminder :


Muzyka:



„KU PRZESTRODZE WSZYSTKICH WSTĘPUJĄCYCH. TU SPOCZYWA SALAZAR, BÓG ZNISZCZENIA, KU WIECZNEMU POTĘPIENIU. ZOSTAŁ UWIĘZIONY W TEJ ŚWIĄTYNI, BY URATOWAĆ WSZYSTKIE ŻYJĄCE STWORZENIA. STRZEŻ SIĘ!”

***

Kaio brnęła przed siebie jedynym korytarzem, jaki przed sobą miała. Z każdym krokiem wchodziła coraz głębiej w mrok tego miejsca, w każdym tego słowa znaczeniu. Bo to nie tylko ciemność i nieznane jej zakamarki powodowały gęsią skórkę, ale coś więcej. Coś ponadnaturalnego, co unosiło się wszędzie wokół. Nie była pewna, czy to wytwór jej wyobraźni czy prawdziwe doznania. Była święcie przekonana, że czuje oddech gospodarza tego miejsca rozpierający ściany. Spokojny, stonowany. Uśpiony, powolny wdech i wydech. Wdech i wydech. Mogła czuć się w tych wysokich murach jak niewielka świetlista kropeczka zduszana kotarą mroku. Było to niejednoznaczne, bo z jednej strony niepewność tego, co spotka i obecność kogoś potężnego emanowała ostrzegawczo. Tak, jak zresztą sugerował Cesarz Demonów. Z drugiej jednak strony natura świątyni nie krzyczała do Kaio, wołając, by stąd uciekała. Wręcz przeciwnie. Tak, jakby Salazar jednym okiem w półśnie patrzył, jak do niego idzie. Zapraszał ją. Zachęcał, otaczając duchem jak ochronną peleryną.

Ciemność stała się w pewnym momencie nieprzenikniona, ale bogini szybko przywykła do niej i widziała teraz w szarych barwach. Jeśli podążała pieszo, wkrótce poczuła, że buty przemiękają jej, ponieważ posadzka zalana była wodą.

Niebawem jej oczom ukazała się niewielkie atrium. Na jej środku znajdowała się studnia, w której można było spokojnie zanurkować. Trudno jednak przewidzieć, dokąd mogłyby prowadzić jej kanały i czy po drodze dałoby się zaczerpnąć powietrza. Sufit był w części zawalony, prześwitywał przez niego tylko niewielki otwór prowadzący piętro wyżej. Choć Kaede była szczupła, istniało ryzyko utknięcia. Być może znalazłyby się i inne sposoby, by przejść dalej.  


OCC: Kreatywność w poszukiwaniu przejścia oczywiście mile widziana ^^ Tylko, że jeśli wybierzesz jakąś inną drogę, wtedy rzucamy kośćmi i sprawdzamy, czy się powiodło. Sposób rzutu uzgodnimy na priv.  Albo możesz iść którąś z tych dwóch dróg w opisie.

______________________



NPC.
Liczba postów : 2083
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Świątynia Salazara

on Pią Mar 09, 2018 2:56 pm
Dziewczyna przyglądała się krótko Tice, gdy ta zaprezentowała się w swoim stroju.

- Gustownie. – skomentowała, uśmiechając się serdecznie. – No mam ogon, ale ty też masz przecież?

Ogoniasta nie odzywała się przez chwilę. Marszczyła brwi i wodziła oczami to na prawo to na lewo, jakby nad czymś intensywnie myślała. W końcu zacisnęła mocno oczy, a dłonie zwinęła w pięści. Widać wysilała się nad czymś, ale Tika nie miała pojęcia, nad czym. Najwidoczniej jednak nie potrafiła komunikować się w myślach zbyt dobrze, ponieważ do Kaede dotarły tylko strzępki jej wypowiedzi:

„Kira.” – potem pauza – „Chodź tu. Ja Lamia”

Po dłuższej chwili Saiyanka otworzyła oczy i popatrzyła nieufnie na Tikę.

- Posiadasz Księgę Zarządczą? Jeśli tak, to oddaj mi ją. Ona jest niebezpieczna i nie powinna wpaść w niepowołane ręce. Poza tym w tej świątyni nie ma żadnego skarbu, tylko niebezpieczne miejsce spoczynku Boga Zniszczenia. Zaprowadź mnie proszę o Kaede, apotem pomogę Ci stąd wyjść.

Dziura nad głową Kaede została załatana i w ten sposób nie można było nią już przejść.

---
Odpisy do 11.03.2018 godz. 15:00
Kanade
Ciasteczkowa Bogini
Liczba postów : 652
Data rejestracji : 29/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Świątynia Salazara

on Sob Mar 10, 2018 9:55 pm
-Kira, masz rację. Więc jesteśmy po jednej stronie. Duch Salazara opętał mnie gdy zobaczyłam Vię, strażniczkę tego miejsca.  Ten sposób umarła. Teraz pokażę ci drzwi od komnaty Salazara, Kira kazała mi sprowadzić  artefakt, który się tam mieści. Osoba, z którą przebywasz mi to uniemożliwiła, zabierając księgę zarządczą i nie chcąc współpracować.- zdała relacje z sytuacji, przesyłając też dokładną wizję tego, co nastąpiło. Opowiedziała jak Via ruszyła na nią z mieczem, potem Kaede się odwinęła i próbowała ją rotować w momencie, gdy uświadomiła sobie, że Salazar znacznie wpłynął na nią i jej ruchy. Potem opowiedziała o drzwiach komnaty Salazara tuż obok miejsca, w którym była. –Jeśli więc wiesz jak otworzyć te drzwi, to obie wykonamy swoje misje, a Kira będzie podwójnie zadowolona. Komnata jest na poziomie -1. Niestety sama utknęłam.
No to sądziła, że to tyle jeśli chodzi o małpkę.
-Salazar nic się nie bój, oboje stąd wyjdziemy.- powiedziała do drugiego adresata. Chociaż tego też zamierzała oszukać.


Ostatnio zmieniony przez Kaede dnia Sro Mar 14, 2018 1:15 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Vvien
Liczba postów : 1046
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
760/760  (760/760)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Świątynia Salazara

on Nie Mar 11, 2018 3:06 pm
-Księga zarządcza ładuje się, nie posiadam jej przy sobie - skłamała połowicznie, bo księga faktycznie znajdowała się już na swoim miejscu, ale nie miała zbytniej użyteczności. Próbowała opanować się od faktu, że prawdopodobnie potwór o którym wspominała Kaede to jednak, jedna wielka ściema.
-Mój ogon? A tak - zapomniała o tym co wspominała. -Jeśli masz na myśli tą protezę ogona, mój prawdziwy straciłam w dzieciństwie. - Miała już go przyczepiony, ale częściej ten ogon zawadzał jej w różnorodnych sytuacjach. Gdyby nie psychiczna presja z pewnością by się go pozbyła.
-Czemu mnie nie słuchasz? Nie byłabym w stanie zabić strażnika, potwór to najwyraźniej ściema ze strony Kaede, bo jakimś dziwnym sposobem nigdzie go nie ma, a ta Kaede? Czy jest dość silna by ją zabić!? Wiem, że jest tu coś potężnego co z pewnością każda istota mogłaby pożądać, znajduje się to w komnacie Salazara. Nie idę z tobą, a Kaede jest pomieszczenie obok bo tam ją posłałam by coś znalazła dla mnie w zamian za oddanie księgi zarządczej. - Zaczęła zbierać różnorodne ciuchy, które to mogłaby ze sobą zabrać. Szukała jakiejś walizki, czy czegokolwiek w co mogłaby to upchać. -Jak nie ma tu skarbu, to zabieram te ciuchy. Właścicielce i tak nie będą potrzebne, a jak wrócę na ulice, jak to bezdomna myszka to chociaż będę miała w co się ubrać. - Zerknęła raz jeszcze na dziewczynę z małpim ogonem, ale to co ją denerwowało to fakt, że nie mogła za długo utrzymywać kontaktu wzrokowego. - Wystarczy stąd wyjść i udać się w kierunku komnaty zarządczej, powinno to być bodajże po lewej stronie blisko wielkich drzwi. Nie potrzebujesz mnie do tego. - Kliknęła na scouter, w sumie to urządzenie posiadało bodajże skan mocy istoty. Ciekawe, czy ta dziewczyna była silniejsza od Bishopa. -Wiem dokładnie, gdzie jest wyjście, nie potrzebuje więc tego...opiekunki! -

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
NPC.
Liczba postów : 2083
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Świątynia Salazara

on Sro Mar 14, 2018 7:16 pm
- Słuchaj, koleżanko, kręcisz i to czuć na kilometr! – powiedziała Ogoniasta, podchodząc do Tiki i wytykając ją palcem. – Kaede nie ma w pokoju obok, bo tam byłam i widziałam. Nie mam czasu na zabawy. Idziesz ze mną, nie chcę cię potem szukać po całej świątyni. I jak mówiłam, nie możesz tu sobie po prostu zostać. – w tym czasie Tika zauważyła, że poziom mocy dziewczyny jest porównywalny, choć nieco niższy niż Bishopa. - Zabieram cię, idziemy sprawdzić, co z księgą, ale jeśli jej nie będzie na miejscu, to natychmiast wyskakuj z niej po dobroci. Nie chcę być zmuszona do tego, by cię przeszukać.

Po tych słowach nie czekając ani sekundy dłużej złapała Tikę w pasie i podniosła do góry. Trzymała ją nad głową poprzecznie jak pień drzewa, ale z dużą lekkością, jakby Ziemianka nic nie ważyła. Ogonem chwyciła walizkę Tiki. W ten sposób skierowała się do wyjścia z pokoju. Poszła w lewo. Rozejrzała się krótko po Komnacie Zarządczej, po czym zbiegła po schodach na poziom zero. Jej bagaż łomotał po schodkach głośno. Przy samym piedestale postawiła Tikę znów na nogi.

- Nie ruszaj mi się stąd! – rozkazała tylko, po czym chwyciła księgę z podestu i zaczęła ją wertować. – Co? Brakuje kartek. Gdzie one są?!

Tika zauważyła, choć być może umknęło to uwadze jej towarzyszki, że woda całkiem spłynęła z poziomu -1. A mackowaty stwór, który w niej pływał, jakoś dziwnie zniknął. I nie było go słychać… Nagle poczuła, jak krople kapią jej na czoło. Wzniosła odruchowo głowę do góry i wtedy go zobaczyła. Wielki… Kraken… siedział przyssany przyssawkami do sufitu, zakrywając go swoim wielkim, tłustym ciałem… Obserwował je obie wielkimi, spragnionymi wrażeń oczami. Jego odnóża unosiły się na końcówkach niecierpliwie…

Tymczasem Kaede siedziała sobie na swoim miejscu. Wyczuwała tylko, jak Tika i małpiasta przeszły w inny kąt Świątyni. Ba! Nawet usłyszała jakiś rumor gdzieś na prawo od miejsca, gdzie stała.

______________________


avatar
Kanade
Ciasteczkowa Bogini
Liczba postów : 652
Data rejestracji : 29/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Świątynia Salazara

on Czw Mar 15, 2018 3:33 pm
Zaczynało być nudno. Do tego stopnia, że siedzenie w pomieszczeniu, które sobie wykreowała, przestawało być efektywne. Jak bardzo nieudolnych ludzi posiadała Kira, że wysłany pościg tkwi z tą ziemianką w zupełnie innej części świątyni, na dodatek zajmując się zupełnie inną osobą. Co oni tam robią? Kaede przestała wierzyć, że małpiasta sama ją odnajdzie, to chyba jakaś choroba tej beznadziejnej rasy. Kto zrobił taki błąd, że osoby takie jak one w ogóle funkcjonują?
Westchnęła ciężko i rozbiła ściankę, w której miała wizjer na komnatę Salazara. Po mackach nie było już śladu, więc sama poleci korytarzem, z którego wcześniej się takowa wyłoniła. Już nie tylko czuła ki obu dziewczyn, ale też mogła usłyszeć jakiś hałas. Czy to były macki, które wcześniej widziała? Z jakiegoś powodu na jej ustach pojawił się uśmiech, walka z bestią zmęczyłaby pościg, który miał ją pojmać. Gdy je znajdzie to poczeka cierpliwie aż babeczki będą zmęczone, sama wykończy potwora i zmusi do współpracy pozostałe. Tylko teraz trzeba znaleźć całą ekipę.
Poleciała wgłąb nieznanego korytarza, skupiając się na energii saiyanki.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1046
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
760/760  (760/760)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Świątynia Salazara

on Pią Mar 16, 2018 7:38 pm
-Zgłupiałaś!? Puszczaj mnie! - Zaczęła się trząść, ale została wzięta na ręce, jakby miała zostać nową małżonką nadmiernie uradowanego i zdziczałego troglodyty.
-Jeśli tam jej nie ma to oznacza, że jest kłamliwą zdzirą, czy w ogóle jako ta wasza niebiańska istota powinna kłamać!? - Zdziwiła się nie rozumiejąc najwyraźniej, że saiyanka była albo za nadto głupia, albo za nadto pochłonięta tym...cokolwiek robi.
W końcu dotarły do piedestału, a pierwsze co przerażonej Tice przyszło na myśl to trzymanie pęcherza i odpowiedź pełna pogardy.
-Widzisz!? Księga jest tak, jak wspominałam. Jak tak śmierdzi od mnie to czemu mówię prawdę? Zważywszy, że...że... - Spojrzała na dół, woda całkowicie znikła, a cokolwiek w niej przebywało z pewnością musiało opuścić to miejsce. Poczuła pewną ulgę, do czasu, aż małpa nie postawiła ją na równe nogi. Tu zaczęły stukotać w strachu, na myśl, że coś zdecydowanie nie grało.
"Yuck, co...co...o nie!" myślami pognała już całkowicie przerażona, gdy zaczęła dukać na widok krakena przymocowanego do sufitu.
-K...K...K... - oczy wypełniły się łzami prędko zamykając się w fontannę, ale to co chyba było szczególnym ciosem na godność tiki to kałuża uformowana ze złotego strumienia tuż pod jej nogami.
-Kraken! - Krzyknęła pół szeptem zapominając o rozkazie zostania na miejscu i szybkim pędem zaczęła biec w stronę jamy z której przybyła. "Pieprzyć to, nie dam rady, jaka to gra, a rzeczywistość!" spanikowana zamierzała, jak najszybciej opuścić świątynie drogą, jaką to przybyła.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
NPC.
Liczba postów : 2083
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Świątynia Salazara

on Pią Mar 16, 2018 9:31 pm
Saiyanka oglądała księgę pod każdym kątem (tak, jakby to miało w czymś pomóc), nie słuchając kompletnie, co mówi Tika. Widocznie miała spore problemy z podzielnością uwagi. Ze skupienia oderwał ją dopiero krzyk dziewczyny.

- Co? Kraken? Gdzie? – zaczęła rozglądać się i obracać na wszystkie strony w gotowości do walki. – Ej, ty! Wracaj! – warknęła w stronę Tiki, która gnała przez wąski podeścik w stronę dziury w ścianie. Zaraz za nią podążały wielkie, tłuste macki zakończone przyssawkami… Ogoniasta wzniosła głowę do góry i wtedy zobaczyła, że do niej też zbliżają się dwa odnóża. Działała instynktownie. Wokół jej ręki rozświetliło się błękitne ostrze. – A masz! – krzyknęła bojowo.

CIACH! Obie wielkie macki zaczęły spadać na piętro niżej, obijając się o delikatną ścieżkę na poziomie 0, aż padły bezwładnie na dole. Polała się krew.

- WWWWWWRRrrrrRRRrrrrrrRRRRrrr! – dudniący, głęboki ryk bólu rozbrzmiał w całej świątyni, aż ściany zatrząsały się w posadach i posypał się z nich tynk.

Tika stanęła przed dziurą. Była wąska jak cholera, nawet dla niej. Jeśli… jeśli Kraken zaryczy tak jeszcze kilka razy, przejście zapadnie się i… tunel stanie się jej trumną... Jeśli zdecyduje się do niego wejść.

Tymczasem Kaede nie musiała dłużej zastanawiać się, którędy iść. Najpierw usłyszała krzyk Tiki „KRAKEN”, a chwilę później rozległ się przejmujący i dogłębny ryk mackowatego stwora, który powodował, że ściany trzęsły się. Świątynia była stara, na pewno otwarta walka z tym potworem mogłaby doprowadzić do zawalenia się kompleksu.

Wkrótce dotarła do pomieszczenia, z którego dochodziły odgłosy walki. Była to tak często już wspominana komnata zarządcza, której do tej pory nie widziała jeszcze na własne oczy.


Kaede stała w drzwiach na poziomie -1, gdzie najwyraźniej wcześniej znajdowała się spora ilość wody, ta jednak wypłynęła przez korytarz i pozostało jej niewiele ponad kostki. Tam leżały tylko dwie obcięte macki Krakena. Całe pomieszczenie było bardzo wysokie, przechodziło na wskroś przez wszystkie poziomy świątyni. Na parterze znajdował się piedestał, przy którym stała saiyanka. Ogoniasta w jednej ręce dzierżyła księgę, a jej druga ręka rozjaśniona była ostrzem KI. Nieco dalej przy dziurze w ścianie stała Tika, w której stronę zmierzały dwa kolejne odnóża potwora. Na poziom +1 prowadziły schody z poziomu 0. Natomiast nad nimi zwisał przyklejony do zadaszenia, wielki, tłusty Kraken. Tak ogromny, że pokrywał swym cielskiem całą powierzchnię sufitu. Krew spływała my z dwóch kikutów…

______________________


avatar
Kanade
Ciasteczkowa Bogini
Liczba postów : 652
Data rejestracji : 29/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Świątynia Salazara

on Sob Mar 17, 2018 2:13 pm
Lecąc korytarzem nuciła sobie radosną melodyjkę. Trochę dla ostudzenia emocji, a trochę z nudów całą tą sytuacją. Leciała i wiedziała, że dobrze leci, a niebawem coś się zacznie. Zawsze tak było, nuda nie mogła trwać wiecznie, spokój bywał ulotny jak lista zakupów. Wyczuwanie ki nie kłamało, nigdy nie kłamało. Miała racje jak zwykle, albo prawie jak zwykle. Najpierw usłyszała wrzask, potem łomot, potem odgłosy walki.
-Fiu, fiu. Znalazły się zguby i to wszystkie trzy.- uśmiechnęła się, gdy przed oczami wyłonił się widok walki, uciekającej Tiki i wkurzonego krakena. Po prostu cudownie, dwa problemy zwalczały się same, a ziemianka traciła na wartości. Księga znalazła nowego właściciela, ale przypuszczała, że to da się bardzo łatwo zmienić.
Stanęła w ukryciu, tak żeby nie zwracać uwagi krakena i wyciągnęła dłoń, aby telekinezą odebrać małpiastej księgę. Włożyła całą swoją siłę w to, żeby pochwycić zdobycz. Przypuszczała, że księga może ulec zniszczeniu, ale za pomocą tworzenia i wyczucia struktury ki powinna być w stanie ją naprawić. Najważniejsze to pozyskać ją i uciec znowu do komnaty Salazara, a kraken zrobi za nią robotę. W końcu po coś go karmiła.

OCC:
Kradzież księgi telekinezą i powrót do komnaty Salazara.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1046
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
760/760  (760/760)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Świątynia Salazara

on Nie Mar 18, 2018 8:51 pm
"To się zbytnio komplikuje, czas stąd...ok nieważne" zatrzęsła się ziemia, gdy już wczołgiwała się w tunel. Nie zamierzała podążać dalej, a więc będzie musiała obrać inną ścieżkę. Porzuciła swoje wszystkie graty w tunelu by nic ją już nie obciążało, a następnie wyczłapała się by dostrzec, jak w jej kierunku nadciągały kolejne macki.
-Nie mam wyjścia...oh gosh to masz w sobie! Strach podobno dodaje skrzydeł prawda!? - Zrobiła krok w bok, spoglądając z przerażeniem na nadciągające macki. Stanęła na krańcu przepaści i to właśnie wtedy dostrzegła nieznajomą na niższym piętrze. Nie mogła dostrzec detali, ale była zdecydowanie pewna, że to mógł być potwór...bądź ta określająca siebie mianem Kaede. Nie oszukując siebie przełknęła ślinę, to musiał być demon, który tak zażarcie pragnął księgi. Spojrzała na małpiastą dziewczynę wyczyniającą cuda z błękitnym ostrzem. "Nie jesteś już zwykłą ziemianką, po prostu...po prostu postaraj się nad sobą trochę panować" wpadła w trans i spojrzała na księgę. Ta się lekko zachwiała. "Zabijesz się, nie rób tego kroku, ale musisz...po prostu pomyśl, że masz te skrzydła. " postawiła jeden krok w przepaść i wyciągnęła rękę przed siebie. "Tak wiele nie rozumiem, a tak wiele widziałam w grach. To typowe, moce magiczne, kosmici, krakeny, Bogowie zniszczenia...to taka jedna wielka gra. Jedna wielka gra, więc poczuj się, jakbyś kierowała kontrolerem. Jesteś graczem i masz tylko jedno życie, więc zrób perfekcyjny bieg przez całą rozgrywkę" Skupiła się, a jej serce dudniało przerażająco głośno. Wystrzeliła ki blasta w kierunku księgi, a następnie rzuciła się na niższy poziom. Ile to mogło mieć metrów, dziesięć? Piętnaście? Dla przeciętnej ziemianki to było zdecydowanie za wiele, mogła spokojnie złamać nogi.
-Pilnuj księgi i zajmij ją czymś - odpowiedziała lecąc w dół. "Bishop zapewniał, że latanie to nic trudnego, trzeba to tylko poczuć...więc skoro to takie ma być proste, to niech takie będzie. Oh gosh od ostatniego wypadku z wysokości zmasakrowałam skrzydła i nie mogłam nigdy latać, zostałam wkręcona w głupią dziecinną zabawę! Tutaj jednak to już nie tylko gra, a wzywanie! Wierze, że potrafię latać!" Przymknęła oczy i skupiła się, wyobraziła sobie pióro powiewające na wietrze, błony owadzich skrzydeł i tą dziwną energie ki, którą poczuła wystrzeliwując ki blasta w kierunku księgi. W ostatniej chwili coś nią targnęło, a uczucie kołatającego serca zostało obleczone przez inną sensacje. Sensacje, którą poczuła, jak tylko przymknęła oczy. Ledwo wyrobiła się nad mokrym podłożem ujemnego poziomu...albo już złamała nogi i jest pół przytomna albo faktycznie odzyskała skrzydła i czuła, iż mogła latać. Odbiła się krokami od podłoża i zaczęła biec w kierunku Kaede, będąc tuż przy niej próbowała prześlizgnąć się bokiem i udać wgłąb korytarza. Do jakiejkolwiek najbliższej bariery, aby przez nią przejść.

OOC:
Kończę trening, zaległy. Vulf wyraziła zgodę.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
NPC.
Liczba postów : 2083
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Świątynia Salazara

on Wto Mar 20, 2018 9:27 pm
- Eeee, co?! – wykrzyknęła Ogoniasta, gdy księga wymsknęła jej się z rąk i zaczęła wędrować w powietrzu na niższy poziom. Dosłownie ułamek sekundy później cofnęła się o krok, gdy Tika wystrzeliła w jej stronę KI Blasta. – To ty…?? – zaczęła całkiem zbita z tropu, gdy jej twarz spotkała się z oślizgłym odnóżem Krakena. Siła uderzenia była taka mocna, że dziewczyna poleciała daleko za siebie i została wbita w ścianę.

ŁUBUDUBUDU!
– ściany znów zadrżały niebezpiecznie.

Gdy księga była jeszcze w powietrzu, jej kartki zaczęły regenerować się. W tym czasie Tika zdążyła wylądować na dole. Gdy jej stopy zetknęły się z ziemią, ruszyła czym prędzej w kierunku korytarza. Minęła Kaede i wbiegła w mroczne korytarze…

Wtedy przedmiot znalazł się bezpiecznie w ręku kaio. Czysta, kompletna! Nawet z instrukcją obsługi. Brakowało tylko jednego, kluczowego elementu… Przedmiotu do pisania.

Tymczasem Tika brnęła przed siebie. Odcinek nie był długi, ziemianka złapała małą zadyszkę. Ale…jeszcze…tylko…parę… kroków. Już widziała wrota. Nie mogły prowadzić nigdzie indziej. To musiała być Komnata…

Sam Kraken zaczął ześlizgiwać się po jednej ze ścian, by mieć w zasięgu macek zarówno Kaede jak i Małpę.

______________________


avatar
Kanade
Ciasteczkowa Bogini
Liczba postów : 652
Data rejestracji : 29/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Świątynia Salazara

on Wto Mar 20, 2018 11:09 pm
I zaczęło się. Wiedziała, że tak będzie, musiało się tak wydarzyć. Była przekonana, iż nuda nie może trwać wiecznie. Sytuacja gwałtownie się wyklarowała. Kraken był jak kraken – dziki i niszczący wszystko, a przy tym dość niebezpieczny. Małpiasta była jak małpiasta – głupia, naiwna, i bez wyobraźni. Z kolei Tika… Ta to była przebiegła.
Kaede skupiła się na ziemiance, widząc jak zapieprza w stronę komnaty Salazara. Kombinowały bardzo podobnie, chcąc skorzystać na walce potwora z saiyanką, żeby w czasie zamieszania uzyskać swoje cele. Musiała więc wcześniej tak zaprogramować księgę, żeby uzyskać dostęp do zapieczętowanych drzwi. Była już blisko tego pomieszczenia i tylko bardzo szybkie poczynania mogłyby jej przeszkodzić. Na szczęście Kaede miała swoje asy w rękawie. Przytuliła mocno księgę do piersi i przeszła do kontry.
Dzięki teleportacji pojawiła się ponownie przed drzwiami do komnaty Salazara. Będąc tam włączyła sento terepashi, żeby pochwycić ziemiankę tuż przed samą barierą. Jeśli to się uda obali ją na podłogę i zmusi do współpracy, nie używając ręki, która cały czas przytula do piersi księgę.
-Teraz jesteśmy skazane na siebie. Najpierw przy mnie napisz w księdze komendy, które pozwolą mi z tobą wejść do komnaty Salazara. Tam podzielimy się skarbem i wspólnie opuścimy świątynię.- przekazała Tice telepatycznie tuż po zakończeniu z sukcesem podjętego przez nią działania. Obie wiedziały, że czasu zostało już niewiele. Kompleks zabudowań mógł runąć lada moment, stając się dla nich grobowcem. Może w tej sytuacji…

OOC:
-Teleportacja i bojowa telepatia żeby złapać Tikę.
avatar
Vvien
Liczba postów : 1046
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
760/760  (760/760)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Świątynia Salazara

on Czw Mar 22, 2018 4:45 pm
"Sądziłam...fuuu...fuuu..." -fuuu, że to znacznie bliżej! - Nie sądziła, że dokona tego, ale nie sądziła, że jej lot okaże się także tak niski i męczący, że co drugi krok odbijała się od powierzchni korytarza niczym nadmuchany balon. "Małpa wspominała o jakiejś kobiecie, ona powinna mi pomóc, ale musiałabym się dostać na piętro wyżej...nie mam sił, wchodź do środka, wchodź!" zatrzęsły się nogi, gdy znajdywała się tak blisko bariery. Musiała tylko zdobyć się na kolejny odważny wyczyn i przeniknąć do miejsca, gdzie potencjalnie roiło się największe zło tego świata. "Ta wariatka ma swoją księgę, ciekawe jak szybko ogarnie, że nie jest w stanie jej użyć...nieważne!" Zdziwiła się patrząc na nią w oddali, dokładnie wiedziała już, że stała się jej potencjalnym celem. "Oh gosh oh gosh oh gosh! Ruszaj się!".
Postanowiła nie wahać się i czym prędzej przekroczyć barierę prowadzącą do komnaty Salazara. Wyciągnęła ręce za siebie i odczepiła ogon wciskając jeden przycisk i obracając go. Sam ogon ważył swoje, a zbyt sztywny element był jednakże niezmiernie niewygodny. Miała zamiar rzucić w Kaede przy pierwszej okazji, jakby pojawiła się blisko niej. Pozostawała kwestia, jak takie istoty się teleportują...czy po prostu szybko biegają, czy teleportują się, czy mają portale międzywymiarowe? Nie było to ważne, ważne by być w pogotowiu. Także zamiast zakładać udanie się na spotkanie z innym gościem świątyni. Zawsze te parę ostatnich kroków biegacz pokonywał z nadwyżką siły, choć mięśnie dawno odmawiały posłuszeństwa. Tym razem, też tak musiało być.

OOC:
Nie bardzo mogę jeszcze uznać "sukcesu" Kaede, bo to MG powinien o tym decydować. Zapewne tak będzie, ale dawanie sobie gwarancji wykonania jakiejś akcji naprawdę utrudniło mi pisanie i musiałam ograniczyć się do minimum.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
NPC.
Liczba postów : 2083
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Świątynia Salazara

on Pią Mar 23, 2018 12:34 pm
Tika odpięła w czasie biegu swój ogon, gdy pojawiła się przed nią Kaede. Nie była już w stanie wyhamować. Wpadła z kaio z impetem. Obie runęły na ziemię.  Bogini nie czekała ani sekundy, była szybsza, złapała dziewczynę za rękę. Ta wymierzyła jej cios ogonem, który nie mógł nic zmienić, ponieważ była dużo słabsza od przeciwniczki.



- WWWRRRRRRAAAWRARRARWRARARA!!!! – zaryczał Kraken.

Świątyni zatrzeszczała w podstawach. Z sufitu posypał się kurz, a zaraz za nim… wielki kawałek gruzu. Zleciał prosto na walczące. Uderzył Kaede w głowę. Ciemność i gwiazdy zaświeciły jej przed oczami. Przetoczyła się na bok, a głaz zleciał i przygniótł miażdżąco prawą rękę i nogę Tiki. Ból był nie do opisania. Kamień stoczył się dalej, a impet przepchnął Tikę dalej… dalej... przez… portal…

PUF!

Zniknęła.

- KAAEEEEDEEEE!!!!

Kaio słyszała wołający ją głos małpy. Musiała najpierw pozbierać się. Gdy z trudem podniosła głowę i otworzyła oczy, świat zawirował. Wtedy jej oczom ukazała się saiyanka. Była poobijana, jej ubranie zostało zdarte, krew lała się z rany na głowie i kącika ust. Jej dwie nogi i rękę trzymał Kraken, zacieśniając więzy i ciągnąc ją do tyłu. Dziewczyna nie poddawała się. W drugim ręku trzymała… płonące pióro.

- Jeśli wciąż masz w sercu krztynę dobra, ratuj nas. Nie pozwól jej. RATUJ NAS PRZED SALAZAREM!!! WPISZ HASŁO „ZWYCIĘSTWO MIŁOŚCI”!!!– zaryczała z pasją, po czym rzuciła przyrząd w stronę Kaede i zluzowała mięśnie. Mackowaty potwór wciągnął ją znów do Komnaty Zarządczej. Zaraz po tym rozległ się huk i ściany znów zatrzęsły się. – AaaaAaaAAA!!! – wykrzyczała nastolatka, wydając z siebie być może ostatni okrzyk...

Pióro natomiast leżało przed Kaede na wyciągnięcie dłoni. Mogła teraz wrócić i uratować wojowniczą saiyankę albo wpisać tajemne hasło i... spróbować przejść do Komnaty Salazara za Tiką. Pomóc mu lub zgładzić…

Tymczasem Tika przetoczyła się do środka. Znalazła się w sporej wielkości pomieszczeniu, które zbyt długo było zamknięte i nieużywane. Pokrywała go gruba warstwa kurzu, ścieląca się na podłodze prawie po kostki. W środku panowała ciemność, nie widziała prawie nic. Gdzieś na samym środku stał sporej wielkości podest, a na nim złota waza. Jedyne, nikłe źródło światła. Jej blask padał na bok, oświetlając coś w rodzaju sarkofagu. Miał kształt trumny, a na wysokości twarzy szybkę. Było to jednak technologiczne urządzenie. Pod ochronną obudową widać było rurki i przewody, a z przodu widniał panel obsługi, na którym świeciła się zielona dioda.

„Kto by pomyślał…” – w głowie Tiki rozległ się basowy, męski głos. – „Kto by pomyślał, że to jednak ty, taka nikła duszyczka na tym świecie, przybędziesz do mej komnaty.” – mówił w sposób spokojny i ciepły, choć oczywiście wzbudzający trochę podejrzeń. – „Masz na imię Tika, prawda? Tiko, pozwól, że się przedstawię. Nazywam się Salazar, Bóg Sprawiedliwości. Żyłem na tym świecie wieleset lat temu. Jako Bóg troszczyłem się o każdą zbłąkaną duszę i sprawiedliwie je traktowałem.

***

Tika czuła, jak traci kontrolę nad swoim umysłem. Zapadła ciemność, a za chwilę ukazywały jej się obrazy w przydymionych ramkach. Nie znajdowała się we własnym ciele. Była wyższa i silniejsza. Miała męską budowę. Stała na balkonie pałacu i machała rękami do licznie zgromadzonego tłumu ludzi. Wszyscy wiwatowali i cieszyli się. Tańczyli, radości nie było końca.

- Ludzie kochali mnie, wreszcie zapanował pokój. Byłem potężny, ale robiłem wszystko, by wykorzystać to w dobry sposób.

Wizja natychmiast zmieniła się. Tika wciąż była w tym samym ciele, teraz jednak przeszywała ją zadająca okropny ból i paraliżująca wiązka KI. Znajdowała się w połowie drogi do szczytu schodów w świątyni, których nie rozpoznawała. Pewna zielonoskóra kaio właśnie ją  paraliżowała, w drugiej ręce trzymając mieniący się miecz. W jej oczach widać było determinację i ani krzty zwątpienia.

- Światem rządzą jednak istoty potężne i zdeprawowane. Obawiały się o swój los, nie chciały czekać, aż dosięgnie ich miecz mej sprawiedliwości.

***

Tika znów otworzyła oczy. Wizja przeminęła, ból w zmiażdżonych kończynach powrócił.

- Biedne stworzenie… - wyraził ubolewanie nad Tiką, która przypominała w tym momencie rozgniecionego owada. – Podejdź do tej wazy. Obok leży sztylet. Wystarczy, że wbijesz go w to, co znajdziesz w środku. Uwolnisz mnie, a ja sprawię, że świat znów stanie się rajem. Nie tylko dla innych, ale też dla ciebie. Zdejmę z ciebie jarzmo ciężkich wspomnień. Pozbawię bólu i pozwolę rozkwitnąć jak najpiękniejszemu kwiatu.


---

Tika zaczyna, bo pierwsza przeszła przez barierę.

______________________


avatar
Vvien
Liczba postów : 1046
Data rejestracji : 05/02/2016


Identification Number
Punkty Życia:
760/760  (760/760)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki: 1

Re: Świątynia Salazara

on Pią Mar 23, 2018 9:05 pm
Wpadła z impetem na cielsko demona, Kaede posiadała zestaw zdolności, którą poszczyciłby się nie jeden mag, ale teraz...teraz stanęła jej na przejściu do komnaty. -Zostaw mnie! - Krzyknęła, ale poczuła mocny uścisk ręki, nie sądziła, że tak silne istoty istniały w ogóle we wszechświecie. Zamknięta w czterech ścianach przed komputerem, w niezliczonych wirtualnych światach, a potem...zamknięta w otwartej przestrzeni, bo i tak uczucie się nie zmieniło, tylko powierzchnia wokół. "Ugh...niesamowicie silna" kuliła się czując ból w ręce, a łzy ciurkiem leciały jej z oczu. Zamachnęła się wolną ręką i uderzyła ją protezą, ale najwyraźniej była to gumowa zabawka w odczuciach różowej skórki.
"Oh do bani...wiedziałam, że to może się zdarzyć, ale nie sądziłam, że ma aż tak ogromną przewagę..." stoczyła się po tym, jak świątynia ponownie się zatrzęsła. Pierwsze odłamki sufitu runęły na nich i choć poczuła rozluźnienie w ucisku złej kobiety, tak sama poczuła potężne uderzenie skały. Nie mogła na to zareagować okrzykiem, choć pewnie darłaby się z bólu na całą świątynie. Natychmiastowa struga cierpienia tak przeszyła ziemskie ciało, że przyćmiona nie wiedziała co wokół się dzieje...

Głos w myślach ją obudził, najwyraźniej znalazła się w stosunkowo pustym i ciemnym pomieszczeniu. Uniosła głowę ku góry, gdy leżała na brzuchu w zapomnianym przez czas pomieszczeniu. Źrenice przystosowały się do ciemności, łapczywie wchłaniając delikatną poświatę emanującą z wazy.
"To jest..." skrzywiła się, nie czuła się na siłach by ruszyć, ale objawy cierpienia zostały znacznie załagodzone. Trzeba było coś odpowiedzieć tej kolejnej pokrace, co nie miała własnych ust i korzystała z tajemniczych hocus pocus, aby się porozumiewać się telepatycznie.
-Dostanę za to ciastko? - spytała prześmiewczo, właściwie to faktycznie jest pierwszą osobą ot panteony bogów wiedzą, jak długo. To jest jakieś osiągniecie, jak na pierwszą, ale prawdopodobnie ostatnią przygodę życia. Czuła się ciężko na ciele, umyśle, a być może nawet i na samej duszy, jeśli taki koncept faktycznie istniał. Cóż widziała wiele, jak na ostatni tydzień by mieć pewność, że nawet taki absurd jak posiadanie własnej duszy mogło przejść w tym wszechświecie.
"To ten moment...ostatni boss, ale nie jestem żadnym herosem, tylko przeciętną dziewczyną lubiącą gry komputerowe. Jak zwykle użyje wszelkich metod, by postawić na swoje. Dlaczego...dlaczego czuje się tak spokojnie?" Nie czuła już strachu, ale czuła się wyjątkowo słabo i miała ochotę wymiotować. Próbowała wstać, ale zamiast tego poczuła raz jeszcze ciężar na umyśle, to była wizja. "Ugh!" zazgrzytała owadzimi zębami, ledwo dostrzegła zarys trumny pozycjonowanej za wazą. Na co trumna...Bogowi?

Pierwsza wizja:
"Czuje się dziwnie...czy tak wygląda niebo? Szlag, wydaje się bardziej stereotypowe niż sobie uświadamiałam. Zaraz, co to za krzyki? Wiwaty? Szczęście? Tłumy? Heee?" Zdziwiła się widząc, iż jej ciało nabrało wyjątkowo męskich atutów. Zastanawiała się, czy mogła nim się poruszać, czy tylko współdoświadczać tego wydarzenia. Niewiele z tego zrozumiała poza tym, że był wielki, był wielce sprawiedliwy i być może miał wielkiego...ego, tak ego miała na myśli. Zanim mogła nawet cokolwiek z tego wywnioskować, historia zatoczyła koło o kolejną scenę.

Tym razem znajdowała się na schodach prowadzących do nieznanej świątyni "Ten ból, oberwałam...MEDYK! Heheh No dobra, koniec wygłupów... kim jest ta kobieta? Wygląda na przedstawiciela Kaede, ale jest taka...taka silna, odważna, pewna siebie, zdeterminowana...czemu taka nie mogę właściwie być? Wiem, że nie potrzebuje już skrzydeł, po raz pierwszy latałam od ostatnich dziesięciu lat. Wspaniałe uczucie, nawet jeśli co drugi krok musiałam odbijać się od ziemi...ugh czuje się okropnie, czując taka słaba i zamyślona przeszłością. Czemu mam wrażenie, że powinnam na nią patrzeć? Czy ona mnie tu widzi!? Mam wrażenie, że nie patrzy na typa z wizji...ale we mnie" Tyle sprzecznych myśli, ale szok w końcu otworzył jej oczy. Nadal znajdowała się w zimnym i zapomnianym pomieszczeniu. To tutaj według mapy znajdowała się Komnata Salazara, miejsce spoczynku Boga Zniszczenia. To Salazar jest tą istotą zdeprawowaną i choć przedstawione wizje mogły być prawdziwe, tak to był jedynie urywek jakiejś historii. Zdecydowanie za mało by pokazać swoją dobroduszną i wspaniałomyślną stronę...

-AAaaaaaaaaaa!!! Chlip...Jak to boli! - Krzyknęła z bólu i odkaszlnęła parokrotnie wypluwając strugę śliny. Do mózgu zaprzątanego wizjami, własnymi emocjami i nadmierną myślą o tym, czy w to faktycznie koniec dotarła ostatnia wiadomość. Przepełniona bólem i wymieszana z ostatnią prośbą o wielkiego Boga Zniszczenia. Płakała rzęsistymi łzami i podciągnęła się powoli do piedestału. Ręka, jak i noga były w koszmarnym stanie, ale może tą zdrową ręką dałoby radę jeszcze się podeprzeć, a zaś nogą wstać. Chwyciła za sztylet...spojrzała za siebie gdzie znajdowała się bariera.
-Ok...uwolnię ciebie - odpowiedziała bez zastanowienia. Jednakże, jak wpierw zaczęła iść w stronę wazy, tak skręciła do tajemniczego sarkofagu. Dzierżąc sztylet o dziwnym ostrzu, spojrzała przez małe okienko na elektronikę. "Jaki Bóg potrzebuje trumny? " Spytała siebie raz jeszcze, nie zamierzała zaglądać do wazy. Wpierw zerknęła na tajemniczy panel, ale jego działanie niewiele jej mówiło. Zamierzała wbić ostrze sztyletu przez szybkę, aby dotrzeć do środka i uszkodzić elektronikę. Czuła się wyjątkowo spokojna i opanowana, a przypominając sobie tajemniczą kaio poczuła jej determinacje. Zamierzała zrobić cokolwiek, nie wiedząc, czy to jest dobre, czy złe...ale zdecydowanie inne, niż o co ją prosił największy zły. Uderzenie za uderzeniem, próbowała dostać się do środka.

______________________

Know your place:


Know your place! Again!:


avatar
Kanade
Ciasteczkowa Bogini
Liczba postów : 652
Data rejestracji : 29/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
1000/1000  (1000/1000)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Świątynia Salazara

on Sob Mar 24, 2018 8:53 am
Wszytko szło zgodnie z jej planem. Pogrążona w furii i skupiona tylko na wykonaniu misji, nie prowadziła typowej dla siebie analizy dobra. W swych działaniach bardziej przypominała demona niż boginię miłości, którą była. Złapała więc ziemiankę, przydusiła do ziemi i egzekwowała to, na czym jej zależało. Była tak bardzo zimna i obojętna na los innych… Te miejsce i ta sytuacja pobudzały w niej wszystko, z czego nie mogła być dumna. Zmieniała się pełna obaw czy to wpływ Salazara, czy jej własna upadła natura. Gdzie była ta kochająca Kaede?
O upływającym czasie przypominały odłamki skalne świątyni. Jeden z nich uderzył ją w głowę w trakcie wymuszania od Tiki potrzebnych komend. Świat zawirował i zniknął w czarnej toni.
Ocknęła się jakiś czas później, nie będąc pewna ile już go straciła. Rozejrzała się nieprzytomnym wzrokiem, jakby chciała sobie przypomnieć gdzie jest i co tutaj robi. Klarowność umysłu wracała bardzo wolno, zdawałoby się, że całą nieskończoność. Do psychiki wracały wspomnienia tego jak bardzo zagalopowała się w swoich czynach. To nie była ona, nie było w niej akceptacji względem tych wszystkich nieprawości, które wyrządziła. Najpierw śmierć pobratymca, później głupia wojenka z niewinną ziemianką, a w końcu pozostawienie na pastwę losu saiyanki. Młoda kaio zaczęła brzydzić się sobą i wszystkim, co się wydarzyło, jak również tym, co planowała. Jak mogła myśleć o wywołaniu wielkiej rzezi w zaświatach i przejęciu siłą władzy? Powinna szukać pokojowych dróg i dochodzenia do rozwiązań na drodze dialogu. Ten dzień spowodował, że stawała się taką osobą, przeciwko którym zawsze walczyła, przypominając im o wartościach.
Gdy już powiązała ze sobą fakty, usłyszała jak małpiasta woła jej imię i rzuca w jej kierunku ogniste pióro do księgi.
-Ja… Przepraszam!- odkrzyknęła ze łzami, wpisując hasło na stronach księgi. Naprawi tyle ile zdoła. Chociaż cała sytuacja zagmatwała się nie tylko z jej winy, to ona chciała sprowadzić ją na właściwe tory. Wleciała do komnaty Salazara, stając się znów osobą, którą zawsze była, nawet jeśli wina i grzech zmyły z niej wrodzoną świętość.
Po przekroczeniu bariery wiedziała, że ma mało czasu, ale ziemiance należały się przeprosiny.
-Przepraszam za wszystko.- powiedziała łagodnie, wpisując kolejne komendy do księgi zarządczej. –Nic ci nie grozi z mojej strony, wydostanę nas stąd, ale zabiorę też wazę. Tobie dam w zamian operację rehabilitującą uszkodzenia ciała i tyle pieniędzy ile zechcesz, prowadzę korporację Melodyjne Ciasteczka, pewnie o nich słyszałaś, sprzedajemy je wszędzie.- kolejne wpisy w księdze miały zrobić z komnaty Salazara schron, który byłby odporny na zewnętrzne uszkodzenia. Brzmiał on tak: „Komnata Salazara: tarcza ochronna wokół komnaty. Niewrażliwość na ataki fizyczne, odłamki skalne, uderzenia ki. Brak dostępu dla istot z zewnątrz.”.
-O ile dobrze myślę, to teraz te miejsce jest naszym schronem, zapisałam taką komendę w księdze.- traktowała Tikę jak partnera w trudnej sytuacji. Obie chciały stąd uciec i coś dostać w zamian. Kaede mogła teraz dostrzec, że oprócz wazy znajduje się tutaj sarkofag, cały podłączony do elektroniki, którą Tika właśnie próbowała zniszczyć. Poczuła ulgę, na myśl że Salazar stanie się jedynie reliktem przeszłości. Odkąd wróciła do samej siebie miała w głowie tylko myśl o tym, żeby odkupić swoje winy i oddać wazę przełożonej. Jeśli poniesie karę, będzie w stanie ją przyjąć, byleby ukończyć powierzone zadanie.
Utworzyła kolejny wpis w księdze: „Komnata Salazara: otwórz portal umożliwiający teleportację – kanał łączności komnata Salazara i Planeta Dai Kaio.”. Następnie podleciała żeby zabrać wazę, a następnie do Tiki, kładąc jej łagodnie dłoń na plecach.
-Gdy pojawi się portal magiczny, czy coś w tym stylu, zabiorę nas w bezpieczne miejsce. Wiem, że ciężko tobie mi zaufać, ale tym razem naprawdę na tym skorzystasz. Zresztą chyba nie masz alternatywy poza zginięciem w ruinach?- musiała jej pomóc, sama również wymierzyła uderzenie w elektronikę podtrzymującą Salazara, ładując w cios cała swoją frustrację.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2083
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Świątynia Salazara

on Nie Mar 25, 2018 11:03 pm

Tika z trudem przebrnęła do podestu i wzięła do ręki zakurzony sztylet. Miał wykutą w złocie, zdobioną kryształami rękojeść i poszarpane na brzegach ostrze. Nosił znamiona swojego wieku i nie wyglądał na zdatny do użytku. Dziwne przeczucie mówiło jej jednak, że to nie jest zwykły przedmiot, jak i wszystko inne, co znajdowało się w zgliszczach świątyni. Jej przypuszczenia okazały się słuszne, ponieważ było to narzędzie rytualne.

Poczłapała w bólach do trumny umiejscowionej obok podestu z wazą. Z przodu znajdował się przybrudzony panel, przez który przebijało się tylko nikłe, zielone światełko, coś w rodzaju diody oznaczającej, że przedmiot funkcjonuje. Nagle zmieniło kolor na czerwony, a świątynia zadrżała w podstawach.

Ziemianka nie chciała tracić na to wiele czasu. Ból w zgniecionych kończynach dominował do tego stopnia, że nie mogła pozwolić sobie na wiele. Zbliżyła się do małego, brudnego okienka w trumnie. Pochyliła się nad nim, aby zadać cios… W ciemnościach ciężko było dostrzec szczegóły, ale z całą pewnością mogła stwierdzić, że istota w środku jest przytomna. Większość jej twarzy skryta była pod maską, dostarczającą płyny niezbędne do życia. Na Tikę patrzyły jednak otwarte oczy…

Tika zamachnęła się, gdy do środka weszła Kaede. Nie ingerowała w zamiary ziemianki, mówiła i zapisywała komendy w księdze. Niestety wszystko, co notowała, nie dawało żadnego rezultatu… Komenda ‘Zwycięstwo miłości’ działała jak ostateczna deska ratunku. Neutralizowała magiczne właściwości świątyni do tego stopnia, że zdejmowała wszystkie bariery ochronne i sprawiała, że Księga Zarządcza stawała się bezużyteczna…

Wtedy ostrze sztyletu zetknęło się z powierzchnią sarkofagu. Komnata rozbłysła pasmami oślepiającego światła, bijącego z miejsca styku. Tikę przeszyła fala paraliżującego i obezwładniającego bólu. Jednocześnie czuła, jak jej ciało napełnia się potężną energią. Nie wiedziała, czemu tak się dzieje, ale ostrze przebijało się niemal samoistnie. Brnęło w jej ręku głębiej i głębiej aż… przebiło czaszkę Salazara. Krew polała ręce dziewczyny. Rytuał dokonał się.

- Koniec sprawiedliwości…- w głowach obu kobiet zabrzmiał głos Salazara. Zaraz po tym jego KI zaczęła przelewać się w Tikę, zadając jej kolejne otępiające fale cierpień. Ciało ziemianki zaczęło płonąć. Nie mogła znieść tego ani minuty dłużej. Zemdlała.

Komnata zatrzęsła się znów. Sufit urwał się. Decydowały tylko sekundy. Kaede nie pozostawało nic innego niż teleportować się. Ciach! Waza… Ciach… Tika. Dotknęła jej ramienia w ostatniej sekundzie i… zniknęły.

***

Każda istota we Wszechświecie odbija na nim swoje piętno. Jest jednym z trybików wielkiej i niezrozumiałej machiny istnienia. Kaede i Tika odegrały swoją ważną rolę w losach tego świata.

Kaede oparła się kusicielskiej naturze Salazara. Postanowiła wybrać drogę praworządności. Zgodnie z wytycznymi swojej misji zdała wazę do rąk swojej przełożonej. Wazę, zawierającą… serce Braski, dawnego Cesarza Demonów i brata Rukeia. Zostało ukryte w Komnacie Salazara, miejscu niedostępnym dla demonów. Miało ono ogromną moc, zdolną do czynienia cudów. Na tyle potężną, że złożone w ofierze mogło przywrócić życie dawnemu Bogu Zniszczenia. Albo pozwoliłoby Rukeiowi zapewnić sobie miejsce na tronie w obliczu zbliżających się zmian na arenie politycznej Galaktyki…

Kira odebrała artefakt od swojej uczennicy, lecz nie zamierzała dawać jej awansu w obliczu tego, co robiła w świątyni. Śmierć Vii i Lamii musiała zostać najpierw uczczona. Dopiero wiele lat później, gdy niebianka udowodniła swe dobre zamiary, odzyskała nieskazitelność charakteru i wykazała się pokorą, dołączyła do grona najwyższych…

Tymczasem Tika została przetransportowana do Pałacu Wszechmogącego. Tam otrzymała leczniczą fasolkę, która pomogła jej wybudzić się ze śpiączki. Zadane jej rany pozostawiły liczne, szpecące blizny na jej pancerzykowatym ciele. Gdy powróciła do niej świadomość, zdała sobie sprawę z tego, że kumuluje w sobie ogromną energię, której sama nie była w stanie kontrolować. Zgodnie z tym, co mówił sam Kami, Salazar nie chciał wziąć ze sobą do grobu potężnej magii, jaką władał. Być może przez tyle lat w samotnym więzieniu zrozumiał, że jego postępowanie nie zawsze było sprawiedliwe. Milcząco uznał, że zasługuje na śmierć, ale chciał oddać narzędzie władzy w ręce kogoś innego, w nadziei, że skorzysta z tego mądrze.

To, jak Tika ją wykorzystała, zatarło się w mrokach dziejów…

______________________


Sponsored content

Re: Świątynia Salazara

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito