Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Droga Węża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
NPC



Liczba postów : 866
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Droga Węża   Sro Maj 30, 2012 1:35 am



Bardzo długa droga (1mln km), w kształcie węża z rozwartą paszczą na początku. Na samym jej końcu znajduje się mała planeta Nort-Kaio. Trzeba pokonać całą drogę, jeśli się chce do niego dostać.

Na bokach długiego węża znajdują się ostre zęby, o które łatwo można się zranić. Spadając z Drogi Węża trafia się prosto do piekła, z którego nie można powrócić już na tor.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Droga Węża   Pon Sie 13, 2012 10:16 pm

Gdy tylko wyruszyli, jego przypuszczenia poczęły się sprawdzać co do czasu dotarcia na miejsce, z którego miał potem dalej sam wyruszyć. Kierowca prowadził pojazd w iście ślimaczym tempie. Ogoniasty miał nawet ochotę wyjść po paru minutach wleczenia się. Szybciej sam by mógł dojść na piechotę, ale z grzeczności został na swoim miejscu. Kanapa pasażerska w samochodziku była w miarę wygodna, ale od Saiyan to się wygód nie wymaga, bo to zahartowana rasa. Nawet na twardym i gołym kamieniu mogli spać bez problemu. Jednakże w pojeździe było nieco duszno i Saf musiał szybę nieco uchylić. Czas mijał, a oni się wlekli niemiłosiernie po tym kamiennym pasie prowadzącym wprost do Wężowej Drogi. Podróż była strasznie monotonna, a widok chmur za oknem wciąż niezmiennie taki sam. Rogaty nawet próbował zagadać Saiyana, ale jednak były to nieciekawe rezultaty. Czerwonowłosy jakoś nie miał ochoty na rozmowę co było wyraźnie widać. Safari rozmyślał nad tym co wtedy zrobił nim zginął. Ta decyzja była po prostu głupia i nieprzemyślana o opłakanych skutkach. Tylko idiota idzie na śmierć bez zastanowienia. A jednak coś dzięki temu uzyskał. Pewną satysfakcję, która była wynikiem tego iż udało mu się pomóc w osłabieniu choć nie zabiciu groźnego shadowa. Chociaż tyle mógł zrobić. Czyn nie był zbyt chwalebny, ale być może Mistic to doceni w jakiś sposób choć raczej nie liczył na to. Zrobił to, bo coś go do tego pociągnęło. Zapewne to były stare nawyki z poprzedniego życia. Teraz był zupełnie inną osobą i na obecną chwilę nie żył. Dopiero co umarł i jeszcze nie mógł do tego przywyknąć. Trącił palcem aureolę nad swoją głową. Nie było mowy, że to fałszywka. Naprawdę ją miał. Tknął ją jeszcze raz dla upewnienia się. Jakiś dzieciak zapewne by miał niezły ubaw taką zabawą. Jednak po jakimś czasie by się szybko znudziło. Safa raczej to nie bardzo bawiło, ale bardziej ciekawiło. I tak zresztą nie miał nic do roboty. Jechali wciąż i ogoniastemu zaczęło się robić sennie. Samochodzik był taki wolny, że Saf po prostu sobie usnął na czas dojazdu. Drzemał sobie w najlepsze przy dźwiękach mruczącego silnika póki się nie zatrzymali. Pojazdem lekko szarpnęło przy hamowaniu i przez to się wybudził.

-Proszę bardzo. Oto jesteśmy na miejscu.- odezwał się uprzejmie rogaty pracownik Zaświatów jak tylko Saf wygramolił swe cztery litery z transportu. Gdy tylko czerwonowłosy wychynął z pojazdu, to jego oczom ukazał się niesamowity widok. Cud sztuki architektonicznej jaki pierwszy raz miał okazję ujrzeć. Wielka, rzeźbiona paszcza uszatego węża szczerzyła swe zęby na podróżnego. Kamienna głowa była ogromna i zapewne całość była bardzo stara mimo że nie wyglądała na taką zapewne dzięki konserwacji. Saf zafascynowany tym podszedł bliżej zadzierając głowę, by móc spojrzeć choć w jedno oko tego dzieła sztuki. Rzeźbiona głowa była kilkakrotnie wyższa od Saiyana. Przewodnik stojący z boku był zapewne zadowolony z reakcji ogoniastego. Zaraz potem zaczął zachwalać ten cud mistycznego budownictwa, który nieznanym sposobem unosił się w powietrzu nad morzem żółtych chmur.

-To właśnie jest Droga Węża. Można powiedzieć, iż to duma całych Zaświatów. Liczy sobie tysiące lat czy też może miliony. Tego nikt nie wie nawet sam Pan Enma. Jej długość, to prawie z milion kilometrów. Przed tobą kilka osób ją zdołało przebyć w tym mój szef.- wypowiadał z dumą te słowa rogacz w koszuli i krawacie.

-M m m milion kilometrów ?- Saf był raczej w szoku i nawet zaczął się jąkać z tego powodu. Żadna droga jaką znał na Ziemi nawet połowy tej długości nie miała. To raczej było niemożliwością uzyskać taki wynik w drogowym budownictwie. Jednak tu nie było to niemożliwe co mówił sam za siebie dowód tuż przed nim. Było co podziwiać. Rzeźbiona droga wija się w nieskończoność aż po sam horyzont. Ogoniasty wskoczył na szczyt łba by się lepiej temu przyjrzeć. Końca nie można było raczej wypatrzeć, bo był raczej bardzo daleko. Safari był ciekaw jak wygląda ten domniemany Kaio wspomniany przez tamtego ogra w biurze.

-Na końcu drogi znajduje się planeta Północnego Kaio. Nie każdemu się trafia zaszczyt trenowania u niego. Życzę ci zatem powodzenia i nie spadnij z drogi.- mówiąc te słowa pracownik Zaświatów wrócił do swego samochodziku i zaraz odjechał zostawiając Safa samego. Saiyan ponownie zerknął na drogę po tym jak odprowadzał jakiś czas wzrokiem tamten pojazd.

„Ciekawe kiedy zobaczę koniec ? Pewnie sporo czasu minie. Czas zatem ruszać.” po tym krótkim rozmyślaniu skoczył na powierzchnię boskiej autostrady tuż za gadzim łbem. Domyślał się, że będzie ciężko. Nie zwlekając dłużej zaczął sadzić spore susy jeden po drugim w stronę swego celu.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Droga Węża   Pią Sie 24, 2012 12:29 am

Wykonywał skok za skokiem pomiędzy kolejnymi pętlami zawiłej trasy, po której zmierzał w stronę planety Północnego Kaio. Przemieszczał się niczym pchła pokonując kolejne metry raz za razem ku wyznaczonemu celowi. Ledwie dotykał czubkami butów podłoża, a za nim niczym chorągwia poruszał się luźny ogon. Nie zagrzewał dłużej miejsca niż przez niewielki ułamek sekundy. Był dość szybki dość szybki jak i sprawny, by w ten sposób pokonywać kilkaset kilometrów zanim jeszcze zaczął odczuwać zmęczenie mimo iż nie żył. Nim się zatrzymał, to przy ostatnim skoku na tyle źle wylądował, że o mało by stracił równowagę i spadł. Chcąc ją odzyskać przez chwilę machał rękami jak rozwścieczony drób swoimi skrzydełkami. To był dość zabawny widok, ale z jego strony groziło pochłonięcie przez obecnie kotłujące się morze obłoków pod nim. Gdy właśnie było blisko swoistego zboczenia z trasy, to w tym momencie puszyste podłoże poniżej zaczęło tak jakby żyć. Poniżej bulgotało jak gotująca się woda w czajniku, z której wystrzeliwały dymne słupy w celu pochwycenia nieostrożnej duszy. To było nawet dziwne, że owe chmury chcą wciągnąć każdego kto tylko znajdzie się poza niebiańską autostradą. Wyglądało na to, że nawet czekały aż to się stanie. Jednak w tym przypadku nie miały szans, bo podróżnik zdołał się utrzymać na drodze mimo tej niespodziewanej sytuacji. Zapewne w tym mu dopomogło posiadanie ogona, który skierowany w odpowiednią stronę zapobiegł opuszczenia w tak niezdarny sposób Wężowej Drogi. Saf jednakże mógłby użyć umiejętności latania gdyby jednak spadł, ale ze zmęczenia jakoś miał problemy z myśleniem Jedyna myśl jaka mogła się zagnieździć w jego małpim umyśle, to przestrzeganie pewnej rady jaką mu dał rogaty pracownik Zaświatów nim wrócił z powrotem do biura. Teraz Saf w pewnym sensie wiedział co mogło się stać, ale nie miał pojęcia co może być jeszcze poza pochłonięciem przez te żółtawe niczym mały kurczaczek chmury. Nie wiedział, że pod tą swoistą watą „cukrową” cokolwiek się może tam znajdować. Oczywiście tuż pod Drogą Węża było Piekło, ale nikt nie powiedział mu o tym. Wbrew pozorom ta kraina była mu bardzo dobrze znana, a przynajmniej tej części jego co spędziła tam sporo czasu. Jednakże nawet gdy był już zupełnie inną osobą, to raczej nie chciał tam trafić. Nawet gdy ogoniasty obecnie odpoczywał siedząc tuż przy krawędzi, to piekielne miejsce poniżej gigantycznej chmury poniżej czekało na niego. Teraz wyglądało spokojnie jakby nigdy nic nie miało miejsce. To była tylko kwestia czasu aż popełni poważny błąd, przez który by się tam znalazł. Tylko się potem nasuwa pytanie: jak by się stamtąd wydostał ?

Saf oddychał dosyć ciężko jak i głośno łapiąc kolejne hausty powietrza. Mimo że był dosłownie martwy, to wciąż odczuwał pewne cielesne potrzeby czy niedogodności. Między innymi, to był głód, sen i zmęczenie. Co było raczej dziwne przy jego stanie. Może dlatego tak było, bo mimo bycia nieżyjącym posiadał cielesną powłokę. Ciało mogło być temu winne, ale raczej nie było do końca wiadome dlaczego tak jest. Nawet był ciekaw jak to by było, gdyby jednak go nie miał. Zapewne by przypominał jeden z wielu „żywych” obłoków dymu jak te napotkane wcześniej dusze u bramy Zaświatów. Zastanawiało go co ten Kaio w nim takiego widział skoro kazano mu wybrać się do niego. Widać było, że ten facet to ważna osobistość, ale co on chciał od zwykłego Saiyana o nienaturalnym kolorze włosów ? Czym on mógł zaimponować temu ważniakowi ? Już kolejny raz się nad tym zastanawiał. Albo lepiej przestanie o tym myśleć. W końcu prędzej czy później się dowie o co w tym wszystkim chodzi. Obecnie wpierw musiał się do niego dostać. Wędrówka jak widać do łatwych nie należała. Wystarczył bowiem jeden nieuważny ruch by zakończyć mozolna podróż i zaraz znaleźć się w owianym bardzo złą sławą miejscu pełnym najgorszych, nieżyjących złoczyńców z całego Wszechświata. Trafić w takie miejsce to najgorsza rzecz jaka może spotkać dobrą duszę. Jak na razie jakoś się na to nie zapowiadało.

Gdy czerwonowłosy dostatecznie odpoczął, to ruszył dalej w drogę. Teraz bez skakania, a na rękach trzymając resztę tułowia w górze. Ogon musiał owinąć wokół pasa, bo przeszkadzał mu majtając się po głowie. Ruszył dalej kontynuując swą podróż, która była dość nudna. Mimo tego miał zamiar ujrzeć wreszcie koniec. Młody Saiyan nie miał pojęcia ile już czasu minęło od wyruszenia z pałacu Enmy Daiyo. Wędrówka nie była zbyt łatwa, a droga miała mnóstwo zakrętów czy też wzniesień. Droga się wiła niczym wielokilometrowy wąż co było adekwatne z jej nazwą jak i wyglądem. Podróżował dalej zarazem trenując, by móc kontynuować potem z lepszymi rezultatami. Przemierzał kolejne kilometry robiąc to z pewnymi przerwami co pewien odcinek, który przebył. Dni mijały i końca nie było widać nic a nic. Jak wcześniej było wspomniane, to nie miał pojęcia ile to już czasu minęło. Tu w Zaświatach nie było żadnego wyznacznika, który by pokazał czy to dzień czy też noc. Nic, a tylko różowawe czy też łososiowe niebo (jak kto woli) i morze żółtych chmur niczym wata cukrowa aż po horyzont. Przemierzał wytrwale trasę na różne sposoby. Czy to skacząc czy biegając lub też chodząc na rękach. Jak do tej pory nie wpadło mu na myśl by przelecieć nad tymi kamiennymi pętlami. Taki sposób zapewne był szybszy niż te stosowane dotychczas, ale to się wiązało z utratą cennej KI. Była szansa, że może wpadnie za jakiś czas na ten pomysł. Jak na razie się na to nie zapowiadało.

Dni mijały mu na ciągłą wędrówkę. Co do jednego wyglądały zupełnie tak samo, że chcąc nie chcąc stało się to rutyną. Podróż bez widocznego końca z elementami treningu. Przemierzanie wielu setek kilometrów czy też tysięcy na różne sposoby nie licząc samego latania. Nawet w połowie jeszcze nie był. Zresztą nigdzie nie było punktu odniesienia, po którym można było poznać. Była tylko wijąca się droga o milionie kilometrów i chmury. Dzień za dniem wyglądał tak samo. Przebieżka pewnego fragmentu trasy pomiędzy nimi przerwy na odpoczynek w postaci snu czy pożywiania się obłokami. Owe ofiary jego głodu były o dziwo smaczne i nie miały określonego bliżej smaku. Zajadał się nimi garściami wpychając co chwila następna porcję nim dobrze przeżuł poprzednią. Miał tak wypchane usta i policzki, że chomika przypominał. Ostatnio kiedy miał okazję w ten sposób się obżerać miała miejsce z rok temu. Kiedy to do jego domu oraz Kisy przybył ich dziadek, który zafundował im posiłek. Od tamtej pory bardzo wiele się zmieniło. Ledwo poznanego dziadka prawie od zaraz stracił. Co do jego siostry, która go odnalazła po pół roku bytu na Ziemi, to ona aktualnie nie żyła. A przynajmniej on tak sądził. Praktycznie został z niczym i z nikim. Nawet poznana przypadkiem Taaluma szybko znikła z jego życia po incydencie w Wesołym Miasteczku jak i potem na mieście. Trochę żałował, że tak szybko odeszła. Była jak bratnia dusza, która miała podobny problem co i on. A teraz nikogo takiego nie było. Został sam i pewnie tak zostanie. Niektórzy ubóstwiali samotność, on jednak niezbyt ją dobrze znosił po ostatnich wydarzeniach jakie miały miejsce w ostatnim czasie.

Przy ostatnim odpoczynku jakim był sen, to przyśniła mu się Kisa. Widział moment kiedy ją ostatni raz widział tuż przed walką nim poleciała się rozprawić z tyranem i gwałcicielem jakim był ówczesny trener z sali na Vegecie. Teraz jak o tym właśnie rozmyślał w trakcie długiego skoku na kolejny fragment drogi, to zdał sobie sprawę z głupoty jaką popełnił nim ruszył. Gdy jeszcze stał tam przed wielkoludem w garniaku, to mógł się spytać o to czy jego siostra żyje. Jednakże tego nie zrobił. Jak taki idiota jedynie wydukał głupie „Hej” i nic poza tym. Teraz było już za późno. Trudno się mówi. Zresztą obecnie nie mógł wracać. Zbyt daleko już zaszedł, by się wycofać. Po kolejnym susie przystanął uważając przy tym, by od tak nie wypaść z trasy i runąć w dół w odmęty chmur. Usiadł sobie na środku drogi krzyżując przy tym nogi. Zaczął rozmyślać nad tym jak zdobyć informację o młodszym rodzeństwie. Zapewne był jakiś sposób by się dowiedzieć czy jego siostrzyczka żyje lub też nie. Po krótkim czasie rozmyślań nagle go olśniło. No jasne, Ki-Teleportacja. Wystarczył ułamek sekundy by mógł wrócić przed biurko Enmy. Pomysł jednak od razu spalił na panewce. Po pierwsze: nie znał Ki tego purpurowego olbrzyma przez co o namierzaniu nie było mowy. A po drugie: jakby potem wrócił na ten odcinek, na którym obecnie przebywał ? Podobny był problem gdyby chciał w ten sam sposób znaleźć się u Kaio. Tak poza tym by nie musiał biegać po tej niezwykle długiej drodze, której koniec jest hen-hen daleko. Jednak to by było zbyt łatwe, gdyby było to możliwe. Obecnie innego wyboru nie miał jak załatwić ta sprawę w tradycyjny sposób, ale póki zrobił sobie przystanek po ostatnich kilometrach, to mógł skorzystać z okazji i się przekimać. Tak też zrobił. Czekała go jeszcze długa droga do przebycia nim zjawi się u Kaio. Nie wiadomo ile jeszcze czasu minie nim dotrze do niego. Byle tylko się nie poddawać i iść dalej ku odległemu celowi jaki został wyznaczony.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Droga Węża   Nie Wrz 02, 2012 11:21 pm

Jego podróż była równie nudno co i długa. Niezmienny krajobraz i wijąca się boska autostrada aż po horyzont. Biegł po tej drodze, biegł, skakał czy nawet też ćwiczył. Także spał na niej czy też się pożywiał siedząc na jej brzegu i wcinając chmury. To już była praktycznie rutyna. Jednakże poza tym gdy minęło kilkanaście dni od momentu wyruszenia, to zaczął go nękać jeden i ten sam koszmar. Wystarczyło jak już przysypiał w przerwach tej wędrówki. Gdy tylko zamykał oczy, to zaraz potem widział dobrze mu znane oblicze. Śniła mu się paskudna gęba shadowa, który pewien czas temu pozbawił go życia. Ta wykrzywiona w gniewie twarz wciąż powtarzała o tym, że wróci i się jeszcze zemści. Na tym się potem sen kończył. Owy sen zapewne odzwierciedlał w ten sposób niepokój jaki zagościł w umyśle i sercu Saiyana po tym jak zjawił się w Zaświatach. Po Safie nie było tego widać na pierwszy rzut oka gdy już miał złe przeczucie gdy tylko stanął przed Enmą. To uczucie od tamtego momentu wciąż powracało i było równie upierdliwe co pchła, która się wgryzała Saiyanowi w ogon. Tak jak te małe paskudzctwo dość mocno męczyło. Greenez wróci albo to Saf był z lekka przewrażliwiony. Jak na razie kwestia powrotu była tajemnicą. Na jak długo, to się okaże. Przy okazji nasuwała się kwestia ożywienia ogoniastego. Safari raczej nie bardzo liczył na to. Kto by się tego podjął ? A co najważniejsze: w jaki sposób ? W poprzednim życiu jakoś nie miał żadnej styczności z ożywianiem. Widział przedmioty, które są zdolne do tego czynu. Jednakże nie miał do czynienia z ich działaniem. Przypomniał mu się moment kiedy uciekł z miejsca po przywołaniu boskiej istoty jakim był smok. Po głowie kołatała mu się także pewna kwestia dotycząca smoczych kul, ale ta informacja miała miejsce z trzysta lat temu. Kwestia ożywiania przez nie i inne możliwości przedstawione przez Mistica. Jako Greefis nie pytał ponownie o nie. Nawet nie było wtedy potrzeby. Jak o tym tylko myślał, to nasunęło mu się pewne stwierdzenie. Nie było innego sposobu, by stanął ponownie wśród żywych. Ale czy on na to zasługiwał ?

Czas jak zawsze się niemiłosiernie dłużył na Wężowej Drodze. Może nie dało się określić jaki jest dany czas, ale jednak pewne odczucie było. Jak zwykle nie było widać nawet połowy przebytej trasy, a tym bardziej jej końca. Monotonna podróż była tak nudna, ze Saf z tego powodu nawet zaczął liczyć wykonywane skoki od zakrętu do zakrętu. 124, 125, 126... i tak dalej. Nagle gdzieś w oddali, na którymś odcinku wypatrzył pewien kształt. Skoro to było na trasie jaką przebywał Saiyan, to trzeba było to sprawdzić jak najszybciej. Obiekt był dość daleko, ale ta odległość się szybko zmniejszała z każdym susem. Po jakimś czasie dotarł do tamtego miejsca. Okazało się, że po drodze jeździ niewielki pojazd do czyszczenia płaskich powierzchni. Jakieś było zdziwienie ogoniastego jak ujrzał w środku kolesia podobnego do tego, który go na początek odstawił. Koszula z krawatem, śniada cera i co ważniejsze: posiadał rogi. To była bardzo charakterystyczna cecha. Pojazd był równie wolny co ten, który podwiózł Saiyana. Ogoniasty spacerkiem dogonił pojazd pukając w tylną szybę. Maszyna się zatrzymała i wychynęła z niej rogata głowa.

-Ooo. Widzę, że pan zmierza do szanownego Kaio.- odezwał się uprzejmie pracownik.
-Taa... Eee... Chciałbym zadać pewne pytanie.- od dawna dręczyła ta kwestia Safa. Czy już jest w połowie drogi ? Nawet nie musiał ujawniać tego, bo nim je zadał, to ten już miał odpowiedź na nie:

-Nie, nie ma jeszcze połowy. Przykro mi. Jednak jeśli pan dotrze do niej, to ujrzy pan pewną budowlę. To ona wyznacza na Drodze Węża połowę jej długości. Radze być ostrożnym.- widać było wyraźnie, że facet się zna na rzeczy. A tym bardziej na tym, że pewnie każdy kto tą trasę przebył, to się go pytał o ten domniemany środek drogi. A za słowem „ostrożny” coś musiało się kryć. Jak na razie jeszcze było daleko by się tym przejmować. Saf wpadł na pomysł by ten go jakiś kawałek podwiózł, ale ten mu to odradził słowami:

-Jestem zmuszony odmówić. Był taki jeden co też prosił o podwiezienie, ale skończyło się tym, że spadł przy wyboju. Tam na dole jest nieprzyjemnie. Proszę wybaczyć, ale muszę już wrócić do pracy. Miłej podróży.-

Cóż, pomysł z podwózką miał jednak swój minus. A już zdążył się przekonać co się może stać. Stał przez chwilę patrząc jak ten wsiada do małego samochodziku. Podziękował za ostrzeżenie. Trzeba było ruszać dalej. Jednakże był zmuszony przejść tuż obok pojazdu wciskając się na siłę do jego boku, a miejsca było raczej mało. Musiałby na palcach się przecisnąć między trójkołowcem, a krawędzią Drogi. Nadal mu do głowy nie wpadła myśl o lataniu co pewnie by mu podróż znacznie ułatwiło. Może kiedyś ten pomysł go nawiedzie. Obecnie był skupiony na czymś zupełnie innym. Czas mijał nieubłaganie, a on sobie o tym zdawał sprawę, ale nie miał pojęcia ile już go minęło odkąd się pojawił na Wężowej Drodze. Nie chcąc go już dalej marnować na obecnie zbytecznym rozmyślaniu, wyskoczył w górę. Stąpnął jedną nogą na dachu pojazdu i zaraz nim dobrze wylądował ruszył biegiem przed siebie. Szybko się oddalał i nawet nie zauważył, że pojazd zaraz po jego skoku niebezpiecznie się przechylił i zaraz spadł niknąc w otchłani chmur poniżej. Kierowca miał więcej szczęścia niż jego samochodzik. Bowiem zdążył z niego wyskoczyć i chwycić się krawędzi pomiędzy kolejnymi „zębami” Drogi. W tym samym czasie Saf był coraz dalej. Biegł, biegł i biegł. Posuwał się wciąż do przodu, ale jakoś tego nie było widać. Ponownie zaczął przeskakiwać pomiędzy kolejnymi zakrętami. Nawet zrobił parę skoków z saltami by dać większy rozpęd przy znacznej odległości. Jednak potem musiał odpocząć. Czas w podróży wciąż uciekał i nadal nawet połowy nie było widać. Nie licząc przerw na odpoczynek, to nadal był w ruchu.

Ciągła wędrówka po boskiej autostradzie wydawała się trwać bez końca, a nadal nie wiadomo było czy jest już połowa. Jednakże napotkany jakiś czas wcześniej osobnik wspomniał coś o zabudowie w środku długości Drogi. Saiyan podążał dalej przed siebie w przekonaniu, że niedługo na monotonnym horyzoncie ujrzy to o czym wcześniej pracownik Zaświatów mówił. Specjalnie przyspieszył, by jak najszybciej tam dotrzeć. Jak na razie, to było wciąż to samo. Monotonia, monotonia i monotonia. Tyle trasy przebył i wciąż to samo. Nic się nie zmieniło. Wężowa Droga była niczym gigantyczna, biała wstęga z zębatymi brzegami. Milion kilometrów. Kto by pomyślał, że mimo tej świadomości jak też tego, że nadal nie było widać połowy drogi jaki miał się ukazać kiedykolwiek, to wciąż niestrudzenie podążał ku wyznaczonemu celowi. Gdy znów przemierzał susami z jednego zakrętu przypominającego mu tory od kolejki górskiej jaką widział w Wesołym Miasteczku na drugi podobny, to na odległym horyzoncie coś poczęło majaczyć. Po przebyciu kolejnych pętli, to co tam było stawało się coraz wyraźniejsze. Już można było dostrzec zarys budowli przylegającej do Drogi. Saf nie mógł wiedzieć, a raczej nie wiedział, ale zabudowa miała taki sam typ architektury co pałac Enmy. Charakterystyczny budynek był coraz bliżej z następnymi metrami. Odległość zmniejszała się coraz bardziej. Z każdym skokiem wyraźniejsze stawały się poszczególne elementy. Po paru minutach intensywnego przemieszczania się był już po wielkimi wrotami. Jakiś czas temu rogaty człowieczek ostrzegł Saiyana, by ten był ostrożny. Saf nie wiedział o co mu dokładnie chodziło, bo ten nie zdradził szczegółów. Poza tym musiał uważać, by nie spaść. Chłopak chciał dalej ruszać, ale był ciekawy tego co za sobą kryją owe drzwi. Wyciągnął rękę ku wrotom z zamiarem zapukania w nie. Jednak nim nawet to zrobił, to odrzwia się uchyliły ukazując niewysoką dziewczynę o blond włosach i chorobliwie niebieskiej skórze.

-Eeee... Dzień dobry. Ja tylko tak...- już chciał się tłumaczyć, ale nie było mu to dane gdy ta przemówiła.
-Proszę, wejdź do środka. Zapewne jesteś zmęczony.- kobieta się odsunęła lekko do tyłu przepuszczając go. Odpowiednim gestem zaprosiła go do środka. Saf chciał koniecznie odmówić. Ogon nerwowo za nim latał z lekka zjeżony. Kobieta go zauważyła, ale nie zwróciła większej uwagi. Ta ponowiła zaproszenie. Saiyan nie mógł tego nie przyjąć choć zapewne to był nader zły pomysł. Chcąc czy nie, wlazł do środka za niebieską. Skrzydła drzwi zatrzasnęły się za nim.

Będąc w środku trochę się rozejrzał gdy szedł za przewodniczką. Wnętrza pomieszczeń były wystrojone staromodnie i było dość dużo złotych zdobień. Nagle stanęli. O mało by wpadł na dziewczynę przed sobą. Dobrze, że jednak do tego nie doszło. Jego oczom ukazała się kolejna kobieta. Nie taka jakaś zwykła. Nie wyglądała na służkę ani też na tzw kurę domową. Gęste, lokowane włosy w kolorze płomieni zdobiły jej głowę. Jak reszta dziewczyn posiadała niebieskawą karnację. Jej smukła talia była ubrana w fioletową sukienkę do kolan na ramiączkach. Wokół szyi spoczywało pierzaste boa w kolorze jasnego różu. Miała też jasne rękawiczki sięgające powyżej łokci.

-Witaj drogi podróżniku. Jak widzę przebyłeś szmat drogi. Jestem panią tego pałacu i chętnie cię ugoszczę. Może odpoczniesz ? - mrugnęła do niego filuternie. Trochę to ogoniastego skołowało przez co pewnie miał nieco dziwną minę. Chwyciła go za rękę i usadziła na najbliższym zdobionym krześle. Akurat siedzisko znajdowało się tuż przy blacie stołu. Znów chciał coś powiedzieć, np.: że mu się pilnie spieszy i nie może zostać. A nuż zaczęło mu burczeć w żołądku przez co pogłębiło się jego zakłopotanie obecną sytuacją. Był wdzięczny za gościnę i nawet miał zamiar wstać, ale ta stanowczym ruchem ręki usadziła go z powrotem, że aż krzesło skrzypło. Nie spodziewał się takiej siły po niej.

-Oj, nie uciekaj jeszcze. Pewnie głodny jesteś. Dziewczyny, przynieście co trzeba.- mówiąc to klasnęła parę razy w dłonie. Za chwile z jednych drzwi wyszło kilka dziewcząt nosząc półmiski pełne jedzenia. Było tego aż tyle, że by starczyło na porządna biesiadę na co najmniej dwadzieścia osób. Wszystko postawiły na stole przed Saiyanem. Saf zaczął podejrzewać, że pewnie się go spodziewały. Jednak owacje żołądkowe wzięły w górę. Zaczął się objadać jak to przystawało na małpę. Żarł jak przysłowiowa świnia. Te tylko stały i się patrzyły jak pochłania to wszystko. Pewnie kiedyś miały do czynienia z takim jak on, ale pewnie nie mogły wyjść z wrażenia na widok jego pożywiania się i tego, że niedługo będą musiały donieść dokładkę. Powoli wszystko znikało ze stołu i tylko się dziwić czemu taki umarlak jak Safari jest głodny jak za życia. Gdy już było widać dno talerzy, to prosił o więcej póki nie poczuł się pełny. Jak każdy Saiyan kochał walczyć i jeść. Poklepywał sobie brzuch machając leniwie końcówką ogona, gdy te tylko stały i patrzyły lekko oszołomione. Zapewne to nie był dla nich zbyt częsty widok, ale w końcu otrząsnęły się z tego. Podziękował i wstał od stołu. Już się kierował w stronę wyjścia gdy drogę zagrodziło kilka dziewczyn. Po ich minach widać było, że nie są zbytnio zadowolone. Ogoniasty był nieco zdziwiony ich zachowaniem. Przecież podziękował i odpoczął, a teraz chciał ruszyć dalej. Poczuł na twarzy dłoń gospodyni co go lekko zaskoczyło. Trochę mu się zapomniało, że może wyczuwać ich energię. Nagle na oczach znalazło się to pierzaste boa co go w nos zaczęło drażnić. Poczuł szarpniecie i chwilę potem klapnął na podstawione siedzenie. O mało by sobie ogon przygniótł co by nie było zbyt miłym doznaniem dla niego jako jego posiadacza. Już zdejmował z twarzy szal z piór gdy ruda poczęła go gładzić po policzku i zaraz potem usiadła mu nonszalancko na kolanach. Sytuacja dla czerwonowłosego robiła się coraz dziwniejsza co podejrzana. Naprawdę chciał iść, ale ta wbiła w niego wzrok, który mówił o tym by został. A miał wybór ? Nie chciał psuć im tej przyjemności. Kobieta wyznała mu, że jest Wężową Księżniczką. Pałac jak i władza jaką roztaczała mówiły same za siebie. Także i to, że jej posiadłość znajdowała się tuż przy Drodze. Tylko czemu chciała koniecznie by został ? Może brakowało jej bliskości mężczyzny ? Ta ostatnia myśl u Saiyana była dość dziwna. Siedziała mu na kolanach uśmiechając się gdy na scenkę naprzeciwko weszły dwie dziewczyny z mieczami i poczęły z nimi tańczyć. Ich ruchy były zawiłe niczym ruchy węża, rytmiczne co hipnotyzujące. Normalnie by zaczął przysypiać, ale nie mógł. Korcił go powrót na trasę i był teraz zbyt rozbudzony, by w taki sposób dał się uśpić. Ta to wyraźnie widziała choć nie okazywała lekkiego rozdrażnienia. Chciała go za wszelka cenę zatrzymać by nie mógł dotrzeć do Kaio, a poza tym kiedy ostatni raz widziała kogoś innego poza dziewczynami z pałacu ? Zapewne miała jakieś plany, które tylko jej podwładne mogły znać.

Safowi podobał się mały pokaz jaki był zaprezentowany, jednak wciąż ciągło go do drzwi. Ona to widziała po jego nerwowym spoglądaniu w stronę wyjścia, bo zaraz potem do niego przylgnęła owijając pierzastym szalem jakby chcąc go udusić. Jednak tego nie zrobiła. Nie miała takiego zamiaru. Chciała go zatrzymać, uwieść swą urodą i kokieterią. Podobał się jej, przypominał jej tamtego, ale był inny. Jej oczy o miłym spojrzeniu teraz wyrażały rządzę.

-Zostań tu mój drogi. Zapewnimy ci godziwy pobyt.- poczęła mu szeptać do ucha. Miało się niemałe wrażenie jakby wąż przemawiał przez jej usta. Nie dość, że do niego się przytuliła i nawet nie chciała puścić, to jeszcze zaczęła go dotykać sięgając pod bluzę. Dla Safa ta sytuacja zrobiła się jak najbardziej niezręczna. Chłopak zerwał się gwałtownie z miejsca zrzucając ją przy tym.

-Przepraszam, ale naprawdę nie mogę tu zostać.- mówiąc te słowa pomógł jej wstać choć ta jakby trochę niechętna była, ale jakoś dała się podnieść. Gdy była już na nogach, to szybko poprawiła sukienkę. W ogóle Saf dziwił się jej zachowania. Czuł się tu jakoś nieswojo. Miał złe przeczucia. Ta znów przybrała niewinną minkę zapraszając go by wziął kąpiel w przypałacowych, gorących źródłach. Saiyan miał opory szczególnie po tym co przed chwilą miało miejsce, a dziewczyny znów mu blokowały wyjście. Coraz bardziej to było podejrzane. Ale skoro chcą mu umilić ten krótki pobyt, to chyba tak źle nie jest ? No, ale może lepiej jak skorzysta z propozycji. Nie mył się od.... Kiedy to ostatnio było ? Nie miał pojęcia. Jedynie co kojarzył, to że kąpał się jakiś czas przed tym jak wyruszył na swoją śmierć. Jednakże nie umiał dokładnie sprecyzować kiedy to było. Tak poza tym, to w ogóle stracił rachubę czasu. Zgodził się na propozycję i poszedł za nią. Jednak zachowanie Księżniczki nadal w nim wzbudzały podejrzenia. Może pobyt w gorącej wodzie go uspokoi i przestanie mieć złe przeczucia ? Te rozmyślanie przerwało, to że stanęli. Byli na miejscu. Nawet nie zwrócił uwagi jak wyszli na zewnątrz, a Księżniczka wciąż na niego zerkała mając pewnie nadzieje, że jej uda się go przysłowiowo spętać i sprawić by został u niej na zawsze. Jednakże to nie było wiadome, bo w przeciwieństwie do poprzedniego gościa stawiał pewne opory. Widziała jak koniec jego ogona nerwowo podrygiwał, ale starała się na niego nie patrzeć za często. Nie było wiadome czy przypadkiem kobieta zna pochodzenie swego gościa. W końcu mieszkała tu od wielu wieków i pewnie wielu widziała jak przemierzali drogę. Jednakże taka wiedza była raczej tajemnicą dla Safa. Saiyan tylko skorzysta z okazji umycia się i potem się zmywa mino tego, że pewnie ucieczka była trochę nie na miejscu.

Zbliżył się do gorącej i parującej wody. Wokół było kilka skał co by mogły mu pomóc ukryć się na chwilę przed jej wzrokiem kiedy by się rozbierał. Wciąż czuł się nieswojo przy niej. Jak zjeżone zwierze, które przeczuwało nadchodzące niebezpieczeństwo. Jej Ki nic nie zdradzało Safowi poza tym, że jest od niego znacznie słabsza. Zresztą i tak nie wyglądała na wojowniczkę choć pozory mogą mylić. Ta wciąż się w niego wpatrywała i to dość lubieżnym wzrokiem. Chłopak czuł się tym skrępowany jak się rozbierał. Gdy tylko zdjął polarową bluzę z koszulą pod spodem, to ta mogła ujrzeć jego bliznę co się ciągnęła na całą szerokość boku. Była to pozostałość po nauce teleportacji na nieznanej czerwonowłosemu planecie. Ta popatrzyła na ten ślad z lekka zbolałym wzrokiem, ale zaraz potem jej oczy zaczęły błyszczeć entuzjastycznie. Zapewne nie wiadomo co sobie wyobrażała skąd miał tą szramę pod prawymi żebrami. Teraz ściągał czarne buty co miał od czasu pobytu na Yardrat i swe zielonkawe bojówki z kieszeniami. Oczom kobiety ukazały się bokserki w kolorze trawy. Chciał też się ich pozbyć, ale wciąż przyglądała się mu. Był zmuszony prosić ją by przez chwilę nie patrzała póki nie wejdzie do wody. Ta jakoś dosyć niechętnie obróciła się i zasłoniła sobie oczy dłońmi. Teraz w końcu poczuł przyjemne ciepło wody w zbiorniku. Od razu się cały zanurzył by zaraz potem przepłynąć z kilka metrów dalej od krawędzi gdzie była tamta kobieta. Teraz zaczął się zastanawiać skąd się tu wziął przy Drodze Pałac i przy nich gorące źródła. To była ciekawa zagadka. Oparł się o brzeg „wietrząc” pachy i zamknął na chwilę oczy. Po chwili usłyszał plusk i jak ktoś do niego podpływa. Nawet bez używania Ki-Feelinga wiedział kto to. Uchylił jedną powiekę. Niebieska twarz, szpiczaste uszy, krwistoczerwone oczy i włosy w podobnym kolorze. Czy ona przypadkiem go teraz nie prześladuje ? Zbliżyła się do niego ocierając o jego bok wciąż młodym ciałem jakim dysponowała od wielu stuleci. Ogon pod wodą nieco mu drgnął na to odczucie. Udał, że nic się nie stało. Zaprawdę starał się uświadomić, że to był tylko jeden z wielu snów jaki miał gdy przesypiał przerwy w podróżowaniu do Kaio. Wolałby żeby ta sytuacja nie była jednak prawdziwa. Jednakże to było trudne. Ponownie poczuł jak go dotyka. Nie miał gdzie się schować jak tylko pod parną wodą. Spalił buraka co pewnie nie bardzo było widać i zanurzył się aż po czubki uszu. Ta prawiła mu komplementy co było miłe, ale jej zachowanie mu nie pasowało. Nawet prosił ją by zostawiła go nieco w spokoju na co ona zrobiła lekko zawiedzioną czy też obrażoną minę.

Po paru minutach spędzonych w milczeniu i wpatrywaniu się we własne odbicie gdzie prócz twarzy widział jasny pierścień nad głową stwierdził, że już wystarczy. Popłynął do brzegu gdzie zaraz za skałą bez wycierania się począł ubierać. Ta oczywiście za nim. Już zaczęła się wynurzać. Nic nie miała na sobie. Saf będąc zakłopotany wbił wzrok w ziemie. Z włosów kapała mu woda. Widział tylko jej niebieskie stópki jak do niego się zbliżyły. Znowu próbowała mimo, że to raczej nic nie dawało korzyści dla niej. Założyła na siebie ręcznik, który pewnie zostawiła jedna ze służek. Wtedy Saiyan mógł podnieść wzrok.

-Zostań jeszcze. Tak miło spędzam z tobą czas. Proszę.- zatrzepotała rzęsami w błagalnym spojrzeniu. Wciąż i wciąż próbowała w jakiś sposób go zatrzymać. Nawet się do niego zbliżyła ponownie kładąc dłoń na jego klatce piersiowej.

-Dzięki za wszystko. Ale naprawdę, naprawdę nie mogę już tu zostać.- przed sobą widział kawałek Drogi zza jednego z boków pałacu. Przypominając sobie, że budynek miał po lewej nim tam wszedł, to już wiedział w którą stronę ma wyruszyć. Już postąpił kilka kroków w tamtym kierunku, gdy za sobą usłyszał syk. Nic dobrego to nie mówiło.

-Nieee... Nie wrócisz na Drogę Węża. Zostaniesz tu, zostaniesz na wieki. Nie pozwolę ci odjeść - jej twarz diametralnie się zmieniła. Oczy zrobiły się skośne i przybrały groźny wyraz, a jej włosy wyglądały jakby poraził je prąd. Już nie była miła ani sympatyczna. Coraz mniej przypominała kobietę z każdą sekundą. Teraz naprawdę Saf powinien się stąd jak najszybciej ulotnić.

-Muszę wracać na Drogę. Nie powstrzymasz mnie przed dotarciem do jego końca. Już wystarczająco dużo straciłem czasu.- wyskoczył w stronę mistycznej trasy. Coś go złapało za nogę aż po kolano. Spojrzał i ujrzał za sobą wielkiego szarego węża z głową podobnej tej jaką miała Droga. Machnął wilgotnym ogonem w pysk bestii, która zaraz puściła. Został w powietrzu, bo to był obecnie najlepszy pomysł na jaki go było stać. Teraz sobie zdał sprawę o tym, że mógł wcześniej tak zrobić. Lecąc miał ułatwioną podróż do Kaio.

-Jeszcze raz dzięki i nara Księżniczko.- uśmiechnął się łobuzersko i poleciał do swego celu. Podmuch powietrza rozwiewał jego nadal mokre włosy. Nim jeszcze dotarł na trasę, to z pałacu dało się słyszeć wściekłe krzyki dziewczyn. Nie obyło się bez rzucania wszelkiej maści ostrej broni. Jednak się tym nie przejął, bo żadna go nie dosięgła. Może jakiś topór bojowy przemknął mu nad głową, ale to nic. Leciał wzdłuż Drogi w odpowiednim kierunku i to raczej nie z prędkością wycieczkową. Usłyszał głośny i wściekły syk za sobą. Wężyca leciała za nim. Dziwne to było, bo tego typu gady nie latają. Nawet nie musiał spoglądać za siebie, by to wiedzieć. Przyspieszył, albo raczej nie. Chęć zabawienia się wzięła nad nim górę. Rozdziawiona paszcza była raz bliżej raz dalej kłapiąc, by go pochłonąć jednym kęsem. Potwór był wręcz poirytowany, a tym bardziej jak jego ofiara zaczęła latać wokół niego co wprawiło gada w dezorientację i większą wściekłość. Co rusz błyskały długie i ostre kły pewnie jadowite. Po chwili zabawy, Saf ponownie wystrzelił w przód niczym strzała. Nie musiał czekać aż gad za nim podąży. Wąż był szybki, ale nie szybszy od Saiyana, który specjalnie wolniej leciał. Ten się wił w powietrzu próbując dopaść niesforną małpę, która miała czelność uciec. Wszystkie starania Wężowej Księżniczki poszły na marne.

W trakcie zabawy Saf sobie obmyślał jak to dalszą podróż spędzi. Czemu to wcześniej nie wpadł na to by polecieć choćby fragmentami ? Jakoś tak wyszło, że nawet o tym nie pomyślał. Bywa. Ważne, że teraz mu się przypomniało. A teraz pędził nad Drogą i ścigał go wielki wąż co niedawno był panią pałacu. Paszcza kłapała za nim co rusz,a budynek w szybkim tempie się oddalał. Lawirowali pomiędzy pętlami boskiej autostrady. Bestia raz była bliżej raz dalej. W końcu Saiyan zaczął niespodziewanie zwalniać. Już nad nim otwierała się zębata paszczęka. Jednak jakież to było zdziwienie gdy w pysku potwora wybuchła złota Ki, z której wyleciał odmieniony ogoniasty. Energia poparzyła stwora, eksplozja spowiła dymem całą głowę stworzenia oślepiając. Potem tylko sekundy dzieliły od tego by ten zaraz runął w dół w chmury poniżej będąc oszołomiony tym co mu się stało. Złotowłosy Saf z pełną prędkością na poziomie SSJ pokonywał kolejne kilometry póki cała energia mu się nie wyczerpała. Potem już podróżował w stary sposób jak wcześniej wliczając w to momenty kiedy z odzyskanej Ki pokonywał trasę w powietrzu. W końcu po dość długim czasie ujrzał wreszcie koniec. Kres drogi w postaci płetwy u końca ogona. Udało mu się, udało.

ZT --> Planeta North Kaio
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 550
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
41195/51195  (41195/51195)
Ki:
64790/65190  (64790/65190)
HP Pancerza:
2700/3000  (2700/3000)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Czw Lis 08, 2012 10:37 pm

Zdawałoby się, że odcinek tej drogi z domku Kaio, każdy może przechodzić w podobny sposób, prawy prosty, lewy sierpowy, podbródkowy, frontalny kopniak i od nowa, powtórzyć kombinacje z tysiąc razy, pomylił się to na glebę i pompki. Tak tak, w ten właśnie sposób zaczęła ćwiczyć niebianka. Dobrze pamiętała rady jej nauczyciela, ochroniarza północnego Kaioshina, a co to nie wie, że na jej miejsce czekają tłumy innych? A co to, a co to za opieprzanie się u Kaio i rozdawanie ciastek, trzeba ćwiczyć, ot co. W końcu od takich jak ona wymaga się, by bronili wszechświata. Ponawiała kombinacje setki razu, aż ręce odmawiały jej posłuszeństwa, a po pomyłce lądowała na ziemię i robiła pięćdziesiąt pompek. To już godzina odkąd wkroczyła z domku Kaio na tą drogę, a mimo to nie przestawała boksować i ustawiać się do walki z wyimaginowanym przeciwnikiem, który był rzecz jasna wyjątkowo szkaradny nawet jak na demona (w jej wyobraźni był). Niecodzienna facjata monstra, jakie zagościło w jej głowie powodowało, że jej starania wzrosły do niemalże skrajnie nierozsądnych. Nie zamierzała przestać i wstrzymywać tego rozpędu, tym bardziej że jej ciosy stawały się z czasem coraz szybsze i bardziej precyzyjne. Pewne było, ze każdy kto chce coś osiągnąć musi godzinami walić nawet w pustkę, jeśli nie mistrzowski pas, to posadka stróża w jakimś zadupiu też jest niezła, ale i tak trzeba się trzymać prostej zasady. Jakiej? Sierp, sierp, sierp, prosty i z baniaka. Prosta teoria boksera, nie ma nad czym głowić się, trzeba wrogowi przylutować, posłać na dno. W walce i miłości nie ma kompromisów. Pracowała więc tą metodą iście naukową, waląc przed siebie. Pot lał się srogo, lecz to przecież żaden powód do przestania, miała świadomość że przynajmniej spali te wszystkie ciastka. Nogi pracowały jak w skakance, wyrabiając niemalże krok baleriny i tancerki kankany, przy mocniejszych kopniakach. Naprawdę się w to wkręciła, sport to przecież samo zdrowie, nie ma jak to trochę pobiegać po wężowej drodze i poudawać walkę z przeciwnikiem. Jasne, że nie było to jej hobby, ale w tym momencie nie mogła dopuścić do głosu żadnej innej myśli. Trening i jeszcze raz trening, tego uczył ją opiekun, gdy jeszcze nie posługiwała wszystkim jako właściwie nie wiadomo co. Na skroni pulsowała jej żyłka, gdy chyżo przemierzała przestrzeń wyznaczonego toru. Miała pewność, że ta długa droga nie skończy się zanim ona będzie na tyle zmęczona żeby przestać. Nie to nie tak, nigdy nie przestanie, nie wie co to zmęczenie, te odczucie jest tylko dla słabych, a ona, niebieska bestia nieba, obrończyni wszechświata nie ulega takim błahostkom, to dobre dla niższych ras.
Po kilku godzinach postanowiła spróbować czegoś innego, przewiesiła się nogami przez krawędź wężowej drogi, tak aby reszta ciała zwisała swobodnie do dołu i zaczęła robić skłony dotykając głową kolan. Ręce już bolały, nogi też, więc pora poćwiczyć nad mięśniami brzucha, trochę skurczów nikomu nic nie zrobiło. Pamiętała jak jej mistrz mówił, że w jej wieku to nie wiedział co to zakwasy. W sumie ona też nie za bardzo w sposób naukowy, ale czasem w ciele dało się odczuć, chociaż dziwne skoro od dawna przemierza tam i z powrotem całe zaświaty. Właściwie odkąd zaczęła latać, jej sprawność fizyczna trochę zmalał, każdy głupi może latać, ale do biegu już trzeba sprawności. Z tą myślą wróciła na drogę i zaczęła sprint. Nie ma lekko, nikt nie ma lekko, właściwie trening nie zając i nie ucieknie, ale rozgrzane mięśnie trzeba, koniecznie trzeba ćwiczyć ile się da.
Krajobraz był cholernie nudny, wokół tylko chmury i ten wąż, wijący się w siną dal, pokręcony niczym żywy, jakby ktoś po prostu nie mógł wybudować prostej drogi. Zawsze ciekawiło ją, czy jeśli nie wiedziałaby co jest na końcach tej dogi, to czy chciałoby się jej biec, czy raczej pomyślałaby, że to właśnie piekło i ktoś sobie z niej zakpił. Nudne otoczenie nie odrywało jednak od treningu, zupełnie nic nie odrywało jej uwagi, przecież od dziecka zna i węża i te chmury. Nuda, rutyna, trening. Pod tymi hasłami miał jej upłynąć najbliższy czas.
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 550
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
41195/51195  (41195/51195)
Ki:
64790/65190  (64790/65190)
HP Pancerza:
2700/3000  (2700/3000)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Sob Lis 10, 2012 11:39 am

W ten sposób przeszła dość spory odcinek wężowej drogi, aż ból w mięśniach zaczął jej naprawdę doskwierać. Wiedziała, że rozsądnie byłoby zakończyć teraz trening, zanim przesada spowoduje trwałe uszkodzenia. Poderwała się do lotu, rozkoszując powietrzem, które łagodnie muskało jej ciało, chłodząc lekko rozgrzane mięśnie. To było to czego potrzebowała, nie ma to jak latanie z łagodnym powiewem.
Nagle przypomniała sobie o obowiązkach, nie mogła przecież wiecznie się obijać, prawdopodobnie Enma ma już dla niej jakieś zadanie. Wiedziała, że aby zajść daleko, musi się wykazać. Przyspieszyła nieco lot i udała się w drogę do Enmy.
Podczas lotu zamknęła oczy pozwalając, ciału na pewien bezład w powietrzu. Było to bardzo relaksujące uczucie. Pech chciał, że akurat teraz przejeżdżała drogą ekipa sprzątająca, swoim odkurzaczem, kolizja wydawała się nieunikniona.
-Ej ty!- zdołał krzyknąć kierowca, a Kaede odruchowo uchyliła się z toru. Rozpędzony odkurzacz przejechał dalej, a jego operator upewniwszy się, że wszystko jest ok, po prostu pojechał dalej bez zwalniania. Dziewczyna wiedziała, że powinna być bardziej ostrożna i ruszyła dalej, nie pozwalając sobie już na nierozsądne zachowanie.
ZT--> Pałac Enmy Daio
Powrót do góry Go down
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 550
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
41195/51195  (41195/51195)
Ki:
64790/65190  (64790/65190)
HP Pancerza:
2700/3000  (2700/3000)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Sro Lis 21, 2012 12:18 pm

To samolot? Nie! To meteor? Nie, to niebianka Kaede! Wystrzeliła jak z procy z pałacu Enmy, trzymając w dłoni list, bo być może znowu od niej zależeć będą losy zakichanych zaświatów, bez których nie ma równowagi we wszechświecie. Tak, z pewnością mogła czuć się znowu jak ktoś kto ratuje wszechświat, a co więcej czuła się tak, co wywoływało niepohamowany uśmiech na jej twarzy, który nie blednął nawet w wyniku tragedii, jaką z pewnością było otwarcie tych pieprzonych drzwi. Tym razem widziała w pełni sens buntu jaki musiały wznieść potężne jednostki, a ich gniew niechybnie przeniósłby się na jej rasę, co powodowało że musi chronić tyłek wszystkim Kaioshinom. Po raz kolejny żałowała, że nie nauczyła się techniki Kai Kai, a raczej że jej opiekun nie chciał jej przekazać jeszcze sekretu, który powinni bezapelacyjnie znać wszyscy z tej rasy, chociażby dla takich sytuacji. Miała dość argumentów, że jest za młoda, za mało doświadczona, skoro ci bardziej doświadczeni opieprzają się tylko na jej rodzinnej planecie, do której o dziwo nie ma dostępu, dopóki jeszcze bardziej nie zasłuży się dla systemu, który porządkuje wszystko wokół od wieków. *Głupie to!*
Droga jak zwykle byle długa, Kaede zastanawiała się za każdym razem po co bogowie rozkładają swoje planety na tak długą odległość i jaki ma to sens, przecież w nagłych sytuacjach zupełnie się nie sprawdza, gdy trzeba przekazać wiadomość, lub ciastka, ale… No tak bogowie znają kolejną technikę, której sekretów nie chcieli jej zdradzić, porozumiewają się telepatycznie i tylko ona zapieprza ile tylko sił, aby nadrobić to, czego nie przewidzieli starsi w swoich genialnych planach…
Leciała więc ile tylko sił, aby dotrzeć do pałacu Dai Kaio, czyli osoby stojącej o szczebel niżej, niż ambicje niebianki, ona chciała zostać kaioshionką, co wymagało jeszcze większej inicjatywy. Zawsze chciała też być trenowana przez Dai Kaio, słynął jako najlepszy trener w historii. Miał też planetę, której można było mu pozazdrościć i przeszpanerski motocykl. Mimo tytułu i ogólnej sławy, zawsze jednak wydawał jej się dziwny, na tyle dziwny, że reszta kaio są przy nim normalni, a to naprawdę dziwne, przecież każdy z nich ma swoje odchyły.
Swoją drogą ciekawe jak radził sobie ten nieokrzesany małpiszon Safari. Dziwni ci Saiyanie, ale wg. książek znacznie bardziej porywczy niż ten tam. Pewnie Kaio wyciska z niego siódme poty, przecież od tego jest. Jeśli Bubelsowi udało się upiec ciastka, to miała nadzieję, że Saf nie zjadł już wszystkich, to by było już przegięcie. A i pewnie spotkał się z siostrą, Kaio mógł ją przecież sprowadzić bez żadnych problemów, dla kogoś z tą rangą to jedynie parę chwil.
Jeszcze nigdy nie musiała pokonywać wężowej drogi z taką prędkością, zaczynała się męczyć, a krajobraz wciąż się nie zmieniał. Raz kolejny przeklęła swój los, konstruktorów drogi i sytuacje, która zmuszała ją do takiego zapiepszania.
Z drugiej strony nie zawsze ma się okazje spotkać z samym Dai Kaio i móc z nim porozmawiać, o ile oczywiście nie ma turnieju sztuki walki. Ale przecież ona nie leci towarzysko, ani aby móc sobie popatrzeć, lecz ma do wykonania misję i ściągnięcie tej całej wojowniczki Kristal
Siłą determinacji przyspieszyła ruchy, aby zdążyć na czas.

ZT--> Planeta Dai Kaio
Powrót do góry Go down
Icey



Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013

Skąd : Leszno

SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Nie Gru 22, 2013 8:29 pm

Vernil wysłuchał Czarnobrodego wielkoluda. Mówił, o tym, że ktoś chce go trenować. Na twarzy Halfa pojawił się uśmiech.
 
-W sumie to fajnie, że będę mógł trenować. Chyba lepsze to niż siedzenie w piekle albo niebie, jako taka zwykła dusza. -Skomentował. Spojrzał na wejście obok biurka, i na mężczyznę, który przy nich stał. -Dziękuję Panu bardzo za wyjaśnienia. Życzę miłego dnia. -Powiedział, uśmiechnął się sie szeroko i udał się, do niebieskoskórego mężczyzny. Zatrzymał się obok niego.
 
-Witam, co jest za tymi drzwiami? -Powiedział, Vernil zbliżając się do wejścia, które bardzo szybko przekroczył. Mężczyzna w koszuli już wiedział o jego przyzwoleniu na wejście do ścieżki i wszedł za nim.

-To jest droga węża- zaczął mówić Niebieskoskóry -zaczyna się jak widzisz otwartą paszczą węża, z bardzo ostrymi zębami -mówił wskazując na początek drogi. Vernil zbliżył się do budowli.

-Droga jest kręta i wije się, jak to waż -kontynuował mężczyzna- na jej końcu znajduje się planeta północnego Kaio, ale ja nie wiem, czy będzie on chciał Cię trenować. Nie mniej jednak warto spróbować, zawsze to jakiś trening. -Powiedział Niebieskoskóry. Martwy kadet, podszedł do paszczy i palcem wskazującym dotknął zębów. Delikatnie, ale to wystarczyłoby się z ranić. Z miejsca ukłucia wyleciało kilka kropel krwi.

-Miałeś racje. Ostre- skwitował Half spoglądając na przewodnika. -Mam pytanie, skoro warunkiem jest tylko przejście tej drogi, to chyba ten Kaio cały czas kogoś trenuje. Mam rację? -Powiedział do niebieskoskórego. Ten poprawił okulary i zaciągnął krawat.

-Nie do końca. Bardzo rzadko ma tam jakiś uczniów. -Zaczął mówić- znam tylko jedną osobę, która odbyła trening u Kaio a jest nią -  Po kręgosłupie przeszedł mu dreszcz -Enma Daio, ten wysoki mężczyzna, którego nazywają Sędzią. To po części od niego zależy czy ktoś idzie do piekła czy nieba. Ale jest jeszcze inna sprawa. Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś przychodzi do tego miejsca wraz ze swoim ciałem. -Na chwile zawiesił głos. Vernil wpatrywał się z uwagą na przewodnika. Chciał jak najszybciej poznać tego całego "Kaio".

-No, ale skoro mam ciało, to tylko ta droga mnie od niego dzieli? Pikuś -powiedział uśmiechając się i wysuwając język.

-No nie takie tylko. Droga węża ma -zawiesił głos - milion kilometrów! -Powiedział głośniej niż zwykle. Vernil schował język. Jego oczy zwiększyły się. Takiego obrotu spraw nie spodziewał się.

-Jak już mówiłem, ta droga wije się jak wąż, jeśli masz tyle siły i energii możesz przeskakiwać między kolejnymi pętlami. Oczywiście, jeśli będziesz miał taką możliwość. -Dodał, Niebieskoskóry.

-Woow.. Trochę to zajmie. Jeśli pozwolisz już wystartuję, dziękuję za pomoc. -Powiedział odwrócił się przodem do paszczy i ostrożnie do niej wszedł.

-Nie ma problemu. Powodzenia! -Krzyknął ostatnie słowo. Poczekał aż Vernil wejdzie na drogę węża. Przez chwilę obserwował jego bieg, później odwrócił się i poszedł przed wejście.

Droga kręta a końca widać nie było. Bez większego wymyślania, wzruszył ramionami i ruszył. Zaczął biec jak najszybciej mógł, przeskakując o całą długość slalomu, gdy była taka możliwość.
Bieg. Skok. Lot. Robił wszystko, aby droga mu się tak nie dłużyła. Jego ciało otaczała biała aura, która pozostawiała smugę za pędzącym wojownikiem. Nagle zatrzymał się na chwilę. Koncentrował energię napiął mięśnie. Aura zaczynała zmieniać się. Włosy podniosły się … ale tylko może na sekundę.

-Cholera! Mam nadzieję, że ten Kaio nauczy mnie opanować ten tryb super Saiyanina… No cóż, biała aura musi wystarczyć –powiedział do siebie. Aktywował białą aurę. Wyskoczył w górę. Zrobił salto. Szykował ręce, aby odbić się nimi o ciąg dalszy ścieżki. Zachwiał się. Pikował idealnie pomiędzy ścieżki. Zaczął hamować. Odchylił się nieco w tył. Ręce cały czas miał wyciągnięte przed siebie.

-No nie! –Krzyknął głośno. Zgiął prawą rękę, przechylił całe ciało. Prawą dłonią zahaczył o ostre kolce na bokach drogi. Spadał w dół. Staranował żółte chmurki i spadał. Długo, długo.. Cały czas starał się zatrzymać i udało mu się to dopiero kilka metrów nad ziemią.

-No nie… CO TO MA BYĆ! -Wykrzyczał. Skoncentrował się i ruszył w górę. Chciał przebić się przez chmury… niestety nie było to możliwe. Odbił się od nich. Zdenerwował się. Zaczął koncentrować energię. Biała aura zaczęła się zwiększać i zwiększać… Brązowooki wyciągnął ręce w gore

-Heat dome attack! – Krzyknął, a z jego rąk wystrzeliła ogromna fala wycelowana w chmury. Ruszył zaraz za nią. Chciał przebić się przez te złote obłoki.. Znów odbił się. Aura zaczęła zmieniać się na czerwoną.

-Tyle czasu zmarnowane! – Zaczął pikować w dół. Szukał jakieś istoty. Widział kilka obłoków. Czerwona aura szybko wpłynęła na jego zachowanie. Oczy zrobiły się czerwone. Podszedł do dusz.

-Jak się stąd wydostać! –Krzyknął. W prawej otwartej ręce zaczęła tworzyć się niewielka kulka. Machał ogonem na lewo i prawo.

-To nasz rodak! Patrzcie, jaki bojowy, gdybym tylko miał ciało, to rozprawiłbym się z nim w trymiga –powiedziała jedna z dusz, a cała reszta zaczęła się głośno śmiać. Vernil odskoczył i zaczął wprost bombardować ki-blastami obłoki, z którymi rozmawiał. Nie trafiał w nich a dokoła nich. Chciał, aby było destrukcyjnie. Udało mu się to. Dzięki mocy furii byli mieszkańcy Vegety naprawdę zlękli się.

-Idź do tego gościa w czerwonym..- Powiedział obłok. W jego tonie głosu wyraźnie można było wyczuć strach. Half niczym pocisk armatni ruszył do mężczyzny w czerwonym ubraniu z napisem. Chwycił go za szyję, podniósł wysoko w górę.

-Jak się stąd wydostać? Mów! To nic Ci nie zrobię!–Wykrzyczał martwy wojownik z Vegety. Facet w czerwieni wskazał palcem na niewielkie przejście. Half odłożył „kolegę na ziemię”, a następnie ruszył w kierunku wyjścia. Leciał szybko i prosto przed siebie.
Po drodze zaczął się uspokajać. Aura zmniejszała się. Wyszedł w wielkiej ciemnej przestrzeni. W prawej dłoni stworzył ki-blasta i cisnął nim przed siebie. Ziemia pod nim zaczęła się trząść. Na końcu tej „jaskini” zaczęło pojawiać się światło. Wąskie, ale z każdą chwilą powiększało się. Ziemia uspokoiła się. Młodzieniec ujrzał.. Enme! Był w tym samym pomieszczeniu, w którym pojawił się po śmierci

-Kto demoluje mi szufladę.. A to Ty.. Spadłeś tak? Jestem pod wrażeniem ze udało Ci się wydostać z piekła. Idź na drogę węża, Kaio na Ciebie czeka –powiedział Sędzia. Vernil uśmiechnął się, wyleciał z szuflady i udał się do wejścia. Przed nim stał ten sam niebiesko skóry facet, co poprzednio.

-No cóż musze zacząć od nowa–powiedział, po czym ruszył w kierunku wejścia. Teraz bardziej uważał. Biegł szybciej niż poprzednio i, o dziwo, więcej skakał…




OCC:

Trening start
Powrót do góry Go down
http://www.pl
Icey



Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013

Skąd : Leszno

SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Czw Gru 26, 2013 12:11 am

-Cholera, ile można.. To ciągnie się jak papier toaletowy.. –Powiedział, przeskakując między kolejnymi zawijasami drogi. Wyłączył białą aurę, był zbyt zmęczony, aby pozwolić sobie na ciągle odpływanie energii ze zmęczonego ciała. Nagle, usłyszał dźwięk. Coś jakby ryczenie wielkiego zwierzęcia. Rozejrzał się, nie przestając biec po drodze. Cisza. Wzruszył ramionami. Spojrzał na swoją poharataną rękę. Krew przestała lecieć, przez to, że trochę wyżej zacisnął na niej fragment uciętego ki-swordem, rękawku. Znowu. Ryk był głośniejszy i dobiegał, jakby spod skaczącego halfa. Ten stuknął się w głowę.

-Żołądek już mi do krzyża przyrasta. Chyba nigdy nie byłem tak głodny jak teraz –powiedział do siebie.  Skakał dalej..

-Auaaaa, to już zaczyna boleć! - Krzyknął trzymając się za brzuch. Przyspieszył. Trochę czasu minęło od ostatniego użycia białej aury, postanowił ją uruchomić… Zatrzymał się. Zamknął oczy. Wyobraził sobie obraz walczącego Raziela z Tsufulem. Białowłosy chwycił go za szyję. Saiyan próbował się uwolnić, niestety. Ginie poprzez złamanie karku… Otworzył oczy.

-Cholera… tak też się nie udaje! Jak mam ponownie uruchomić ten tryb super Saiyanina.. A może można go uruchomić tylko w krytycznych sytuacjach ?? –Zaczął dumać.. Ne mniej jednak skoczył. Biała aura w momencie odepchnięcia się od podłoża zaczęła otaczać jego ciało. Brnął przed siebie. Omijał wysokimi skokami coraz większe ilości drogi. Odbił się mocniej. Zaczął lecieć przed siebie. Był nieziemsko szybki!

-O!- Krzyknął entuzjastycznie czy to to? –Dodał po chwili, widząc wyłaniający się na horyzoncie budynek. Biała aura już nie pozostawiała pięknej smugi za pędzącym Halfem. Leciał, leciał, aż wreszcie wylądował przed budynkiem. Rozejrzał się dokoła. Przez okno spojrzał do środka. Było pusto. Wzruszył ramionami i wszedł do środka.  Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy to… Stoły obładowane jedzeniem było wszystko! Od owoców, przez mięso, po jakieś dziwne niebiańskie rarytasy! No, może nie było wszystkiego nie było papki, którą serwowały kucharki w akademii. Oczy Vernila zaświeciły się i czym prędzej doskoczył do jedzenia. Wziął widelec i wbił go w ociekający sosem kawałek jakiegoś mięsa. Włożył go do buzi, szybko pogryzł i zjadł. Sięgnął po szklankę i dzban. Nalał do pełna i duszkiem wypił. Momentalnie zarumienił się, ale jadł dalej… Jadł, jadł i jadł…

Niekontrolowany śmiech postępował. Chłopak miał nieco przymknięte oczy i siedząc oparty o ścianę wpatrywał się w drzwi, w których stały jakieś istoty. Wszystkie miały niebieską skórę, tak jak ten mężczyzna, który mówił o drodze węża. Jedna miała bujne pomarańczowe włosy oraz jakiś wielki ciepły szalik. To jednak nie na nią patrzył Vernil. Największe wrażenie zrobiła na niej ta, która stała po prawicy kobiety z szalem. Miała czarne włosy opadające na twarz. Odgarnęła je. Jej oczy były duże i wpatrywały się w halfa jak w obrazek. Chłopak wstał i chwiejnym krokiem szedł w kierunku dziewczyny. Ta, która miała pomarańczowe włosy i duże kolczyki, spojrzała na piękną koleżankę i skinęła głową. Czarnowłosa wyłoniła się zza swojej pani. Miała zielone ubranie, które podkreślało jej olbrzymie walory.. No cóż, miała, czym oddychać. Podeszła do Vernila. Ręce miała złączone i opuszczone. Wyglądała na nieśmiałą. Zrobiła krok w stronę chłopaka. Czubkiem buta zahaczyła o drewniane podłożę. Zaczęła lecieć w dół. Vernil szeroko otworzył oczy i ruszył w jej kierunku. Złapał ją, chwycił ją w talii, a jej głowa opadła na jego robię. Na twarzy kobiety o pomarańczowych włosach pojawił się uśmiech. Vernil wstał. Jego policzki były czerwone. Dziewczyna dotknęła ich. Uśmiechnęła się do chłopaka o brązowych oczach, w które wpatrywała się jak w piękny obraz. Zbliżyła swoją twarz. Half nieco zdziwił się, ale nie protestował. Był zbyt wyluzowany, aby panować nad sytuacją. Ich usta zetknęły się w namiętnym pocałunku. Oparła swoje ciało i wtuliła się w talię chłopaka. Ten zrobił krok w tył. Zachwiał się i upadł na ziemię. Próbował pomóc sobie lotem, ale skończyło się na tym, że obił sobie nie tylko tyłek, ale i plecy, które uderzyły w ścianę. Dziewczyna zachichotała i ponownie pocałowała Vernila. Ten jednak… zasnął.

Obudził się. Rozejrzał się. Ostatnie, co pamiętał to wielką ilość jedzenia na stole oraz dzbanek z czymś.. Ostrym i mocnym. Podniósł tułów. Teraz to on leżał na tym stole. Nie miał na sobie swojej kurtki.  Górna część kombinezonu była zsunięta. Wstał. Zaczął ubierać się.

-Nie wstydź się.. Może i nie masz wielkich mięśni, ale na tym Twoim chudym ciele kaloryfer wygląda bardzo seksownie – powiedziała kobieta w czarnych włosach, która wyszła z pomieszczenia obok. Była ubrana w szlafrok. Chłopak zdziwił się… Wręcz trochę przeraził, ale zaczął ubierać uniform.

-Już wychodzisz? –Zapytała nieco onieśmielonym tonem głosu. Chłopak podszedł do wyjścia. Wziął kurtkę z wieszaka. Wziął głęboki wdech.

-Jesteś martwy.. Nie daj się omamić… jesteś tutaj tylko w jednym celu! –Pomyślał i spojrzał na piękną nieznajomą. –No cóż, na mnie już czas. Miło było spędzić tutaj trochę czasu. –Powiedział. Chciał być po prostu miły, tak na prawdę niewiele pamięta z wczorajszego wieczoru.
-Wczoraj wieczorem byłeś bardziej otwarty… -powiedziała i ruszyła w stronę chłopaka. Ten chwycił za klamkę, która w momencie zetknięcia z ciałem chłopaka zmieniła się w węża. Ten ugryzł go w dłoń. Chłopak odskoczył. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.

-Teraz jestem już pewien, że tutaj nie zostanę powiedział. Koncentrował energię. Rozglądał się dokoła. Zobaczył okno. Ruszył w jego stronę. Przed nim pojawiła się czarnowłosa.

-No mnie chyba nie uderzysz, prawda? – Rzekła do niego swoim ciepłym i krystalicznym głosem. Vernil spuścił z tonu. Podszedł do kobiety.  Wiedział, że to pułapka, jednak… uroda kobiety była zbyt wielka. Ta chwyciła go za ramiona i delikatnie przytuliła. W drzwiach frontowych pojawiła się kobieta o pomarańczowych włosach.

-Po… podejdźcie wszystkie…- powiedział chłopak. Pocałował w Policzko czarnowłosą. Ta z szalem, podeszła do pleców chłopaka, jednak nim zdążyła ich dotknąć chłopak krzyknął.

-KIAI-HO!- a następnie fala powietrza odrzuciła wszystkie trzy dziewczyny. Jego ciała otaczała ogromna biała aura, która była po chwili jedynym śladem za chłopakiem. Szlak za młodzieńcem prowadził przez okno. Cała Trójka wybiegła przed dom… Vernila już nie widziały.




OOC:

Kolejny post treningowy.

Powrót do góry Go down
http://www.pl
Icey



Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013

Skąd : Leszno

SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Nie Gru 29, 2013 2:47 pm

-To było.. Dość dziwne.. –Powiedział do siebie, gdy przeleciał paręset kilometrów i wrócił w myślach do momentu, w którym trafił do domu trzech dziewczyn. Jego myśli krążyły nie wokół dziewczyny, a wokół płynu, który zrobił z niego mięczaka i doprowadził do niekontrolowanego śmiechu a skończył na uśpieniu młodzieńca.

-Daleko jeszceeee? -Powiedział głośno do siebie.. Długo nie trwało i zorientował się, co robi..

-Cholera. Tak mi się ta droga dłuży, że mówię sam do siebie… AAA! –Powiedział i uderzył się otartą dłoń w policzek. Był zmęczony.. Zrezygnował z lotu i skakania, biegł tym przeklętym slalomem, którego końca nie było widać.
Zatrzymał się. Postanowił odpocząć. Położył się w poprzek drogi. Wpatrywał się w niebo. Myślał o tym, co teraz dzieje się na ziemi. Czy Raziel i Ósemka przeżyli? Czy Tsuful został pokonany? Czy na Vegecie znajdowali się wojownicy, którzy mogli stawić czoła masowemu przeciwnikowi. Niby są trenerzy oraz Gwardia Królewska z Zellem na czele… Ale czy wśród nich także nie rozprzestrzenił się ten przeklęty glut? Odpowiedź na to pytanie jest raczej ciężka do znalezienia. Tym bardziej z miejsca, w którym znajduje się młodzieniec. Leżał, myślał. Wspominał stare dobre czasy…

-Mam nadzieję, że u Taty wszystko w porządku.. Ten Kaio. Wszyscy wyrażają się o nim z takim szacunkiem. Jest dla nich kimś ważnym. Tamten Sędzia. On wiedział doskonale, co się dzieje na ziemi. Może tan Kaio też ma takie możliwości? Siedząc tutaj się o tym nie przekonam. –Skomentował na koniec. Znowu mówił sam do siebie…

-Ta samotność mnie dobija… AAAAA- wykrzyknął z całej siły, ponownie uderzył się w twarz i ruszył. Biała Aura zaczęła otaczać jego ciało. Znów ruszył. Znów pędził niczym strzałą wystrzelona z łuku. Gnał, przed siebie. Do celu!
Po kilku godzinach lotu i krzyczeniu „za tym slalomem już musi być koniec!” Chłopak już zupełnie opadł z sił. Nie leciała a truchtał po drodze.

-No mam nadzieję, że ten Kaio mnie czegoś nauczy… Jak nie to mnie chyba szlak trafi… -skomentował krótko. Tym razem nawet się nie przejął, tym, że mówi sam do siebie. Spokojnie truchtał przed siebie. Droga, która miała być tylko formalnością, stała się całkowitą udręką. Sto milionów kilometrów zawijanej drogi do wielkiego mistrza.

-Nie no… Teraz to już musi być koniec!- Krzyknął z entuzjazmem w głosie, chociaż w głębi serca i tak w to nie wierzył. Trucht przeistoczył się w bieg o średniej szybkości. Chłopak zauważył, że droga robi się jakby węższa. Przyspieszył jeszcze bardziej. Na jego twarzy wymalował się lekki uśmiech a oczy nie były w stanie ukryć tej radości i podekscytowania. Tak! To było to. Droga kończyła się, a na końcu widniał koniec ogona przypominający kształt liścia. To jednak nie było najgorsze.. Tam nic nie było.

-Co? Tyle drogi i tutaj nic nie ma?! Niech ja tylko dorwę przewodnika i tego sędziego! –Powiedział chłopak. Krew w nim wzburzała. Mięśnie napięły się. Zaczął rozglądać się dokoła. Nic, pustka. W górze tylko niebo. A w dole? Jakaś mała kulka. Bez zastanowienia wyskoczył wysoko w górę i zaczął pikować w kierunku zielonego czegoś. Był szybki. Im był bliżej tym kulka była większa a on uspokajał się. W Końcu wylądował.


OOC:
z/t -> Do Kaio
Koniec treningu.
Powrót do góry Go down
http://www.pl
Icey



Liczba postów : 384
Data rejestracji : 12/01/2013

Skąd : Leszno

SCOUTER
HP:
7478/13500  (7478/13500)
Ki:
1/31500  (1/31500)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Sro Mar 05, 2014 9:56 pm

-No nieeee… znowu te tysiące, tysiące, miliardy kilometrów. Aż mi się odechciało –powiedział lądując na końcówce węża –no, ale cóż, moja szybkość wzrosła, a jakby do tego przejść na wyższy stopień bojowy? –Myślał rozpoczynając bieg i skoki między zawijasami, żeby do maksimum skrócić sobie drogę. Długo nie trwało, chłopak nasunął maskę na usta –no zobaczymy jak to działa w praktyce. -Biegł, z każdą sekundą zwiększał swoją prędkość. Zmarszczył brwi, napiął mięśnie. Tak! Udało się, chłopak przeszedł na tryb super Saiyanina. Rozejrzał się po swoim ciele. Maska spełniała swoje zadanie Nie było widać żadnych efektów tego trybu. Chociaż… nie był do końca pewien. Oczy także swój kolor, gdy Saiyanin zwiększa swoje zdolności bojowe, ale teraz nie był w stanie tego sprawdzić. Potrzebne było lustro, albo jakaś woda, krystalicznie czysta. Zatrzymał się na chwile. Skoncentrował energię, wybił się i leciał! Był zdumiewająco szybki, jego zdolności zwiększyły się podczas tego pobytu w zaświatach.

-Huuuh, to już koniec? –Powiedział chłopak przemierzając drogę węża, gdy zobaczył coś na horyzoncie. To „coś” przeradzało się w zalążek budynku. Chłopak zwolnił. Wyłączył wyższy stopień bojowy. –Pamiętam w środku było bardzo dobre jedzenie, ale pytanie czy mam tyle czasu. Mam sporo do pogadania z niektórymi osobami. Raziel, Ósemka, Kuro. Jest jeszcze ta dziewczyna, która osiągnęła super Saiyanina przy moim ciele. Cholera… dwa lata to długo, pewnie wszyscy się zmienili. Poznam ich? Nie no, mają na tyle charakterystyczne cechy, że się chyba nie da. Ósemka ma żółte włosy, to się rzuca w oczy. Raziel i ta jego blizna… Spotkałem w akademii jeszcze dwóch takich. No i teraz największy problem – Kuro widziałem tylko na poziomie Super Saiyanina. Miał srebrne włosy, jakie są normalnie? –Myślał wchodząc przez drzwi do pomieszczenia. Maskę cały czas miał nasuniętą na twarz. Nie pomylił się. Stół był zastawiony. Chłopak wziął w dłoń kawałek chleba, do tego jakieś mięso. Zjadł to szybko i zapił to jakimś napojem. No, podczas jedzenia, chcąc nie chcąc musiał zsunąć dolną część maski. Odwrócił się, spojrzał na drzwi. Tam czekała na niego dziewczyna.
-Pamiętam te usta! –Powiedziała i rzuciła się na chłopaka. Objęła go a ich usta złączyły się w pocałunku. Chłopak nieco się zarumienił, ale nie miał zamiaru protestować. Przymknął oczy i czekał aż kobieta odsunie się. Długo to nie trwało. Zaraz po tym, dziewczyna położył głowę na ramieniu chłopaka, ten prawą ręką wsunął maskę na twarz, skoncentrował energię i niczym strzała, trzymając przy sobie dziewczynę, wyleciał przez drzwi. Śpieszyło mu się.

-Aaa! Co Ty robisz? Ja muszę tam wrócić! –Powiedziała do niego uderzając pięściami w plecy chłopaka.
-Ja czy oni? –Zapytał retorycznie. I tak wiedział, jaka jest odpowiedź.
-To nie tak, ja muszę… -powiedziała kobieta uspokajając się.
-Spoko rozumiem, to zaledwie sto metrów, chyba się przejdziesz no nie? –Powiedział odstawiając dziewczynę na drogę węża. Spojrzał na nią. Uśmiechnął się i odleciał, w kierunku początku ścieżki.

-Boże, daleko jeszcze? –Powiedział do siebie na głos. Chyba powiedział to w idealnym momencie, akurat na horyzoncie zdało się dostrzec koniec drogi –Hura! W końcu!  Dobra, ostatnia sprawa… -wciąż na włączonym trybie super Saiyanina, chłopak zniżył pułap wydzielanej energii dzięki technice ki-feeling. Trzymał ją kilka set, może tysiąc jednostek wyżej, niż w momencie, w jakim znalazł się w zaświatach. Co, jak co, ale chyba przy takim człowieku jak Enma, może wypróbować nową technikę.


OOC:
Z/t -> Enma
Powrót do góry Go down
http://www.pl
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 550
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
41195/51195  (41195/51195)
Ki:
64790/65190  (64790/65190)
HP Pancerza:
2700/3000  (2700/3000)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Nie Sty 31, 2016 10:38 pm

Droga wyglądała zwyczajnie. To było bliskie miejsce dla młodej kaio. Pamiętała każdy moment, gdy bawiła się, sprzątała całą drogę, trenowała, czy też próbowała zjeść chmurki. Uśmiechnęła się blado na wspomnienie beztroskiego dzieciństwa. To byłby piękne czasy i nauczyły ją wdzięczności, zwłaszcza przez wygnanie ze świata bogów. Była zwykłą służącą i właściwie nic się nie zmieniło. Nadal swoje bycie bogiem pojmuje jako służbę, z miłości do wszystkich stworzeń i do ładu, tak jak uczyła ją mama. Nosi w sobie dziedzictwo wielkich kaioshinów, którzy przed nią szli tą drogą, teraz ona nie może pozwolić, aby poszła w zapomnienie najpiękniejsza sztuka bycia wszystkim. Podobnie jak od wieków trwa droga węża w zaświatach, tak też trwają złote idee podobnych do niej. Przyjdzie czas, gdy przekaże je dalej, ale najpierw będzie musiała zmierzyć się z bogami, którzy nie podzielają jej podejścia do służby.
Dziwny spokój panował po przebyciu kolejnych kilometrów. Rozglądała się wyraźnie zaniepokojona i postanowiła postawić swoje stopy na posadzce, stawiając ostrożne kroki w kierunku kawiarni. Nie miała pojęcia jak daleko dotarły demony oraz jak potężne mogą być. Być może udało im się również pozakładać pułapki. Musiała być czujna i nie zrobić niczego głupiego. Rzadko kiedy widziała w tym rejonie problemy, dziś panowała cisza, która aż dudniła w uszach i była zwiastunem najgorszego. Czy kiedykolwiek było tu tak spokojnie? Tak jakby całe życie z zaświatów wyparowało. Przełknęła głośno ślinę, krocząc dumnie na przód.
W końcu jej oczy dostrzegły zarysy sylwetek. Zbliżała się do wrogów. Jej majestat rozjaśniał w pełnej energii kaio. Nie specjalizowała się w walce, ale musiała robić wrażenie. Złote stada motyli zwiastowały jej obecność potencjalnemu zagrożeniu. Szła otwarcie, przesyłając telepatycznie w kierunku demonów łagodną i pełną współczucia prośbę o ustąpienie i zaniechanie ich knowań. Każdy z nich został zbombardowany bezinteresowną miłością serca młodej bogini, jakby ich własna matka przytuliła do piersi. Rzeczywiście, Kaede w taki sposób odczuwała. Było jej przykro, że czeka ją konfrontacja, nie chciała ich zwalczać, pragnęła przywrócić te istoty do jaśniejszej strony i była przekonana, że mogą one zmienić swoje życie i zwyczaje. Dzięki telepatii demony mogły jeszcze raz przemyśleć obraną przez nie ścieżkę.
-Proszę was, możemy to rozwiązać inaczej, wyleczę ból waszych serc. Ale jeśli nie zgodzi się na to, nie pozostawicie mi innego wyboru jak zagłada.- w miarę jak zbliżała się do nich, mogli dostrzec w jej oczach żal i łzy współczucia. Pamiętała jak powstają demony. Zlepek zranień, braku wybaczenia, duża dawka zniechęcenia i złej woli czarnej magii. Każdy z nich to historia ogromnego cierpienia, które zdeprawowało dobre dusze. Ale nawet tak ciemne serca można wyleczyć miłością. Stała przed nimi dumnie pani światłości, wybranka łaski, nadzieja zdeprawowanych. Czekała tylko na ich krok, z niemym zaproszeniem do nawróceniem.
Powrót do góry Go down
Yuuko



Liczba postów : 94
Data rejestracji : 16/09/2015

Skąd : Katowice

SCOUTER
HP:
625/1200  (625/1200)
Ki:
715/1125  (715/1125)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Nie Sty 31, 2016 11:28 pm

Kierowała się w górę, coraz wyżej i wyżej, wypatrując znajomego widoku - bo dałaby sobie rękę uciąć, że dojrzała tam złotego motyla. A złoty motyl kojarzył jej się z tylko jedną osobą - dawno niewidzianą, którą jednak darzyła ogromnym szacunkiem. Może to tylko przypadek, ale Yuuko wątpiła w takie zbiegi okoliczności - miała przeczucie, że naprawdę zobaczy tam na górze Kaede-Samę.
Młoda niebianka nie była w stanie wyczuwać energii ki - jednak nawet ona nie mogła przeoczyć tego, co działo się na Drodze Węża. W ciągu jednej chwili zyskał stuprocentową pewność, że osobą którą za chwilę zobaczy, jest nie kto inny, jak Ciasteczkowa Bogini.
Tylko dlaczego? Skąd ta nagła manifestacja mocy? To nadal stanowiło zagadkę.
Była coraz bliżej. Z błogą nieświadomością i szerokim uśmiechem na ustach zmniejszała odległość między sobą a złotym motylem, którego teraz widziała już całkiem wyraźnie. Będąc dwa metry od krawędzi, fiknęła w powietrzu koziołka i zgrabnie wylądowała obiema stopami na stałej powierzchni. A tutaj - używając eufemizmu - czekało ją spore zaskoczenie.
-Hm?
Całkiem niedaleko rzeczywiście znajdowała się Kaede-Sama, odwrócona do niej plecami. Natomiast gdzieś tam dalej, przed nią tłoczyły się dziwne byty. Yuuko nie do końca była w stanie określić, czym one właściwie są. Była zbyt niedoświadczona, w dodatku cała ta sytuacja wyglądała dziwnie; Droga Węża z reguły świeciła pustkami. Dręczyło ją jednak niejasne przeczucie, że te tam osobniki, to wcale nie jest ktoś, kto ma ochotę się zaprzyjaźnić. Bo gdyby tak było, to czy potrzebna byłaby tak przytłaczająca, choć zarazem ciepła i dobra, mocna aura?
Stanęła prosto, usiłując ogarnąć sytuację, zarówno wzrokiem jak i rozumem.
Być może Kaede usiłowała nie zrobić niczego głupiego. W robieniu głupich rzeczy Yuuko jednak mimowolnie była mistrzynią.
Powrót do góry Go down
NPC



Liczba postów : 866
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Droga Węża   Nie Lut 07, 2016 11:11 pm

Kaio wraz ze swoją towarzyszką wkroczyły na wybrzuszoną część drogi węża, dzięki czemu miały czysty i wyraźny widok na dalszą część drogi. Ku ich oczom ukazał się bardzo niepokojący widok. Cała droga w oddali była zapełniona masą różnych małych sylwetek. Były, to groteskowe kreatury zła walczące nie tylko z siłami porządkowymi, ale i shin-jinami ochotnikami oraz duszami zmarłych wojowników.

Narrator:

Kaede:

Królowa wschodnich światów w jednej chwili zdała sobie sprawę z przytłaczającej ilości wrogo nastawionych piekielnych najeźdźców z innego świata. Nie ujrzała jednej, nie dwóch, nie dwudziestu istot, tylko tysiące złych jak i tych dobrych, których moc bojowa ,mogła oscylować od bardzo słabej do naprawdę potężnej. Wszystkie wymieszane ze sobą w jednej wielkiej bitewnej zawierusze.

Yuuko:

Z perspektywy Yuuko sytuacja wyglądała natomiast nieco inaczej. Przed nią rozciągała się długa droga, wypełniona wrogami jak i sojusznikami. Musiało się dziać coś bardzo poważnego, skoro te istoty prowadzą walkę tylko i wyłącznie na obszarach prowadzących do kawiarni. Tak jakby znajdowało się tam coś naprawdę ważnego dla ich sprawy....

OOC:

Dobrze przedstawię teraz zasady zabawy.

Mapa:
 

Powyższa mapa przedstawia trzy sektory wężowej drogi, każdy sektor dzieli się na małe obszary, które musicie przejść.

Na danym obszarze nie wiecie co się znajduje. Jednym słowem jeżeli wyczyścicie dane miejsce poinformuję was o tym i możecie przejść dalej.

Możecie również przejść z sektora do sektora z pomocą latania, ale to natomiast zwróci uwagę ekstremalnie silnych przeciwników, w rezultacie możecie podczas tej próby nawet zginąć, pomimo faktu, że szybciej dostaniecie się do celu.

Jednym słowem możecie obrać szybką i bardzo trudną ścieżkę, albo wolniejszą, która jest bezpieczniejsza.

Dodatkowo podczas walki możecie walczyć w powietrzu, jednak musicie to zaznaczyć, jeżeli walka przeniesie się na obszar poza ścieżką węża, możecie spróbować zrzucić przeciwnika do piekła. Jest to akcja jednorazowa i losowa. Podczas tej próby będę rzucał kośćmi, które zdecydują o sukcesie akcji. Czynność można wykonać tylko raz na jednego przeciwnika. Jeżeli czynność się powiedzie zostanie on zrzucony do piekła i wykluczony z walki.

Za walki, pokonane przeszkody oraz wykonywanie wydarzeń będę nagradzał punktami. Za przeciwników zrzuconych do piekła nie będzie punktów.

Miłej zabawy ^^

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 550
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
41195/51195  (41195/51195)
Ki:
64790/65190  (64790/65190)
HP Pancerza:
2700/3000  (2700/3000)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Wto Lut 09, 2016 1:16 pm

-Yuuko? Co ty tutaj robisz, to niebezpieczne…- Kaede była wyraźnie zmartwiona widokiem niebianki, nie była nawet pewna, czy sama przetrwałaby walkę, a teraz musiała jeszcze uważać na młodszą koleżankę. Miała do niej słabość, w całych zaświatach niewiele osób z jej rasy miało jakąkolwiek relację z Kaede, ale od pamiętnego zaproszenia dziewczyny na swoją planetę i po ujrzeniu jej potencjału, kaio była przekonana, że Yuuko to ktoś wyjątkowy. Westchnęła ciężko, ale koniec końców uśmiechnęła się życzliwie. –Tylko trzymaj się blisko mnie, spróbujemy jakoś z tego wyjść, nie wydaje mi się, żeby oddalenie się stąd było bezpieczne.- rzekła słodkim i pokrzepiającym głosem. Prawdopodobnie młoda nawet nie wiedziała, że wpadła w niezłe bagno. –Świetnie wyglądasz moja droga.- puściła oczko i wróciła myślami do swojej misji.
Kaio obserwowała przez chwilę sytuację, zupełnie wycofując emanowanie swojej ki, teraz korzystając z boskiego atrybutu nikt nie mógł wyczuć jej obecności. Oddziały demonów toczyły walkę z oddziałami porządkowymi i nie sposób było ocenić kto przechyla szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Ona jednak miała za zadanie dotrzeć do centrum, z którego rodziły się problemy. Czy patrząc na to w ten sposób, musiała zabijać demony?
-Moim zadaniem jest znalezienie się na końcu drogi, aż pod samą kawiarnią. Tam musi być przywódca demonów, którego będę próbowała spowolnić. Prawdopodobnie pod samym budynkiem występują też inne silniejsze jednostki.- zaczęła wyjaśniać telepatycznie koleżance co jest do zrobienia. –Mamy dwie opcje – przebić się siłą, albo sprytem… Mam nadzieję, że masz trochę siły, planowałam przejść pod drogą węża, wspinając się od strony chmur po jego łuskach. Chodź…- mówiąc to wskoczyła w chmury i od ich strony chwyciła dłońmi za odstające elementy. Wisząc przez chwilę, obejrzała się za koleżanką i upewniwszy się, że tamta załapała plan, zaczęła wspinaczkę. Uwolniwszy jedną dłoń, narysowała nią w powietrzu parę znaków, a ze złotych motyli na ciele jej i Yuuko zostały utkane żółte kombinezony ninja, zakrywające wszystko z wyjątkiem oczu. W ten sposób idealnie pasowały do otaczających je obłoków.
Nie było to takie trudne, chociaż wysiłek mięśni stale narastał. Nie mogła przelecieć, wtedy świst wzbudziłby zainteresowanie tych, których nie chciała informować o swojej obecności. Ferwor walk miał skutecznie zagłuszyć wszystkie starania dwuosobowego oddziału ninja. Nie mogła też się teleportować, wtedy mogłaby znaleźć się w nieodpowiednim miejscu, np. w samym środku bandy demonów. Przekonana o wyborze najlepszej drogi, brnęła naprzód, wisząc do góry nogami, na styku chmur i wężowej drogi. Pełny kamuflaż, doskonała infiltracja.
Powrót do góry Go down
Yuuko



Liczba postów : 94
Data rejestracji : 16/09/2015

Skąd : Katowice

SCOUTER
HP:
625/1200  (625/1200)
Ki:
715/1125  (715/1125)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Wto Lut 09, 2016 2:21 pm

Droga Węża była wyjątkowo długa i z reguły całkowicie pusta. Z reguły - ponieważ tym razem sytuacja ta zupełnie się różniła. W oddali widać było prawdziwe kłębowisko rąk, nóg i głów - w dodatku byli to nie tylko niebianie, ale i o wiele bardziej niepokojące postacie. Zdezorientowana Yuuko nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć, ale ucieszyła się, widząc Kaede. Jakoś nie potrafiła się zbyt mocno stresować w jej obecności - a może miało to związek z tym, że po prostu jeszcze nigdy nie wpadła w naprawdę poważne tarapaty... Natomiast sama Bogini miała minę mniej zadowoloną - cóż, pewnie o wiele lepiej zdawała sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. Ale nie kazała Yuuko spadać na drzewo!
-Osu, Kaede-Sama!
Potwierdziła wydane jej instrukcje, unosząc rękę w geście nieco przypominającym salutowanie. Chociaż nadal właściwie nie wiedziała, co tu się dzieje i z czego wynika cała ta niebezpieczna sytuacja, postanowiła włączyć się w zaradzenie jej. A przynajmniej postara się zrobić coś tak, aby było dobrze! Chyba do tego właśnie służy jej egzystencja, co nie?!
Uśmiechnęła się do Kaede i spojrzała naprzód. Wtedy to właśnie dotarł do niej przekaz telepatyczny - w pierwszej chwili drgnęła, zaskoczona, ale zaraz wsłuchała się w słowa Bogini. A więc taki był plan - ominąć całą tę hałastrę i dotrzeć do kawiarni, gdzie czekało prawdziwe zagrożenie, pociągające za sznurki... Juhuuu, to brzmiało jak prawdziwa przygoda (albo przynajmniej scenariusz filmu akcji)!
Ponieważ biedna Yuuko nie potrafiła przekazywać wieści telepatycznie, po prostu szepnęła cicho:
-Wszystko jasne.
Spacer po drugiej stronie Drogi Węża - to na pewno wcale nie takie łatwe zadanie, ale z drugiej strony jeśli tak się sytuacja przedstawia, pchanie się przez tłum na trakcie byłoby marnowaniem czasu. Jeszcze tego by brakowało, żeby prawdziwy cel zdążył umknąć. Natomiast przez myśl Yuuko przeszło "a może by tak polecieć?" - jednak skoro Kaede nie wpadła na taki pomysł, widocznie miała ku temu jakiś powód. Może zwracałyby na siebie zbyt wielką uwagę. O teleportacji nawet nie pomyślała - za wysokie progi...!
Łaaa, ale ekstra!
Wydęła policzki z zachwytem, widząc jak materializuje się na niej żółciutki strój ninja. Teraz idealnie wpasują się w chmury dookoła drogi węża i nie powinny zwrócić niczyjej uwagi! Miała tylko nadzieję, że da sobie radę ze wspinaczką - chociaż pocieszała się myślą, że w razie czego zawsze może wspomóc się umiejętnością latania... Głupio byłoby spaść.
Opuściła się w dół, przełażąc między ostrymi zębami krawędzi drogi. Chwyciła mocno i zaczęła powoli, ale sukcesywnie podążać za Kaede, bardzo uważnie patrząc, za co łapie i gdzie stawia kolejne "kroki". Był to zdecydowanie wysiłek fizyczny - ale napędzana entuzjazmem Yuuko na razie nie odczuwała zmęczenia. Gdyby była gekonem, byłoby jej znacznie łatwiej!...
Powrót do góry Go down
NPC



Liczba postów : 866
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Droga Węża   Wto Lut 16, 2016 2:43 am

Wszędzie wokoło toczyła się zażarta walka.Obie bohaterki postanowiły jak najszybciej dostać się do celu. By osiągnąć zamiary postanowiły przedostać się niezauważone pod drogą węża, dla pewności Kaio stworzyła dla siebie i partnerki kombinezony, w pomarańczowo-żółtych barwach, tak by móc skryć się w chmurach. Droga wiła się jakby w nieskończoność, natomiast walki miały nawet miejsce poniżej przejścia. Dzięki sprytnemu planowi, jak na razie powolny lot wewnątrz gęstwiny, cumulusów i cumulusonimbusów popłacał. Nikt nie zwrócił uwagi na dwie niebianki sprytnie i podstępnie przemierzające po cichutku drogę węża. Przez bojową atmosferę wiszącą w powietrzu, Kaede jak i Yuuko miały wrażenie, jakby mijały godziny, a nie minuty. Przez warunki panujące w zaświatach wschodnia kaio nie była w stanie wyczuć czyjejkolwiek energii, jednakże działało to również w drugą stronę i tak samo napastnicy nie mogli wyczuć jej obecności oraz towarzyszącej jej partnerce. Przemieściwszy się przez długi czas, w okryciu obłoków, nagle Kaede usłyszała krzyk. Niestety nim zdążyła zareagować w cumulusa wleciało jakieś ciało obce i z dużą siłą uderzyła niebiankę wybijając ją z chmury. Gdy Kaio pozbierała szybko myśli i zorientowała się w sytuacji ujrzała przedstawiciela sił porządkowych. Nagle w jej głowie zabrzmiał głos, jakby cudzych myśli:

-Mam cie narybku!

Dzięki zdolności bojowej telepatii, shin-jinka przewidziała nacierający atak, na którego lini stała i natychmiast się uchyliła by ujrzeć wielkiego muskularnego rogatego demona
o krwawo-czerwonej grudkowatej cerze.Jego łysa twarz była pokrzywiona i groteskowa, oczy wielkie, żółte o zwężonych źrenicach, mały zadarty nos i wielkie usta z obnażonymi
ostrymi kłami. Był odziany w błękitne luźne spodnie, ochraniacze na kolana i płytowe buty, natomiast na biodrach miał szarfę uszytą ze skór zdartych z twarzy ofiar które zabił.
Demon natychmiast złapał wojownika za szczękę i szczerząc się zacisną wielką dłoń. Kaede usłyszała trzaskające kości żuchwy, po czym na własne oczy zobaczyła jak z delikatnej twarzy wyłamują się zęby, a cała szczęka ulega zmiażdżeniu, skóra na policzkach rozdarła się wraz ze ścięgnami i mięśniami a krew sączyła się z twarzy. Mięśniak puścił twarz chłopaka, z której na kawałku skóry zwisał zniekształcony, zakrwawiony kikut z językiem. Po chwili kreatura zacisnęła pięść i uderzyła młodziana w brzuch przebijając go na wylot. Jedyne co było widać, to rozdzierający się z tyłu materiał, wygięte kręgi wyłamujące się jeden po drugim, po czym rozdzierająca się skóra, oraz włókna mięśniowe z których, przy pryskającej krwi wynurzyły się kawałki i wie połówki kręgosłupa. Ostatecznie z tyłu wynurzyła się pieść kreatury cała we krwi trzymająca jelito grube. Oczy wojownika spowiła mgła, a kolor stał się wypłowiały, było ewidentnie widać, że jego dusza uszła z ciała, i zapewne niebawem stanie przed obliczem Daio, niestety przy tym co się dzieje, jego dusza może nie zaznać spokoju. Pomiot wyciągną rękę
trzymającą wnętrzności niebianina, po czym rzucił jego martwym ciałem w głąb piekła, napchał plugawe usta jelitem, kawałkiem wątroby i żołądka. Żując kawałki, przemówił w kierunku Kaede, a krew sączyła mu się z ust.

-Hahaha kolejna płotka, próbowałyście się przedostać chmurami co? Sprytnie, ale jak widać los wam nie sprzyja. Twoja koleżanka może wyjść, z takiej odległości czuję jej smród.

Bestia wydała z siebie głośny ryk zwracając uwagę pobliskich demonów. Natychmiast za nim stanęły czy bardzo drobne, groteskowe, garbate i czarne jak smoła demony. Były mniejsze niż Kaio i Yuuko, miałby pękate duże brzuchy, widoczne kości i ścisłą skórę spod której było widać wszelkie muskuły. Niektóre z tych demonów, miały włosy na głowie, pazury i rogi. Jeden miał ostre zęby inny tylko kły, wszystkie miały żółto-krwiste lub pomarańczowo-żółte oczy o zwężających i rozszerzających się źrenicach. Każde z nich było odziane jednakowo w białą prostą koszulkę bez rękawów z napisem 砲弾の餌食* na piersi, każde z nich miały ochraniacze na kolana, błękitne luźne spodnie i żelazne okucia na stopy przypominające strukturą, te których używają śmiertelnicy do sportów MMA. Czerwony demon gwizdną, po czym trzy smoliste potwory wskoczyły do chmury, po nie całej sekundzie wypchnęły z niej Yuuko otaczając ją natychmiast. Mięśniak uśmiechnął się obnażając swoje kły mówiąc:

-Zatem czas na was brudne, śmierdzące, niebiańskie ściery.....

Kaede:

Wiedza kaio: Dzięki nabytej wiedzy niebianka natychmiast zidentyfikowała demona Kasaigiri, sługusa potężnego diabelskiego władcy ognia z piekielnego świata Gehenny. Najczęściej są to silne pomniejsze demony, z różnych domen, które za służbę u pana otrzymują cząstkę jego mocy, zyskują nieprawdopodobną siłę raz magię związaną z ogniem. Groteskowe pomniejsze kreatury, na pewną są demonami Tarutori, zwanymi potocznie smołkami. Są to demony zrodzone z najczęściej z cierpienia ofiar, które zginęły w pożarze,lub wypadku związanego z ogniem, stąd skóra koloru smoły, są tą jedne z najczęstszych pomniejszych demonów gehenny, potrafią proste sztuczki i zwykle nie stanowią wyzwania, choć jak wszystkie istoty dysponujące ki, mogą stać się groźne i potężne, choć te zwykle służą demonicznym władcom. Niestety z powodu warunków w zaświatach, zdolność wyczuwania ki nie działała, przez co władczyni wschodnich planet nie była w stanie określić siły otaczających ich przeciwników.

Yuuko:

Przed oczami Yuuko w jednej chwili coś wypchnęło jej towarzyszkę z chmury. Działo się to tak szybko iż nie zdążyła zareagować. Po chwili w tej samej sekundzie wielka, czerwona
i muskularna sylwetka przecisnęła się przez cumulusa w tym samym kierunku. Ciało młodej niebianki przeszył niepokój. Po kilku chwilach w oka mgnieniu coś wypchnęło shin-jinkę z chmury, a ku jej oczach staną masywny czerwony demon, zaś sama Yu zdała sobie sprawę że otaczają ją trzy groteskowe pokraki.


* - Hōdan no ejiki / Canon Fodder / Mięso Armatnie

OOC:

Subarashi! Za próbę skradania się nagradzam was 15 punktami do statystyk za grę fabularną, jak i również przekroczyliście pierwszą cześć z trzech w sektorze pierwszym gratulację!

Niestety waszą infiltrację zniweczyła bojowa zawierucha, w rezultacie, której wpadłyście na jedną z walczących grup demonów. Kreatury was otoczyły, a przez warunki zaświatów
Ki-feeling nie jest w stanie podać informacji na temat adwersarzy.

Obecnie znajdujecie się w centrum pierwszego sektora, pod drogą węża otoczone przez grupę demonów. Trzy Smołki aka.Tarutori i jeden Ognisty Kasaigiri

Kasaigiri hp - ?????/?????

Zdolności:

??????

Smołek 1 hp - ?????/?????

Smołek 2 hp - ??????/?????

Smołek 3 hp - ?????/?????

Zdolności:

????????

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 550
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
41195/51195  (41195/51195)
Ki:
64790/65190  (64790/65190)
HP Pancerza:
2700/3000  (2700/3000)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Sro Lut 17, 2016 1:06 pm

Plan rzeczywiście ładnie działał, w bitewnej zawieruszy ani ona ani rywale nie mogli wyczuć się wzajemnie. No trudno, tak naprawdę wcale nie potrzebowała tego, żeby płynąć wśród chmur. Mijały kolejne metry wężowej drogi, a ona wciąż myślała o dziewczynie, która była dla niej jak młodsza siostra. *Yuuko… W co ty się wpakowałaś młoda, czy będę umiała cię ochronić?* Musiała wierzyć w nią, szczerze wierzyła, że to właśnie jej będzie mogła kiedyś przekazać wszystko co ma, może nawet ta niepozorna osóbka nadaje się dużo lepiej niż Kaede? Nie mogła dać po sobie poznać, że wątpliwości targają nawet kaio. Zaświaty są w potrzebie, a ona z jakiegoś powodu jest w tym tylko z nią. Gdzie reszta jej rasy? Czy wypada, żeby dawny wygnaniec pracował na wspólne dobro? Nawet gdy kiedyś była wzgardzona (i nadal jest) przez bogów, ona kocha ład i porządek, musi go ocalić.
Z dalszych rozmyślań wyrwało ją brutalne zdemaskowanie. Zmysły zadziałały jak należy, pozwalając na unik w momencie, gdy było to najbardziej potrzebne. Przed jej oczami pojawiły się dobrze znane demony, wiedziała skąd się one wzięły i znów poczuła ukłucie żalu i współczucia.
-Spójrz uważnie Yuuko.- wisiała w powietrzu, przyglądając się zdewastowaniu ciała jednego ze służących nieba. –Przyjrzyj się, żebyś wiedziała co się dzieje, gdy nawalamy. Gdy ktoś ginie z powodu ognia i ma w sercu mocny żal, to z takiego wypadku rodzi się jeden z nich.- wyjaśniła po krótce, dziwnie surowym głosem. Jej oczy utraciły miłosny blask, teraz bła boginią wojny.
-He, i co parszywce? Stoicie przed kaio i nie zamierzacie uciec co? Co za bezczelność!- odpowiedziała demonom.
-Nie bój się, te małe nie są bardzo silne. Wystarczy, że zdejmiesz dwa z nich. Powinnaś oszczędzać ki. Ja zajmę się resztą i będę cię osłaniać.- w telepatycznym przekazie dla Yuuko, wciąż była pełna słodyczy i pokoju. W swój przekaz tchnęła również sporą dawkę pokrzepiającej energii.
Wisząc w powietrzu odbiła się od niego, ruszając błyskawicznie w stronę jednego z małych stworków, którego wzięła za nogę i niczym kijem mocno trzasnęła w łeb najgroźniejszego z przeciwników. Zaśmiała się okrutnie, pokazując, że ma z tego niezły ubaw.

OCC:
-Walę potężnym w największego, używając jednego z małych za 6821 dmg.
Powrót do góry Go down
Xalanth



Liczba postów : 122
Data rejestracji : 16/10/2015


SCOUTER
HP:
1700/2250  (1700/2250)
Ki:
2280/2280  (2280/2280)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Pią Lut 19, 2016 4:26 pm

Modlitwa do Bóstw.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Yuuko



Liczba postów : 94
Data rejestracji : 16/09/2015

Skąd : Katowice

SCOUTER
HP:
625/1200  (625/1200)
Ki:
715/1125  (715/1125)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Sob Lut 27, 2016 5:31 pm

Yuuko nie miała pojęcia o wykrywaniu energii - swojej, czyjejś, w ogóle jakiejkolwiek. To wciąż nie był jej poziom. Może to i lepiej, bo przynajmniej dzięki temu mogła całkowicie skupić się na postawionym przed nią zadaniu - a warto wspomnieć, że robiło się ono coraz cięższe. Zastosowany fortel działał całkiem dobrze - wciąż niezauważone, powoli, ale sukcesywnie posuwały się naprzód. I chociaż Yuuko coraz wyraźniej czuła zmęczenie w mięśniach ramion, to jednak nie ustawała w wysiłku.
Ale nie mogło być zbyt długo pięknie i cudownie. W bitewnym zgiełku szybko znalazł się taki, który wleciał z pełnym impetem pomiędzy kryjące ich dotychczas chmury. To spowodowało, że Kaede-Sama został ujawniona. Yuuko w pierwszych odruchu chciała wychynąć za nią - zaraz zatrzymała się z nosem tuż przed końcem gazowej osłony; zreflektowała się i stwierdziła, że lepiej nie ujawniać przedwcześnie swojej obecności, jeśli nie ma takiej potrzeby - być może efekt zaskoczenia będzie pożądany?
Wobec tego zza zasłony obserwowała wydarzenia rozgrywające się tuż obok, całkiem blisko. A to co widziała, napawało ją odrazą i przerażeniem. Na jej oczach wielki rogaty demon zmiażdżył czaszkę niebianina, po czym rozpłatał mu brzuch i pogruchotał kręgosłup. Jeszcze nigdy, przenigdy nie była świadkiem takiego okrucieństwa - ba, nigdy nawet nie widziała niczyjej śmierci! Może to śmieszne, ale chociaż była niebianką i niby jej zadaniem było pomaganie duszom zmarłych, to jednak... niewiele wiedziała o momencie samej śmierci.
Zamarła, a jej twarz niepokojąco poszarzała. Oczy rozwarły się szeroko, a opuszczone luźno wzdłuż ciała ramię leciutko drżało. Miała wrażenie, że jeśli poruszy się choć odrobinę, to jej ciało całkowicie odmówi posłuszeństwa. W brzuchu coś jej się przewróciło, gdy na jej oczach demon patroszył niewinnego obrońcę pokoju. To była ta chwila, w której Yuuko po raz pierwszy zdała sobie sprawę z powagi sytuacji - i poczuła coś nowego. Coś, co nazywało się strachem.
C-c-co ja tu r-robię?
Zapytała samą siebie, podczas gdy jej oczy napełniły się łzami. W tej chwili jedyne czego chciała, to znaleźć bezpieczną kryjówkę i schować się w niej, przytulić do czegoś miękkiego i ciepłego, zamknąć oczy i poczuć dobrze.
N-nie nadaję się... Nie mogę... Aa...
Dopadła ją chwila zwątpienia - sekundę później trzęsła się jej już nie tylko jedna dłoń, ale większość ciała, zupełnie jakby było jej bardzo zimno. Ale wtem przypomniała sobie, kim jest i co tutaj robi. Do czego i z jakiego powodu dąży. Zdała sobie sprawę z obecności Kaede-Samy u swojego boku i tego, że przecież nie jest sama... I nie jest bezsilna, o nie. Nigdy nie podda się bez walki. Lodowate zimno ściskające jej płuca stopniowo odpuszczało, zastępowane przez spokój. Na nowo odnajdowała w sobie harmonię. Wzięła głęboki oddech, a paraliż i strach odchodziły w niebyt.
-Ginie z powodu ognia i ma w sercu ogromny żal... - powtórzyła cicho - A więc to tak naprawdę bardzo nieszczęśliwe dusze...
Została wypchnięta z chmury, ale jakoś szczególnie się tym nie przejęła. Chociaż wciąż gdzieś w środku czaił się znajomy strach, to jednak w tej chwili już nad nim panowała. I - ciekawostka - usłyszała głos, który nigdy wcześniej do niej nie dotarł. Rozejrzała się dookoła, ale nie mogła znaleźć jego nadawcy.
-Kaede-Sama, słyszysz to?
Wojownik, który potrzebował boskiego wsparcia - pomocy opiekuna z góry, kogoś kto dodałby mu odwagi - a w zamian oddaje samego siebie. Yuuko zachwyciła ta prośba - była szczera, płynąca prosto z serca. Poczuła coś w rodzaju więzi - bo może i sama była niebianką, ale też czasami miała nadzieję na takie wsparcie. Chyba byłaby w stanie zaprzyjaźnić się z tym wojownikiem... Który - czy tego chciał, czy nie - rozwiał wątpliwości, które nią targały. Teraz czuła, że być może jednak jest we właściwym miejscu - i będzie w stanie sprostać zadaniu.
Spojrzała na Kaede i uśmiechnęła się delikatnie, słysząc jej słowa w swojej głowie. Dobrze. A więc postara się - najlepiej jak może.
Chwyciła swój przywiązany sznurkiem do pleców kij i chwyciła w obie dłonie, za jego pomocą tworząc dystans pomiędzy sobą i dwójką smolistych przeciwników. Naciągnęła kij do swego boku i wymierzyła proste, ale mocne pchnięcie w tułów najbliższego, mając nadzieję go spowolnić, zatrzymać choćby na chwilę. Zaraz po tym uderzeniu zmieniła uchwyt i obróciła kij w powietrzu, sama również zmieniając swój kierunek i z zamachu uderzyła w łeb drugiego potworka.


OOC:

Po pierwsze, muszę was strasznie przeprosić. Przez cały tydzień biłam się ze świadomością, że muszę napisać wreszcie tego posta - ale albo nie miałam czasu, albo wracałam na tyle zmęczona, że nie byłam w stanie napisać nic do zaakceptowania. Zaczęła się znowu uczelnia, prowadziłam treningi, no i na Śląsku mamy ferie - zajmowałam się siostrą. Przepraszam, że tyle to trwało. Ten post jest chaotyczny i nie do końca spełnia moje standardy, ale wolałam już wrzucić taki, niż żaden.

Yuuko stara się na razie poradzić sobie swoim kijem bojowym. Uderza shomen tsuki (prosty w brzuch) w pierwszego i shomen uchi (z góry na głowę) drugiego. Widzę to oczyma wyobraźni (i układam dłonie, sprawdzając na ile cios jest łatwy) ale nie wiem czy opisałam dostatecznie jasno. :p

Wg. mechaniki (jeśli dobrze rozumiem...):
Spoiler:
 



Postaram się odpisywać szybciej... Ale muszę zawczasu zgłosić nieobecność od 17 do 28 marca - wyjeżdżam na trening do Anglii i głupio byłoby mi prosić Senseia o dostęp do kompa... :'(
Powrót do góry Go down
NPC



Liczba postów : 866
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Droga Węża   Nie Mar 06, 2016 2:46 am

Następowała, ta najbardziej niepokojąca cisza przed walką... W oka mgnieniu nim jeden z przeciwników zdążył choćby naprężyć mięsień, zdał sobie sprawę iż coś chwyciło go za nogę i już mkną ku największemu z nich.

Czerwona bestia bez wysiłku chwyciła ręką głowę czarnego demona, po czym zaczął ją po woli zaciskać. Kaede usłyszała chrupanie czaszki, po czym ujrzała powoli pękającą głowę demona z której zaczęła się sączyć krew. Istota zaczęła wyć i piszczeć we łzach, a z jego ust oraz nosa zaczęła płynąć krew. Jego piszczenie brzmiało jakby błaganie, acz największy z nich raczej nie był tym przejęty. Jego oczy przekrwiły się, po czym zaczęły z nich płynąć krwawe łzy. Muskularny demon uśmiechnął się do Kaede, a następnie drugą rękę zgiął w łokciu wysuwając tylko palec wskazujący. Nagle potwór uniósł dłoń i zaczął machać palcem wydając tą samą sylabę w innej tonacji:

- ym, ym, yyyymmm.....

Skończywszy to zacisną dłoń miażdżąc głowę Smołka rozbryzgując jego krew na siebie i Kaio. W ułamku sekundy po zabiciu swojego pobratymca natychmiast wykonał lekki ruch pięścią pod wpływem którego wydobyło się ciśnienie, które natychmiast rozerwało ciało istoty na drobne kawałeczki. Krew jeszcze bardziej obryzgała obojga kombatantów, dodatkowo pokrywając ich resztkami wnętrzności i jelitami. Czerwony mięśniak zlizał krew z ust, po czym starł ją z twarzy wraz z kawałkami jelita, a następnie skonsumował je jednocześnie zlizując czerwoną ciecz. Skończywszy wyszczerzył kły w kierunku niebianki, obracając głowę na lewo, po czym wskazał palcem swój prawy profil, kpiąc z niebianki.

W międzyczasie Yuuko dzielnie rzuciła się do walki z kijem, dzięki Kaede miała jednego wroga mniej. Bez najmniejszego wysiłku trafiła pierwszego w brzuch. Atak był tak silny iż istota straciła oddech upadając na kolana, po czym zwróciła resztki przetrawionych organów. Wyglądało na to że te pokraki żerują na ochłapach, które pozostawiają im ich panowie. Kolejny atak był wymierzony w głowę jego partnera, niestety ten złapał kij tuż przed swoją głową i pociągną Yuuko do siebie. Natychmiast szczerząc się uderzył ją szybko w twarz wybijając z równowagi. Wykorzystawszy wzdrygnięcie się niebianki, kontynuował natarcie kolejnymi celnymi ciosami w brzuch i podbródek, kończąc serię gradem ciosów w twarz. Gdy Yuuko próbowała zachować pion, poczuła z tyłu przeszywający ból. Był on wywołany kopnięciem w kręgosłup wykonany przez drugiego smołka. Trafienie zostało kontynuowane przez atak nogą z wyskoku w tył głowy. Uderzenie było na tyle silne, by obrócić Yu o sto-osiemdziesiąt  stopni, jednak nim ta upadłą, została trafiona przez grad kopnięć drugiego adwersarza wymierzone w mostek. Nacisk ataków powalił młodą Shin Jinkę.

OOC:

Kilka wyjaśnień:

Yuuko w walce grupowej możesz atakować tylko jednego wroga na raz, wyjątek stanowią techniki, które za cel biorą grupy. Dodatkowo nie musisz pisać w spoilerze jaki wykonujesz a tak wystarczy np. OOC: Atak silny 20 dmg.

Kaede, mechanika nie przewiduje używania przeciwników jako broni, więc tym razem się ustosunkowałem, do pomysłowego podejścia (gdyż siłą ci spokojnie na to pozwala) i postanowiłem nagrodzić to jednym przeciwnikiem mniej, jednak nie zdałaś mu tym obrażeń.

A teraz konkrety:

Demon Kasaigiri (Czerwony) - Zablokował cios 0 dmg, wstrzymał się od ataku, prowokuje Kaede. Oboje jesteście upaćkani bebechami i krwią, czuć nawet mdły smród wnętrzności oraz czerwonego płynu.

Smołek 1 - Szybki atak 30 dmg

Smołek 2 - Blokada ciosu i Szybki atak 30 dmg

Status przeciwników:

Demon Kasaigiri (Czerwony) - ???????/?????? hp

Smołek 1 - 440/500 hp

Smołek 2 - ???/??? hp

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 550
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
41195/51195  (41195/51195)
Ki:
64790/65190  (64790/65190)
HP Pancerza:
2700/3000  (2700/3000)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Sro Mar 09, 2016 3:28 pm

Na jej oczach najgroźniejszy przeciwnik zabił swojego kolegę, którego to ona użyła jako broni.
-Pfy…- parsknęła pogardliwie na odgrażanie się demona, komunikując że takie obrazki nie robią na niej żadnego wrażenia. Istotnie, widywała je na co dzień w swoich modlitwach. –Niedługo skończysz podobnie… Chociaż nie, nie mam czasu się tyle bawić!- odpowiedziała poważnie w jego stronę. Te magiczne byty nie mają dusz, które mogłaby uratować, jedyną pomocą dla nich jest unicestwienie. Kaede jak nigdy dotąd pokazała swoje oblicze bogini wojny. Czy ktoś mógłby ją podejrzewać o taką aurę? Duma i majestat przewijały się z pewnością jej poczynań. Nie miała wątpliwości jak się zachować, a ci którzy obrażają jej godność brakiem pokory zginą w gniewie istoty wyższej.
Rzuciła okiem na to jak radzi sobie jej siostra. Yuuko miała większe problemy i widoczny brak wprawy, trzeba by było jakoś ją wspomóc.
Dalsze przemyślenia urwały się przez starcie pięści jej i jej wroga.  Szybka i dynamiczna wymiana uderzeń nie wniosła nic do walki, ale pozwoliła jej nieco ocenić potencjał wroga. Niebawem nacisnęli na siebie, przepychając się w powietrzu dłońmi, a impet ich sił spowodował spore wibracje powietrza. Jej oczy spoglądały z pogardą i pewnością siebie w stronę demona. Dawno już nie mogła się po prostu wyżyć i teraz wychodził z niej cały przetrzymywany gniew.
Udała, że daje się przepchnąć, odbijając się parę metrów w tył. Miała pomysł jak odwrócić jego uwagę i ulżyć Yuuko, młoda nie poradzi sobie z dwoma na raz. Lecąc wyciągnęła przed siebie dłonie, w których ładował się pocisk energetyczny. Uśmiechnęła się czując swoją przewagę i obserwując reakcję przeciwnika. Miała go w jednej linii z tym, z którym walczyła jej siostra, a tamten był zajęty swoją walką na tyle, że z pewnością nie uniknie ataku z zaskoczenia. Ładowany ki blast dzięki manipulacji jej maną nabrał złotego ogona z motyli, przypominając dużo groźniejszą technikę.  Rzuciła swoją fałszywą kometą, a gdy była ona w połowie drogi, przedostała się do jednego z mniejszych stworków, wymierzając jemu silne uderzenie w brzuch. W tym samym czasie jej ki blast, będąc blisko największego demona eksplodował, a motyle doleciały do jego umysłu z przekazem paru życzliwych słów.  

OOC:
-Zadaje silny cios w smołka 1 – 3349 dmg.
-koszt ki za fake ki blasta – 507 ki


Ostatnio zmieniony przez Kaede dnia Pon Mar 14, 2016 10:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Yuuko



Liczba postów : 94
Data rejestracji : 16/09/2015

Skąd : Katowice

SCOUTER
HP:
625/1200  (625/1200)
Ki:
715/1125  (715/1125)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Pon Mar 14, 2016 8:37 pm

Prawdziwa walka w realnej sytuacji była czymś zupelnie innym niż przyjacielskie sparingi, do jakich przywykła. Przede wszystkim zupełnie inny był stan umysłu - myślało się inaczej, czuło się inaczej... Adrenalina dawała popalić, chociaż Yuuko starała się przez cały czas myśleć chłodno i racjonalnie. A jeszcze przeciwnik - nieznany. Nie wiadomo było tak naprawdę co potrafi i czym może zaskoczyć - był pustą, niezapisaną kartą. kto wie, jakie asy trzymał w rękawie i co gotowy był zrobić, aby wygrać pojedynek?
Ta pierwsza poważna walka Yuuko najwyraźniej miała jej się dać mocno we znaki - gdyby walczyła tylko z jednym na raz, pewnie też było inaczej. Ale musiała starać się mieć oczy dookoła głowy - głupio byłoby, gdyby zleciała do Piekła! Chociaż po buzi na pewno dostanie...
I dostała. Ale najpierw jej kij zdołał dotrzeć do brzucha jednego z przeciwników. Raniony zwymiotował obrzydliwymi resztkami organów. Yuuko wolała się temu nie przyglądać, bo gotowa jeszcze mu zawtórować. Nie miała zresztą czasu nigdzie patrzeć - jej drugie uderzenie za pomocą kija zostało wyłapane i poleciała nieco w przód, przy okazji dostając w twarz.
Ugh... Nie mogę wypuścić mojej broni z rąk...
Przemknęło jej przez myśl, kiedy przyjmowała kolejne ciosy, cofając się pod ich naporem. Daleko jednak nie odeszła - z tyłu odczuła potężne kopnięcie, które trafiło ją w kręgosłup. Jeszcze kilka ciosów i upadła na nierówną powierzchnię Drogi Węża. Mogło to tak wyglądać, ale... Jeszcze się nie poddała, mimo gorszej na tę chwilę pozycji. Zacisnęła zęby, przeturlała się na bok i zerwała się na równe nogi, wyskakując w górę i z całej siły przykładając swoim bojowym kijem w najbliższego ze smołkowatych przeciwników.

Yuuko 960-30-30=900 HP
Atak potężny - 116 - w nr 2, tego którym nie zajęła się Kaede. Smile
Powrót do góry Go down
NPC



Liczba postów : 866
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Droga Węża   Sob Mar 19, 2016 1:02 am

Pocisk wypuszczony przez Kaede eksplodował zasłaniając potwora nie tylko motylami a i dymem, być może zamierzony ruch zakończył się więcej niż sukcesem. Można było usłyszeć powarkiwanie i stękanie stwora.

Kaede:

Uderzenie w brzuch było tak silne, iż stwór zaczął natychmiast latać na lewo i prawo. Po chwili zaczął powoli opadać w kierunku piekła, a z jego oczu zaczęły płynąć łzy. Nie mógł złapać oddechu, po czym zaczął tracić przytomność. Jego tętno po woli ustawało, natomiast oczy stały się matowe. Stwór przestał się ruszać, a z jego ust zaczęła cieknąć krew, po chwili spadł natychmiast i zniknął w gęstwinie pomarańczowych chmur.

Yuuko:

Kij trafił celnie kreaturę w głowę uderzając ją z wystarczającą siłą by odrzucić ją w dół. Potwór przez krótką chwilę szybował w dół, po czym zaparł całe swoje ciało by zahamować upadek. Natychmiast zerwał się z miejsca i zaczął lecieć w górę przyśpieszając, po chwili uderzając Yuuko z rozpędu zaciśniętą pięścią w twarz wyjąc szaleńczo. Wykonawszy atak zatrzymał się tuż pod brzuchem drogi węża.

W międzyczasie nim Yuuko zdołała odzyskać równowagę i skupienie za jej osobą pojawiła się wielka, muskularna sylwetka. Wzięła ona szybko głęboki wdech, po czym wypluła w plecy dziewczyny skoncentrowaną ilość płomieni, która natychmiast pognała ku niebiance i spowiła jej ciało paląc ją boleśnie. Ogień strawił część jej ubrania, wywołał ogromne oparzenia i spalił część twarzy. Ból był tak wielki iż shin-jinka straciła przytomność i zaczęła opadać w kierunku piekła. Można było usłyszeć śmiech demona, którego zlekceważyła Kaede narażając Yuuko na atak z zaskoczenia.

OOC:

Smołek 1 nie żyje

Smołek 2 - Potężny atak w Yuuko 45 dmg

Demon Kasaigiri - Honoo w Yuuko 3050 dmg, jesteś umierająca i tracisz przytomność z czym jesteś na razie wyłączona z walki, Spadasz w kierunku piekła.

Stan Hp:

Smołek 2 334/450 hp

Demon Kasagiri - ?????/????? 29920/33885 ki

Zna Technikę Honoo.

OOC 2:

Kaede, można wykonywać jeden atak na raz, ale ustosunkuję się bo staracie się stosować taktyki, niestety nie przedkłada się to zbytnio na mechanikę.

Mała podpowiedź: Niestety skupiając się na przeciwnikach z którymi Yuuko spokojnie dałaby radę, naraziłaś ją na atak najmocniejszego przeciwnika. Zależnie od twojego kolejnego ruchu sytuacja może ulec zmianie na lepsze, lub gorsze.

Yuuko kilka kwestii teraz kolejna twoja tura jest wysoce zależna od Kaede. Od jej decyzji będzie zależeć czy będziesz mogła walczyć, czy będziesz wymagała pomocy medycznej, odpoczynku, czy odpadniesz z misji, gdyby zajęła się walką z najmocniejszym przeciwnikiem, raczej nie miałby czasu ani momentu, który by jemu pozwolił na atak wyprowadzony w ciebie.

Druga kwestia, nie znajdujecie się na ziemi, przypominam że skradałyście się pod drogą węża, w związku z tym walka jest prowadzona w powietrzu oraz poniżej ścieżki.

Podsumowując teraz Kaede musisz podjąć przemyślaną decyzję. Powodzenia ♥

______________________


Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
Kaede
Higashi no Kaiō


Liczba postów : 550
Data rejestracji : 29/10/2012


SCOUTER
HP:
41195/51195  (41195/51195)
Ki:
64790/65190  (64790/65190)
HP Pancerza:
2700/3000  (2700/3000)

PisanieTemat: Re: Droga Węża   Nie Mar 20, 2016 4:06 pm

Obaliła małego stworka bez większych problemów. Teraz miała pewność, że Yuuko poradzi sobie z drugim, nie były zbyt silne. Gorzej z… *Zaraz, gdzie on się podział…* rozejrzała się nerwowo, szukając najgroźniejszego z przeciwników. Gdy już go dostrzegła, łatwo było ocenić co zamierza, przyjął tą samą taktykę, co ona, zaczynając od najsłabszych. Popełniła najgorszy błąd w ocenie zagrożeń i chcąc chronić młodą, naraziła ją tylko na większy problem…
-Yuuko uważaj!- krzyknęła z całego gardła, w mgnieniu oka pojawiając się tuż przed nią. odpychając z linii strzału. Sama oberwała w plecy gorącym ogniem przygotowanym dla Yuuko. Wydarła się z bólu, otwierając szeroko oczy. Jeszcze nigdy nie dostała tak mocno nie dostała parzącą energią, ogień strawił jej wyczarowany strój ninja i większość narzuty munduru kaio. Na szczęście jej formalny strój ochronił skórę przed poparzeniami trzeciego stopnia, zostawiając na ciele jedynie mniejsze ślady. Syknęła z bólu i spojrzała na koleżankę z wzrokiem sugerującym, że nic się nie stało.
-Jesteś cała? Nieźle mi przypiekł…- niestety nie było czasu na pogawędki. Odwróciła się gniewnie i skumulowała przed sobą kulę energii, z której chwilę po tym utworzyła się niezliczona ilość ki blastów, lecąca w stronę demona. –Obiecuję, że będę cię bardziej doceniała Yuuko. Liczę na ciebie.- dodała wisząc już twarzą do demona. Otrzymała cenną lekcję życia i nowe spojrzenie, nie musi być odpowiedzialna za wszystko tak długo, jak ma ze sobą przyjaciół. –Nic się nie zmieniło, mały jest twój.


OOC:
-przejmuję uderzenie skierowane na Yuuko dmg dla mnie 3050 z czego 150 w pancerz
-Używam RED na demona za 7027 dmg, koszt -7589 ki
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Droga Węża   Today at 7:34 am

Powrót do góry Go down
 
Droga Węża
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Droga Węża
» Droga z czaszek
» Rafał K. i jego wojna z ...kim własnie?

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Niebo-
Skocz do: