Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Zamek Słonecznych - Wejście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Zamek Słonecznych - Wejście   Sro Maj 30, 2012 1:16 am

First topic message reminder :

Zamek


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

AutorWiadomość
NPC.



Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Zamek Słonecznych - Wejście   Czw Maj 30, 2013 11:16 pm

Wojownik zmierzył Frost'a wzrokiem. Najwyraźniej badał jego sytuację, informacja o jego pobycie poza bazą była ciekawa. Wypuścił głośno powietrze i rzekł:

- Miałeś sporo szczęścia, że Cię tu nie było. Wirus spustoszył Naszą rasę, Zamek jest zamknięty, by naukowcy mogli w spokoju robić swoje. A wszyscy zdrowi mają w tym czasie udać się na inne planety i poszukać tam czegoś, co może pomóc w sporządzeniu antidotum. Na Twoim miejscu pobiegłbym tam zamiast gadać, bo trafi Ci się jakaś syfiasta planeta.

Po czym bez słowa pożegnania odwrócił się i poszedł w swoim kierunku.
Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Xanas



Liczba postów : 520
Data rejestracji : 31/10/2012


SCOUTER
HP:
38115/59895  (38115/59895)
Ki:
79335/124665  (79335/124665)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Zamek Słonecznych - Wejście   Czw Maj 30, 2013 11:46 pm

Antidotum. Nameczanie zapewne daliby radę nas wyleczyć,ale czemu mieliby? Tak samo raczej moi pobratymcy nie byliby zadowoleni by ci których gnębili mieli teraz leczyć. Zapewne zaraz by mnie ścieli za sam taki pomysł. To nie było dobre wyjście, nawet jeśli. Wolałbym by pełno moich pobratymców umarło niż ja miałbym tracić życie za herezję. Tak czy inaczej raczej nameczanie nie daliby rady uleczyć tych wszystkich. Jeden mędrzec w wiosce umiał to i był wykończony po leczeniu mnie.
Bez słowa przyśpieszyłem, w sumei odlot z tej nędznej i nudnej planety nie był takim złym pomysłem. bez słowa ruszyłem w stronę portu. Ciekawe w jakich oddziałach lecimy.

z/t - > http://dbng.forumpl.net/t77-port#81
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Zamek Słonecznych - Wejście   Pon Sie 19, 2013 3:31 pm

Stanąłem przed wejściem do zamku słonecznych. Zastanawiałem się tylko, czy już teraz wyruszać na poszukiwania mojego towarzysza, czy jeszcze trenować.
-I tak straciłem już wystarczająco czasu, na trening, lecz mogę być za słaby na walkę z namekami, którzy mają doświadczenie w bitwach o wiele większe ode mnie.
Po chwili zastanowień doszedłem do wniosku, iż muszę jeszcze troszkę się wzmocnić, a może wykonać jakieś zadanie, dzięki któremu coś osiągnę. Po chwili zacząłem się rozglądać dookoła, za jakimiś jaszczurami, którzy mogliby coś wiedzieć o jakichś zleceniach, a może sami, by jakieś dali. Na pewno znajdę odpowiednie zajęcie dla siebie, w końcu dzięki takim zadaniom, mogę zarobić coś w rodzaju ekwipunku. Cieszyłbym się jakbym, znalazł kogoś kto dałby mi scouter. Dzięki niemu miałbym ułatwione poszukiwania mojego zaginionego przyjaciela, a i mógłbym mierzyć siłę ciosu przeciwników, co automatycznie ułatwiło by mi określenie szans na powodzenie w walce. Zauważyłem, że wrota do zamku są zamknięte. Zastanawiało mnie czemu, zostały zamknięte. Po chwili zastanowienia postanowiłem iść, już teraz na poszukiwania Horiko.



z/t Rajski Las
Powrót do góry Go down
Vvien

avatar

Liczba postów : 357
Data rejestracji : 05/02/2016


SCOUTER
HP:
3785/4065  (3785/4065)
Ki:
3597/4065  (3597/4065)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Zamek Słonecznych - Wejście   Sob Lut 20, 2016 6:28 pm

O/T Sale techniczne

Wolnym krokiem wyłoniła się za kolosalnych bram zamku słonecznych. Ta placówka połowicznie militarna, była centrum zarządzania działań wojskowych, jak i handlowych na szeroką skalę i zarazem jednym z ważniejszych punktów obecnej egzystencji słonecznych changelingów. Dzień był męczący i miała nadzieje, że czym prędzej dobiegnie końca. Nadal czuła zakwasy po ostatnim treningu fizycznym, ale musiała przyznać...towarzystwo Dr. Forge'a o czyszczenie małych, technologicznych świecidełek z pewnością ją zrelaksowało, że mogła pozwolić sobie na wypad bez kwestionowania rozkazu przełożonych. Odpaliła jeszcze raz scouter by odsłuchać poprzednią wiadomość:

prywatna wiadomość - rozkaz:
 

Nie mogła skojarzyć kim dokładnie był Gado Kirin Polaris, ale znajdował się o jedną pozycje w militarnym rankingu i to wystarczyło, by wiedzieć, że takich rozkazów należy nie kwestionować. Typ niewiele wyżej od niej, powinna się mimo wszystko strzec póki nie nabierze dostatecznie bojowej wprawy. Nie pragnęła wcześniej zakończyć ekspedycji ku spełnianiu swoich wyuzdanych ambicji.
"Tak..." długi jęzor oblizał dolną wargę nie mogąc się doczekać posmaku nowego życia, ale póki co, powinna runąć na ziemie i patrzeć na wszystko realistycznym okiem. Inaczej daleko nie zajdzie. W konfrontacji ze strażnikami wyjaśnia, że została wezwana z rozkazu Gado Kirin Polaris.

______________________

Know your place:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Zamek Słonecznych - Wejście   Pon Lut 22, 2016 4:51 pm

Okołu dwudziestu minut upłynęło w spokoju, nim przed wejściem pojawiła się wysoka, jaszczurza postać, ciągnąca za sobą solidny bagaż. Bardzo wysoka, bo niemalże dwumetrowa postać Changelinga z żeńskimi cechami anatomii, liliową barwą ciała i żółtym scouterem za okrągłym uchem wyszła na pełną światła przestrzeń. Poruszała się z pewną gadzią gracją, widoku nawet nie psuł worek z błyszczącego materiału, pełen żelastwa, jaki taszczyła za sobą. Od razu zwróciła wzrok na Cryonette i subtelnym ruchem palca przywołała ją do siebie.
Polaris:
 
- Darujmy sobie salutowanie oraz resztę przyjemności. – rzuciła na powitanie głosem spokojnym jak góry lodowe i o dziwo, równie beztroskim. – Możesz mi mówić bez tytułu, zwyczajnie Polaris. Mój Przełożony Aisikuru widział dziś jak trenujesz i kazał, że się tak wyrażę, „zająć tą płotką”. – wskazała worek. – Oczywiście, że nie będę Cię niańczyć, skarbie, ale w razie czego, pytaj mnie o co chcesz. Mam małe zadanie w terenie, w czym mi pomożesz. Na razie oddalmy się stąd, tylko pomóż mi z tym bagażem…
Polaris złapała worek z jednej strony i uniosła się w powietrze.

OOC
Lecicie, wlokąc ze sobą worek z żelastwem. Tak, z tego też można zrobić sobie trening.
Jeden post tu i tam. W międzyczasie możesz pytać Polaris o co chcesz. Kierujecie się tu ---> Wielkie Jezioro

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Vvien

avatar

Liczba postów : 357
Data rejestracji : 05/02/2016


SCOUTER
HP:
3785/4065  (3785/4065)
Ki:
3597/4065  (3597/4065)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Zamek Słonecznych - Wejście   Pon Lut 22, 2016 9:00 pm

„Zawsze kazali na siebie czekać, kiedyś te role się odwrócą” z tym zamysłem spojrzała wysoko w nameczańskie niebo. Warstwa zlewających się kolorów żółci, czerwieni i błękitu przypominały, że mrok nigdy nie zagościł na wiecznie zielonych włościach. W takich chwilach przypominała sobie różne atmosfery odwiedzanych przez nią planet, od tych burzliwych po piaszczyste, kończąc na zapylonych dziką florą. To był ciekawy przypadek, planeta zapisana w bazie danych jako Ter-112-E, bardzo niskiej klasy, lecz jakże egzotycznej z swojej natury. Tam prawdziwa atmosfera nie istniała, a typowe dla planet cząstki i pierwiastki powietrza zostały zastąpione przez mikrobiologiczne spory. To nimi oddychały tamtejsze istoty żywe i nie trudno się z tego dziwić, tlen będący powszechną formą napędzania reakcji chemicznych okazywał się dla nich zabójczy. Metaliczny posmak na każdym kroku towarzyszył jej, jak łapali tamtejszych mieszkańców dla podjęcia niebezpiecznych eksperymentów genetycznych…cóż ta historia przemknęła przez myśl Cryonnecie, ale obecnie musiała borykać się nie ze wspominką, a lekko irytującym kumkaniem. Rubinowe oczy błyskawicznie namierzyły źródło płazich odgłosów, to nic innego, jak nameczańska żaba podskakiwała pośród gąszczy niezbyt wysokich traw. Z małymi czułkami, za sprawą szaleńczej magii geniuszu dałoby się z pewnością odtworzyć z nich istoty przypominające lokalnych tubylców. Nie parsknęła śmiechem, gdyż było nie lada wyzwaniem sprawić jej dobry humor, ale delikatny wyszczerz uniesionej prawej wargi wskazywał, że owy pomysł wydawał się, aż nazbyt absurdalno-zabawny.

Rozmyślania przerwał elektroniczny sygnał informujący o nadlatującym obiekcie. Najwyraźniej Dr. Forge szczególnie się postarał, gdyż owy system był w stanie stosunkowo precyzyjnie określić nadciągające obiekty, ale tylko wyłącznie, jeśli posiadały swój własny scouter. Źródło sygnału dochodziło z nieboskłonu, aż w końcu mały punkt w oddali zaczął się przybliżać. Więcej, jak jeden, ale pokrótce okazała się to istota z wielkim workiem niezidentyfikowanego sprzętu. Subtelnym ruchem palca przywołała ją do siebie, a ta bez wahania podeszła przyglądając się stercie taszczącego przez nią złomu. W takich warunkach typowe żelastwo mogłoby taki wór rozszarpać, a zawartość wylecieć, stąd pierwsze co przyszło jej do głowy, iż mógł to być marnej jakości sprzęt elektroniczny zabezpieczony przed ewentualnymi urazami.

Oto przed Vvien stanęła Polaris w całej osobistości. Changeling obcy, jak każdy który miał czelność zawracać głowę chłodnej i stanowczej Vvien. „Nie zamierzałam” przeszło jej już przez myśl, gdy mieli za sobą szybkie zaznajomienie się. „Hah, jak potulnie” skwitowała delikatnie marszcząc brwi, ale nie dając się mimo wszystko sprowokować. Mała rybka w galaktycznym oceanie musiała jedynie przetrwać, by wypłynąć na nowe wody i przeobrazić się w nowe, bardziej drapieżne formy. Do tego obecnie dążyła, więc mało kto musiał jej tak regularnie przypominać w jakim punkcie nurtu się obecnie znajduje.

Nadto uprzejmie chwyciła za drugi koniec worka, ważył swoje, ale we dwójkę było znacznie wygodniej. Miała to szczęście, że bezproblemowo umiała się wzbić w przestworza, dlatego prędko zaczęły się oddalać od punktu pierwszego kontaktu. Kątem oka spoglądała to na gładko skórą o różowej barwie, to na worek z podejrzaną zawartością. Najwyraźniej szczegóły dowie się dopiero na miejscu, a póki co musiała zając się to sytuacją w kwestii jej danych personalnych.
„Aisikuru, to tak się zwiesz…spasiona rybko” zamyśliła się, pamiętając jeszcze dokładnie ich pierwsze spotkanie. Miało ono zaledwie parę godzin temu, ale już teraz miała wrażenie, jakby znali się od dłuższego czasu. Wiele osobników z załogi jej fregaty po przegranej bitwie kosmicznej mogło ocaleć. Kapsuły ratownicze zostały wystrzelone w odległe zakątki galaktyk byle najdalej od miejsca przesiąkniętego niemym krzykiem pływających w próżni ciał jej towarzyszy oraz niewolników.
Dwa rozwiązania przeszły analogicznie przez centrum ośrodka nerwowego jaszczurki. Mogli mieć dostęp do ocalałych baz danych z komputerów pokładowych lub ktoś z jej starej floty współpracuje z nimi… za lekko stwierdza, iż mogło dojść do wzajemnej pracy, równie dobrze mogło się to skończyć bardziej tragicznie, ale nawet chłodnie kalkulujący umysł zarządczyni zniewolonych mógł pozwolić sobie na trochę optymizmu. Trójpalczasta lewa dłoń ze kciukiem mocniej chwyciła za worek, by leciało się znacznie wygodniej dwójce podróżujących. Spoglądając z prawej strony na Polaris miała wiele pytań, między innymi co noszą, ale obecnie nachodziła ją jedna myśl… „Skąd znacie mnie jako Vvien?”.


OCC: Start Trening III

Z/T do Wielkie Jezioro

______________________

Know your place:
 
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Zamek Słonecznych - Wejście   Pią Lut 03, 2017 12:15 pm

>>> Od Pola bitwy, MG + Sztylet.

Znajdując się na przejściu granicznym przed potężnymi pancernymi wrotami poddawali się standardowej procedurze przeszukania. Bez łuskowe jaszczury skanowały całą grupę dziwnymi urządzeniami na oczach, miały przezroczystą tarczkę przez co nadal dało się dostrzec oko, ale zarazem dziwne szlaczki się na nich pojawiały. W końcu cała grupa została zaproszona do bocznej odnogi, najwyraźniej musieli całą sytuacje przeczekać w jakiejś kanciapie o znaczniej powierzchni roboczej. Spora hala przyjmowała wiele istot z różnych zakątków galaktyki. Woń jedzenia, jak również smrodów różnorodnych istot żywych mieszała się i całe miejsce było niezmiernie popularne. Niestety ku złośliwości wilczej natury, nasilający się bełkot niezmiernie irytował uszy demonicznego drapieżnika.

W końcu trafili do tymczasowego pomieszczenia mające nawet przejście na prywatny plac. W związku z  tym obydwoje zostaliście wypuszczeni na wybieg. Wysokie ogrodzenia, przeplatane nićmi oddzielały lidera bandziorów od wilczura. Obydwoje osaczeni, mogli się tylko przyglądać gadziej grupie oczekującej na wezwanie. Jeden z nich zaczął pogrywać na dziwnym instrumencie przypominającym rurkę z wieloma wygrawerowanymi dziurkami. Sztyle czuł, że muzyka miała działanie kojące dla pozostałych gadów.
"-Czekamy, masz" rzekła oschle względem niego łowczyni niewolników. Owinięty w szmaty kwadrat przeleciał między linkami i otworzył się po kontakcie z ziemią. Słabo zawiązany świstek prezentował jakieś mięsne resztki, małą kostkę podłużną, jak również dziwne, słodkie ciastko. Wszystko niewyobrażalnie śmierdziało i były wątpliwości, czy to dawno nie było po terminie. Gadziny zajadały się podobnym świństwem, ich paszcze oraz ostre zęby łamały kości z niebywałą łatwością.

OCC:

Okazja do dalszej rozmowy, jak również okazja na trening, jeśli go jeszcze w tej sesji nie zrobiłeś. Jesteś na przestrzeni 8x10 metra otoczony wysokimi na parę metrów słupami o linkach przeciągniętych między nimi w odległości 5-10 centymetrów. Cały sufit też jest pokryty linkami, które rozciągają się od szczytu każdego słupa.

Podróż była długa, masz pełne punkty życia

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Snake

avatar

Liczba postów : 63
Data rejestracji : 23/11/2014

Skąd : Szczyrk / Bielsko - Biała

SCOUTER
HP:
855/855  (855/855)
Ki:
450/450  (450/450)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Zamek Słonecznych - Wejście   Nie Lut 05, 2017 7:50 pm

Unosili się w powietrzu nad wszelakimi jeziorami oraz morzami? Wody było tak dużo, że nawet marynarzowi by się zbierało na soczystego bełta. Skrzydła na których się unosili okalały wiatrem naszego bohatera dodając mu sił witalnych. Po pewnym czasie było widać coraz więcej wysepek, pierw pokazywały się te mniejsze fikuśnie by zaraz daleko za nimi ukazywały się konkretne obszary lądowe. Jeden z gadzin wystartował z inicjatywą by wszamać wilka, lecz ich gadzia przywódczyni oddelegowała go samym wzrokiem. Widać było przeskok ich mocy, obawiał się jej. Ciekaw jakie asy w rękawie trzymała. Łuskowata panna wytłumaczyła o co tutaj chodzi oraz czemu i on został pojmany. No tak łowcy nagród oraz grupa, która zniewalała ludy by ich potem sprzedać za marne wybite monety czy ki ciort wie. Rozmowa była krótka lecz dzięki niej szybko znaleźli się na punkcie docelowym. Rasa changelingów była również ze strony gadzin, lecz bez łusek i z mocniejszymi pancerzami tu i ówdzie. Dziwne urządzenia na ich głowach były niczym informator. Ciekawa zabawka i cholernie przydatna. Nasz bohater obserwował bacznie gdzie go zabierają oraz kto.

Wreszcie, jeden z innej rasy wiodącej zaprosił ich wszystkich w tym człowieka bez ręki oraz dziką bestię. Wbili do holu, gdzie światła,natłok ras i mieszanie zapachów powodowało, że naszego bohatera brało na wymioty. Nie lubiał niezdrowego przepychu, wolność to jedno a łańcuch to zdrada dla jego duszy. Kiedyś na pewno tej grupie najemników przyjdzie zapłacić za tą zniewagę. Może nie teraz ale kiedyś ten dzień nadejdzie. Chwilę później wilk został oddzielony on napastników, wrzucili go bez pohamowania do jakiejś wnęki. Szybko pozbierał swe cielsko ruszając do przodu wolno. Wszędzie były jakieś linki, niczym sieć pajęcza. Gadzina obdarowała go jakiś lichym żarciem, które samo się nawet rozpakowało. Cóż cuda są wszędzie. Bestyja obwąchała posiłek, nie była głodna więc zaniosła go trochę dalej wgłąb. Jego czerwonym oczom ukazał się nowy sąsiad. Tak splugawiony niedoszły bandyta, którego jakiś czas temu prawie zniszczył. Oboję czuli się już lepiej. Szybka obserwacja oraz ocena sytuacji pozwoliła stwierdzić, żeby lepiej nie ruszać a tym bardziej nie dotykać tych lin. Coś wisiało w powietrzu... Rzucił wzrokiem na gadzią przywódczynie szemrając do niej:

- Zostanę zabity czy sprzedany? Może jakimiś sekretami chcesz się ze mną podzielić przed swoim odlotem na Ziemię po nową zdobycz?

Odwrócił pysk w stronę człowieka bez ręki warcząc, po czym odwrócił ponownie łeb do niej.

- Przysięgam, że nie zginę a wtedy odnajdę i posiądę Ciebie... Wraw-lll !

Jego złość i wola do przeżycia kumulowała się w nim. Stając dumnie na środku widowiskowego wybiegu dla złapanych, bacznie zbierał swoją energię do samego środka. Próbował zebrać z całego swojego futrzastego ciała chociaż odrobinę mocy. Kierował nią pierw do wnętrza siebie, czuł jak przez jego skórę a następnie żyły wzmaga w nim ki. Jego łapy z ogonem delikatnie trzęsły się z przesilenia. Nie zginie tutaj a nawet jeśli to niech patrzą co siedzi we mnie. Potężnym jednym odgłosem pomieszanym z wyciem i warczeniem puścił między siebie. Energię pokierował tym razem do zewnątrz by dać jej się ulotnić, kamyczki delikatnie zaczęły się poruszać.


OCC: koniec treningu + próba nauki KIAIHO - wer defensywna. Pokazanie siły o ile wyjdzie.
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Zamek Słonecznych - Wejście   Pon Lut 06, 2017 11:29 am

"-Zabity nie zostaniesz, twoje truchło nie jest wiele warte, żyw się za to nadasz." Skwitowała, a następnie zignorowała pozostałą kwestie obejmującą dzikie pożądanie samca. Spędził długo czasu, zapewne minęło parę godzin zanim w końcu ktoś się odezwał. Ciężko było odróżnić czas zważywszy, że poza przemieszczaniem się słońc z powodu obrotu planety, nie było żadnej alternatywy odmierzania czasu znanej Sztyletowi. Musiał zdać się na intuicje, nic innego nie pozostało. Na miejsce przybył changeling odziany w lekki pancerz pełniący role napierśnika. Lekko stonowaną, bardzo jasną błękitną karnacje okrywał biały biopancerz, naturalna skorupa generowana przez członków owej rasy na drodze mutacji.
-Co my tu mamy, dobra robota. - Skwitował przyglądając się poszukiwanemu listem gończym herszcie bandytów. Nie ukrywał zadowolenia, że robota została wykonana tak prędko. Wręczył liderce polujących jaszczurów pakiet małych dyskietek.
-Tutaj są karty dostępu opłacające zakwaterowanie, jedzenie... hym a cóż to takiego? Wilk? - Podszedł tym razem do więzienia czarnego wilczura. Przyjrzał mu się uważnie, gdy różowoskóra łowczyni podążała za nim i stanęła z prawej strony.
-Znaleźliśmy go z bandytami, za pewne pupil, choć kiepsko wytresowany. Oddam ci go za bilet kosmiczny dla mojej załogi w kierunku Slizeradan. Długo tutaj nie zabawimy, więc nie mam pożytku z tego czegoś. - Prychnęła swoją gładką jaszczurkowatą mową, ale changeling zbytnio się nie przejął tym. Zastanawiał się, bowiem nie potrzebował żadnego zwierzaka, a w jego oczach wilk to był zwykły dziki zwierz.
-Nie mam pożytku z wilka, choć zastanawia mnie, jak takie zwierzę mogło się znaleźć na powierzchni Namek. Nie jest to tutejszy gatunek. - Słysząc to, łowczyni niewolników spojrzała się po reszcie kompanów, ale ci jedynie wzruszyli w odpowiedzi ramionami. Nie byli tutejsi by nawet o tym wiedzieć. Nagle kontynuował idąc w kierunku elektrycznego zamka.
-Możecie go przytrzymać? Widzę, że ma na szyi przypiętą obroże. Muszę się jej przyjrzeć. - Dwa duże jaszczury powstały z ławki i zadygotały skrzydłami. Wyciągnęli przypięte do pasa pejcze, które teleskopowo się wydłużyły i uformowały energetyczne pętle. Sztylet nawet nie mógł się sprzeciwić, jak dwie pętle zacisnęły się mocno na jego szyi unieruchamiając mu głowę. Co więcej jakikolwiek ruch mógłby się skończyć przykrym podduszeniem. Changeling się zbliżył i zdjął z Sztyletu obroże. Tym samym stracił on zdolność porozumiewania się z resztą jaszczurów.
-Ciekawe... dobra biorę go. Macie te bilety. - Rzucił następne dyskietki w kierunku humanoidalnej smoczycy, jedynie odpowiedziała z pełnią zadowolenia.
-Przyjemność robić z wami biznes. Chłopaki, dzisiaj nocujemy i bawimy się do...kiedykolwiek się wyczerpie się limit. - Tymi słowami, łowcy niewolników powoli się zbierali. Tylko dwójka z nich pozostała, która ciągle pętlami uziemiała Sztylet od robienia jakichkolwiek gwałtownych ruchów.
-To dobra okazja, by wypróbować mój nowy translator. - Wyciągnął ze swojej torby przy pasie dziwny pasek, a następnie założył dziwne urządzenie na szyi wilka. Kolejny pasek do kolekcji z odzyskaną obrożą. Na nowo mógł się porozumiewać ze zwierzętami, ale co więcej...nowy podarunek, który na moment go ukłuł w szyje wyjątkowo boleśnie i zamarł nie do zdjęcia. Najwyraźniej pozwolił mu przemówić ich narzeczem. Co więcej, poczuł dziwne mrowienie w głowie i stopniowo zaczął rozróżniać proste słowa wszystkich tu obecnych, jak również i istot różnorodnych ras w oddali.
-Rozumiesz mnie? Zachowaj spokój, kiedy ciebie wypuszczą. Nie zrobię ci krzywdy, ani nic ci się nie stanie tak długo, jak będziesz trzymał się blisko mnie. - Skinął głową na jaszczurów nawet nie czekając na zgodę ze strony posiadacza czarnej sierści. Wątpił by wilk był dostatecznie silny, żeby go ugodzić, a co więcej nierozważne mogło się okazać robienie zbędnego zamieszania. Nadal pod obserwacją, dało się dostrzec regularnie przemieszczające się oddziały podobnych do darczyńcy translatora. Sztylet poczuł swobodę na szyi i mógł z radością ponownie się poruszać.
-Jestem Zid, tak się też do mnie zwracaj. Dzięki tej opasce powinieneś móc mnie rozumieć. Kto dał ci tą obrożę? Jest to niezmiernie ważne dla moich obecnych badań. - Wstał na równe nogi i skierował się w stronę wyjścia. Machnął do niego prawą dłonią, by podszedł do niego.
Łowcy niewolników zniknęli wilkowi z oczu. Liczyło się, że na nowo mógł poczuć się wolny...częściowo. Możliwe, że miał mnóstwo pytań dla Changelinga albo już od chwili wolności planował zemstę na różowołuskej smoczycy.
-Ktoś ciebie nazwał? - Spytał zastanawiając się, czy rozsądne jest przyprowadzić zwierzaka bezpośrednio do laboratorium.

OCC:
Dopisz w ekwipunku:
Translator:
 

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Snake

avatar

Liczba postów : 63
Data rejestracji : 23/11/2014

Skąd : Szczyrk / Bielsko - Biała

SCOUTER
HP:
855/855  (855/855)
Ki:
450/450  (450/450)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Zamek Słonecznych - Wejście   Nie Lut 12, 2017 2:48 pm

Smoczyca oznajmiła, że dzisiejszego dnia nie zginie. Wolała go oddać by dostać nagrodę dodatkową. Cwana sucz i tak zrobiła.
Siedziałem tam w tej klatce jak jakaś zwierzyna, nawet nie wiedzą kim jestem a raczej kim byłem. W moim świecie nie za dobrze się dzieję jeśli moje ciotki wysłały mnie tu pod tą postacią. To inny świat czy inny wymiar. Dam sobie radę, jestem jednych z tych którzy przetrwali nie jedną wojnę. Teraz jestem wilkiem i tkwię tutaj jak na wystawie. Czas mijał wolno a klepsydra czasu jakby stanęła w miejscu, moje futro nie brudziło się przez ten cały pobyt tutaj aż dziwne. No cóż magiczna ze mnie kreatura. Krążyłem po klatce jak mały furiat by zerkać na otaczający mnie świat. Pełno tutaj różnorodnych typów i ras, możliwe że to jakiś targ albo jestem blisko portu z dokami, gdzie znajdują się statki i reszta sprzętu. Wskazówka zegara minimalnie się poruszyła a przed jego oczami stał już changeling w swojej zbroi. Wyglądał na wyżej postawionego albo ze specjalnymi wpływami. Smoczyca która kiedyś na pewno zginie za pojmanie mnie dostała od niego stos dyskietek, która jak się okazała była walutą której używali do handlu czy zapłaty. Takkkk... dostają zapłatę za moje pseudo starania co za tragedia. Wdychając nieznane powietrze czułem tyle zapachów, że aż mnie skręcało w środku. Cóż poradzić, taka moja dola. Teraz i mnie znów pojmali mimo iż jestem w klatce. Nie opierałem się, ponieważ wiele razy mnie torturowali i wiem czym grozi niesubordynacja przy takich zabiegach. Changeling dając mi dodatkową obrożę a raczej jakieś urządzenie, które wstrzykuje mi się prosto to mej dzikiej mózgownicy powoduje ukłucie jakbym dostał tępym toporem w czaszkę. Całę szczęście, że ból jest bardzo krótki. Dziwne rzeczy się dzieją po tym. Coś mi w głowie mówi, piszczy potem ucicha. Wyć i drzeć swoją mordę mogę jak dawniej a teraz w dodatku chyba mogę przemówić ich głosem. Ahhh... to teraz zbiorę masę przydatnych informacji o tym świecie i co tu się dzieję do cholery!

Podbiegając do gadziny, która obdarowała mnie nowym translatorem obwąchuje jego dłon i staram się zapamiętać zapach by w razie czego go szukać. Dzięki niemu będę tutaj bezpieczny, zobaczymy na jak długo.

Cierpki i chłodny głos a zarazem tajemniczy niczym mgła górska wydostał się z pyska wilka:

-Khth... Zid po-powiadasz. Bądź pozdrowiony. Moja godność to Sage'Zu. Przybywam z innego wymiaru, wymiaru demonicznego, tą obroże co miałeś w ręku otrzymałem od swoich ciotek, które są wiedźmami. Przetransformowały mnie w wilczą postać bym nie doznał uszkodzeń podczas wędrówki tutaj. Jakiś czas minie zanim ukaże Ci swe prawdziwe oblicze.

Szli powoli w jakimś kierunku a w oddali było słychać rytmiczną muzykę. Możliwe że ze statku, futrzasty nie okazywał jak na ten czas wrogości i dzikości, musiał się wkupić w łaski o ile chciał przeżyć.

-Opowiedz mi proszę wyczerpująco gdzie jesteśmy i co tutaj do... do cholery się dzieję... Oraz jaki jest Twój status żołnierzu?



OCC: Jeśli jest możliwość to chciałbym porozmawiać i dowiedzieć się czegoś.
*zmieniam nazwę postaci na Sage'Zu ->sztylet is dyd.
Trening start!
Powrót do góry Go down
NPC.

avatar

Liczba postów : 1750
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: Re: Zamek Słonecznych - Wejście   Sro Lut 15, 2017 7:31 pm

Changeling przerwał mu, gdy zaczął wypytywać o jego status. Uniósł palec ku górze i pochylił głowę w błogim uśmiechu, miał właśnie przemówić, a że lubił porządek, wszystko powinno mieć swój początek, jak również koniec.
- Twoja obroża zdradza twoje pochodzenie, nie jesteś typowym zwierzęciem - obrócił głowę w jego kierunku i kontynuował monotonnym głosem.
- Zostaw swą godność dla siebie, bo twój rodzaj nie jest tu obecnie mile widziany. Jesteś wilkiem, który jest w fazie testowania translatora. Staraj się w towarzystwie nie błyszczeć swoją... - zawahał się bo nie był pewien, czy słuszne miało być wypowiedziane przez niego słowo - ...inteligencją.

Opuścili strefę obozową przed wejściem do zamku, gdzie motłoch międzygalaktyczny gnieździł się robiąc interesy z dala od głębszych zakamarków bazy changelingów. Jaszczury obecnie stały się czujne, a regularne patrole wojskowe o różnorodnej puli rasowej mogłyby wskazywać na stan pełnej gotowości. Zaszli Statek kosmiczny ulokowany między wzgórzami od sektora magazynowego. Niewielkie grupki odziane w ciemnoczerwone kombinezony z żółtymi pasami tuż przy nadgarstku właśnie przebiegały między licznymi skrzyniami. Ich duże ślepia wpatrywały się w listę, a mocarne dłonie mimo małej postury ciała pozwalały im przemieszczać skrzynie bez większego problemu. Szara gamma odcieni zanikała pośród ich ubioru, ale nie można było zapomnieć o charakterystycznej cesze tych dziwacznych jegomości, krótkich, zwisających do grubych szyi, słoniowatych trąbkach. Demon mógł zrozumieć, że patrząc, jak z rzadka widział jakiegokolwiek przedstawiciela rasy Zida, najwyraźniej nie lubili zaprzątać sobie głowy tak trywialnymi i małostkowymi robótkami.

Stanęli przed metalową pokrywą o łukowatym zwieńczeniu u góry. Strażnicy nie mieli powodów by ich zatrzymywać, dobrze znali Zida i wiedzieli, że czym prędzej wróci po spotkaniu z łowcami niewolników. Dla pewności, a jako, iż tak było to wymagane. Błękitny towarzysz ułożył dłoń na czytniku materiału genetycznego by drzwi się rozwarły, a ich dwójka mogła wejść do środka. Ciasny korytarz prowadził wgłąb bazy, miejsca zamieszkania podobnym Zidowi.

-Twoja obroża to wytwór magii, energii często uznawanej za małostkową w dzisiejszych czasach, lecz nadal obecnej i bardzo zdradzieckiej. Moje badania dotyczą antycznej demonologii, dlatego się tobą zainteresowałem. - Przerywając wypowiedź, ułożył dłoń na czytniku materiału genetycznego by otworzyć kolejne przejście. Sage'Zu prędko zdał sprawę, że znajdowali się teraz w stosunkowo ciasnym korytarzu.
-Mniejsza, pytałeś co się tu dzieję, żyjemy z dnia na dzień próbując przetrwać po tej stronie galaktyki. Znajdujesz się obecnie w zamku słonecznych, ostatniej dobrze znanej fortecy naszego wspaniałego miotu. - Ponownie zaniemówił, gdy wspólnie dotarli na sam koniec korytarza. Przy przejściu najwyraźniej ktoś na dwójkę oczekiwał, istota bardzo podobna do niego, ale wydająca się znacznie smuklejsza w kształtach i z parą kilkucentymetrowych rożków wyrastających po bokach, których to nawet najmniejszych brakowało Zidowi.
-Cóż to mamy, nowy inwentarz... i na dodatek będący obiektem doświadczalnym twojego translatora. - W przeciwieństwie do naturalnego uśmiechu Sida, lekko zniekształcony i bardziej powabny głos prezentował się od istoty oschłej i drwiącej z otaczającej ją okolicy.
-Szkoda, mam tu pewne serum... - Wyciągnęła ampułkę, którą to zaczęła się bawić palcami, ściskając ją delikatnie między prawym kciukiem, a palcem wskazującym. Zid przysłuchiwał się w milczeniu, ale musiał się w końcu troszczyć.
-Zapewne jakiś marine będzie zdolny się poświęcić w imię nauki, póki co czeka mnie analiza danych... - cichy chichot przerwał mu, najwyraźniej coś wyraźnie bawiło.
-Nie jestem tutejsza wiesz o tym, nie ma u was też podziału na braci i sióstr, więc mogę ci splunąć w twarz bezwstydnie. Analiza? Ha! Kiedyś ostatnio uczynił cokolwiek produktywnego ze swoich badań? Jak nadawanie cech rozumnych zwierzyńcowi ma przyczynić się dla dobra sprawy słonecznych? Nie rozwiąże też to nieustannego konfliktu z lodowymi...Ha! Już mało kto bierze ciebie poważnie. - Skończyła, a Zid milczał jedynie aktywując kolejny czytnik drzwi. Bez słowa wszedł do środka, gdzie korytarze rozciągały się daleko zataczając kręgi i prowadząc do różnorodnych pomieszczeń. W centrum zaś znajdowały się kolejne małe korytarzyki prowadzące do licznych wind na wyższe piętra. Chwile zaczekał, aż czarny wilk za nim nadąży, a następnie obydwoje wsiedli do windy i dotarli na piętro siedzib mieszkalnych. Wilczur czuł woń wydobywającą się z licznych ponumerowanych komnat, podobnych rasie naukowca było pełną, każdy o innym kształcie i wyglądzie, ale wszyscy zachowywali pewne cechy wspólne... właściwie, jakby dokładnie się przyjrzeć to tylko wzrost, ułożenie bio pancerzy, kolor oraz oblicze i rogi, decydowały o ich odmienności. Zdarzały się nawet osobniki bardzo podobne do siebie, choć jedne były bardziej smukłe, a inne bardziej masywne sięgające nawet dwu krotność ciała Zida.
-Pora letargu, to moja komnata. Staraj się nie zapomnieć tego numeru, sto osiemdziesiąt dwa. Translator powinien ci przybliżyć podstawy matematyczne, choć skoro jesteś demonem, niewykluczone, że tą wiedzę posiadałeś już bez potrzeby mego urządzenia. - Tak też drzwi się rozwarły i weszli do środka. W związku z znacznym zamieszaniem w planach zagospodarowania przestrzennego, komnata wypoczynku changelinga była również po części laboratorium badawczym. We wnętrzu pomieszczenie dzieliło się na dwa segmenty, jeden zablokowany przez grodź, laboratoryjny, drugi zaś mieszkalny z dystrybutorem żywności oraz olbrzymim łożem na którym mogłoby się zmieścić nawet i pięciu pokroju Sage'Zu.


OCC:
Przechodzimy do Sal technicznych >>> Tutaj piszesz

______________________


Powrót do góry Go down
http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zamek Słonecznych - Wejście   

Powrót do góry Go down
 
Zamek Słonecznych - Wejście
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Wejście do wnętrza gór
» Sklepik z AGD
» Brama Wejściowa do Posiadłości
» Brama wejściowa
» Wejście do Warowni Maegora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Baza Changelingów :: Baza słonecznych-
Skocz do: