Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Epizody o demonicznym saiyaninie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kurisu

avatar

Liczba postów : 136
Data rejestracji : 04/12/2016


SCOUTER
HP:
1469/2775  (1469/2775)
Ki:
2628/3600  (2628/3600)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Epizody o demonicznym saiyaninie   Wto Sty 31, 2017 4:31 pm

Dzieciństwo Kurisu i alternatywne historie,
czyli co było? I co by się stało, gdyby...?


Autentyczna wersja zdarzenia.
Miejsce zdarzenia - Vegeta
Czas historii - Narodziny/dzieciństwo


Nastały narodziny nowego saiyanina w miejskim szpitalu. Warunki panujące w tym miejscu nie były nadzwyczajnie miłe, a w szpitalu panował niewielki chaos. Właśnie w tym samym czasie w innych pokojach ratowano czyjeś życie, komuś przeprowadzano poważną operację, a ktoś inny jeszcze wszczynał bójkę jako agresor szukający w tym miejscu swojej uwagi. Niemowlę zabrano wpierw do osobnej sali, aby dokonać wstępnych badań, czy jest zdrowe, czy nie jest zarażone jakimś wirusem i tak dalej. Po przemyciu go z plam krwi i innych śluzów przyprowadzono go z powrotem do matki. Dziecko głośno płakało zagłuszając hałas panujący w całym szpitalu. Matka dziecka wzięła go w swoje ręce i z wielkim szczęściem wpatrywała się w nie roniąc łzy szczęścia na swoich policzkach, zaś jego ojciec trzymał nowo narodzone za małą rączkę szczęśliwie wpatrując się w swojego potomka.


>Time skip o kilka lat do przodu, gdy Kurisu potrafił już chodzić i mówić<


Rodzice starali się wychowywać swojego młodszego syna jak najlepiej. Mieli już jeszcze starszego syna, który należał do wojsk Vegety. Silny Natto wykonujący pilnie wszystkie misje, na jakie go wysyłają. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że należy do tajnej grupy elitarnych wojowników robiących sobie samowolkę, mordujących, plądrujących i powodujących ogromne zniszczenia na innych planetach od swoich własnych zachcianek poczucia wyższości, wolności i potęgi. Należał do niej jako nieliczny z czworga silnych saiyan. Nigdy nie był rozpieszczany przez swoich rodziców, ani nigdy nie poczuł od nich miłości, ciepła ani bliskości. Ciężko pracował na utrzymanie swojej rodziny, aby mogli żyć bezproblemowo. Rodzice wtedy już porzucili swoją pracę, przeszli na urlop. Mieli już dosyć nacisków przez innych osobników, tak więc w ten sposób próbowali oddalić się od społeczności saiyan. Rozpieszczali Kuriego, miał wszystko, czego chciał, a jego rodzice przed niczym go nie bronili. Był szczęśliwym dzieckiem i właśnie przeżywał swoje pierwsze chwile życia tak, jak niegdyś chcieli przeżyć swoje dzieciństwo jego rodzice. Zazdrość u starszego brata, że Kurisu ma wszystko, i że jest tym lepszym dzieckiem sprawiała, że stawał się agresywny wobec swojej rodziny. Oddalał się od niej coraz bardziej. Widział, że wychowują Kuriego na typowego, saiyańskiego lamusa, więc wziął sprawy w swoje ręce. Przyszedł do rodziców, kiedy Kuriego nie było w domu. Był wtedy na samotnym spacerze niedaleko domu po ulicach miasta centralnego. W domu powstała wielka kłótnia. Starszy brat - Deishi pragnął wziąć swojego młodszego brata w swoje ręce, aby zacząć go trenować, aby wyrósł na silnego wojownika. Widział, że pod skrzydłami matki nic dobrego z tego nie będzie, dlatego chciał go tylko dla siebie. Rodzice nie zgadzali się na to, nie chcieli za nic oddać swojego dziecka w ręce swojego starszego syna, ponieważ wiedzieli, że jest zbyt brutalny i zły. Żadna ze stron nie chciała odpuścić i posuwała się coraz dalej, aż nastąpiło coś okropnego. Deishi posunął się zbyt daleko. Sięgnął po najgorsze ze środków ostatecznych i zabił swoich własnych rodziców przybijając ich na wylot dalekosiężnym KI swordem. Wiedział, że nie ma dużo czasu do powrotu Kuriego, więc ciała szybko spakował do wora, plamy krwi zmazał, a następnie udał się daleko na pustynię, gdzie zakopał głęboko ciała używając telekinezy. Kiedy wrócił do domu wlatując przez okno do mieszkania zobaczył w progu stojącego Kurisu ze szklanymi oczyma i wyrazem twarzy, jakby miał zaraz eksplodować wielkim płaczem.
- M-mama?... Tata?... - Deishi szybko zajął się młodszym bratem, aby nie myślał o tym, co się wydarzyło. Nigdy nie poruszali tego tematu, przez co Kurisu nigdy nie dowiedział się, co się stało z jego rodzicami.


>Time skip o kilka lat do przodu<


Przez te lata Deishi służył za niańkę wychowując swojego brata po swojemu. Teraz tylko jego miał na utrzymaniu. Kiedy dorósł już do takiego momentu, gdy Deishi zdał sobie sprawę, że nadaje się już na trenowanie - niezwłocznie się za to wziął. Codziennie opuszczali miasto na jakieś bezludzie i tam trenował swojego brata. Pokazywał mu wszystko od zera i nawet nie słuchał go, kiedy mówił, że nie chce, albo że ma już dosyć. Harował młodego saiyanina jak nic niewarte gówno, ale nie od samego początku. Wpierw pokazał mu chwyty, ciosy, uderzenia, łączenia kombinacji i postawy, a kiedy nauczył go już podstaw wtedy dopiero zaczęło się piekło. To już nie był żaden trening, tylko znęcanie się nad słabszym. Brał Kuriego na treningi pod pretekstem, że będą odbywać sparing, a tak naprawdę ładował w niego swoje ciosy jak w worek treningowy. Nieraz zdarzało się tak, że sprał go tak mocno, że tracił przytomność, a potem zabierał go do domu i opatrywał. Dawał mu wtedy krótkie przerwy na dojście do siebie, a potem znowu przeżywał przez brata piekło. Przez te zdarzenia Kurisu zaczął kształtować swój charakter z mami synka na wściekłego, złego, o zdenerwowanym spojrzeniu saiyanina. Kiedy jego poziom wzrastał stopniowo coraz lepiej bronił się przed atakami swojego brata, lecz to stale było zbyt mało. Raz Deishi doprowadził swojego brata do ogromnego wybuchu złości. Było to niezwykłe zjawisko. Kurisu bardzo wściekły rzucił się na swojego brata i sprał go tak samo mocno, jak on go wcześniej bił. Deishi nie mógł sobie przez krótką chwilę dać sobie z nim rady. Nie miał zielonego pojęcia, co się stało. Czarna, mroczna aura zaczęła spowijać wokół jego ciała. Deishi musiał użyć super wojownika, aby uspokoić Kuriego, ponieważ w normalnej formie nie dawał mu rady. Wykonał na nim silną technikę, która sprawiła, że Kurisu zemdlał. Zdziwiony brat podszedł do nieprzytomnego brata w formie super wojownika i złapał go za ogon podnosząc do góry. Był bardzo zdziwiony jego nagłą zmianą. Nie wiedział, co się stało, pierwszy raz na oczy widział takie zdarzenie. Dostrzegł wtedy również, że u Kuriego pojawiły się dwa, wystające kły. Nie mieli wtedy żadnego pojęcia o tym, że właśnie w tym momencie w ciało Kurisu weszła druga dusza - dusza demona, która przybyła prosto z czeluści piekieł. Zła dusza została uśpiona w jego ciele, przez co zapomniano o tej sprawie.


Kurisu coraz bardziej miał dosyć swojego brata, przez co unikał go uciekając co jakiś czas z domu na samowolne treningi samemu. Znalazł sobie idealnie pustkowie, gdzie nikt nie mógł go znaleźć. Totalne odludzie. Trenował tam, ponieważ chciał kiedyś przewyższyć brata, aby pokazać mu swoją wyższość nad nim. Pewnego razu przypadkiem przechodził tamtędy inny saiyanin, który również trenował. Gdy zobaczył trenującego Kurisu niezwłocznie udał się do niego i zaproponował chęć potrenowania, lecz ten natomiast stanowczo odmawiał namowy natrętnego saiyanina. Saiyanin tak mocno denerwował Kurisu, że go zaatakował i zaczął się ciężki sparing na wyrównanym poziomie, ale ostatecznie wygrał nieznajomy. W ten sposób poznał swojego pierwszego przyjaciela - Taza. Poznawali się coraz bardziej, aż na tyle, że Taz dobrze o nim wiele wiedział i nawet wiedział o jego samowolnych treningach na odludziu, tak więc często do niego przychodził, aby z nim sparingować, lecz Kurisu natomiast miał postawę niedostępnego, ale i tak zdarzało się, że walczyli. Kurisu nie mógł z nim nigdy wygrać, tak więc postanowił oddalić się od niego i nigdy więcej nie mieć z nim styczności, ze względu na swoje ego. Postanowili razem, że kiedyś spotkają się i stoczą walkę, która wszystko rozstrzygnie, lecz Kuriemu raczej chodziło o to, że spotkają się po to, aby mógł zabić saiyanina, gdy będzie odpowiednio przygotowany i silniejszy od niego.


Brat Kurisu naciskał na niego coraz bardziej, dorzucał mu cały czas do pieca, aż w końcu nie wytrzymał pewnego dnia, gdy postanowił spontanicznie uciec w jakieś totalne bezludzie. Wybiegł z domu i biegł cały czas, aż opuścił miasto centralne i oddalał się od niego coraz dalej. Jakiś czas przemierzał pustynne pola przechodząc obok skalistego lasu. Szedł, kiedy nagle usłyszał wołanie o pomoc. Nie zastanawiał się nad tym, co zrobić, a humanitarny odruch dziecka sprawił, że pobiegł z pomocą. Kiedy przemierzał przez skalisty las odskakując z jednej skały na drugą po chwili ujrzał dziewczynę wołającą o pomoc, a przed nią wielkiego, szponiastego potwora. To było niesamowite. Pierwszy raz widział na oczy taką bestię i widział wtedy prawdopodobnie jedynego osobnika tego gatunku.




Kuri rzucił się w stronę dziewczyny, aby zabrać ją od ryjącego potwora. Jego odgłos był okropny, jakby wycie zmutowanego, cierpiącego a zarazem zezłoszczonego tygrysa. Kiedy Kuri znalazł się już pomiędzy nimi chciał wziąć dziewczynę w ręce i uciec z nią od potwora, ale potwór wtedy wykonywał atak swoimi szponami. Młody bohater przytulił dziewczynę, a następnie ochronił ją przed atakiem potwora przyjmując obrażenia na siebie. Ostre szpony jak brzytwy bez problemu rozszarpały jego ubranie, jak i plecy. Opierając się o dziewczynę, która była przyciśnięta do skały, odwrócił się w stronę potwora, tym brudząc dziewczynę swoją krwią. Wysunął obie ręce prosto w stronę potwora wytwarzając w nich kulę KI. Wydarł się wniebogłosy i właśnie miał wystrzelić pocisk KI prosto w głowę potwora, kiedy ten zadał z wymachu uderzenie chcąc wydłubać oczy Kurisowi, lecz nie trawił i tylko porysował mu twarz dwoma pazurami. Był zdezorientowany i nie dał rady wycelować w potwora, przez co pocisk KI uderzył w pustynny piasek wzburzając wokół mocno kurz, przez który nie było nic widać. Kurisu chciał uratować dziewczynę, lecz nie był w stanie już nic zrobić, natomiast dziewczyna była jeszcze pełna sił i złapała Kuriego i uciekła z nim daleko poza widok. Byli daleko od domu, przez co nie mieli jak się zorganizować. Dziewczyna chciała uleczyć Kuriego, ale nie miała czym, była zmuszona wracać do domu, lecz Kurisu natomiast nie chciał wracać, tak więc zaniosła go niedaleko do małej jaskini, gdzie schroniła Kuriego, a następnie wyruszyła do domu po lekarstwa. Kurisu cierpiał w oczekiwaniu na ratunek ze strony dziewczyny, nie pojawiała się przez bardzo długi czas, ale w końcu wróciła do niego z opatrunkami. Zaczęła opatrywać jego rany i przyniosła trochę wody i jedzenia, aby miał siły. Przez kilka dni leżał tam dochodząc do siebie, dziewczyna codziennie go odwiedzała. Kuri w końcu po pewnym czasie powrócił całościowo do zdrowia, jego wszystkie rany już się zagoiły, ale na jego ciele pozostały blizny, które nosi je aż do dziś. Kurisu wrócił, ale nie do siebie. Poszli do dziewczyny, którą uratował. Zaprzyjaźnił się z Noką na tyle, że nawet poczuł do niej coś więcej. Obiecał jej, że kiedyś odwdzięczy jej się za to, co dla niego zrobiła, następnie wrócił już do swojego domu.


Kurisu dalej ćwiczył z bratem. Postanowił, że stanie się silniejszy, aby mu dopiec i odgryźć się za wszystko, co mu zrobił. Stale trenował i zdobywał postępy, kiedy Deishi postanowił, że przyszła pora na to, aby nauczyć go jakiejś silniejszej techniki energetycznej. Uczył go, jak poprawnie wykonać masenko. Pokazywał mu pozycję, chwyty, uczył wyzwalać energię KI z ciała, aż zdołał nauczyć go techniki, lecz Kurisu był jeszcze zbyt słaby, aby zdołał zranić kogoś mocniej energią KI. Pomyślał, że w takim razie nauczy młodego odbijać pociski KI. Stanęli naprzeciwko siebie, starszy brat zaczął strzelać w stronę Kurisu ki-blastami z wysuniętej, prostej ręki. Na początku nie udawało mu się i ranił się próbując odbić pocisk, ale po chwili wpadł na patent, że może go odbijać na boki, tak więc spróbował i udawało mu się co niektóre pociski odbić na boki. Deishi próbował nauczyć go odbić kulę energii w przeciwnika, a nie na bok, ale odpuścił dalszy trening, ponieważ pomyślał, że na tę chwilę więcej go nie nauczy.


Brat Kuriego wyruszył na misję. Nie wracał przez długi czas, ale to było normalne, kiedy wyruszał na poważniejsze misje. Czekał cierpliwie, aż wróci. Czekał, czekał, czekał... ale Deishi nie wracał. Czekał na niego tak długo, aż z czasem zaczynało brakować jedzenia i picia, kiedy Natto miał pod dostatkiem, a w dodatku Kurisu mało co jadł. Zaczął wydawać pieniądze brata na samoistne utrzymanie się. Deishi dalej nie wracał. Nie było go już tak długo, że nie opłacałoby się nawet liczyć, ile to już tygodni. Po pewnym czasie skończyło się już wszystko - picie, woda, jedzenie, pieniądze i tak dalej. Kurisu wtedy żeby przeżyć po cichu i w małych porcjach podkradał z akademickiej spiżarni jedzenie, aby przeżyć. Po woli zaczął się już przyzwyczajać do tego, że jego brata już nie ma. Kilka dni później do domu przyszedł tajemniczy wojownik. Zaczęła się rozmowa o tym, że brat Kuriego zginął podczas trudnej misji i nie pozostało po nim nawet ciało. Kurisu lekko przeraził się śmiercią brata, ale nie na tyle, aby za nim opłakiwać. Nie miał z nim najlepszych wspomnień, co wzbudzało u niego delikatną obojętność. Zaczął opowiadać Kuriemu, że jego brat należał do tajnej grupy elitarnych wojowników robiących sobie samowolkę. Dali Kuriemu propozycję, aby przyszedł do nich, kiedy zostanie w armii już kimś ważniejszym, niż śmieciem kadetem, wtedy przyjmą go w swoje ramiona za swojego brata. Kurisu zgodził się. Nie wiedział jednak wtedy, że śmierć jego brata nie nastąpiła przypadkowo. To tajna grupa elitarnych wojowników zabiła Deishiego dla bezpieczeństwa pozostałych członków grupy. U Deishiego zaczęło pojawiać się dziwne zachowania dobrego obywatela Vegety, przez co stopniowo przestawał być dla nich pożyteczny. Nie wiedzieli, czym jest to spowodowane, aż pewnego razu Deishi spotkał się z nimi i powiedział, że musi o nich powiedzieć królowi, ponieważ tak nie może być. Zaczął wprawiać im morały, w oczach elitarnej jednostki stał się potencjalnym zagrożeniem, tak więc bez wahania zabili Deishiego, a jego ciało spalili. Uważali, że brat Deishiego jako sierota bez nikogo z tą samą krwią, co on będzie nadawać się na idealnego zastępcę, ale nie w tej chwili.


Kurisu dalej ćwiczył, aby dostać się do tajnej, elitarnej jednostki. Tak upływały mu kolejne lata. Trenował, chodził do szkoły, a w domu czytał różne książki i tak w kółko, aż do osiągnięcia osiemnastego roku życia. Młody saiyanin w dzień urodzin udał się do akademii, aby wstąpić do armii Vegety. Nawet nikt nie przyniósł mu tortu ze świeczkami.

>Dalej już wiadomo, co się stało.<
>Następna część epizodu o alternatywnej przyszłości pojawi się niebawem.<
Powrót do góry Go down
Kurisu

avatar

Liczba postów : 136
Data rejestracji : 04/12/2016


SCOUTER
HP:
1469/2775  (1469/2775)
Ki:
2628/3600  (2628/3600)
HP Pancerza:
500/500  (500/500)

PisanieTemat: Re: Epizody o demonicznym saiyaninie   Nie Lut 12, 2017 3:53 pm

Alternatywna historia, czyli co by się stało,
gdyby Deishi nie dał rady zabić swoich rodziców?


Alternatywna wersja zdarzenia.
Miejsce zdarzenia - Vegeta
Czas historii - Dzieciństwo


Zazdrość u starszego brata, że Kurisu ma wszystko, i że jest tym lepszym dzieckiem sprawiała, że stawał się agresywny wobec swojej rodziny. Oddalał się od niej coraz bardziej. Widział, że wychowują Kuriego na typowego, saiyańskiego lamusa, więc wziął sprawy w swoje ręce. Przyszedł do rodziców, kiedy Kuriego nie było w domu. Był wtedy na samotnym spacerze niedaleko domu po ulicach miasta centralnego. W domu powstała wielka kłótnia. Starszy brat - Deishi pragnął wziąć swojego młodszego brata w swoje ręce, aby zacząć go trenować, aby wyrósł na silnego wojownika. Widział, że pod skrzydłami matki nic dobrego z tego nie będzie, dlatego chciał go tylko dla siebie. Rodzice nie zgadzali się na to, nie chcieli za nic oddać swojego dziecka w ręce swojego starszego syna, ponieważ wiedzieli, że jest zbyt brutalny i zły. Żadna ze stron nie chciała odpuścić i posuwała się coraz dalej, aż nastąpiło coś okropnego. Deishi posunął się zbyt daleko. Chciał zabić swoich rodziców wykonując KI sworda, lecz jego ojciec zdążył wyprzedzić ruch swojego syna i zrobił unik przed zabójczym ciosem. Wykonał atak, a następnie rozpoczęła się szarpanina w domu. Matka była przerażona tym, więc ojciec siłą wypchał swojego syna przez ścianę z domu, a następnie udali się w odludnione miejsce. Przeszli w pierwszą formę super saiyan i zaczęła się walka na poważnie. Oby dwaj byli na wyrównanym poziomie, przez co walka nie mogła rozwiązać sporu pomiędzy saiyanami. Potem przeszli w kolejny - durgi poziom super saiyanina. Walka trwała bardzo długo, nie było widać jej końca. Gdyby trwała dalej - oby dwa by zginęli, tak więc ojciec sięgnął po trochę sprytu i zachował trochę KI, kiedy Deishiemu już się skończyła. Użył podstępu udając, że się zgadza na wolę starszego syna, a kiedy ten był odwrócony plecami ojciec wykonał druzgoczące uderzenie falą KI, która zabiła syna. Nie było innej drogi, tak musiało się stać, ponieważ dobrze wiedział, że jeżeli pozostawiłby swojego syna przy życiu ucierpieliby na tym nie tylko oni. Kiedy wrócił do domu rodzice udawali przed Kurim, że wszystko jest w porządku, i że jego brat niebawem wróci do domu.

Tajna grupa elitarnych wojowników długo badała sprawę tajemniczego zniknięcia jednego z ich członków - Deishiego. Kiedy w końcu doszli, co się stało - odwiedzili rodzinę Kuriego i ją zamordowali w zemście. Z rodziny nikt nie przeżył. Zabili również młodego Kurisu. Sprawę zatuszowano, aby potajemne sprawy nigdy nie wyszły na jaw.


Alternatywna historia, czyli co by się stało,
gdyby wojownicy zajęli się wychowaniem Kurisu?



Alternatywna wersja zdarzenia.
Miejsce zdarzenia - Vegeta i poboczne, mniej znane planety zaludnione przez obce cywilizacje
Czas historii - Dzieciństwo/dorosłość


W tej wersji zdarzenia nie doszło do kłótni pomiędzy ojcem, a starszym synem. Deishi przymykał oko na wychowanie Kuriego, ale dalej nienawidził go za to samo. Coś w nim tknęło, że nie może tego zmieniać. Po pewnym czasie w Deishim pojawiało się coraz więcej człowieczeństwa, dobra, przez co był zagrożeniem dla elitarnej grupy wojowników. Pewniego dnia Deishi postanowił, że sprawa o tajemniczej grupie musi ujrzeć światło dzienne, tak więc oznajmił swoich znajomych, że musi powiedzieć o tym królowi. Wojownicy wiedzieli, że nie może do tego dojść, ponieważ zostaną skróceni o głowę, więc posunęli się do morderstwa Deishiego, następnie sprawę zatuszowano, aby wyszło ostatecznie, że Deishi zginął w trakcie poważnej misji. Kiedy jeden z grupy zmierzał do domu rodziny, aby przekazać wiadomość o ''tragicznym wypadku'' zauważył, że po ich domu chodzi młodszy brat Deishiego - Kurisu. Postanowili, że go porwą. Rodzice nie chcieli na to pozwolić, ale siła elitarnego wojownika przewyższała siłę dwóch, niećwiczących już saiyan, przez co ostatecznie nastąpił zgon rodziców Kuriego. Postanowili, że wezmą młodego saiyanina i wychowają go na własną maszynę do zabijania na własne zachcianki. Polecieli z nim na osobną, zamieszkaną planetę przez dziwne stworzenia i tam zostawili go z misją eksterminacji populacji. Kurisu przez 5 lat wykonywał swoją misję stale kształcąc się i zyskując na sile. Przez masowe mordowanie, zabijanie i niszczenie w Kurisu nie pozostało ani cząstki człowieczeństwa. Stał się wariatem, psycholem, wojenną ofiarą. Przydzielili go wtedy do elitarnej grupy wojowników, Kurisu wypełniał misje zlecane przez pozostałych członków tajnej grupy. Stało się tak, jak zaplanowali. Był pachołkiem na wysyłki, istnym demonem, diabłem. Kiedy zlecali mu misję eksterminacji, po jego czynach nie pozostawał nawet kurz. Stał się maszyną do zabijania.

Przez jakiś czas Kurisu wypełniał zadania, stawał się coraz silniejszy. Zdobył nawet poziom super wojownika. Pewnego razu na swojej drodze spotkał pewnego starca, który przemówił mu do rozsądku. Zapytał się, po co jest marionetką na cudze posyłki, kiedy sam jest tak potężny, że nie musi być od nikogo zależny. Kurisu zabił starca, ale po czynie faktycznie zaczął zastanawiać się nad tym, aż w końcu doszedł do tego, że starzec miał rację. Kurisu niezwłocznie udał się do grupy wojowników na spotkanie, a tam oznajmił ich, że nie będzie się ich już słuchać i będzie robić swoje. Wojownicy zaczęli mu rozkazywać, że ma się ich słuchać, ale Kurisu miał już dosyć tego i zmieniając się w super wojownika zaczął atakować ich krzycząc, że pozabija wszystkich. Zrobił błąd rzucając się jeden na trzech elitarnych wojowników. Gdyby spróbował pozabijać ich każdego z osobna zapewne dałby radę osiągnąć swój cel, lecz niestety połączona siła trzech super wojowników znacznie przewyższyła siłę Kurisu i przegrał. Nie mógł się poddać i stale dążył do swojego, przez co ostatecznie musieli go zabić, ponieważ nie dało się już go kontrolować.


>Obecna historia, która ma aktualnie miejsce w fabule jest prawdopodobnie jedyną wersją zdarzenia, gdzie Kurisu pozostaje przy życiu.<
Powrót do góry Go down
 
Epizody o demonicznym saiyaninie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Epizody o demonicznym saiyaninie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  ::  EPIZODY-
Skocz do: