Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC.
Liczba postów : 2247
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Zamek Lodowatych - wejście

on Sro Maj 30, 2012 1:13 am
Zamek



avatar
Gość
Gość

Re: Zamek Lodowatych - wejście

on Pią Mar 22, 2013 9:37 pm
Krazgel ruszył do zamku, jednak stwierdził że powinien skorzystać z kąpieli, nie wypadało pokazać się w tak opłakanym stanie. Odpił trochę od szlaku by odświeżyć się, długo nie trwało a zjawił się u stóp Potężnego zamku, wzniesionego na szczycie wzgórza do którego o koła rozprzestrzeniało się pustkowie. Taki krajobraz sprawiał, że byle kto się tu nie zapuszczał. Krazgel jednak nie pozbył się dziwnej mazi, nie wiedział co z nią począć stwierdził, że sama wkońcu odpadnie. Przecież czas zmienia i pokonuje wszystko. Wejścia do zamku pilnowało dwóch potężnych changów, którzy po uprzednim upewnieniu się z kim mają do czynienia wpuścili Krazgela. W środku również roiło się od wojowników, twierdza była świetnie usytuowana do obrony. Znajdował się teraz na placu, nikt mu nie powiedział gdzie ma się dokładnie udać więc bacznie się przyglądał wszystkim szczegółom budowli a następnie przekroczył drzwi frontalne zamku i znalazł się w hali z której rozgałęziało się mnóstwo korytarzy. Cóż nie pozostało nic innego jak ruszyć przed siebie i czekać aż ktoś go zauważy. Zamek był ogromny i łatwo było się zgubić, ktoś taki jak Krazgel, nie znający terenu szybko zagubił się gdzieś w krętych korytarzykach. Po kilku godzinach znów znalazł się w hali głównej i zmęczony postanowił się zakręcić gdzieś i odpocząć tak aby nikt go nie zauważył. Znalazł się w cichym miejscu gdzie mógł spokojnie oprzeć się o ścianę i przymknąć oczy aby po medytować co uczynił. Był pewny, że mało kto tutaj przechodzi. Po jakimś czasie siły wróciły a on sam ruszył kawałek dalej, gdy stwierdził, iż nie ma sensu błądzić znów oddał się relaksowi a zarazem treningowi nad swoją KI, która starał się skupić i opanować...
avatar
NPC.
Liczba postów : 2247
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Zamek Lodowatych - wejście

on Wto Mar 26, 2013 10:58 pm
Krazgel przechadzał się korytarzami rozmyślając o mniej lub bardziej ważnych rzeczach. Czuł się już lepiej, z dala od ciężkiej harówki i tego smrodu. Niestety, czekała go niemiła niespodzianka. Miejsce na ciele, które miało styczność z ową dziwną, fioletową mazią zaczęło uporczywie swędzieć. Na domiar złego po paru minutach doszła wysypka. Coś tu jest nie tak....

______________________


avatar
Gość
Gość

Re: Zamek Lodowatych - wejście

on Sro Mar 27, 2013 4:02 pm
Changeling czuł jakiś dyskomfort i to nie dlatego, iż się zgubił lecz coś było nie tak z jego ciałem. Ramię zaczęło go swędzieć i to właśnie w tym miejscu gdzie znajdował się brud po pracy. Mimo drapania uczucie nie znikało, ponadto pojawiła się wysypka, czyżby był uczulony no coś co znajduje się na jego ciele. Istniała możliwość, iż substancja ma jakieś czynniki wpływające na jego ciało. Czy to go uśmierca? A może mutuje? Nie mógł tu być teraz, jeśli ktokolwiek by go zauważył zostałby zapewne poddany kwarantannie. Wiedział, że w obiekcie leczniczym zniwelują maź. Chang nie potrafił przestać się drapać co jeszcze bardziej powodowało wysypkę.
Korytarze w zamku ciągły się w nieskończoność, Krazgel zapomniał już drogi. Poruszał się przed siebie, próbując znaleźć powiew wiatru, który będzie go kierował. Jednak takowego nie było, natomiast trafił na schody idące w dół a więc musiał się wracać, przecież nie zmieniał poziomów. Poruszał się coraz szybciej by pozbyć się tego denerwującego swędzenia, niestety znów trafił w ślepy zaułek, jednak stał przed drzwiami, które postanowił otworzyć. Ku jego zdziwieniu znajdowała się tutaj spora, pusta sala i nikogo tam nie było.
Dawno nie trenowałem... To jest idealne miejsce aby się wzmocnić.
Nie czekając długo zamknął drzwi i oddał się treningowi.


OCC: Post treningowy

Spoiler:
Krazgel musiał zapomnieć o tym iż dokuczał mu dyskomfort, aby to uczynić postanowił medytować i skupić wszystkie swoje myśli aby zapanować na KI. Nie było to łatwe gdyż uczucie mu towarzyszące wytrącało go z równowagi. Potraktował je jako wspomagacz, gdyż musiał włożyć w trening większe poświęcenie niż dotychczas.
Wszystko było na najlepszej drodze do pełnego opanowania i po kilku rozproszeniach wkońcu się udało. Teraz gdy panował nad KI mógł swobodnie ją wysyłać i przyciągać. Jednak postanowił po ścigać się z własnymi pociskami. Początki zawsze są trudne więc Krazgel się nie poddawał, jednak pomieszczenie troszkę ucierpiało. Miał nadzieję że mu się nie oberwie z tego powodu. Jednak aby nie niszczyć pomieszczenia i nie dawać o sobie znać postanowił przyjmować pociski na siebie, gdy wiedział że ich nie wyprzedzi uderzał w nie i tak się działo praktycznie cały czas. Jednak jeśli dalej tak będzie robił to długo nie pociągnie, musiał coś wymyślić.
A gdyby tak spróbować je odepchnąć? Energię mogę odpychać i przyciągać może i z pociskami tak można?
Nie pozostało mu nic innego jak tylko to sprawdzić, a więc wysyłał nie wielki pocisk przed siebie, biegł i gdy znajdował się prawie na jego wysokości próbował zmienić trajektorię jego lotu. Nie było to łatwe zadanie gdyż najpierw było trzeba go dogonić jednak powoli zaczął poruszać pociskiem, mimo wszystko tracił prędkość a ściany kruszały od uderzenia...
avatar
Gość
Gość

Re: Zamek Lodowatych - wejście

on Pią Mar 29, 2013 11:58 am
OCC: Trening

Spoiler:
... Jeśli tak dalej pójdzie zwróci na siebie uwagę całej gwardii a to nie skończy się najlepiej dla niego. Usiadł, uspokoił organizm, wyrównał oddech po czym utworzył kulę energii i nie rzucając jej próbował ją od siebie odsunąć. Pocisk wirował w powietrzu jednak nie zmieniał zbytnio swojego położenia. Na czole Krazela pojawiły się krople potu oraz widoczne zmarszczki, skupienie było maksymalne a mimo to nie dawał rady. W dodatku to uporczywe swędzenie, które nie w sposób było okiełznać. Changeling był już zrezygnowany i nie miał nadziei na sukces, jednak w jego sercu burzyło się od złości i siły jaką mógłby osiągnąć. Czuł, że nie jest byle kim, musi trenować aby stać się wielkim wojownikiem. Chęć udowodnienia wszystkim swojej wartości dodawała mu motywacji i gdy opadał z sił jakieś rezerwy się otwierały i próbował na nowo. Zdenerwowany wstał, przebiegł na koniec sali i rzucił pocisk a następnie dogonił go i próbował odrzucić w przeciwnym kierunku. Trajektoria lotu zmieniła się, nie wiele ale pojawiła się nadzieje w dodatku bez większego problemu wyrównał szybkość własną z kulą energii. Porwany szansą na zwycięstwo ruszył za swoim cele. jednak nie zdołał powstrzymać go od zniszczenie kolejnego kawałka ściany. Mimo wszystko próbował dalej, z każdą kolejną próbą szło mi coraz lepiej. Jednak zwiększając swoje umiejętności władania KI tym samym zwiększał ich prędkość przez co wyrównanie prędkości stawało się nadzwyczaj trudne. Jednak z dużej odległości potrafił zmienić tor lotu i zwrócić ku sobie pocisk aby następnie go odepchnąć...


Krazgel dumny z siebie postanowił odpocząć jednak swędzenie dogryzało mu coraz bardziej, chyba się czymś zaraził. Nie czekając na kolejne efekty wysypki ruszył w stronę wyjścia, musiał szybko się oddalić z zrujnowanego pomieszczenia. Kręte korytarze ciągły się bez końca w dodatku spotykał rozwidlenia. Wybór był trudny jednak poczuł powiew wiatru z jednej z ciemny dróg, w której kierunku ruszył, zanim się obejrzał znajdował się na dziedzińcu głównym, musiał omijać inne changi aby nie zwracać uwagi na swoje uczulenie. Pewnym krokiem oddalił się od zamku w celu zlokalizowania centrum leczniczego. Wzbił się w powietrze i odleciał jak najdalej od pałacu, próbując zaspokoić swędzenie.

Z/t - Obiekt Leczniczy
avatar
Gość
Gość

Re: Zamek Lodowatych - wejście

on Sob Lut 01, 2014 12:01 pm
Po kilkugodzinnej wędrówce wreszcie udało mu się dotrzeć do pokaźnego kompleksu budynków. Jeszcze będąc w znacznej odległości, analizował jakie placówki, sądząc po architekturze, mogą znajdować się wewnątrz fortecy. Domyślał się, że na pewno są tam standardowo koszary, laboratorium i zapewne jakaś szpital. Podstawowe elementy każdego większego ośrodka wojskowego. Czyli ogólne rzecz biorąc, nic nadzwyczajnego. W zasadzie bardziej ciekawiła go sytuacja polityczna panująca aktualnie na planecie. Z tego, co mu było wiadomo, demograficznie dominowała rasa zielonoskórych Nameczan. Jednakże wszystko szybko się zmienia, więc równie dobrze jego informacje mogły być już mocno nieaktualne. Zastanawiał się, czy przedstawiciele jego rasy wiedzą już o unicestwieniu Xenon. Istniało duże prawdopodobieństwo, iż tak właśnie jest. Ostatecznie duży odsetek Changeling'ów zdołał uciec, a to przede wszystkim za sprawą ich umiejętności przetrwania w przestrzeni kosmicznej bez dostępu tlenu. Wcale nie zdziwiłby się, gdyby w popłochu większość tych kretynów udała się właśnie tutaj. W zasadzie i tak nie było sensu się nad nimi wywyższać z powodu wybrania tej planety, skoro koniec końców też tutaj skończył. Powoli zbliżył się do bram "miasta". Starał się przedstawić swoją sytuację, w jak najbardziej wiarygodnym świetle, by nie został wzięty za szpiega. Sęk w tym, że nie od niego zależało, czy ich małe móżdżki posiadają tyle objętości, by wszystko zrozumieć, więc wiele po prostu uprościł lub pominął. W pierwszej kolejności przemilczał pierwotne plany, co do odwiedzenia Ziemi. Wspomniał coś o uszkodzonym baku paliwa i potrzebie nagłego lądowania. Oczywiście przy okazji rzetelnie się wylegitymował. Zapewne i tak, przez dłuższy czas będą mieli go na oku. Poczekał sobie z godzinę czy dwie, nim wszystko potwierdzili. Lekko zniecierpliwiony uderzał stopą w podłoże, rozglądając się dookoła. Próbował przy okazji nawiązać dialog z jednym ze strażników, by zdobyć wstępne informacje, ten jednak, do czasu potwierdzenia jego tożsamości był raczej mało rozmowny. Ostatecznie wszystko się wyjaśniło i został w puszczony. Do tego dostał wskazówki, jak dojść do najbardziej charakterystycznych miejsc.

[zt]
avatar
Gość
Gość

Re: Zamek Lodowatych - wejście

on Pon Wrz 14, 2015 1:10 am
Mandrox po wyjściu z domu był jak zwykle małomówny. Rozejrzał się niechętnie wzdłuż jednej ulicy biegnącej w lewo oraz w prawo. Za szeleścił w powietrzu długim ogonem, i ruszył w lewą stronę. Był to jego pierwszy dzień gdy dopiero co wrócił z "wygnania" więc postanowił zobaczyć co się pozmieniało, przede wszystkim chciał oglądnąć pałac ponieważ go nigdy od środka praktycznie nie widział, w końcu był zbyt mały by dużo pamiętać gdy powstał bunt. Ulice były dość tłoczne, każdy patrzył na innych z podejrzliwością, straże co chwilę podchodziły, przepytywały, popychały. Wywyższały się swoim statusem żołnierzy. *Cudownie* pomyślał demon oblizując usta językiem, szedł przed siebie. Podróżowanie ulicą było na prawdę męczące, przechodzie się pchały, dzieci biegały, co chwile ktoś coś przewracał i trzeba było to omijać. W końcu zakręcającą drogą w górę doszedł do wielkich wrót pałacu. To właśnie tutaj odbywały się co ważniejsze rzeczy takie jak rozprawy, debaty i konferencje. Przed wrotami jak codziennie stały dwa jaszczury, zajęte sobą nie zwracały zbytnio uwagi na to kto wchodził. W środku zamek wyglądał na prawdę świetnie, nowoczesne wykonanie, jasne lampy oświetlające korytarze, na podłodze duże odbijające światło płyty, błyszczące niczym diament. Ściany białe, sufit szary a na około okna na całą okolicę. Cały zamek był kilku piętrowy a Mandrox znalazł się dość szybko na 2 piętrze. Ruszył na samą górę, aby poobserwować okolicę, korytarze były wypełnione obrazami przodków a na schodach można było spotkać co rusz jakąś osobę. Chłopak czuł się dość dziwnie, mimo powrotu przez narastającą w nim rządzę krwi nie mógł zapomnieć, że przecież zdradził swoją rasę. Przecież wyparł się braci na rzecz nędznych psów a wszystko przez jego ojca... Przez tą łajzę, to ona wszystko zaczęła!. Czuł buzujący w nim gniew na samą myśl, że jego ojciec... Ah! Gdyby wtedy był starszy. Poczuł, że najlepiej zrobi mu jakiś trening? Może sparing więc postanowił swoje kroki postawić na drodze do koszar, wybiegł z pałacu by za chwilę znaleźć się na drodze prowadzącej mniej lub bardziej skrótami do celu.

OCC:
Zt/Do Koszary
avatar
NPC.
Liczba postów : 2247
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Zamek Lodowatych - wejście

on Pią Gru 29, 2017 10:12 am

[ Event - Smocze Paliwo ]



# Narodziny BioFrosta


" Jestem Darem Dla Świata, Ale podaruję mu tylko Zniszczenie... "



- Ten mięczak nadal nie potrafi wykonać prostego obrotu! - zawołał jeden z changelingów do towarzyszy.

BioFrost warknął i rzucił się na starszego zmiennokształtnego. Może i musiał słuchać swoich dowódców i każdego starszego rangę ale szyderstwa nie znosił. Jego pobratymiec był o wiele potężniejszy Od BioFrosta i miał za sobą lata ćwiczeń w śmiercionośnej sztuce walki changelingów. Złapał młodego jaszczura za nadgarstek, wykręcił go i szarpnął za ramię, a potem obrócił się, by uderzyć w unieruchomioną kończynę. Biedak usłyszał trzask i ujrzał, jak pęknięty kawałek kości przebija skórę. Momentalnie ich rozdzielono a wrzeszczącego z bólu gada zabrano w głąb bazy...

Młodzieniec poczuł ostre ukłucie, gdy oczyszczano mu ranę, a potem ból wprost eksplodował, przy nastawianiu kości. Przez moment wydawało mu się, że nie zniesie więcej, ale wtedy cierpienie stało się odległe. Gad nadal był świadom, ale niewiele już odczuwał, zadziwiający przypadek i ciężki do wyjaśnienia. Minęło kilka tygodni aż wojownik znów stanął na nogi, te dni jednak jak i wiele innych spędził w lochach. Lodowe lochy były największą karą za sprzeciwianie się władzy i każdy możliwy występek. Chociaż tym razem przyczyniły się do małego sukcesu jakim było poznanie odpowiedniej osoby na te czasy...


" Siedząc skulonym i snując w myślach kolejne obrazy zemsty... Zmiennokształtny nie zauważył kto jeszcze jest w lochach... Było to miejsce o tyle straszne, że przypominało prymitywne sposoby więziennictwa... Otoczka rodem z najgorszego koszmaru... Bardzo rzadko ktoś wychodził na światło dzienne, najprędzej umierał lub był po cichu zabijany... Miejsce bezprawia, z własną podziemną hierarchią... O czym młody jaszczur miał się przekonać... "

Praktycznie nie ruszał się z miejsca, tam gdzie nim rzucono, tam leżał w obawie o własne życie. Było zbyt ciemno a tam gdzie snuły się migotania światła, zawsze było słychać wrzaski i przekleństwa. W takim miejscu rodził się prawdziwy strach. Czy minęły dni, godziny, minuty, było tutaj bez znaczenia, więc changeling stracił rachubę czasu. Bezczynność powoli go przytłaczała do tego stopnia że znał już najczęściej powtarzający się scenariusz. Najpierw przychodziła fala, rozmów wymieszanych z krzykami, zakończonych ciszą, martwą ciszą. Będący już kłębkiem nerwów, gad wsparł się na zdrowej ręce i podniósł do pozycji stojącej. Zrobił krok nasłuchując aby jak najciszej się poruszać w tym przytłaczającym miejscu. Przeszedł tak spory kawałek aż dotarł na skarpę gdzie był spad na punkt niżej, w odczuciu Biofrosta jeszcze straszniejszy niż ten na którym się znajdował. Nachyli się aby spojrzeć co tam się dzieje, momentalnie schował głowę. Tam toczyło się osobne życie, podziemia całkowicie zapomniane. Gdzieś między skalnymi filarami które dalej rozciągały się w objęcia planety.
- Niemożliwe... Oni tutaj żyją...
Nie minęła chwila a światło całkowicie zgasło a zmiennokształtny runął na ziemię, uderzony w taki sposób który nie pozostawiał cienia szans na obronę. Ocknął się dopiero wewnątrz dziwnego tworu jakim była ta kryjąca się w mroku grupka lodowych. Słychać było wymianę zdań, kłótnie i kolejne mieszaniny przekleństw.
- Kolejny skazaniec... Mizerota... Strącony tu żeby zgnić jak my... Zabijmy go, przynajmniej umrze z honorem lodowych...
- Uspokój się do cholery IceBreaker... Teraz jest na nas skazany... Dzielimy ten sam los... Jak wszyscy, tutaj...
- Jak chcesz FreezKaval...
Wciąż oszołomiony Biofrost, nie był wstanie zebrać myśli aby zrozumieć o czym debatowali skazańcy. Było tego zbyt dużo a ich ciągłe przekrzykiwanie się nie pomagało poskładać tej rozmowy w całość. Jednak historia jaką poznał w ciągu następnych dni ukształtowała w nim całkowicie odmienny fundament niż ten który miał do tej pory...

Głęboko w trzewiach Twierdzy Skazańców nikt nie był wstanie szacować upływającego czasu. BioFrost spał kiedy Mistrz Ćwiczeń kazał mu spać, posiłkował się kiedy mu na to pozwalano, oraz wypełniał wydawane polecenia. Na każdy rozkaz, rozpoczęcie czy skończenie rozmowy, przypieczętowane było słowem Xenon. Młody jaszczur miał wrażenie, że taki los pogrąży go bez reszty. Przez pierwszy czas był cieniem swoich nauczycieli, nie mówił ani słowa a oni wpajali mu korzenną wiedzę. Uczyli wszystkiego czego młody jaszczur potrzebował, aby przeżyć w tym upiornym miejscu. Bio nigdy należycie nie docenił umiejętności starców w niektórych kwestiach, lecz miał do nich ogromny szacunek. Być może rzeczywiście stronili od technik , ale w sztuce walki gołymi rękami mogli bez wysiłku stawić czoła nawet tym największą rangą w pałacu. Walka była jednak tym co Biofrost doskonale rozumiał. Z zapałem angażował się w ćwiczenia Mistrza IceBreaker'a i topił swój wstyd kiedy kolejny raz uderzał o ziemie niesiony nieocenioną zręcznością prowadzącego. Miał też mniej wdzięczne zadania jak przyswajanie historii, dawnych dziejów ukochanej planety zmiennokształtnych. Opowieści Kavala, zawsze napawały go dumną, był on wstanie wyciągnąć ze swej rasy prawdziwy potencjał. Uformować młody umysł tak aby, dążył do odrodzenia rasy za wszelką cenę. Tak też powstał Biofrost.
- Wydaje Ci się, że nie potrzebujesz nauki chłopcze? - zapytał Kaval.
- Nie, oczywiście że nie, czcigodny mistrzu... - odparł, kłaniając się nisko.
- Ale masz wrażenie że jesteśmy tylko starcami, którym lochy zmieszały w głowach...
Młody jaszczur bezradnie wzruszył ramionami. Kaval bezbłędnie odczytał jego odczucia i aurę szykując kolejną lekcję.
- Dobrze... Stoczysz więc pojedynek, jeżeli wygrasz poznasz sposób na wydostanie się z lochów.
Pozostali skazańcy cofnęli się, tworząc krąg na płycie skalnej, Mistrz Kaval stanął na środku i ukłonił się uczniowi. BFrost nie czekając od razu przyjął swoją najlepszą na ten moment pozycję do walki. Pojedynek nie trwał nawet minutę. Stary, chudy i żylasty Mistrz Ćwiczeń ale silniejszy niż za młodu pokazał fundament rasy changelingów. Chwilę później młody zmiennokształtny leżał na ziemi a Kaval przyciskał mu dłoń do gardła. Od tego momentu Biofrost nigdy nie podważył zdania starych Xenończyków...

Młody uczeń poznał całą wiedzę wymaganą od wojownika Xenonu. Odkryto przed nim sztukę wojenną jaką kierowali się niegdyś przodkowie tak wielcy że na samą myśl gad rósł w dumę. Katowanie go dekretem do znudzenia, owocowało, silnym fundamentem na kolejne zadania. Wiedział jak dobierać sobie sojuszników i gdzie ich szukać. Pozostało tylko tkwić w ukryciu i powoli rosnąć w siłę aż nadejdzie moment przewrotu. Od tej port Biofrost zbierał informacje jakie tylko się dało na temat obecnej sytuacji Lodowych. Lochy a raczej ich głębsza część ukryta dla oka władzy, upadłej władzy była początkiem powstania Xenończyków. Każdy ze skazańców był odpowiednio szkolony według dokładnych, starych, sprawdzonych standardów. Jeden wojownik wart dziesięciu obecnych jaszczurów, gotowy pozbawiać wroga życia, szybko i bez zbędnej widowni. Nieliczni mieszali się w obecne struktury władzy, wojska i polityki. Czekając w ukryciu, budowali sobie pozycję a gdy nadejdzie czas, ujawnią się...

 
Xenoński wysłannik przybył do Pałacu zdać kolejny raport. Działając do tej pory w ukryciu, rdzenni zmiennokształtni posiadali swoich ludzi już wszędzie.  Zajmowali oni dogodne stanowiska aby ostatecznie przejść do końcowej fazy planu. Pozostało im tylko obalić obecnego changelinga u władzy, a więc wysłali swojego najlepszego zabójcę. Biofrost eskortowany przez dwóch przybocznych wojowników. Pałacowa gwardia skonfiskowała ich cały ekwipunek, ale xenończycy nawet bez tego zachowywali się z wyższością. Jedno ze słońc znajdowało się nisko na niebie, naturalne światło było więc stłumione. Obecny Władca i jego bracia patrzyli groźnie z wysokości podwyższenia, ale na trójce przybyłych nie robiło to wrażenia. Bio podszedł bliżej, a za nim ruszyli dwaj wojownicy. Gwardziści zatrzymali ich, zanim Ci pokonali połowę drogi do tronu. Biofrost skłonił się nieznacznie.

- Jestem BioFrost. Przynoszę wieści od mojego Mistrza, będę mówił jego głosem.

Na te słowa po zmiennokształtnych przetoczył się gniew, nie byli do końca pewni co się tak naprawdę dzieje. Mimo to młody changeling kontynuował.

- Jeżeli szanujecie swój lud i pragniecie, żeby powstał wolny od waszej zbrodni. Przyjmijcie nowy porządek jaki oferuję. Moje miłosierdzie jest nieskończone, a sprawiedliwość będzie się rozciągać na wszystkich naszych wojowników. Zabijcie się nawzajem, aby zadośćuczynić ohydnemu upadkowi naszej rasy, jakiemu jesteście winni.

Lodowy przywódca wyglądał jakby się zadławił na te słowa, twarz zrobiła się nie mal sina z wściekłości. Machnął ręką i wydał rozkaz jak najszybciej mógł.

- Straż !!!! Zamknąć te gady w lochach i pozabijać do do jednego....!!!

Aura Bio zmieniła się na te słowa, jego zadowolona arogancja przeszła w podniecenie zwycięstwem. Miał nadzieję na właśnie taką odpowiedź. Obrócił się i uderzył palcami w nos najbliższego strażnika. Krtań została zmiażdżona, kości strzaskane, odłamki wbite w mózg. Dwaj przyboczni, również rwali się do walki, łamali kości i wykręcali stawy. Młody jaszczur znalazł się już na stopniach i poruszał się z niebywałą szybkością. Wódz nie czekał rzucił się do ataku, nie był przygotowany na to co go czeka, już dawno nie miał okazji się pojedynkować. BioFrost sparował pierwsze trzy ciosy i sam zadał mocne kopnięcie z wysoka, przechodzące przez obronę. Przywódca Lodowych zablokował atak, ale nie zdołał się osłonić, gdy xenończyk zręcznie owinął mu ogon wokół szyi, resztę załatwił ciężar i trzask pękającego karku, który niósł się po sali... Nowy Porządek...

" Patrzył na swoich braci...Wszyscy spieszyli, aby uklęknąć w odpowiednim porządku wzdłuż drogi do Tronu... Powstała zapomniana rasa... Xenończycy znów będą władać kosmosem... I niebawem złożą wizytę swym odwiecznym wrogom... "


***

- Savas !!! Przygotuj najlepszy statek, chcę złożyć wizytę Wielkiej Vegecie...  A raczej jednemu Wojownikowi... - zaśmiał się pod nosem.

Obdarty ze wszelkich emocji Savas, przyjął nowe polecenie i ruszył we własne komnaty. Dobrze wiedział co nowy przywódca ma na myśli, wykorzystanie surowca. Niedawno odkryty dar pozwalał na nieograniczone możliwości. Wzrost technologiczny zmiennokształtnych przerósł wszelkie oczekiwania...  

OCC :

- Zaczynamy Zabawę Smile Event - Smocze Paliwo Rozpoczęty.
- Sprawdzajcie Skrzynki będą pojawiać się Priv Fabularne.
- Nie dzielcie się nimi, spiskujcie, bawcie się fabułą i postarajcie się jak najwięcej ugrać.

______________________


avatar
Fridge
Liczba postów : 74
Data rejestracji : 28/10/2012


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Zamek Lodowatych - wejście

on Nie Lut 04, 2018 6:31 pm
Na horyzoncie majaczyła baza. Z każdą sekundą nabierała ostrości i kształtów.
-Nie zmieniła się ani trochę. Wy lodowe skurwysyny.
Skoncentrował pozostałą energię i przyśpieszył, chciał jak najszybciej dostać się do środka.
Życie bywa jednak strasznie przykre. Tak było też i tym razem. Z powodu zmęczenia jaszczur stracił na chwilę panowanie nad własną ki i rozbił się kilkanaście metrów przed wejściem. Jedyny plus był taki, że nie był to bolesny upadek.
-Szlag by to. - warknął sam do siebie i otrzepał się z kurzu.
Wziął kilka głębokich oddechów i pieszo pokonał resztę dzielącego go dystansu. Jego oczom ukazało się dwóch, wyraźnie znudzonych strażników. Fridge nie był pewien, ale wyglądali na członków Gado Buraun, banda zwykłych mięczaków.
-Ej wy, od kogo dostanę nagrodę za łeb wodza tych brudasów?- Zmiennokształtny cisnął im pod nogi głowę Luscu.
Lodówka wbił w nich swoje chłodne spojrzenie. Jego ogon poruszał się leniwie.
-Wspomnienia...Dawno mnie tu nie było. Obiekt leczniczy górne piętro, a koszary prawe skrzydło? Liczę, że ta banda idiotów nie zrobiła remontu i wszystko jest na swoim miejscu. Bądźcie tak łaskawi i upewnijcie mnie. Nie mam zamiaru latać po całej bazie, jak ostatni kretyn i marnować swojego cennego czasu na szukanie.

______
OOC: http://dbng.forumpl.net/t192p100-wioska-dwugwiezdnej-kuli#24609 stąd przyleciałem Smile .
avatar
NPC.
Liczba postów : 2247
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Zamek Lodowatych - wejście

on Nie Lut 04, 2018 8:14 pm
Spoiler:



  " Ponownie wrócił do Gry... Jeden z okrutniejszych zmiennokształtnych... Dawny mieszkaniec Planety Xenon... Tutaj mało kto pamiętał te czasy... Do słynnego przewroty, który miał miejsce nie tak dawno... Teraz Bazą dowodziła na nowo, odrodzone pod jednym sztandarem siły BioFrosta... Dziedzica Xenonu... Młody jaszczur nie znam jeszcze sytuacji... Ale miał się o niej zaraz przekonać... "

Changeling przemierzał tereny Planety Namek, lecąc wprost do bazy Lodowych. Nie znam aktualnej sytuacji, nie mógł się spodziewać jakiego obrotu przyjęły ostatnie wydarzenia. Mimo to znalazł się przed upragnionym zamkiem, demonów mrozu. Wejścia pilnowało dwóch strażników, czyli byli mocni, raczej zostali tu zesłani przez swych Panów. Po uzbrojeniu można było ocenić że ich siły nie są imponujące, a wyposażenie pozostawia wiele do życzenia. Ta okolica była spokojna, inne rasy nigdy się tu nie zapuszczały, a liczne patrole, zawsze wsparły by dwóch wartowników...


***

- Gdzie Twój Detektor... Nie było nadania o tym że zbliżasz się do Bramy... Kim jesteś, Stopień, Wojowniku...  Twój Dowódca, muszę wywołać twoje przybycie... ?  


Pierwszy który zaczął rozmowę, wydawał się tym silniejszym, z wyglądu dało się ocenić że będzie mocniejszy niż partner obok. Może w jego słowach nie było przekonania, ale zrobił to co do niego należało, dopóki nie wtrącił się drugi.


- Jego Ręka... Xenończyk... Puść go... Będziemy mieli kłopoty, Hoshim... -
niepewnym głosem, rzekł do Towarzysza.

Niestety to była prawda, Fridge pochodził z dalekiej Planety za czasów jej istnienia. Posiadał stary Xenoński znak na ramieniu. Widać było że symbol miał już swoje lata, nie był świeżą blizną. Tak nisko postawieni wartownicy nie znali się na odznaczeniach, żaden nie domyślił się dziwnej sytuacji. Wszyscy Nowi wojownicy mieli jeszcze nie zagojone znaki, ale u strażników widać było nieporuszenie.


***

Przy kontroli odpraw jednak, zrobiło się małe poruszenie. Wywołujący miał kontakt z nadajnikiem wartownika, Ale urządzenie nie było wstanie zidentyfikować Fridge'a w żaden sposób i przypisać go do któregoś dowódcy. Osobnik przez chwilę myślał że to system płata mu figle, ale sprawdził wszystko wielokrotnie, niestety efekt był takie sam...

- Zatrzymać, muszę zawiadomić któregoś z dowódców... - poinformował, strażnika i poszedł meldować.

Nie minęła chwila a przy konsolecie był najbliższy, wyższy rangą Jaszczur, który również nie rozpoznał nowo przybyłego Gada, zakładając że to dezerter ale tym bardziej powinien widnieć w karcie jaszczurów będących na planecie. Odwołali się do standardowych procedur i na zewnątrz wybiegło kilku gadów, z zamiarem otoczenia Zmiennokształtnego...

- Pójdziesz z Nami... Mamy zadanie, zabrać Cię do Koszar...


Demon Mrozu, musiał iść w tej sytuacji nie wiele dało się zdziałać, prowadzili go prosto w słynne, dobrze znane mu miejsce...

OCC: Straż zabiera Cie do Koszar, witaj w Domu, bym rzekł ; )...

______________________


Sponsored content

Re: Zamek Lodowatych - wejście

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito