Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 North City

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 877
Data rejestracji : 29/05/2012


PisanieTemat: North City   Sro Maj 30, 2012 1:09 am

Kolejne miasto, jedne z niewielu na tej planecie. North City odznacza się wybrzeżem oraz sporą ilością pamiątek. Podobno Burmistrz nie jest człowiekiem, a wścibscy, którzy koniecznie chcieli to sprawdzić, budzili się w rynsztokach z amnezją. Nadzy.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/f53-regulamin-i-informacje-ogolne-obowia
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Sob Paź 05, 2013 8:20 pm

_____June ciężko było z faktem, że w nieprzyjemny sposób pożegnała się z Kuro. Prawdą było to, że wiele dla niej zrobił oraz to, że mieli fajną przeszłość, ale czasami wystarczy jeden mały błąd by wszystko się zepsuło. Chyba nie spodziewał się tego, że June będzie przyjmować obelgi i baty z ciszą na ustach? Chodzić po głowie sobie nie da, każdy w końcu popełnia błędy.
Stanęła na twardej powierzchni asfaltu i wzięła w płuca głęboki wdech. Poczuła zapach miasta, te spaliny samochodowe i zmieszana woń wielu perfum ludzkich. Usłyszała za sobą głośny klakson. Nieco się zlękła nagłym głośnym dźwiękiem. Odwróciła się, masując obolałe ucho i zawarczała na kierowcę małego samochodu po czym przesunęła się na chodnik.
Spojrzała na Reito uśmiechając się do niego serdecznie. Strasznie demonicę ciągnęło do Niego. To zapewne przez to jak ją traktuje. Zupełnie inaczej niż niektórzy, zupełnie nie zważa na to z jakiej rasy powchodzi June. Lubi ją za to jaka jest, a nie za to kim jest. I to jest odwzajemnione.
___ - Chodźmy! Ludzkie miasta są pełne fascynujących rzeczy! - Krzyknęła i nie czekając na reakcję mężczyzny pociągnęła go za rękę i pobiegła wgłąb miasta. Mijała wielu różnych ludzi. Nie za bardzo zwracała na nich uwagi, bardziej interesowały ją witryny sklepowe oraz budki z jedzeniem. Jeśli raz kobieta zasmakuje w zakupach już do końca życia będzie zakupoholiczką. Tak to jest, nikt temu nie zaprzeczy.
Latała od miejsca do miejsca, jej oczy co chwilę zatrzymywały się na coraz to nowszym obiekcie. Aż w końcu... dostrzegła krainę cudów! Budka z lodami!
Ucieszyła się po czym podbiegła do budki prosząc sprzedawcę o dwa największe i najpyszniejsze desery jakie ma. Dostała je w ogromnych waflach. Znajdowały się w nich wszystkie lodowe smaki oraz dodatki jakie można sobie wyobrazić. Demonica dała jeden z nich Reito, po czym radośnie podskakując udała się pod dąb, gdzie znajdowała się ławka, niekoniecznie płacąc za 'prezent'. Nie wiedziała, że trzeba tak robić.
___ - Reito, gdzie chcesz iść? - Spytała nabierając na łyżkę cytrynowych lodów. Wcisnęła je do buźki po czym wykrzywiła czując kwaśny smak. Nie było to jednak przeszkodą by jeść je dalej. Jadła tak zachłannie, że momentami czuła jak mrozi jej mózg. Przyjemne uczucie, szczególnie dla tak gorącego demona jak June.
Oczy dziewczyny zatrzymały się na pewnej witrynie sklepowej. Oczy się jej zaświeciły, a na usta wpełzł szeroki uśmiech widząc to cudo! Chciała, chciała! Na manekinie wisiała krótka żółta sukienka przyozdobiona czerwonymi kwiatkami. Wyglądała przepięknie! Na June na pewno leżałaby jak ulał! Widać było w jej oczach, że ją chce. Przy okazji schowałaby ogon, który przyciąga dużo uwagi.

Dla wglądu:
 
Powrót do góry Go down
Reito



Liczba postów : 533
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
26122/30150  (26122/30150)
Ki:
0/37350  (0/37350)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Nie Paź 06, 2013 7:39 pm

___Obydwoje znaleźli się w mieście. Nieco mniejszym niż zniszczone West City ale równie przepełnione zewsząd ludźmi, maszynami i innymi cudami na patyku. Rei krzywym okiem spojrzał na kierowcę samochodu, który od tak postanowił zatrąbić strasząc przy tym June. Miał już ochotę go nauczyć dobrych manier ale pociągnięty za rękę w głąb miasta zrezygnował. Dookoła było pełno straganów i sklepów z kolorowymi transparentami zachęcającymi by wejść do środka. Jedno z takich miejsc właśnie przyciągnęło oko demonicy. Dotrzymując jej kroku szybko znalazł się przed budką z lodami. Oczywiście rudowłosa zamówiła najdroższy deser jaki sprzedawca miał do zaoferowania, nie wiedząc, że za takie dobrodziejstwa trzeba jakoś zapłacić. Saiyan uważnie obserwował sklepikarza toteż gdy dziewczyna odwróciła się na pięcie i zamierzała odejść od tak a sprzedawca zaczął krzyczeć domagając się zapłaty, Rei zdzielił go w tył głowy błyskawicznym uderzeniem usypiając go na parę minut. Dało się usłyszeć urwany krzyk po czym padł na ziemię. Mało kto byłby w stanie zauważyć ten ruch, więc skoro tylko mężczyzna się osunął na ziemię od razu podbiegła do niego garstka gapiów mówiąc do siebie: - Pewnie zemdlał przez te słońce.Upały są tego lata strasznie dokuczliwe…
Nie przejmując się niczym powędrowali dalej zajadając się zimnymi smakołykami. Usiedli na ławce pod dębem. Szatyn uśmiechał się do niej widząc jak krzywi się jej mina pod wpływem kwaśnego smaku cytrynowych lodów. Zapytany gdzie chce iść zamyślił się na moment.
- Hm… Może obejrzymy jakiś film?
Rzekł po części sam do siebie bo patrząc na dziewczynę dostrzegł jak bardzo przyciągnęła jej wzrok jedna witryna sklepowa. A w szczególności sukienka wisząca na manekinie. Złapał ją za rękę.
- Śliczna prawda? Choć, przymierzysz ją.
Uśmiechnął się szeroko i pociągnął June za sobą. Właściwie nie musiał nawet jej prowadzić bo sama niemal biegiem podążała w stronę sklepu z ubraniami. Otworzył jej drzwi i weszli do środka. Tym razem był ostrożny. Pamiętał jak ostatnio wyrwał je z zawiasów. Podszedł do sprzedawczyni.
Sklepikarka:
 

- Interesuje nas sukienka na wystawie. Ta dziewczyna chciała by ją przymierzyć.
- Ależ proszę uprzejmie. – odpowiedziała młoda ekspedientka prowadząc ich za sobą w stronę przymierzalni gdzie też wręczyła June ubranie.
- Ten rozmiar powinien być dobry.
Rei stał z założonymi rękami przyglądając się wszystkiemu z boku. Już obmyślał plan jak i tym razem wywinąć się przed zapłaceniem za towar.
Powrót do góry Go down
http://dragon2326.deviantart.com/
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Wto Paź 08, 2013 5:27 pm

_____Szybko wszamała wielką górę lodów omal nie umierając. Tak jej posmakował ich słodki, chłodzący ciało smak, że pożałowała, że nie wzięła ich więcej. Przynajmniej na przyszłość będzie pamiętać, że trzeba wziąć ich więcej wraz z dodatkami. Tak, podwójna porcja!
Gdy skończyła jeść po raz pierwszy w jej krótkim życiu poczuła chłód. Zrodzona z ognia demonica jeszcze nigdy nie została potraktowana zimnem. To było dziwne, trochę nieprzyjemne uczucie. Wprawiało w ruch kończyny i powodowało, że skóra "najeżała się". Zaczęła pocierać swoje odkryte ramiona dłońmi poruszając delikatnie ustami. Przypomniała sobie szybko, że gdy przytulała się do Reito to on obdarowywał ją dodatkowym ciepłem więc przysunęła się do niego po czym przytuliła. Trochę nieśmiało. Przymknęła na chwilę oczy.
___ - O tak dobrze... - mruknęła pochłaniając jego ciepełko. Niemal natychmiast zrobiło się jej przyjemniej. Czyżby na tym też polegał "związek" między dwoma istotami? Wzajemne wspieranie się, nawet w tak błahych sprawach jak ogrzewanie tej drugiej osoby.
Chwilę później ruszyli w stronę tego sklepu, w który przed chwilą wlepiała swój wzrok. Ucieszyła się jak małe dziecko gdy tylko weszli do pomieszczenia pełnego przeróżnych ubrań. Wtedy sobie przypomniała, że pomiędzy piersiami ma jeszcze dwie kapsułki pach-bach z odzieżą, którą nabyła dość niedawno. Większość to był ten sam strój, który nawet ma na sobie, żadnego szału.
Upewniła się jeszcze, czy aby kapsułki jej nie wypadły w czasie walki tak po prostu grzebiąc sobie w cyckach. Okazało się, że jedna gdzieś zniknęła. Ale na szczęście druga ocalała. Także po walce będzie miała co ubrać.

(Kliknij na miniaturkę by powiększyć)
Spojrzała na Reito i uśmiechnęła się. Ekspedientka zaprowadziła ich w stronę przymierzalni. Reito został poza nią, a June weszła do środka. Trzymała w dłoniach sukienkę, rozwinęła ją po czym zaczęła oglądać z każdej strony zastanawiając się jak to nałożyć. Z jednej strony miała gładki materiał, a z drugiej przeplatany gumowymi nićmi. Strzeliła, że gładki ma być na plecach więc chciała się rozebrać by ją przymierzyć. Wtedy zorientowała się, że...
Czerwona na twarzy wychyliła się z przebieralni wołając ekspedientkę. Szepnęła jej coś na ucho po czym schowała się. Dziewczyna pobiegła do działu z bielizną po czym wróciła dając June... majtki. Ostatnio gdy była w sklepie nie nakładała bielizny bo uznała, że jest niewygodna. A teraz gdy przeszła przemianę dostała trochę rozumku i zrozumiała, że jednak jest ona niezbędna, szczególnie przy sukienkach. Bez tego chodziłaby jak pingwin ze zwartymi nogami. Ekhm. Tak czy siak.
Przebrała się. Przyglądała się chwilę w lustrze wiszącym w przebieralni. Zachwytu nie było końca. Kwiatowy wzorek bardzo przypadł do gustu demonicy. Nie wiedziała dlaczego, ale bardzo była zżyta z różami. Były piękne, a w dodatku miała wrażenie, że kiedyś jakaś była dla niej ważna. Nie da się tego opisać.
Odsłoniła zasłonkę przebieralni i stanęła uśmiechnięta przed saiyanem. Zrobiła kilka kroków w przód po czym zakręciła się wokół własnej osi zarzucając nie tylko długimi rudymi włosami, ale też sukienką. Obsługująca ją dziewczyna dostrzegła, że June ma gołe stopy, a w dodatku trochę brudne od chadzania beztrosko po ziemi. Znów gdzieś zniknęła lecz wróciła za chwilę z parą butów oraz szmatką. Zaciągnęła rudowłosą z powrotem do przebieralni. Wydobywały się stamtąd przedziwne odgłosy...
___  - Nieee! Buty nieee! Nie są wygodne. - protestowała dziewczyna.
___ - Ale spróbuje Pani! Nawet nie poczuje Pani, że je nosi. - namawiała sprzedawczyni. Koniec końców demonica zrezygnowana zgodziła się na nałożenie sandałów. Po prostu przy pierwszej lepszej okazji je zdejmie i gdzieś zostawi. Niezdarnie wyszła znowu z przebieralni. Nie była przyzwyczajona do obuwia, zawsze chodziła boso, dlatego teraz majtała się na boki jak pomyleniec. Robiąc kroki w stronę Reito potknęła się o własne nogi lądując na ziemi... pechowo... sukienka podwinęła się jej do góry odkrywając nałożone przed chwilą różowe majtki. Przez moment June zamurowało, robiąc się czerwona na twarzy nie potrafiła drgnąć. Na całe szczęście ekspedientka ją zasłoniła. Coś powiedziała o rachunku i zniknęła gdzieś między działami.
June natomiast siedziała na ziemi dalej z buraczaną twarzą. Ale wstyd.
Powrót do góry Go down
Reito



Liczba postów : 533
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
26122/30150  (26122/30150)
Ki:
0/37350  (0/37350)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Wto Paź 15, 2013 9:31 pm

___Czekał nieco zniecierpliwiony aż June wyjdzie z przebieralni. Coś długo jej się schodziło a ekspedientka biegała tam i z powrotem niosąc w rękach jakieś szmatki. Nie przyjrzał się dokładnie ale wyglądało to na bieliznę. Ją też zachciało się jej zmienić? Widocznie kobiety tak już mają we krwi, że jak wejdą do sklepu to na jednym łachu nie poprzestaną. Pozostało mu tylko czekać dalej. Rozglądał się z braku innych zajęć. W między czasie wypatrywał czegoś co mogło by się nadać na odwrócenie uwagi sprzedawczyni, dzięki czemu znów uniknęli by płacenia. Jak na razie nic ciekawego nie zauważył. Nie miał w zwyczaju bić kobiet toteż taka opcja nie wchodziła w grę. Może obrzucić ją stertą ubrań i uciec? Kamera z pewnością by to wychwyciła i jeszcze musieli by bliżej zapoznać się z ochroniarzem. Chyba że wyglądałoby to jak przypadek, co też w sumie nie wchodziło w grę, bo uciec wtedy tak po prostu i jej nie pomóc za dobrze nie wyglądało. Wtem zauważył coś innego co mogłoby być idealnym rozwiązaniem. W tym samym momencie rudowłosa wyszła z przebieralni mając na sobie piękną sukienkę. Różowy wzorek i jej żółtawy odcień pasował zarówno do koloru włosów i oczu demonicy. Wyglądała w tym cudnie. Saiyan nie mógł oderwać wzroku od niej przez dłuższą chwilę. Obróciła się z gracją niczym modelka. Po czym, nim zdążył zauważyć, ekspedientka znów zabrała ją gdzieś ze sobą. Szatyn podszedł nieco bliżej słysząc dziwne i nieco niepokojące dźwięki dochodzące z przebieralni. Dało się z tego wywnioskować, iż sprzedawczyni stara się jej wcisnąć na nogi buty. Na co zdaje się ostatecznie się zgodziła. Wychodząc szła nieco niezdarnie po czym potknęła się  o własne nogi i upadła na ziemię. Wzrok saiyana automatycznie skierował się na odsłonięty tyłek. Ten widok go nieco sparaliżował przez co nawet nie przyszło mu do głowy, że może wypadało by jej pomóc. Otrzeźwiał dopiero gdy sklepikarka zasłoniła demonicę. Po czym gdy ta odeszła gdzieś w głąb sklepu, Rei pomógł wstać swojej wybrance, nieco zawstydzonej co było widać na jej twarzy równie czerwonej co włosy. No może prawie. W tym samym momencie ekspedientka wspomniała o zapłacie. To był odpowiedni czas by się ulotnić. Idąc w stronę wyjścia i przechodząc obok ściany, Reito niepostrzeżenie przywalił w przycisk przeciwpożarowy, który automatycznie uruchomił alarm i spryskiwacze. Zmieszali się z tłumem uciekających w popłochu ludzi i szybko się ulotnili.

Trzymając dziewczynę na rękę, Rei zabrał ją ze sobą z dala od tego miejsca. Dokładnie gdzie sam jeszcze nie wiedział. Po prostu przed siebie. Biegł i uśmiechał się do niej mijając zdziwionych ludzi. Normalni mieszkańcy tej planety nie potrafili biegać tak szybko a co dla tych „kosmitów” było całkiem normalne i wcale ich nie męczyło. W pewnym momencie zatrzymał się i nie pytając o zdanie, usadził dziewczynę na swoich plecach i dalej biegł z nią po ciasnych uliczkach. Było to fajne uczucie. Prawie jak bieganie między drzewami i ten lekki dreszcz emocji, że można się rozbić o jakieś. Nie wiadomo kiedy znaleźli się w parku. Choć może to właśnie te wyobrażenie sprawiło, iż chłopak zaczął się kierować w jego stronę. Gdy się w nim znaleźli nieco zwolnił aż w końcu zaczął iść. Już nie spieszył się nigdzie. Podziwiał po prostu piękno przyrody. Było tam nieco ładniej niż w zwykłym lesie. Rośliny zadbane, przystrzyżone. Zbiorniki wodne czyste i przyozdobione fontannami. Chciało się tam zostać na dłużej.
- Na Vegecie mieliśmy podobny park. Ale nieco mniej drzew. I ptaków też nie było. Właściwie bardziej przypominał tutejsze ulice…
Zaczął śmiać się sam z siebie.
- Najchętniej bym tu został. Niczym nie muszę się martwić. Żyję tak jak mi się podoba. Z kimś… kto mi się podoba.
Uśmiechnął się do niej zadzierając do góry głowę by przy okazji spojrzeć w jej oczy.
- Wcześniej nie miałem okazji Ci tego powiedzieć ale ślicznie wyglądasz w tej sukience. Pasuje Ci.
Zdjął ją ze swoich pleców podchodząc do jednej z ławek stojących nad jeziorem. Usiedli. Objął ją i mocno przytulił do siebie. Spoglądając na nią, przysunął nieco swą twarz do jej twarzy i pocałował ją delikatnie. Po czym nieco namiętniej ale nadal subtelnie. W tym momencie przestał myśleć o treningach, niebezpieczeństwie i Vegecie. Doskonalenie się odeszło na dalszy plan. Z pewnością wiele osób go przez to przegoni siłą ale przestał się tym przejmować. To nie było najważniejsze. Po prostu chciał się cieszyć tą chwilą.
Powrót do góry Go down
http://dragon2326.deviantart.com/
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Czw Paź 17, 2013 8:23 pm

_____ Na całe szczęście pojawiła się ekspedientka, pewnie gdyby nie ona to demonica nie ruszyłaby się nawet o krok i trwałaby w takiej pozycji dopóty by Reito nie odwrócił wzroku - a nie zapowiadało się by to miał zrobić. Wlepiał w nią swój wzrok jak zahipnotyzowany. Czy faceci tak już mają?
Podniósł ją. Cicho mu podziękowała po czym uciekła wzrokiem gdzieś na bok walcząc o to by rumieniec jej zszedł. Nie wiedziała o chodzi z zapłatą za te ciuszki, ekspedientka mówiła dziwne rzeczy, których demonica niestety nie rozumiała. Reito zaczął się dziwnie zachowywać, wcisnął niewielki przycisk przy ścianie po czym rozległa się głośna syrena, a z sufitu zaczęła lać się woda, która parowała gdy tylko opadła na skórę June. Nim się obejrzała była już na świeżym powietrzu. Wysuszyła po drodze swoją sukienkę za pomocą energii. Przebiegli kawałek, a potem Szatyn wziął ją na plecy, nie wiedziała gdzie bo to on prowadził. Zdała się na niego, wymijała ludzi wraz z nim ciesząc się jak głupia do sera. Może i przypłaci tą chwilę bez ciężkiego treningu okresowym spadkiem energii, ale jakoś nie przejmowała się tym za bardzo. Każdy zasługuje na chwilę urlopu, nie można się hartować całe życie. Kto tego nie robi traci bardzo wiele. W każdym bądź razie nadrobi to wszystko w swoim czasie. Wyciągnie Reito gdzieś poza miasto i tam potrenują w spokoju, bez nacisku.
Znaleźli się w bardziej wygodnym miejscu. Ludzie muszą lubić przyrodę skoro zostawiają kawałki roślinności w środku miast. Park wyglądał na duży, ale to nic w porównaniu z takim lasem czy też jeziorem. W koło rosło dużo przeróżnych kwiatów oraz drzew, ludzie biegali, kopali piłki i rzucali do siebie dyskami śmiejąc się. June siedząc na ławce przyglądała się temu z nieukrytą fascynacją. Machała nogami wpatrując się jak małe ludziki biegają za sobą wołając "berek" gdy się dotkną. Chwilę później przytulił ją Ogoniasty na co zareagowała delikatnym rumieńcem. Nie była jeszcze przyzwyczajona do tych czułości, a szczególnie do pocałunków. Mimo wszystko odwzajemniała to wszystko z radością. Zawiesiła ręce na jego szyi wtulając się w niego mocniej. Gdy ich usta się rozłączyły to dziewczyna ułożyła głowę na jego klatce piersiowej wsłuchując się w bicie jego serca. Przymknęła oczy pytając:
___ - Opowiedz mi o Vegecie. Jak tam było? Tak bardzo źle? - Pytała bo się zastanawiała czy może być miejsce bardziej wymagające od Szkoły Hikaru. Szczerze w to wątpiła.
Wplotła swoje szczupłe palce między jego palce biorąc głęboki wdech. Wypuściła powietrze z delikatnym pomrukiem. Uśmiechnęła się. O tak, cholera z treningiem. Chce tak zostać.
Powrót do góry Go down
June

avatar

Liczba postów : 1569
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Hmm.

SCOUTER
HP:
75750/75750  (75750/75750)
Ki:
54600/68250  (54600/68250)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Wto Paź 22, 2013 9:04 pm

_____Usłyszała radosne okrzyki małych dzieci, mówiły o czymś głośno, w jednej chwili ich głosy nasiliły się, a wtedy June podniosła rękę do góry. Sekundę później coś złapała. To był czerwony okrągły dysk do rzucania jakim bawiły się dzieciaki. Jedno z nich podeszło do rudowłosej chcąc odzyskać swoją własność. Wyglądał na nieśmiałenieśmiałego, nawet się nie odezwał, podchodził powoli patrząc się na dziewczynę dziwnym wzrokiem. Demonica uśmiechnęła się serdecznie do szkraba  wyciągając w jego stronę dłoń z dyskiem.
___ - Uważaj następnym razem bo możesz kogoś niechcący skrzywdzić. - powiedziała wciąż się uśmiechając. Ten chwycił za zabawkę i z iskrami zachwytu w oczach pochwalił umiejętności June.
___ - Jest Pani super! - Chciał by nauczyła go tak sprawnie łapać dyski bo wszyscy koledzy śmiali się z tego, że jest najmniejszy w grupie i nie umie grać. Spojrzała przelotnie na Reito, a potem znowu na pięciolatka. Był przekonujący, a konkretniej jego charakter. Jego oczy mówiły więcej niż usta. Zgodziła się bez dłuższego namysłu, szybko uległa.
Przeszli kilka metrów dalej, na skrawek trawy gdzie było wystarczająco dużo miejsca na rzucanie dyskiem. Rudowłosa nakazała Usuiowi - bo tak się jej przedstawił - by rzucił do niej zabawkę bo chciała określić jak wiele już umie. Tak jak mówił, jego umiejętności nie były zbyt dobre, bo dysk poleciał na bok zamiast w stronę złotookiej. Mignęła szybko by złapać frisbee po czym pojawiła na swoim miejscu. To jeszcze bardziej zachwyciło chłopczyka. June zdziwiła się, że on czegoś takiego nie potrafi. Ludzie byli wyjątkowo słabi i mało pojęci, pewnie nie potrafili nawet latać. No nic, powinna sobie poradzić bez tego.
___ - Młody, przypatrz się. - Powiedziała przyglądając się chwilę starszym osobom grającym w to samo. Szybko jej mózg zakodował jak należy się poruszać by rzut był idealny po czym kopiując je gest w gest rzuciła delikatnie dysk. Młody skakał jak zając próbując go złapać, a June się śmiała. Powtarzali te czynność, aż do skutku. W końcu Usui zaczął załapywać, radził sobie coraz lepiej.

___ - Dam ci coś specjalnego. - powiedziała nagle. Chciała trochę oszukać przekazując część swojej mocy chłopakowi. Zaczęła iść w jego stronę... coś dziwnego zaczęło dziać się z June. Wzrok zamazał się, a w głowie huczało jakby bębnami. Zachwiała się, otworzyła szeroko oczy oraz rozchyliła usta w szoku. Kilka razy zadudniło jej w głowie. Poczuła się jakby świat na chwilę stanął w miejscu, jakiś głos zaczął się naśmiewać z demonicy, z jej głupoty i nieogarnięcia.
Upadła na kolana.
___  - Proszę Pani! Oy! Dobrze się Pani czuje? - za chwilę obok niej pojawił się młody chcąc ją dotknąć w bark.
___  - Nie... nie zbliżaj się! - odtrąciła nagle jego rękę czołgając się rakiem pod drzewo. Odesłała go, kazała mu uciekać tłumacząc, że za chwilę może stać się coś złego. Złotooka chwyciła się za szyję obiema rękoma wijąc się tak jakby ktoś ją dusił. Głos stawał się coraz głośniejszy, coraz bardziej irytujący. Zapanowywał nad dziewczyną, co mógł wyczuć Reito. Jej aura zaczęła się zmieniać... barwa była taka jak u Red'a! Czyżby Tsuful wszedł w ciało June gdy ta nie patrzała?

"Ciekawe ciało i ciekawe umiejętności."
To już było wyraźne i głośne. Otworzyła oczy jeszcze szerzej, wyciągnęła jedną rękę w stronę Reito. Nie wiedziała co robić!
W jednej chwili doznała oświecenia. Głos w jej głowie śmiał się jak oszalały tak jakby znalazł bryłę złota. Zaczynało jej w głowie świtać, ten drań próbuje rozgrzebać przyszłość June. Pewnie już to zrobił i ma wgląd na wszystko co robiła do tej pory, na wszystko co zapomniała! Postanowiła jak najszybciej pozbyć się pasożyta. Będzie musiała oddalić się od Reito nim zrobi mu krzywdę...!
Podniosła się na chwiejnych nogach, po czym w ułamku sekundy pojawiła obok saiyana uderzając go pięścią w brzuch. Po tej akcji zastygła w miejscu. Dostrzegła, że coś wypadło szatynowi z kieszeni. To była kapsułka. Bez zastanowienia wzięła ją mając nadzieję, że to jakiś statek kosmiczny, który pozwoli jej opuścić tą planetę.

"Polecisz tam gdzie ja zechcę!"
Szarpnęła się.
Odzyskując na chwilę swoją świadomość spojrzała na Reito przepraszającym wzrokiem pełnym bólu. Jej złote oczy zaleciały łzami po czym... dziewczyna zniknęła. Musi się oddalić!

Z tematu - gdzieś
Powrót do góry Go down
Reito



Liczba postów : 533
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
26122/30150  (26122/30150)
Ki:
0/37350  (0/37350)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Czw Paź 31, 2013 7:40 pm

___Było mu dobrze. Przebywanie z nią sprawiało mu mnóstwo przyjemności. Gdyby ją teraz stracił, chyba nie potrafił by żyć od nowa tak jak kiedyś. Położyła głowę na jego klatce piersiowej. Pocałował ją w nią czule. Zapytany o Vegetę trwał przez chwilę zamyślony.
- Vegeta… Była z pewnością niezbyt przyjaznym miejscem. Surowy klimat, dyscyplina. Tak naprawdę każdy z góry miał narzucone jak żyć. Ale nie każdy był zły. Większość wstępowała do akademii bo tam było lepsze życie. Dostawało się jeść, własną kwaterę. W dodatku można było zwiedzać inne planety. Normalny saiyan nie miał takich wygód. Większość cierpiała z głodu albo zarabiała na szemranych interesach. Prostytucja, handel niewolnikami, nielegalne turnieje walk. Planeta do cna zepsuta. Każdy żołnierz był jedynie pionkiem na szachownicy Króla. Z kolei on wykazywał małe zainteresowanie kimkolwiek. Śmierć jednego czy stu osób nie miało żadnego znaczenia. Liczyła się tylko i wyłącznie jego własna wygoda.
Rozgadał się. Przebywanie z Kuro źle na niego wpłynęło gdyż sam również zaczął miewać słowotok. Spojrzał w dal zamyślony i po krótkiej chwili dodał:
- Chciałbym ją zmienić. Stworzyć od zera. Być może taki ustrój wpływa decydująco o jej sile ale też może ją zniszczyć. Komu się uda, ten stamtąd ucieka. Do lepszego życia… W końcu ktoś może się zbuntować pociągając za sobą innych. Wojna domowa jest nieunikniona. Jeśli nie ma się wroga w pobliżu to wrogiem może stać się sąsiad. Prędzej czy później. Chociaż Król nie jest głupi. Zapewne ma tego świadomość i być może zacznie podbijać inne planety byle zająć hołotę czymś. Odwrócić ich uwagę od tego co dzieje się na własnej planecie.
Nawet nie zastanowił się, że June po prostu może nie zrozumieć tego co mówił. Zagalopował się tak jakby jego rozmówcą był Kuro. Zdecydowanie rok przebywania tylko z jedną osobą wpływa na psychikę bardzo negatywnie. Jednak po chwili uświadomił to sobie.
- Wybacz… poniosło mnie – powiedział z lekkim chichotem w głosie. Podrapał się po głowie. Wyszedł na dziwaka.

Po chwili June oddaliła się z jakimś dzieciakiem. Obserwował ją z daleka. Nawet patrząc na to wmówił sobie, że poszła sobie bo ją po prostu zanudzał. Uśmiechał się głupio, z lekkim załamaniem widocznym na twarzy. Pomachał jej sztywno po czym westchnął i spuścił głowę wpatrując się w chodnik. Zauważył tam mrówki wchodzące w szczeliny między kawałkami kostki brukowej. Wyglądało to jakby uciekały w popłochu przed czymś. Może wyczuwały nadchodzącą burzę… Wtem jego zmysły przykuła nagła zmiana aury June. Coś się z nią zaczęło dziać. Coś jakby chciało przejąć jej ciało. Shadow…? Przecież podobno wyginęły. Nie mógł w to uwierzyć. Szybko podbiegł do niej chcąc sprawdzić co jej jest. Ku swemu zdziwieniu dostał nieoczekiwanie pięścią w brzuch. Zgiął się w pół próbując złapać oddech. Jednocześnie próbował wstać i spojrzeć na June raz jeszcze nim odejdzie. Zabrała mu statek. To znaczy, że chce uciec jak najdalej stąd. Był tak zaślepiony, że nawet początkowo nie zdał sobie sprawy, iż jej Ki do złudzenia przypomina Ki Reda w West City. Jej błagalny wzrok rzucony na pożegnanie dał mu nadzieję, że ona nadal jest w stanie pozbyć się z ciała pasożyta i zachować swoją świadomość. Złudna. Zniknęła mu z oczu nim zdążył się pozbierać. Jej energia nagle zniknęła…

Zaczęły drżeć mu ręce a następnie całe ciało. Łzy napływały do oczu. Kompletnie nie wiedział co robić. Był na skraju załamania przez co stracił trzeźwe myślenie. Normalnie już dawno poleciałby za nią. Szukać jej gdziekolwiek. Ale on stał jak pień. W pewnym momencie wybuchnął co też skupiło uwagę przechodniów. I to dosłownie był wybuch. Stając się super saiyanem wszczął nie małe zamieszanie. Po chwili zaczął się rozglądać. Szukał jakiejś Ki. Czegokolwiek co go może do niej zaprowadzić.



OOC: Start trena.
Powrót do góry Go down
http://dragon2326.deviantart.com/
Red

avatar

Liczba postów : 811
Data rejestracji : 21/07/2012


SCOUTER
HP:
180000/180000  (180000/180000)
Ki:
234000/234000  (234000/234000)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Czw Paź 31, 2013 8:35 pm

Ah, jak przyjemnie opalać buźkę w promieniach słońca, które dawniej nie przynosiło mu takiej radości jak przed wydarzeniem związanym z Nether. Nie ekscytował się tym tak bardzo jak wrażeniami zmysłowymi, gdy znalazł się z dala od więzienia. Zrobił sobie taką kontrolę zmysłów, czy nie postradał ich podczas mrocznej podróży w okolicach Wioski Drakonian. Stan obecny wyglądał następująco: April wciąż przebywała w Szkole Światła, gdyż były tam także dwa inne, dobrze znane jednostki; Kaede nadal nie pokazuje żadnych odznak życia, a szansę na odnalezienie Alice są tak znikome jak Gwiazdka w lecie; Dragota i Novą zostawił za sobą w czarnych odmętach Netheru… hm… kogoś pominął? Reito… jest w jakiejś osadzie ludzkiej, ale ani śladu najbardziej spokrewnionej Ki na Ziemi. Gdzie zatem podziała się June? Ostatnio była właśnie z tym Szatynem, a obecnie ni chu chu. Chyba nie mogła zostać zabita, była na to zbyt silna. Mogła to być sprawka trzech osób: Hikaru mógł jej zrobić krzywdę i zamknąć w takim czymś, gdzie zamknął zło Reda; Braska wcielił do swojej armii i nakazał się jej skrywanie; Tsuful… a ta ostatnia opcja wydawała się dziwnie prawdopodobna. Oczywiście nie wiedział o tym, ale miał te trzy warianty na poczekaniu w głowie. Pobawi się w detektywa i dowie się, co zaszło.
W tym celu przepytałby Reito jako osobę, która niedawno towarzyszyła Złotookiej w przygodzie. Obawiał się jednak, iż nie będzie chciał mieć nic wspólnego z Redem (najdelikatniej ujmując), dlatego też musi użyć podstępu, aby zaistniała współpraca między nimi. Nie będzie mógł nie zgodzić się na układ postawiony jednoznacznie przez młodzieńca. Znajdował się w mieście ludzi, co trochę pogarszało jego nastawienie co do spotkania. Musiał kompletnie wyciszyć energię, i zamiast latać – poruszać się pieszo. Wtedy nie wydzieli ani odrobiny demonicznej energii. Tak więc zrobił sobie przy okazji trening, bo truchtał do celu aż trzydzieści kilometrów od North City. Zjawił się więc z dużym poślizgiem w mieście i poruszał się w nim naprawdę niepewnie. Ciągle miał wspomnienia z tego co zrobił, a to przeszkadzało mu w utrzymanie pozornie obojętnego wizerunku. Jednakże trudno było wmieszać się w tłum ludzi, gdy wygląda się tak… orientalnie. Oglądali się za wojownikiem, na co starał się nie reagować. W głowie powtarzał sobie formułkę dotyczącą teraźniejszego celu, a był nim Reito. Szedł, szedł… i nawet nie musiał specjalnie wysilać swojego umysłu, by dostrzec zamieszanie na chodniku. Najwyraźniej trafił na moment furii Saiyanina, bo aura rozświetliła jego włosy, całą posturę, ale włosy były takie, jakby fajczyły się od ognia czystego Ki. No, to teraz musiał być stanowczy i szybki, nim Reito zdoła się połapać, iż ktoś taki jak Red znajduje się w jego pobliżu.
Nim ich spojrzenia się skrzyżowały, przesłał wiązkę demonicznych promieni wprost na ciało znajomego June i zamienił go w piernikowego ludzika. Takiego jak we Shreku, tylko ze złocistą fryzurką i zielonkawymi, lukrowymi oczkami. Pochwycił go delikatnie w dwa palce i umieścił w swojej dłoni. Na jego twarzy nie malowała się radość, chociaż tak wskazałby podekscytowany wzrok Reda. Oddalił się do najbliższego zaułku z obiektem poszukiwań, gdzie mógł w końcu nie ograniczać swojej Ki. Nie lubił „kompresować” swoich mocy w nadmiarze.
>Zanim cokolwiek powiesz, o ile ciastka potrafią mówić, wiedz, że Cię nie zjem… przynajmniej na razie. Polecimy razem na wycieczkę, cieszysz się?
Mogło to wydawać się dziwne, że trzymając w otwartej dłoni ciastkowego ludka rozmawiał z nim jak z pomniejszonym wojownikiem. Owszem, tak go traktował, po prostu chciał mieć pewność, że nie wymknie się demonowi spod kontroli, ponieważ obmyślił plan. Chciał dostać się tak daleko, daleko w kosmos, aby zobaczyć co wyrabia June, której Ki było stąd małe, ale na tyle wyraźne, że dało się wyczuć. Dlaczego demony ostatnimi czasy źle czują się na Ziemi, iż chcą uciekać? Jakiś biometr niekorzystny, czy co?
Ludzie oszołomieni widzieli to wszystko, poszli za demonem i spoglądali na niego dzierżącego w dłoni piernikowego kompana, który jeszcze przed chwilą wydawał się być gotów do rozsadzenia tego zakątka spokojnego miasta. Prychnął coś pod nosem i zmarszczył czoło surowiej patrząc na Reito-ludka. Ściągnął na siebie więcej uwagi niż powinien. Teraz czuje wzrok tych wszystkich niewinnych istot na sobie, a to przywołuje złe wspomnienia.
>Z drugiej strony powinieneś wyszumieć się i odstawić na bok emocje, żeby być mi bardziej przydatnym… Wiem, zapraszam do środka. Tylko nie zniszcz mi wnętrzności – potraktuj to jako swoisty trening.
Otworzył szeroko młodzieńczą buźkę i połknął jednym haustem, w całości, Super Saiyanina. Mhm… smakowity, oj był smakowity. Nie sądził, że Reito będzie takim smacznym kąskiem, pewnie dlatego, iż dodał mu bardzo silny zastrzyk energii. I tak zużył dość Ki, by mieć pewność, że tak szybko nie wykaraska się z jego żołądka, więc coś za coś. Skoro tak bardzo przejmował się losem June, tym bardziej nie powinien stawiać oporów, gdy Red będzie chciał zmierzyć się z niewiadomą, by odkryć tajemnicę zniknięcia Rudowłosej.
Ostatni raz spojrzał na tłum ludzi, uniósł rękę ku górze, na co niektórzy strachliwsi cofnęli się tyłem, i… pomachał im ręką na pożegnanie. Owszem, nie miał zamiaru szargać jeszcze bardziej swojego mienia. Musiał tak postąpić, nie uzyskałby pomocy, gdyby o nią poprosił. Zaraz, zaraz, on nie umie prosić, dziękować i przepraszać, przynajmniej nie wprost. Tak czy siak, najwyższa pora działać, przez duże D! Ściszył energię do 1000 jednostek i odleciał w kierunku odludnego miejsca, gdzie przemyśli nad dalszym postępowaniem.

Z tematu - > Pustynia

[Ooc:
Chocolate Beam + Absorbcja Reito (dostałam zgodę) = 1/3 KI straty = -7475 Ki]
Powrót do góry Go down
Atarashii Ame

avatar

Liczba postów : 188
Data rejestracji : 07/12/2013

Skąd : wiesz, że Cię lubię?

SCOUTER
HP:
2300/4500  (2300/4500)
Ki:
900/4500  (900/4500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Nie Sty 05, 2014 11:00 am

Kapsuła wędrowała przez wiele miesięcy. Docelowo była wymierzona w kierunku planety Makaio. Nameczanie nie wiedzieli, że tory Ziemi i planety demonów przecinają się. Przez przypadek jej statek wszedł w orbitę błękitnej planety, a następnie ściągnięty przez grawitację wylądował niedaleko gór przy North City. W tych okolicach bardzo często występował deszcz meteorytów, więc ludzie nie byli zdziwieni obiektem spadającym z drzewa. Na niebie przez chwilę pozostawała niewielka smuga i widoczny był dym od strony gór.
Jej statek miał twarde lądowanie. Lekkie jednostki kosmiczne nameczan były podatne na zniszczenia. Niewielki krater w skałach, a dookoła szczątki maszyny. Nogi urwane, rozdarty na pół kadłub i leżąca w w środku demonica. Zemdlała od uderzenia, a jej ciało pokrywały liczne rany. Miała powbijane kawałki stali i odłamki kamieni. Leżała tak kilka dni nim przypadkowy myśliwy natrafił na znalezisko. Był zafascynowany ufoludkiem, ponieważ pierwszy raz coś takiego widział. Zabrał ją do siebie, rozebrał, umył, obłożył rany środkami leczniczymi, zabandażował je, a potem wykorzystał. Nie raz. Szczęście w nieszczęściu. Trafiła na gościa, który ją ocalił. Myśliwy uznał, że odpowiednią zapłatą za ratunek będzie to co jej robił. Czterdziestolatek samotnie mieszkający niedaleko miasta, bez rodziny i żyjący z polowań. Rany Atarashii zaczęły się w końcu goić, ale dziewczyna nadal pozostawała w śpiączce.
Myśliwy w pewnym stopniu był zadowolony z tego faktu, ale jego uczta nie trwała bez końca. Pewnego słonecznego dnia patrol policji natrafił na resztki statku i zostało wezwane wojsko. Przez parę dni badali obiekt i jego szczątki, a później ślady wokół niego. Śledztwo wykazało, że na statku znajdował się osobnik nieznanego pochodzenia i ogłoszono alarm. Dzięki psom gończym i tropicielom dotarli do domku myśliwego i na jego nieszczęście wyłamali drzwi i wpadli do jego domku w momencie wykonywania pewnej czynności za którą później został skazany na kilka lat więzienia, ale dzięki prawnikowi wyszedł na wolność. W końcu prawo nie zakazywało seksualnego wykorzystania kosmity. Facet zmienił nazwisko i się wyprowadził do innego miasta.
Atarashii Ame znajdowała się w bazie wojskowej, gdzie podejmowano próby wybudzenia jej. Nic nie przynosiło skutku. Na wszelki wypadek żołnierze zakuli ją w solidne kajdany. Leżała w śpiączce przez kolejne tygodnie. Dowódca zdecydował, że szkoda funduszy i czasu. Została zamknięta w bardzo szczelnej skrzyni, którą wykonano z najtwardszego znanego ludziom metalu. Jedyne szczeliny doprowadzały automat tlenowy do komory. Teraz znajdowała się na najniższym piętrze fortecy. Trzydzieści trzy piętra pod ziemią, ale już drugiego dnia jej serce zaczęło bić mocniej.
Tudum. Tudum. Tudum. Nagle otworzyła swoje wielkie niebieskie oczy. Ujrzała jedynie ciemność i lekkie czerwone światło sączące się z otworów z rurkami. Nie była w stanie się ruszać. Jej kończyny były skrępowane, ale miała na to sposób.
- Kiaiho.
Pamiętała lekcje, które udzielił jej mistrz. Była słaba, ale miała wystarczająco energii żeby użyć tej prostej sztuczki. Uderzenie odbiło się od pokrywy i strąciło maskę tlenową z ust. Było bardzo słabe i nie pomogło na zaciskające się pęta na jej nadgarstkach i kostkach. Była wściekła, ponieważ wylądowała w miejscu, gdzie ktoś traktuje ją w ten sposób.
- Nameczanie! Policzę się z tym, który mnie wsadził do statku. A Tych co mnie zamknęli tu zamorduję.
Jej odczucia co do nameczan były teraz mieszane. Miała ochotę zamordować Gasta, Rasta, Pedaraste. Zapomniała jak się nazywał, ale to on ją skazał na inną planetę. Pragnęła jego śmierci i tym co głosowali za wysłaniem jej w kosmos. Reszta była w porządku, ale zawsze była negatywnie nastawiona do innych ras. Changelingi na planecie namek to wróg numer jeden, a teraz dołączyli do nich ludzie. Jak tylko się wydostanie stąd to rozprawi się z tym gatunkiem.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t751-kp-atarashii-ame
Atarashii Ame

avatar

Liczba postów : 188
Data rejestracji : 07/12/2013

Skąd : wiesz, że Cię lubię?

SCOUTER
HP:
2300/4500  (2300/4500)
Ki:
900/4500  (900/4500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Sro Sty 08, 2014 1:30 pm

Nikt nie zauważył, że demon się przebudził. Musiała wyjść z metalowego sarkofagu, ale jej siły były małe.
Medytacja. - Powiedział ktoś i był bardzo blisko. Rozejrzała się, ale tu było zbyt ciasno.
Oczyść umysł. - Poradził tajemniczy głos. Dobiegał z wewnątrz.
- Ej! Wyjdź ze mnie!
Głos zamilkł. Nie dawał o sobie znać, ale jego rady były słuszne. Jeżeli nie zwiększy swojej mocy to nie wydostanie się stąd. Zacisnęła zęby, ponieważ było jej głupio. Musi słuchać głosu w swojej głowie, żeby coś zdziałać. To jest poniżej jej godności i czuła się urażona. Z tego powodu nie mogła się tak łatwo skoncentrować, ponieważ miała urażoną dumę. Prychnęła i zamknęła oczy. Bardzo powoli zaczęła liczyć od 100 do jednego tak jak ją uczył mistrz. Nameczanie byli oznaką spokoju i potrafili medytować wraz z narodzinami. Demonica przeznaczyła aż 95% czasu z trenerem na medytacje, ponieważ sam powiedział:
- Łatwiej się wtedy uczyć. Dzięki temu lepiej walczysz. Nauczę Cię technik i walki dopiero jak nauczysz się medytować.
Przypomniała sobie to co mówił i jego głos. Taki sam jak ten w jej głowie. Jej mistrz do niej przemawiał.
- Jeżeli mnie słyszysz to wiedz, że jestem zła, że mnie nie nauczyłeś niczego poza medytacją.
Będziesz mi kiedyś wdzięczna.
- Zwariowałam? Niech Ci będzie. Daj mi teraz spokój.
Nie odezwał się więcej. Czekała kilka minut i była pewna, że się zamknął. Zaczęła medytację.

Start Treningu
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t751-kp-atarashii-ame
Drag
Goat
avatar

Liczba postów : 466
Data rejestracji : 05/06/2013

Skąd : Warszawa

SCOUTER
HP:
179550/189000  (179550/189000)
Ki:
109280/149100  (109280/149100)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Pią Sty 10, 2014 5:17 pm

Chodząc przez las, depcząc po mokrej trawie i błocie, rozmyślałem czy to ma w ogóle sens. Przecież tacy silni wojownicy dadzą radę złotemu Buu, więc po co się staram? czemu nie żyję w tym momencie ze swoją rodziną we wiosce? a no tak, mojej rodziny nie ma. Czułem taką pogardę dla innych osób że chciałem dokonać masowego mordu. No bo przecież tylko to demony potrafią, prawda? To moja działka. Byłbym na pewno szczęśliwszy niż gdybym zachowywał się jak baranek i ratował ludzi. Apropo ludzi, to wyszedłem z lasu, i ich zobaczyłem. Słońce już prawie zachodziło, dekorując okrągłe domy pomarańczowym światłem. Było ich sporo, to w końcu miasto. Ludzie zbierają się i gdy jest ich dużo chcą dominować resztę. Ale tak długo jak nie połączą się w jedną siłę, nie będą nic znaczyć w reszcie kosmosu. Przekroczyłem granicę czując się jak wilk wśród owieczek, a jednak nie mogę owieczkom  nic zrobić mimo że czynią gorsze rzeczy od wilka. Szedłem dalej przed siebie bez sensu, ignorując ich reakcję.
-Tato, co to za dziwoląg?
-phi, ten jak się wystroił. co za debil...
-Ten to dopiero z imprezy wrócił!
-ło rany, ale straszak!
-OMG, zobacz jaki stwór...

-Ludzie są tak głupimi istotami, a jednak zdominowały ziemię. I co ja mam teraz ze sobą zrobić? gdzie wrócić? co.........
mówienie do siebie przerwał mi nagły szarpiący ból głowy. Identyczny jak gdy byłem z Novą. To messenger, i tym razem muszę uciekać czym prędzej do wioski. tutaj zranię za dużo osób walką.Odwróciłem się, wziąłem rozbieg i z hukiem wyleciałem ponad chmury. Ból głowy minimalnie się zmniejszył, ale przybierał na sile jakby to coś się zbliżało.Zielony pancerz który teraz miałem zdecydowanie mi się podobał, nawet bardziej niż czerwony. Ale moda nie była wtedy moim problemem, ponownie obrałem kierunek wioski i rozpocząłem lot. Cholera, oby wszystko tam było w porządku. Jeśli znowu  kogoś porwali albo wioska została zaatakowana, to moja reakcja nie byłaby pozytywna. A jednak mieliło mi odpowiednik serca ta wątpliwośc, czy wszystko jest w porządku.
OOC:
Z/t do wioska Drakonian
Powrót do góry Go down
Atarashii Ame

avatar

Liczba postów : 188
Data rejestracji : 07/12/2013

Skąd : wiesz, że Cię lubię?

SCOUTER
HP:
2300/4500  (2300/4500)
Ki:
900/4500  (900/4500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Pią Sty 10, 2014 5:35 pm

W trakcie medytacji miała oczyszczony umysł. Pustka, cisza. Nicość. Tylko dzięki temu mogła gromadzić ki. Więcej i więcej. Miała bardzo dużo czasu. Nikt nie przychodził i jej nie przeszkadzał. Stawała się coraz mocniejsza. Po całym dniu miała wystarczająco energii do próby wyzwolenia się za pomocą eksplozji. Musi tylko rozsadzić wiązania na ciele. Jak to zrobi to pozostanie pokrywa. Wyjście z tego nie mogło być takim problemem, ale nieudane lądowanie statku mogło w tym przeszkodzić.
Po kolejnych paru godzinach wzmocniła ciało dzięki danej medytacji, a potem pobudziła je. Już nie tylko poziom energii był wyższy, ale również siła całego ciała demonicy. Mogła przerwać medytację i przystąpić do działania. Podchodziła do tego z dużym zapałem i wyczuwała zapach wolności. Powietrze na tej planecie było trochę inne niż na Namek.
Przeniosła energię do palców wskazujących rąk i wystrzeliła z nich małe ki blasty prosto w kajdany. Nie chciała zrobić za dużo hałasu. Lepiej oswobodzić ręce i nogi, którymi mogła przynajmniej walczyć. Przez kilkanaście minut strzelała mikro kiblastami, aż metal pękł i wydostała ręce. Następnie odblokowała blokadę na szyi używając wyłącznie siły rąk i na nogach. Tam był tylko skórzane zaczepy. Wiadomym było, że ręce trzeba zablokować czymś mocniejszym, ale poradziła sobie. Naparła rękami na wieko i próbowała otworzyć używając wszystkich sił, ale było zablokowane. Musiała przeznaczyć kolejne godziny na medytację, żeby nabrać więcej sił.
- Medytacja potrafi pobudzić ukryte pokłady mocy. Medytacja w nieskończoność nie zrobi Ciebie nieskończenie potężną. Każdy z nas ma swoje granice. Trzeba również trenować.
Powtarzał jej to często, ale dopiero po trzeciej godzinie nieskutecznej medytacji zauważyła, że już nie będzie silniejsza. Osiągnęła maksimum pomedytacyjne. Zaczęła ponownie napierać na wieko skrzyni i udało jej się oswobodzić. Pokrywa uderzyła o ścianę robiąc bardzo dużo hałasu. Musiała się przygotować na to, że ktoś zaraz wbiegnie. Wyskoczyła na śliską podłogę. Ledwo stała. Dawno nie była na nogach i było to dziwne uczucie. Kolejne sekundy chodziła od ściany do ściany i machała rękami. Przyzwyczajała się do swojego ciała jak małe dziecko.

Koniec Treningu
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t751-kp-atarashii-ame
Atarashii Ame

avatar

Liczba postów : 188
Data rejestracji : 07/12/2013

Skąd : wiesz, że Cię lubię?

SCOUTER
HP:
2300/4500  (2300/4500)
Ki:
900/4500  (900/4500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Czw Sty 16, 2014 12:31 am

Start Treningu Bukujutsu i Honoo
Parę kroków wystarczyło do przyzwyczajenia się. Poruszała przy tym rękami i tułowiem. Miała już sprawne ciało. Po wylądowaniu była cała połamana, ale wyleczyli ją. Teraz czas się wydostać i poszukać jakiegoś ubrania. Podeszła do drzwi i zaczęła uderzać w nie pięściami. Po pierwszych nie było żadnych śladów, ale kolejne przyniosły wyraźne ślady uderzeń. Nagle rozległ się alarm, a do pomieszczenia wlatywał gaz, który nie robił na niej wrażenia. Zamiast tego wchłonęła cały i z tych substancji odtworzyła swoje ubranie. Nie miało żadnych właściwości, ale przynajmniej zakrywało jej ciało. Żadna istota nie będzie obserwować jej w takim stanie. Coś mówiło jej, że nie powinna być nago. Słuchała tego instynktu. Poprawiła trochę włosy i kopnęła z całej siły w drzwi. Te poleciały do przodu i staranowały kilku wojskowych. Wyjrzała przez drzwi i nie został nawet jeden. Przyjrzała się im uważnie. Nie widziała jeszcze czegoś takiego. Wyglądali inaczej niż nameczanie. Ich skóra była jasna, żółta i mieli na głowie włosy jak ona. Była bardziej podobna do nich niż do zielonych braci. Przypomniała sobie. Komputer na statku pokazywał obiekt Ziemia i podał informacje. Ludzie. Bardzo zmienny charakter. Nameczanie na ich temat nie posiadali wielu informacji.
W prosty sposób załatwiła strażników, ale korytarz był długi. Przeleciała dość szybko cały. Wszystkie drzwi, które minęła były podobne do siebie, a malutki luft ukazywał takie same sarkofagi. Czyli nie była jedyna. Nie miała zamiaru sprawdzać i wyważać wszystkich drzwi. Pobiegła na sam koniec. Tam miała windę i schody. Wybrała schody, bo winę mogą zablokować. Szła wolno nasłuchując. Nie wiedziała co potrafi rasa ludzi, ale strażników łatwo załatwiła. Przeszła tak dziesięć pięter. Czuła, że coś jest nie tak. Nie wiedziała dlaczego. Nie znała pojęcia więzienie, ale czuła że trzeba uciekać.
Jej natura mówiła, że to jest złe i te istoty są złe. Trzeba zabijać bez wyjątku. Tak zrobiła z tymi na dole. Oderwała im głowy, a teraz nikt się nie pojawił. Dopiero na 15 piętrze stanął przed nią duży gość i podniosła ręce do góry zakrywając twarz. Instynkt powiedział, że musi spalić wszystko wokół siebie. Uczyła się wyzwalać ki. Nauczyciel mówił, że jest demonem i jej ki jest inna niż nameczan. Czuła w sobie żar i ogień, ponieważ one kojarzyły się ze złością i jej mocą.
- Jak mam to spalić? Ogień to Honoo.
Znała po części język demonów i słowo klucz sprawiło, że pod jej stopami pojawił się ogień i na ścianach też był, ale nie trafiła tego wielkiego faceta. Skoncentrowała się mocniej na samym słowie i ki. Medytacja. Odezwał się jej mistrz, ale nie miała na to czasu.
- Nie mam na to czasu.
- Nie masz dziecino. Pomszczę towarzyszy.
Wysoki i rosły facet zaczął iść w jej kierunku, a ona musiała szybko kombinować. Opuściła ręce, wypuściła powoli powietrze i na wydechu skoncentrowała całą ki. Całą uwagę przeniosła na wypowiadane słowo. Wyrzuciła z głowy wszystko. Aż ją zamroczyło i nic nie widziała.
- Honoo.
Ogień rozrastał się. Cała podłoga płonęła, ściany. Jej ciało było spowite ogniem. Nabrała powietrza, a ogień odleciał od niej i spowił mężczyznę. Ten zaczął płonąć i padł na ziemię. Cała jego skóra była poparzona. Zmarł od tych ran, a ona mogła iść dalej.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t751-kp-atarashii-ame
Atarashii Ame

avatar

Liczba postów : 188
Data rejestracji : 07/12/2013

Skąd : wiesz, że Cię lubię?

SCOUTER
HP:
2300/4500  (2300/4500)
Ki:
900/4500  (900/4500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Czw Sty 30, 2014 12:03 pm

Kolejne piętra były puste. Wszyscy opuścili to miejsce, a syreny wyły coraz głośniej. Zostało jej już 5 pięter do powierzchni. Czuła, że jest pod ziemią i pędziła ile sił do góry. Instynkt jej kazał. No i stało się! Do syren doszedł kobiecy głos.
5!
4!
3!
2!
1!
Ze...
Ostatniej cyfry nie dosłyszała, ponieważ zagłuszyła ją potężna eksplozja. Zaczęło się od samego dołu i dźwięk, a raczej hałas zbliżał się do niej. Wysadzanie rozpoczęło się od dołu i szło w górę. Do jej nozdrzy zaczął wchodzić ostry zapach dymu i ognia. Po raz kolejny w jej ciało powbijały się tysiące odłamków, a całe ciało znalazło się w językach czerwonych płomieni. Temperatura wyniosła ponad tysiąc stopni. Znajdowała się teraz w centrum eksplozji. Kolejne piętra eksplodowały, a później zaczęła spadać w dół. Leciała i leciała. 5 metrów... 10 metrów... 15... 30... 45... 60 metrów i jej pogruchotane, rozszarpane ciało uderzyło o popiół paląc się i topiąc. Miała zachowaną jaźń. Zamrugała kilkukrotnie oczami, wytężyła wzrok i dostrzegła wielką dziurę jaka pozostała po wieży. Armia dokonała samodestrukcji i pozostał olbrzymi dół. Nie było już schodów i nie ma jak się wydostać.
- To nie istotne jest. Po odrzuceniu wiary i eliminacji tworów rozumu zniknie euforia. Jeśli aktywnie kontrolujesz przestrzeń to akcelerujesz ki.
Cząstka jej mistrza znajdująca się gdzieś w jej ciele podpowiadała jej co chwila. Tym razem poetycko i tajemniczo kazał jej się wznieść. Nauka latania. Przypomniała sobie lekcje z namek. Musiała tylko wstać i pozbierać ciało do kupy. To też potrafi. Użyła całej siły woli do podniesienia ciała. Wiedziała, że ma ciężkie obrażenia, ale wyleczą się same z czasem. Jest przecież demonem. Bytem doskonałym i stworzonym do zemsty. Uniosła głowę w górę, ugięła lekko nogi i wystrzeliła do góry. Cięła powietrze niczym wspomniany ptak. Czuła się wolna i swobodna. 
Nad wielką dziurą w ziemi było niewyobrażalnie zimno. Mocny podmuch wiatru uderzył w nią. W ciągu sekundy była cała pokryta śniegiem. Widziała setki ludzi krzątających się wokół szczeliny w ziemi. Wylądowała pomiędzy nimi i rozpostarła ręce.
- Honoo.
Po raz kolejny naładowała ciało energią i wyrzuciła z siebie płomienie. Ogień zaczął trawić cały obszar wokół dołu. Wszyscy tu obecni ludzie w grubych kurtkach i mundurach zaczęli płonąć i krzyczeć. Strzelali we wszystkie strony zabijając przy okazji swoich towarzyszy. Kule przelatywały przez ciało Ame jak przez błoto. Niektóre w niej utkwiły, ale nie na długo. Wypluwała te które nie przeszły jej ciała. Po paru minutach nie ostał się żywy człowiek na miejscu. Jej ogień stawał się coraz potężniejszy, a zdolność latania przebudziła się. 

Koniec treningu Bukujutsu i Honoo
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t751-kp-atarashii-ame
Atarashii Ame

avatar

Liczba postów : 188
Data rejestracji : 07/12/2013

Skąd : wiesz, że Cię lubię?

SCOUTER
HP:
2300/4500  (2300/4500)
Ki:
900/4500  (900/4500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Czw Sty 30, 2014 12:35 pm

Nie zostanie długo w takiej mroźnej krainie. To była jej pierwsza styczność z takim chłodem i śniegiem. Zamarznięta woda nie występowała na namek, ale ta planeta była inna. Jej silny węch mówił, że na południe jest znacznie cieplej. Wypluła wszystkie szczątki zniszczonej bazy, które znajdowały się w jej ciele. Ubrała mundur jednego z żołnierzy i zaczęła iść w kierunku ciepła. Co chwila wywąchiwała z powietrza zapachy zwierząt lub ludzi. Trafiających na to drugie bez chwili wahania wbijała płasko dłoń w korpus. Dzięki ostrym pazurkom bez problemu przebijała się na wylot. Zostawiała, żeby długo konali. Musiała nosić kurtkę, żeby było jej komfortowo. Spotkani ludzie również je nosili. Wniosek jest taki, że dla nich te warunki tak samo nie są najlepsze.
- Po co Ci idioci żyją w takiej krainie? 
Była bezwzględna, ponieważ domyślała się, że nikt nie przeżyje długo na takim mroźnie. Sama czuła jak płyn wypełniający jej żyły krąży coraz wolniej w dłoniach i stopach. Zatrzymywała się w każdym napotkanym domku. Zabijała wszystkich jego domowników, ogrzewała się przy kominku lub metalowym-grzejącym-urządzeniu, a potem niszczyła budynek za pomocą swojego Honoo doskonaląc je bardziej. Chciała perfekcji.
Wiele kilometrów wędrówki zwiększało temperaturę. Jej nos nie kłamał. Mniej śniegu i zielone drzewa. Coraz więcej zwierząt i ludzi, coraz więcej ofiar z jej strony. Następnie zwęszyła dziwny zapach. Nad North City widziała kogoś innego niż ludzie. On też leciał na południe, ale jej nie zauważył. Nie widział eksplozji. Tam był ciemny las, a między drzewami mgiełka. Poszła tam.

z/t do mrocznej puszczy
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t751-kp-atarashii-ame
Vulfila
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 498
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

SCOUTER
HP:
2167/10620  (2167/10620)
Ki:
10692/17415  (10692/17415)
HP Pancerza:
1100/1100  (1100/1100)

PisanieTemat: Re: North City   Czw Mar 27, 2014 2:22 pm

Hazard złapał Vulfię za rękę, potem przyłożył palce do czoła i kiedy dziewczyna po mrugnięciu otworzyła oczy, ukazał jej się miejski zgiełk. Do uszy dobiegły znajome wielkomiejskie hałasy. Wokoło pełno ludzi, świateł, samochodów. Halfka była co najmniej zszokowana. Nim sie otrząsnęła, Hazard złapał ją w pasie, przycisnął do siebie mocniej. Wznieśli się w powietrze, a nashi nie mogła się otrząsnąć. Jak? Dlaczego?

"Więc to musi być jednak sen." - myslała - "Ale skoro to sen, to znaczy, że mogę zrobić wszystko i nic mi za to nie grozi."

- Uszczypnij mnie. - poprosiła, kiedy wylądowali na szczycie wieżowca. - To jest niemożliwe. - ciągnęła, spoglądając w dół na mrowię ludzi maleńkich jak główki od szpilki.

Ziemia! To powietrze! Te dźwięki. Vulfila wróciła do domu.

Vulfila rozejrzała się wokoło. Znała to miasto. Tylko skąd? Po chwili zastanowienia przypomniała sobie, że kiedyś była już w tym mieście z Aleksandrem na wakacjach. To była wspaniała zabawa. Jak dziś pamiętała, jak Rogozin uczył ją pływać, jak rozwalała wszystkim dzieciom zamki z piasku i jak z przyjaciółmi grała w siatkówkę. Te przemiłe wieczory na plaży na hamaku. Ten szum fal, słońce grzejące i muzyka. Coś wspaniałego.

Vulfila popatrzyła na Hazarda. Co prawda najbardziej chciałaby w tym momencie odwiedzić Aleksandra. Tak szybko, jak to tylko możliwe, ale z drugiej strony nie śpieszyło jej się aż tak bardzo, a kilka dni nie zbawi Rogozina, a zarówno jej jak i Hazardowi przydałoby sie odcięcie od wszystkiego. Nie mogło być lepszej okazji.

- Chodź, mam pomysł. - powiedziała, po czym złapała Hazarda za rękę i skoczyła z wieżowca. Poleciała na promenadę.

Muzyka:
 

Była to w zasadzie długa ulica prowadząca na plażę, wzdłuż której ciągnęły się sklepy z wszystkim, co potrzebne plażowiczom. Vulfili zaświeciły się oczy. Chciała wziąć wszystko. Ale nie miała w co i nie miała pieniędzy. Ale po co jej właściwie pieniądze? Nie zważając na to, że ludzie dziwnie na nią patrzyli z powodu roztańczonego ogona jak u małpy i wyciętego stroju z dziwnym pancerzem, biegała rozochocona od stoiska do stoiska. Wszystko, co brała, przekazywała od razu Hazardowi, żeby niósł.

- O popatrz!!!- krzyczała podekscytowana - Jakie kapelusze! - założyła na głowę słomiany kapelusz i nie odwracając się nawet na chwilę, żeby usłyszeć niezadowolone komentarze sprzedających i ich domaganie sie pieniędzy, szła dalej. Okulary przeciwsłoneczne, kwieciste girlandy, muszelkowy naszyjnik, materac dmuchany, kilka ręczników plażowy, krem do opalania, parasol, leżaki, torba plażowa, koło ratunkowe w kształcie żółtej kaczki, klapki. To wszystko lądowało to na ciele dziewczyny to w rękach tragarza- Hazarda.

Na sam koniec Vulfila przystanęła przed sklepem z kostiumami kąpielowymi. Aż stęknęła zachwycona. Wparadowała do środka i aż utonęła między wieszakami.

- Jedno czy dwuczęściowy? - zapytała pro forma Hazarda, choć tak naprawdę sama wiedziała,co wybierze - Jasne, że dwu!

Buszując w ubraniach, z majtkami od kostiumu kąpielowego na głowie, Vulfila poczuła na swoim ramieniu czyjeś klepnięcie. Odwróciła się zniecierpliwiona i zobaczyła modnie ubranego, nieco damsko wyglądającego sprzedawcę.

- Musi pani zapłacić za zakupy. Widziałem, co robiła pani na promenadzie. - oświadczył, zakładając ręce przed sobą. Vulfila prychnęła i zaśmiała się tylko do siebie, po czym zaczęła rozważać kilka strojów dla Hazarda.

- Wolisz granatowe do kolan czy w hawajskie kwiaty, ale nieco krótsze?- spytała, a sprzedawca zrobił się cały czerwony.

- Mówię coś do ciebie. - burknął zdenerwowany.

- Zmuś mnie. - syknęła Vulfila, patrząc mu jadowicie w oczy i zawiązując ogon w pasie, żeby przypadkiem nie wpadł na pomysł, żeby ją pociągnąć.

Sprzedawca chwycił Vulfilę za rękę, a ta wymierzyła mu cios tak silny, że poleciał na drugi koniec sklepu, ale upadek zamortyzowały wieszaki z kostiumami dużych rozmiarów.

- Zawołam policję!- wygrażał się.

- Zrób to, myślisz, że coś mi zrobią? - odpowiedziała pewna siebie, po czym wróciła do przeszukiwania ubrań z nawet większą ekscytacją niż wcześniej.

W końcu wyciągnęła kilka kostiumów i ruszyła do przmierzalni.

- Chodź, Haziu, mam dla ciebie też coś do przymierzenia. - powiedziała, wręczając mu różne kostiumy, po czym schowała się za kotarą. Trochę jej tam zeszło, ale w końcu odsunęła zasłonę i z pozą supermocelki z lekko przechylonymi na bok biodrami i jedną nogą wysuniętą do przodu spytała. - Co myśli o tym? - zapytała. Stwierdziła, że da Hazardowi wybrać.

kostium-prezentacja:
 

OCC: Niestety nie mój rysunek, ale laska nawet przypomina Vulfi Very Happy

______________________

Jak cycki będą tego warte to i koń i krowa i nawet żyrafę się znajdzie
Reito


Vulfi przyszła Imperatorowa

Rogata Vulfila:
Powrót do góry Go down
Online
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Czw Mar 27, 2014 4:11 pm

Przenieśli się na sam środek bardzo ruchliwej ulicy. Dziesiątki Ziemian przechadzało się w to słoneczne południe po mieście. Dorośli idący lub wracający z pracy, wagarujący uczniowie. Hazard czym prędzej chwycił Vulfile w pasie i skoczył z nią wysoko do góry, na dach kilkunasto-piętrowego biurowca. Spojrzał w dół. Niektórzy rozglądali się zakłopotani naokoło, zapewne zastanawiając się gdzie jest ta dwójka dziwacznie ubranych istot, która pojawiła się tak nagle. Po chwili chyba uznali, iż było to tylko jakieś przywidzenie. Haz odetchnął z ulgą. Nie pomyślał nawet, że mogą teleportować się pomiędzy taki tłum. Dopiero teraz przymknął powiekę i wziął głęboki oddech. Ziemskie powietrze było cudowne, zupełnie inne niż to na Vegecie. Był przyjemny, ciepły dzień, słońce górowało wysoko na niebie. Wiatr leciutki wietrzyk, przynoszący ukojenie. Wprost wymarzona pogoda. Złotowłosy otworzył oko i spojrzał w bok. Vulfila była chyba w stanie lekkiej szoku, czemu nie mógł się dziwić. W końcu po raz pierwszy odbyła tego typu podróż.

- A jednak - odrzekł - Przydatna umiejętność, nie uważasz?

Miał ochotę parsknąć śmiechem. ale powstrzymał się od tego. On sam nie zareagował lepiej, gdy po raz pierwszy teleportował się z mieszkańcem Yardrad. Odetchnął głęboko, napawając się tym wspaniałym widokiem. Zastanawiał się co teraz, czy prosto stąd zacząć poszukiwania znanych mu osób, czy rozpocząć trening z Vulfi. A może pozwolić sobie na chwilę relaksu i zwyczajnie pospacerować po mieście? Nim zdążył podjąć jakąś decyzję, jego towarzyszka sama wzięła sprawy w swoje ręce. Chwyciła go za rękę i pociągnęła ze sobą. Haz wzruszył ramionami i ruszył za nią. Wylądowali na jakiejś nowej ulicy, nie tak zaludnionej jak poprzednia. Prowadziła do plaży, z daleka majaczył ocean. Po obu stronach alejki znajdowały się sklepy, przeznaczone dla plażowiczów. Zastanawiając się po co tu przyszli, Hazard szedł obok dziewczyny, rozglądając się na boki. Jego uwagę przykuł ogromny zegar. Ze wskazówek zorientował się, iż jest południe. Opuszczając Vegetę, zapadał już zmrok. Nie powinno go to dziwić, w końcu te dwie planety dzieliła ogromna odległość i niekoniecznie na obu musi być odkładnie ta sama pora dnia. Odwrócił się do Vulfili by jej o tym powiedzieć, tyle że ona gdzieś zniknęła. Przestraszony rozejrzał się na wszystkie strony i po chwili zlokalizował ją w jakimś sklepie. Kręcąc głową udał się tam. Dziewczyna akurat wychodziła, niosąc ze sobą jakieś toboły. Chciał spytać po co jej to, ale ona wcisnęła mu to do rąk i rozochocona poszła dalej. Zdziwiony podążył jej śladami.

Zupełnie nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Saiyank'a wchodziła niemal do każdego sklepu, wynosząc z nich najróżniejsze rzeczy. Najgorsze było jednak to, iż za nie nie płaciła. Sprzedawcy wybiegali za nimi i domagali się zapłaty. Vulfila zwyczajnie ich ignorowała, idąc dalej przed siebie. Haz'owi było bardzo głupio i próbował się jakoś wytłumaczyć.

- Eee bo wiem Pan, ona nie jest stąd, nie wie jakie zasady tu panują - mówił do jakiegoś staruszka, po tym jak jego towarzyszka wyniosła z jego lokalu komplet ręczników.

- Czy ona wychowała się w lesie, że nie wie że za towary się PŁACI!? - ryknął rozzłoszczony sprzedawca.

- Eee no ten... o a co to takiego? - pokazał na coś palcem za plecami mężczyzny i gdy ten obejrzał się, żeby zobaczyć co to, czym prędzej czmychnął w tłum.

Po kilku takich ekscesach po prostu dał sobie spokój, idąc śladem Vulfi i po prostu ignorując sklepikarzy, chociaż obiecywał sobie w duchu, że przy pierwszej okazji zdobędzie skądś pieniądze i ureguluje wszystkie należności. Z wielkim, dmuchanym materacem po pachą, kołem ratunkowym w kształcie kaczki założonym na szyję i masą innych tobołów w rękach, szedł dalej za Vulfilą, która najwyraźniej zrobiła sobie z niego tragarza. Nie wiedział czy śmiać się czy płakać. Dziewczyna biegała rozradowana po ulicy, wzbudzając zainteresowanie przechodniów. O ile można zrozumieć jej dziwaczny, jak na tutejsze standardy strój, o tyle podrygujący ogon był już czymś niespotykanym. Ludzie oglądali się za nią i pokazywali go sobie palcami. Hazard próbował powiedzieć jej, by coś z tym zrobiła, lecz ilekroć próbował, Saiyanka zauważała kolejny sklep, który po prostu musiała odwiedzić. Na samym końcu alejki znajdowały się butiki ze strojami kąpielowymi. Oczywiście i tam musieli się udać. Fakt, pomyślał złotowłosy, lustrując "zakupy", już tylko nie mieli się w co ubrać na plażę, we wszystko pozostałe się zaopatrzyli. Vulfi oczywiście rzuciła się do wieszaków. Haz rozejrzał się po sklepie, po czym złożył wszystko na krzesła przy wejściu. Vulfila była w swoim żywiole. Przeczesywała kolejne regały, zawieszając sobie na rękach kolejne zestawy. Wybierała też coś dla niego. Nagle tuż przy nich pojawił się sprzedawca. Najwyraźniej już zorientował się, że nie zamierzają zapłacić, tylko po prostu wyniosą stąd co będą chcieli.

- Jestem pewien, że jakoś się dogadamy - rzekł cicho, próbując załagodzić sytuację, lecz facet zignorował go, skupiając się na dziewczynie.

W końcu otrzymał cios, po którym przeleciał przez całą długość sklepu.
Reakcja Haz'a:
 

Hazard zebrał szczękę z podłogi i ruszył za Saiyan'ką do przymierzalni. Wzięła jeden ze sobą i zamknęła się w niej, pozostawiając resztę w jego rekach. Haz niecierpliwił się, spoglądając za okno, bo może gość faktycznie zadzwoni na policję. Tego by jeszcze brakowało, żeby wplątali się w prawdziwe tarapaty. Zasłona rozsunęła się ukazując Vulfilę, ciekawą jego zdania na temat tego jak wygląda. Hazard rzucił jej krótkie spojrzenie i mruknął:

- Świetnie, ale wiesz co, może się trochę pośpie...

Zaniemówił, gdy zdał sobie sprawę z tego co zobaczył. Spojrzał na nią jeszcze raz i poczuł że się czerwieni. Widok był absolutnie... nie z tej ziemi. Dziewczyna prezentowała się niezwykle kusząco. Wpatrywał się w nią z szeroko otwarty okiem. Nie mógł uwierzyć, że dane jest mu to widzieć. I cieszył się, że ma pretekst aby obejrzeć sobie wszystkie krągłości Vufli w całej okazałości, za co pewnie normalnie dostałby po twarzy.

- Hmm no wiesz - odpowiedział w końcu, nie spuszczając z niej wzroku - Wyglądasz naprawdę nieźle, ale... - zaczął przeszukiwać stroje które mu przedtem wręczyła, w poszukiwaniu czegoś "ciekawego", przy okazji ocierając ukradkiem krew z nosa - ale myślę, że to w tym wyglądałabyś jeszcze lepiej, podkreśli Twoje niewątpliwe atuty
propozycja Haz'a:
 
Gardził samym sobą za to co robi, ale po prostu nie mógł się powstrzymać, by nie obejrzeć Vulfili w jeszcze paru innych kreacjach. Zapomniał już zupełnie o kłopotliwym sprzedawcy. Rozmarzony wpatrywał się w towarzyszkę, gotów spędzić tu nawet cały dzień, na oglądaniu jej w najróżniejszych  wariacjach strojów kąpielowych.
Powrót do góry Go down
Vulfila
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 498
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

SCOUTER
HP:
2167/10620  (2167/10620)
Ki:
10692/17415  (10692/17415)
HP Pancerza:
1100/1100  (1100/1100)

PisanieTemat: Re: North City   Czw Mar 27, 2014 5:28 pm

- Podoba ci się? Naprawdę? - Vulfili zaświeciły się oczy. Jak każda kobieta uważała, że ma pewne mankamenty w wyglądzie, których chciałaby się pozbyć lub które chciałaby zmienić, więc każdy komplement ze strony mężczyzn bardzo ja cieszył. - Pokaż co tam znalazłeś. - powiedziała, wyjmując z rąk blondyna inny strój. Założyła go, po czym zaprezentowała się i stwierdziła - Naprawdę prześliczny! Masz gust! - powiedziała, po czym znowu zasłoniła się, żeby się przebrać. Po chwili wyłoniła się w kolejnej prezentacji. - Co myślisz? Może zebra? Tylko nie wiem, czy ładnie leży z tyłu. - obróciła się i oczekiwała komentarza.

zebra:
 

- Dobra, nie mamy na to całego dnia. - oświadczyła, znowu znikając za kotarą. - Idź się przebrać, zakładam coś innego i wychodzimy.

Po dłuższej chwili Vulfila założyła jeszcze inny strój, a na nos okulary. Rozpuściła gęste, czarne włosy.

Ostateczny strój:
 

***

Vulfila i Hazard udali sie prosto na plażę. Na niej tłoczyło się wielu plażowiczów, panował gwar, a wokoło sami przystojny chłopcy i nieziemskie dziewczyny. Nashi szukała dogodnego skrawka miejsca, gdzie mogliby się rozłożyć, a za nią szedł blondyn, taszcząc cały dobytek. Po drodze minęli grupę umięśnionych typów, popijających piwko przy ladzie polowego baru. Przechodząc obok, halfka rzuciła jednemu krótkie spojrzenie i przelotny uśmiech, ale nie zatrzymała się bynajmniej. Natomiast chcąc nie chcąc rozmowa typów z piwami doszła do uszu Hazarda, który szedł na tyle z tyłu za Vulfi, że można było nie zauważyć, że idą razem.

- Ale laska. - powiedział jeden, robiąc przy syp syczący dźwięk.
- Uśmiechnęła się do ciebie, Johnny. - powiedział drugi, szturchając go ramieniem.
- Ale co ... co to? Ogon?
- Tia, laska z ogonem. Tego jeszcze nie było.
- Dla mnie spoko. Coś nowego i egzotycznego. Będzie moja. - stwierdził jeden w modnych, ciemnych okularach. - Ale później do niej zagadam. Niech nie myśli, że robi aż takie wrażenie.

______________________

Jak cycki będą tego warte to i koń i krowa i nawet żyrafę się znajdzie
Reito


Vulfi przyszła Imperatorowa

Rogata Vulfila:
Powrót do góry Go down
Online
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Czw Mar 27, 2014 6:43 pm

Zabawa trwała w najlepsze. Vulfila była najwidoczniej zadowolona z jego komplementów, chociaż zwyczajnie powiedział co myśli. Ponadto spodobał się jej strój który on sam wybrał. Dziewczyna zniknęła za zasłoną, a on nie mógł się doczekać chwili, w której ponownie mu się pokaże, być może wyglądając jeszcze bardziej seksownie. Następna prezentacja okazała się równie "apetyczna". Dla Vulfi to było jednak za mało i zniknęła tak szybko jak się pojawiła, zakładając na siebie kolejny strój. Po chwili kotara ponownie się rozsunęła, a on mógł nacieszy oczy tym wspaniałym widokiem.

- Doskonale - westchnął z niezbyt trzeźwym wyrazem twarzy, nie mając pojęcia co znaczy ta "zebra".

Zawiesił nieco dłużej wzrok na jej pupie, wyrażając oczywiście swoją aprobatę. Niestety, pokaz dobiegł końca. Saiyan'ka pogoniła go do swojej przymierzalni by i on się przebrał. Wziął ze sobą parę ciuchów, które mu wybrała. Długo się nie zastanawiając, ubrał na siebie czerwoną, hawajską koszulę, beżowe spodenki i klapki, a na rękę założył srebrny zegarek. Swój stary strój złożył ładnie w kostkę, lecz nie miał pojęcia co zrobić z mieczem. Ostatecznie umieścił go w jednej z kapsułek, które zabrał z domu Wuja. Wyszedł z przymierzalni i oczekiwał pojawienia się Vulfili. Wyszła niedługo potem, przyprawiając go o palpitacje serca. Wyglądała tak kusząco, że chłopakowi zaczęły kłębić się w głowie nieprzyzwoite myśli. Rad był, że jego towarzyszka nie potrafiła czytać w myślach. Wziąwszy wszystkie toboły, które wynieśli z poprzednich sklepów, udali się na plażę.

Pogoda sprzyjała plażowaniu, trudno się więc dziwić, iż na piasku rozłożyła się już cała masa ludzi. Trudno było znaleźć jakieś wolne miejsce. Przy wejściu na plażę, Haz otrzymał hawajską girlandę, którą zawiesiła mu na szyi przemiła, młoda Ziemianka. Z rozpiętą koszulą, szedł za Vulfi. Właśnie mijali grupkę młodych mężczyzn. Do złotowłosego dotarło o czym rozmawiają. Bagaże uderzyły głucho o piasek. Hazard rozwierał i zaciskał pięści. Tamci się nie zatrzymali, najwyraźniej nawet nie zauważyli jego reakcji.

- Tylko spokojnie. Zachowaj spokój - mówił sobie w myślach, chociaż inny głos podpowiadał mu "Rozgnieć go jak robala"

Musi nad sobą panować. Miał ochotę odwrócić się i walnąć tego pajaca z całej siły w ryj, lecz wątpił czy facet by to przeżył. Wkurzył go konkretnie, ale to nie powód by mordować, bo inaczej by się to nie mogło skończyć. Rozejrzał się naokoło. Parę metrów dalej zauważył przechadzającego się bokiem kraba, z ogromnymi szczypcami odbijającymi światło słoneczne. Wpadł na pomysł. Za pomocą telekinezy uniósł skorupiaka i skierował go w stronę grupki mięśniaków. Następnie odchylił portki temu, który wypowiadał się na temat Vulfili i wrzucił mu zwierzę do środka. Rozległ się wysoki wrzask. Gość zaczął macać się po kroczu, podskakując dziko, aż w końcu uciekł w stronę wyjścia, gdzie pognali też jego kumple. Hazard odczuł coś w rodzaju satysfakcji, lecz humor mu się od tego nie poprawił. Wziął toboły i przyśpieszył kroku. Naburmuszony, minął Vulfi, mamrocząc pod nosem

- "Uśmiechnęła się do Ciebie" też mi coś.

Powrót do góry Go down
Vulfila
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 498
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

SCOUTER
HP:
2167/10620  (2167/10620)
Ki:
10692/17415  (10692/17415)
HP Pancerza:
1100/1100  (1100/1100)

PisanieTemat: Re: North City   Czw Mar 27, 2014 7:37 pm

Vulfila w ogóle nie zwróciła uwagi na to, co mamrotał pod nosem Hazard. Zastanawiała się, czy rozłożyć leżaki czy ręcznik, ale ostatecznie zdecydowała, że chce poczuć piasek. W związku z tym zabrała się za ukopywanie "zagłówków". Na koniec rozpostarła ręcznik i rzuciła się na niego zadowolona.

- Oh, hell yeah!- zakrzyknęła z angielska, przypominając sobie modne powiedzonko, którym posługiwała się na Ziemi. Szybko jednak poczuła na skórze piekące słońce, więc wyciągnęła olejek do opalania i zaczęła się nacierać. Popatrzyła na Hazarda i stwierdziła, że chyba nie jest on w najlepszym nastroju. Trudno mu się dziwić po stracie wujka. Kiedy się położył, oczom dziewczyny ukazały się szramy na klatce piersiowej, które widziała u niego dawno temu jeszcze krwawiące. Gdy leżał, pochyliła się nad nim i przetarła ręką po bliznach na klatce piersiowej i muskularnym brzuchu. - Nie martw się. - powiedziała. - Dzisiaj zrobimy sobie wakacje, bawmy się, zapomnijmy o zmartwieniach. - powiedziała, uśmiechając się do niego. Jej wzrok padł na szramę na oku. Może nie powinna pytać, ale ciekawość trochę ją do tego pchnęła. - Jak to się stało?- zapytała, poważniejąc.

Kiedy Hazard skończył tłumaczyć, Vulfila chciała nieco rozładować atmosferę. Wręczyła mu olejek do opalania.

- Posmaruj mi plecy. - stwierdziła, po czym ułożyła się na ręczniku i czekała. - Haziu, - odezwała się, czując jego masujące dłonie na swoich plecach. Prawie jak masaż. - Czy ty już kiedys...?- spytała, prawie zasypiając na słońcu. - No wiesz... Czy ty już kiedyś to robiłeś? - ziewnęła, a potem dokończyła - No wiesz, byłeś już kiedyś na plaży na Ziemi?

______________________

Jak cycki będą tego warte to i koń i krowa i nawet żyrafę się znajdzie
Reito


Vulfi przyszła Imperatorowa

Rogata Vulfila:
Powrót do góry Go down
Online
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Czw Mar 27, 2014 8:48 pm

W końcu znaleźli wolne miejsce. Rozłożyli koce i położyli się na nich. Hazard nadal był nieco obrażony, więc wziął jeden z kilku słomkowych kapeluszy, które Vulfila wyniosła ze sklepów i nasunął go sobie na oczy, odgradzając się od gwaru panującego na plaży. Plus był jeszcze jeden, nie raziło go słońce. Wygrzewał się tak, nie bardzo zwracając uwagę na to co się dzieje wokół, chociaż oczywiście Ki Feeling czuwał mimowolnie. Trudno mu było uwierzyć w to wszystko. Ledwie kilka godzin temu wrócił na Vegetę, uratował ukochanej życie, spotkał się z zawodem miłosnym, pożegnał Wujka, a teraz leży plackiem wdychając przyjemne, morskie powietrze i co najważniejsze towarzyszy mu Vulfi. Taki scenariusz wydawał mu się wprost niemożliwy, a jednak los tak chciał. Nie narzekał, chociaż chciałby jak najszybciej rozpocząć poszukiwania osób, z którymi chciał się spotkać na tej planecie. Towarzyszka stwierdziła, że dziś zrobią sobie wolne. Może faktycznie ma rację. Przez ostatnie 2 lata nie miał na to czasu. Już zapomniał jak to jest się zrelaksować i zapomnieć o Bożym świecie. Niech i tak będzie, ale od jutra biorą się do roboty.

Wzdrygnął się, gdy dziewczyna przejechała mu dłonią po klatce piersiowej i brzuchu. Odchylił nieco kapelusz, by na nią spojrzeć. Uśmiechała się do niego. Wiedział, że chciała mu w ten sposób dodać otuchy, pocieszyć. Bądź co bądź oboje nie zapomnieli o stracie jakiej doznał. Jakoś nie potrafił odwzajemnić tego gestu. Po prostu wpatrywał się w jej śliczną buzię, ciesząc się, że chociaż ją na to stać. Przypomniał sobie jej rozradowaną twarz gdy biegała po sklepach. No i to teraz. Cała złość wyparowała z niego. Sam czuł się lepiej widząc, że ona jest szczęśliwa. To było dla niego najważniejsze.

Nie zdziwiło go zbytnio pytanie o powstanie blizny na jego oku. Była charakterystyczna i budząca grozę, co rodziło ciekawość o jej historię. Podniósł się na łokciach i wpatrzył przed siebie, na potężne fale.

- To było tego samego dnia w którym opuściłem Vegetę - rzekł - Pojedynek z bestią wyposażoną w ogromne, ostre pazury. Zamachnęła się na mnie łapskiem, a ja nie zdążyłem zrobić uniku. Ale to w żaden sposób mnie nie ogranicza. Sama wiesz, że potrafię walczyć nawet z zamkniętymi oczyma. Chociaż wygląda... niezbyt dobrze. Szpeci moją twarz, nie uważasz?

Vulfila wcisnęła mu butelkę z jakimś płynem, prosząc by wysmarował jej tym plecy. Przyklęknął obok niej, wylał trochę tej dziwnej, ale ładnie pachnącej substancji na dłonie, potarł nimi kilka razy i zabrał się za rozmasowywanie jej na plecach Saiyanki. Czuł się nieco speszony, wszak była to dość intymna czynność, lecz pewności dodawał mu fakt, że dziewczyna sama go o to poprosiła. Zaczerwienił się natomiast, gdy usłyszał o co go pyta. Dopiero gdy dokończyła, odetchnął z ulgą.

- Nie, to mój pierwszy raz - odpowiedział jej w podobnym tonie.

Poczuł falę ciepła na dźwięk słowa "Haziu". Nikt nigdy go tak nie nazywał. To było bardzo miłe. Ręce miał już suche, lecz nie przestawał, masując Vulfi po ramionach, delikatnie i z wyczuciem. Kontynuując rozmowę, spytał:

- Dlaczego tak bardzo chciałaś tu przylecieć? Masz tu jakąś rodzinę?
Powrót do góry Go down
Vulfila
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 498
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

SCOUTER
HP:
2167/10620  (2167/10620)
Ki:
10692/17415  (10692/17415)
HP Pancerza:
1100/1100  (1100/1100)

PisanieTemat: Re: North City   Pią Mar 28, 2014 8:32 pm

Vulfila leżała i mruczała z cicha, wykręcając ogon. To było takie miłe. Nikt dotąd nie nacierał jej olejkiem. Nie mówiąc o masażu.

- Walczyłeś z ...jaszczurą z pazurami?- Vulfila nie potrafiłą wyobrazić sobie tej sceny, żeby nie wyglądała nieco absurdalnie, jak Frost walczący nogami z Hazardem. - Po co?- zapytała, bo jednak na codzień nie walczy się z potworami. - Nie zdążyłeś zrobić uniku?!- pisnęła wielce zaskoczona. - A ja myślałam, że nie da się ciebie trafić. To musiała być jakaś hiper szybka jaszczura. - powiedziała na głos swoje myśli, choć wcale nie zamierzała celowo komplementować blondyna.

Vulfila podniosła się na rękach, żeby móc spojrzeć Hazardowi w twarz. Podwinęła nogi, żeby na nich usiąść. Zmarszczyła brwi, a usta zwinęła w trąbkę. Jedno z oczu chłopaka było białe, jakby za błoną, typową dla osób niewidomych. Miało poziomą szramę, biegnącą od nasady nosa przez całą gałkę oczną prawie po skronie. Drugie oko było złote w jasnej oprawie. Poza tym miał podniesione do góry, blond włosy. Tylko kilka pasm opadało na czoło. Lekko zadarty nos. W oczach Vulfili był z natury bardzo przystojny. Miał ufny wyraz twarzy, godny zaufania, szczere oczy, patrzące zwykle z troską. Patrzył zupełnie inaczej niż Katsu, który przyprawiał ją o dreszcze. Choć właściwie kiedy przyglądała mu się teraz, wciąż przypominała sobie tę nienawiść, wylewającą się z niego z głębin duszy.

Ślepe oko faktycznie go szpeciło. Gdyby nie ono, pewnie byłby tak samo atrakcyjny jak jeszcze dwa lata temu, kiedy nieświadomie zakiełkowało w Vulfili to uczucie, którego do dziś nie potrafiła całkiem z siebie wyrzucić. Tylko czy Hazardowi zależało na tym, żeby być szczególnie pociągającym dla kobiet? Wydawał się być cały czas skupiony na swoich celach, walce, treningach...

Vulfila opuściła wzrok, a potem położyła się na plecach na ręczniku.

- Wyglądasz jak każdy saiyan powinien wyglądać! - rzuciła zakładając ręce za głowę i zamykając oczy od silnych promieni słonecznych. - Saiyan gładki i śliczny to śmiech na sali. Ty masz masę, masz blizny i jeśli chcesz znać moje zdanie, tak powinien wyglądać męski facet. - powiedziała, co było najszczerszą prawdą. Vulfila wolałaby tysiąc razy bardziej umówić się ze swoim trenerem na randkę niż jakimś chłopcem, którego sama byłaby w stanie pokonać jednym ciosem, lub którego buźka była bardziej nienaganna niż jej własna, a ona też miała pewne blizny, które pod opaloną skórą nie były tak widoczne, ale jednak były. Tak jak pozostałość na policzku po uczerzeniu ogona tego "Piernika", jak nazywała Hikaru. Chciałaby mu kiedyś oddać równie mocno. Ale też spędziwszy czas w dziczy, niejednokrotnie porysowała swoją skórę w różnych okolicznościach. A siniaki to właściwie codzienność, jeśli się trenuje sztuki walki. - Niewiele jest tak fajnych miejsc jak to. Tylko nie wiem, czy mamy dość czasu, żeby zostać tu do wieczora. - powiedziała, chcąc nieco zmienić temat. - Moglibyśmy iść popływać, zostać na wieczór, napić się drinka w barze na plaży, poleżeć na hamaku, pójść w nocy do rozgrzanej wody albo ponurkować. Chyba, że chcesz robić coś innego...? - spytała, po czym zamilkła, rozkoszując się prażącymi promieniami słonecznymi, sunącymi falująco po jej skórze. - Ehm, to dość skomplikowane.- kontynuowała, zaskoczona pytaniem na temat swojej rodziny. Rzadko kto w ogóle ją o coś pytał. A już w szczególności o sprawy osobiste. - Ogólnie rzecz biorąc nie znam swojej rodziny. To znaczy... nie pamiętam nikogo z mojej rodziny... - rzekła, choć zawahała się, bo przypuszczała, że Hazard nic z tego nie zrozumie. - Ale tu na Ziemi mieszkałam kilka lat. Wychowywał mnie Aleksander Rogozin, naukowiec. Ale to bardzo fajny facet i ... na pewno bardzo martwił się z powodu mojego zniknięcia. Co prawda dwa lata to bardzo długo i pewnie zaniechał już moich poszukiwań, ale, no wiesz, chciałam, żeby wiedział, że żyję i mam się dobrze. - zapadła chwilowa cisza.

______________________

Jak cycki będą tego warte to i koń i krowa i nawet żyrafę się znajdzie
Reito


Vulfi przyszła Imperatorowa

Rogata Vulfila:
Powrót do góry Go down
Online
Edo Tensei Hazard
Mistrz Gry/Don Hazardo
Mistrz Gry/Don Hazardo
avatar

Liczba postów : 868
Data rejestracji : 28/05/2012

Skąd : Bydgoszcz

SCOUTER
HP:
51750/51750  (51750/51750)
Ki:
48150/48150  (48150/48150)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: North City   Pią Mar 28, 2014 10:26 pm

Vulfili najwyraźniej podobał się masaż, na co wskazywało ciche pomrukiwanie, oraz ruchy ogona. Nie przestawał więc, schodząc nieco niżej do łopatek. Reakcja dziewczyny na jego opowieść o utracie oka była dość zabawna. Wynikało z niej, iż uznawała go za jakąś nadludzką istotę. Bez przesady, fakt był silny, ale znał przynajmniej kilku wojowników, do których jeszcze sporo mu brakowało.

- Chyba można tak to nazwać - odpowiedział na porównanie bestii do "jaszczurki z pazurami" - Po co walczyłem? Zwiedziłem sporo planet i spotkałem najróżniejsze stworzenia, akurat ten potwór nie był jakiś nadzwyczajny. Byłem dość rozkojarzony, to było przecież krótko po opuszczeniu Vegety, moja psychika nie była w najlepszym stanie.

Brzmiało to tak, jakby tłumaczył się przed nią z tego, że dał się trafić. A przecież wcale tak nie było. Nie było doskonały, zdarzały mu się wpadki, chociaż na szczęście częściowe oślepienie było najpoważniejszą rzeczą, jaka mu się do tej pory trafiła. I oby tak pozostało. Vulfi podniosła się do pozycji siedzącej i zaczęła uważnie mu się przypatrywać, skupiając się na twarzy. Z początku mu to nie przeszkadzało, lecz po jakimś czasie zaczął odczuwać skrępowanie. Uciekał wzrokiem na bok, co jakiś czas spoglądając też na dziewczynę. W końcu Saiyan'ka wypowiedziała się na temat jego wyglądu, co spowodowało, że poczuł się pewniej. Uważała go za męskiego? Przez myśl przeszło mu, by wyprostować się i wypiąć klatkę piersiową do przodu, ukazując swą muskulaturę w całej okazałości. To było by jednak dziecinne. Przeniósł wzrok na Vulfile, przyglądając się jej twarzy. Była śliczna to jasne, lecz było też coś co nieco psuło ten idealny obrazek. Złotowłosy podniósł dłoń i przejechał palcem po bliźnie widocznej na policzku dziewczyny. Pamiętał jak do tego doszło. Przypomniał sobie ten jeden moment, gdy na chwilę odzyskał  świadomość będąc opanowanym przez Katsu.

- Drań - rzekł, myśląc o Hikaru - Odpłacę mu za to.

Jeszcze przez chwilę wpatrywał się w dziewczynę, gładząc mimowolnie ślad po uderzeniu ogonem, po czym westchnął i położył się znowu na swoim miejscu. Wokół nich przechadzali się inni plażowicze, dzieciaki budowały zamki z piasku, grupka nastolatków grała w siatkówkę plażową. Przypatrywał się im przez chwilę z zainteresowaniem, zapoznając się z zasadami gry. Miał wielką ochotę spróbować samemu, oczywiście pamiętając o tym, aby maksymalnie hamować się z użyciem siły. W końcu odwrócił się z powrotem w stronę towarzyszki, która właśnie zapoznawała go z ofertą rzeczy jakie mogli jeszcze dziś zrobić. Wzruszył ramionami i rzekł:

- Zdaję się na Ciebie, chociaż z chęcią bym popływał. Woda musi być naprawdę przyjemna - spojrzał na ocean - Ach no i ciekawi mnie to - wskazał palcem na boisko do siatkówki, oddalone od nich o klikanaście metrów - ale nie wiem czy się do tego nadaje. No wiesz, mógłbym komuś niechcący zrobić krzywdę.

Położył się na brzuchu, wysłuchując opowieści Vulfili. Bardzo go to zaintrygowałoa Zastanawiał się dlaczego nie pamięta swojej rodziny. Był w podobnej sytuacji, nie zdawał sobie sprawy z tego, że będąc małym dzieckiem często bawił się ze swoimi kuzynami. Gdyby nie fotografia ze spotkania rodzinnego, do dziś uważałby, iż on i Kuro nigdy jeszcze się nie spotkali.

- Nikogo nie znasz? Pewnie byłaś za mała żeby ich zapamiętać. Pewnie chciałabyś odwiedzić swojego przyszywanego Ojca? Dlatego zdecydowałaś się tu przylecieć?

Było mu trochę głupio, bo miał wrażenie, że wypowiedział to wszystko dosyć natarczywym tonem, a po prostu był ciekaw przeszłości Vulfi. Chciał dowiedzieć się też czegoś o jej rodzicach, lecz uznał, że może być to dla niej bolesna sprawa. Sama mu powie jeśli zechce.
Powrót do góry Go down
Vulfila
Nashi
Nashi
avatar

Liczba postów : 498
Data rejestracji : 23/07/2013

Skąd : Kraków

SCOUTER
HP:
2167/10620  (2167/10620)
Ki:
10692/17415  (10692/17415)
HP Pancerza:
1100/1100  (1100/1100)

PisanieTemat: Re: North City   Sob Mar 29, 2014 9:42 am

Vulfila otworzyła jedno oko i popatrzyła na Hazarda w oślepiających promieniach letniego słońca. Woda szumiała kojąco, wokoło gwar ludzi. Nie była to nadzwyczajna jaszczura... musiał długo wyrzucać sobie ten błąd. Kosztował go oko...

Kiedy Hazard przetarł palcami po policzku Vulfili, aż cała zalała się rumieńcem. Sama nie czuła się zbytnio skrępowana, kiedy go dotykała. Ten gest jednak był bardzo intymny. Bardziej, niż się spodziewała, a jednak wciąż nie chciała budzić jego nadziei. W końcu postanowiła, że zwalczy uczucie do niego i choć to nie było łatwe, będzie musiała się powstrzymywać. Tak samo nie chciała, żeby chłopak karmił się myślą, że mogą być razem. Halfka zamknęła znów oczy. Dotrzyma obietnicy złożonej Nico. Obietnicy, przez którą będzie przeżywała te wszystkie katusze, w których umysł walczył z porywami serca.

- To nie mój trener- odpowiedziała spokojnym głosem. Przypuszczała, że Hazard miał na myśli Koszarowego, bo to przez niego miała przetarte knykcie i inne ślady walki. Blondyn był pod wpływem Tsufula, kiedy Hikaru uderzył ją ogonem w policzek, więc nie mógł wiedzieć, że to sprawka Piernika. - To dostałam za brak dyscypliny. Należało mi się. Teraz już bym się tak nie zachowała. - oświadczyła. Dyscyplina była jedną z głównych cech jej treningu. Dzięki niej nauczyła się dostosowywania i widziała w tym sens. - Nie, ja... nie byłam za mała. Ja... po prostu nic nie pamiętam. - powiedziała, nie wiedząc, jak ubrać to w słowa. Usiadła i spojrzała znów na Hazarda. - Wiem, że pewnie w to nie uwierzysz, ale Rogozin znalazł mnie zamarzniętą w bryle lodu. I kiedy mnie przywrócił do życia, ja już nic nie pamiętałam. Wciąż nie pamiętam, mam tylko pewne strzępy wspomnień. - powiedziała nieco przytłumionym głosem. Nie zmartwionym lub zasmuconym, raczej nieobecnym. - Tak, chcę lecieć do Aleksandra. On mieszka w Westcity. - wyjaśniła, po czym popatrzyła na grających nieopodal- Siatkówki pewnie nie znasz zasad. To gra zespołowa, trzeba być zgranym i znać technikę gry. Poza tym nie mamy z kim grać. Ale chętnie popływam, jeśli masz ochotę.- uśmiechnęła się ciepło.

______________________

Jak cycki będą tego warte to i koń i krowa i nawet żyrafę się znajdzie
Reito


Vulfi przyszła Imperatorowa

Rogata Vulfila:
Powrót do góry Go down
Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: North City   

Powrót do góry Go down
 
North City
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» North City
» South City

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Inne Miasta-
Skocz do: