Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Misja z kobietą [Xalanth i April]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
The author of this message was banned from the forum - See the message
April

avatar

Liczba postów : 449
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Pią Sty 15, 2016 2:58 pm

Dla mnie to było również kłopotliwe. Misja z chłopakiem, którego nawet nie znam, nie wiem jakie ma predyspozycje. Dlaczego to nie może być dziewczyna? Zawsze byłam nieśmiała w stosunku do chłopaków, chociaż gdy się zdenerwowałam potrafiłam być ostra i niemiła. Brat zawsze śmiał się ze mnie, że jestem nieobliczalna. Westchnęłam ciężko, nawet nie wiedziałam co mnie w zasadzie czeka i kto jest po drugiej stronie. Pakowałam powoli swoje rzeczy do plecaka, gdy nagle poczułam, że tuż za mną stoi Daichi.

- Nie przynieś hańby tylko – powiedział brat ciągle stojąc w drzwiach od pokoju. Nie zwróciłam na niego w zasadzie uwagi. Zawsze był opryskliwy i na żadną pochwałę raczej liczyć nie mogłam. – To mój kolega, nie chcę żeby potem mówił jaką mam nieudolną siostrę.

Obróciłam się natychmiast na pięcie i spojrzałam na niego. Był dokładnie taki jak praktycznie zawsze, czyli wyluzowany, ubrany w zwykłą bluzę z kapturem, a po jego twarzy, czy oczach nie dało się wyczuć jakichkolwiek emocji. Nie wyglądało jakby chciał mi odpuścić. Na szczęście byliśmy sami w domu, bo ojciec jakiś czas temu wyjechał i mój troskliwy brat zajmował się mną przez ten czas. Przynajmniej miałam spokój od ojca tyrana, którego z jednej strony nienawidziłam, a z drugiej nie mogłam mu nic zrobić, to jednak moja jedyna rodzina.

Wzięłam cały swój dobytek, po czym bez słowa minęłam się z bratem, który natychmiast pociągnął mnie za łokieć i przywołał do siebie. Staliśmy teraz bardzo blisko siebie, twarzą w twarz.

- Mam Cię na oku – powiedział nie spuszczając ze mnie wzroku, ja starałam się gdzieś nim uciekać. Nienawidziłam jego czarnych oczu, które zawsze mnie świdrowały niczym promień rentgena. Próbowałam się oswobodzić z jego uścisku, ale jednak był on zdecydowanie silniejszy ode mnie. Po chwili sam mnie wypuścił i tylko czułam jak odprowadza mnie wzrokiem do domu.

Z jakąś ulgą wyszłam na zewnątrz, ale również z obawami. Nie byłam pewna, co do tego, czy wyjdę z tej misji żywa, tym bardziej, że nie znałam swojego kompana. Westchnęłam cicho chcąc jakby tym zatuszować swój strach. Powoli szłam przez miasto oglądając wystawy sklepów, gdy nagle zauważyłam , że muszę się pośpieszyć, bo się spóźnię.

Biegiem puściłam się w stronę lotniska mając nadzieję, że uda mi się na czas. Dobiegłam i nawet miałam jeszcze trochę zapasu. Teraz tylko musiałam znaleźć swojego towarzysza, co nie było łatwe. Opis typu czarne włosy i oczy był trochę słaby w takim wypadku... rozglądałam się po całym lotnisku i nagle zauważyłam podejrzanego typa, który siedział i trochę przysypiał. To musiał być on! Nikt inny tutaj nie czeka! Podbiegłam do niego mało się nie wywracając, ale on był chyba zbyt zaspany żeby cokolwiek zauważyć. Chrząknęłam.

- Nazywam się April i to chyba na mnie czekasz – powiedziałam grzecznie, ale nadal nic. Zrobiłam się cała czerwona jak burak ze złości. Nachyliłam się nad uchem chłopaka i niemalże wywrzeszczałam. – Baczność żołnierzu!

Poskutkowało natychmiast, zerwał się, a mi się aż głupio zrobiło, że tak zrobiłam. Natychmiast się zaczerwieniłam i zrobiłam minę w stylu ,,jestem niewinna’’.

- Przepraszam – wyszeptałam, po czym podałam dłoń – Jestem April i razem pracujemy na tej misji. Zbieramy się? Nie mamy zbyt dużo czasu.

Rzuciłam i natychmiast zarzuciłam swoimi długimi włosami i ruszyłam w stronę portu. Musieliśmy jeszcze odebrać statek do lotu. Podałam małpie numerek, a on wskazał nam pojazd sprawdzając przy tym naszą tożsamość. Byłam gotowa na misję, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wsiadłam do statku nie wiedząc, co mnie czeka oraz kogo mam przy boku.
Powrót do góry Go down
The author of this message was banned from the forum - See the message
April

avatar

Liczba postów : 449
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Sob Sty 16, 2016 10:39 am

Nawet nie wiedziałam, co o nim sądzić. Ogólnie to spodziewałam się kogoś pokroju mojego brata, a on wydawał się całkiem sympatyczny, a przynajmniej nieszkodliwy, a może tak mi się tylko wydawało? Wiedziałam jedno, nie mieliśmy dużo czasu. Zerknęłam na niego, gdy odezwał się odnośnie wytycznych. Był dosyć dziwny, wydawał się lekko roztrzepany, zatrzymałam się wpatrując się w niego. Nerwowo przeszukiwał cały plecak, ale ja już podejrzewałam, że nie znajdzie tego, co chciał. Gdy usłyszałam wzmiankę o zgubieniu to zmarszczyłam czoło. Mam śmiać się, czy płakać. Głośno westchnęłam. Wsiadłam bez słowa na pokład, wolałam, aby strażnik, który nas odprowadzał nie wiedział o pewnych rzeczach, bo oboje wyjdziemy na bandę nieudaczników. Usiadłam na środku statku zdejmując plecak.

- Mamy problem i to niemały – odpowiedziałam całkiem poważnym tonem – Niewiele wiem na temat tej misji, a w zasadzie to prawie nic, dostałam od Daichi’ego tylko kartkę z najważniejszymi rzeczami. Bo resztę miałeś mieć TY!

I dlaczego muszę z Tobą pracować? - nie powiedziałam tego głośno, ale natychmiast o tym pomyślałam. Zaczęłam szukać w swoim plecaku, ale ja na szczęście miałam porządek, było to spowodowane tym, że brat chyba by mnie zabił gdybyś coś było nie tak. Postanowiłam pominąć fakt zgubienia przez mojego partnera kartki, chociaż JAK MOŻNA ZGUBIĆ KARTKĘ  Z WYTYCZNYMI?

- Jedyne co wiem, to fakt, że musimy odebrać orchideę i ją dostarczyć, niestety nie wiem, czy siłą, czy dobrowolne i co nas czeka - mruknęłam wydając z siebie niezadowolenie z powodu zguby Xala – No i czeka nas dzień podróży.

To trochę bardziej mnie przeraziło, miałam spędzić w statku dokładnie jeden dzień z nieznajomym mi facetem, który na dodatek się na mnie gapił. Zrobiłam się cała czerwona, nie wiem czy ze złości, czy z zawstydzenia.

- Orientuj się i nie wgapiaj się tak we mnie, bo Ci oczy wydłubię! – krzyknęłam nagle rzucając w jego stronę swój plecak, wszystko się rozsypało, ale miałam to gdzieś – Skoro mamy spędzić czas ze sobą, może o czymś pogadamy? Ja od razu ostrzegam, że nie należę do najmilszych osób, a TY masz mnie traktować jak żołnierza, nie kobietę. Jestem taka sama jak ty Xal i nawet nie próbuj obchodzić się ze mną inaczej, bo pokażę Ci jak wygląda piekło.

Zaśmiałam się na swoje ostatnie słowa, ale jednocześnie będąc całkowicie poważną. Nie lubiłam jak wszyscy oceniali mnie przez pryzmat płci albo tego jak wyglądam. Jestem żołnierzem i tak chcę być traktowana!

- Wszyscy jesteście tacy sami - mruknęłam już bardziej do siebie niż do niego.
Powrót do góry Go down
The author of this message was banned from the forum - See the message
April

avatar

Liczba postów : 449
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Sob Sty 16, 2016 10:37 pm

Gdy tylko ten burak mnie pocałował otworzyłam szerzej oczy. Jak on śmiał, gdy tylko odszedł wystawiłam język na zewnątrz. Przegiął z tym totalnie. Miałam naprawdę gdzieś, jak się zachowuje, co robi, jak komentuje, ale TERAZ TO KURDE PRZEGIĄŁ PAŁĘ! Zostałam sam na sam, pozbierałam swoje rzeczy do plecaka. Na nasze szczęście odlecieliśmy. Nie wiem, czy ja to przetrwam, czy ja to w ogóle przeżyję. No burak level 100.

- Nie wiem, czy mogę się wtrącić, bo jak to nazwałeś jestem panią idealną, która wie wszystko. – powiedziałam dokładnie akcentując ostatnie słowa – Ale orchidea to kwiat, a mogę nawet dodać, że niezwykły i potrzebuje opiekuna inaczej umrze i nie będzie już zdatny do czegokolwiek.

Wtrąciłam parę swoich zdań, które znałam z zielarstwa. Jedna z nielicznych rzeczy, na których akurat naprawdę się znałam. Wzięłam napój od niego i wylałam wprost na niego.

- A to za poprzednią akcję! Nie waż się więcej tak robić, nie jestem tanią lalą z pornola! Nie obchodzi mnie, co robisz, oglądasz, ale ode mnie wara! – syknęłam, odwróciłam się i narysowałam niewidzialną linię pomiędzy pokładami. – To jest granica, nasza granica, ja nie przekraczam Twojej, Ty mojej i wszyscy są zadowoleni. Dolecimy na miejsce, zrobimy to co zrobić mamy i nigdy więcej się nie zobaczymy.

Chciałam mieć chwilę spokoju, wzięłam swoje rzeczy i położyłam się na tapczanie, który tam był. Statek może nie był zbyt wielki, ale do najmniejszych na szczęście nie należał. Wyciągnęłam książkę o ziołach, którą można powiedzieć zaczęłam namiętnie czytać. Zmieniłam zdanie odnośnie tego Xala. To prostak, zwyczajny. Nawet gorszy od mojego brata, co myślałam, że jest sztuką. Jak można się tak zachowywać? Naprawdę miałam gdzieś, co ogląda, robi. Nikt, ale to NIKT mnie nie dotknie. Postanowiłam wziąć prysznic ze względu na to, że w sumie nie wiedziałam, kiedy będę mieć następną okazję. Zerknęłam, co ten koleś robi, a jako, że był zajęty sam sobą ruszyłam w stronę łazienki razem ze swoimi rzeczami. Weszłam pod ciepły prysznic i tylko poczułam jak przyjemne ciepło styka się z moim ciałem. Stojąc w łazience miękkim ręcznikiem wycieram ostatnie niesforne krople wody na moim ciele. Po chwili wyszłam zadowolona na zewnątrz , oplotłam się szczelnie ręcznikiem, po czym w ekspresowym tempie ubrałam się w krótkie spodenki i w koszulkę, a włosy rozpuściłam. Wyszłam z łazienki i już trochę się uspokoiłam, nawet przeszła mi myśl, że a może go przeproszę? W końcu mamy przeżyć jakoś całą misję...
Powrót do góry Go down
The author of this message was banned from the forum - See the message
April

avatar

Liczba postów : 449
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Wto Sty 19, 2016 11:51 am

Skusiłam się na kanapki i wcale nie dlatego, że byłam głodna, ale to on wyciągnął dłoń. Miałam tylko nadzieję, że nie włożył tam żadnej pigułki i nie zrobi mi krzywdy. Nie możesz tak myśleć, ale ty głupiutka jesteś.

- Ja też Cię przepraszam, powinniśmy działać razem – powiedziałam, po czym usiadłam i wzięłam jedzenie do ręki. – A i dziękuję, to miłe.

Chciałam dodać, że jeszcze nigdy nikt nie był dla mnie aż tak miły, ale ugryzłam się w język i zajęłam się konsumpcją. W tym czasie chłopak poszedł się wykąpać. Gdy tylko wyszłam zerknęłam na niego, miał co nie co mięśnia, ale musiałam natychmiast spojrzeć gdzieś indziej, bo czułam się jakby mnie przyłapał na patrzeniu. Ja sama o orchidei wiedziałam stosunku niedużo, ale czułam już po co tu jestem. Kiedyś czytałam w książce, że występują dwa typy orchidei i właśnie to o drugim typie mowa. Ponoć potrafi rozmawiać, żyje i jest stosunkowo rzadką rośliną. Potrzebuje opiekuna, czyli osoby czystej o dobrym sercu, bo inaczej bez niej kwiat zwiędnie i będzie do niczego. I tu właśnie widziałam swoją rolę. Niestety nie znałam jego zastosowania, gdyż przeszukując bibliotekę nie dało się go znaleźć. Nie chciałam przeszkadzać chłopakowi, więc tylko rzuciłam.

- W sumie zostało nam jakieś pięć godzin drogi, więc chyba warto przeznaczyć je na sen? – lekko się uśmiechnęłam, podziękowałam za kolację i wyszłam na krótką drzemkę. Myślałam, że nie zasnę, ale o dziwo przyszło mi to najmniejszych problemów.
Z letargu sennego wyrwał mnie on lekko mną szturchając. Powoli otworzyłam oczy, ten sen zdecydowanie trwał za krótko.

- Już jesteśmy? – spytałam na wpółprzytomna i powoli się podniosłam ziewając i przeciągając się. Pierwsze co pomyślałam, to czemu to trwało tak krótko, nawet nie zdążyłam się porządnie zregenerować. – Mam nadzieję, że spałeś?

Usiadłam na swoim łóżku i nawet moje stopy nie dosięgały podłoża, co musiało dosyć zabawnie wyglądać. W zasadzie nawet nie wiedzieliśmy od czego zacząć nasze poszukiwania. Widziałam jedynie przez okno, że trafiliśmy na planetę, gdzie jest bujna roślinność, a nawet bardzo.


Occ: Trochę przyśpieszyłam, ale opis planety zostawiam Tobie Xal. Razz
Powrót do góry Go down
The author of this message was banned from the forum - See the message
April

avatar

Liczba postów : 449
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Pon Sty 25, 2016 1:24 pm

Takiego obrotu spraw się po prostu nie spodziewałam. Xal nagle zrobił się aż zbyt podejrzanie miły, czy miał coś na sumieniu? To pytanie nachodziło mnie głównie dlatego, że wcześniej zachowywał się jak rasowy prostak, a teraz całkowicie zmienił front. A może to tylko podpucha? Jedyne, co mogłam zrobić w takiej sytuacji to obserwować, co będzie dalej i być przede wszystkim czujną. Do mojego nosa dotarł zapach, ale nie byle jaki! Ciepła zupa cebulowa. Na dodatek stała na tace, ale dlaczego on to wszystko robi?

- Dziękuję.... - odpowiedziałam całkowicie onieśmielona. Patrzyłam na talerz oraz na kwiaty, które obok były. Nikt nigdy tak o mnie nie zadbał, czułam się przede wszystkim głupio. Oprócz tego towarzyszyło mi uczucie wdzięczności i tego, że sama będę musiała się mu jakoś odwdzięczyć za to wszystko, bo tak naprawdę nie byłam tego warta. – Nie musiałeś tego wszystkiego, to tylko kłopot.

Dodałam jeszcze ciszej, a moje policzki niemalże natychmiast spąsowiały, a twarz próbowałam ukryć wgapiając się gdzieś w podłogę. Tak, to właśnie była moja druga natura. Z jednej strony ukryty diabeł, a z drugiej wstydniś.

- Wiesz, wydaje mi się, że orchidei nie znajdziemy tak po prostu, może ona być ukryta albo ktoś ją ukrył i zabrał? – spytałam spoglądając na niego słuchając tego, co miał do powiedzenia na temat planety. – Najlepiej jak nie będziemy się rozdzielać i super! Dobrze się spisałeś, to naprawdę nam się przyda, aż mi głupio, że ja całą podróż przespałam, a Ty się tym wszystkim zająłeś. Mam nadzieję, że będę umiała się zrehabilitować.

Uśmiechnęłam się lekko, nie mogłam się doczekać wyjścia na zewnątrz. Skoro jest tak chłodniej, to na pewno przypomina to Ziemię, moją ukochaną planetę. Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć o tym, że to najlepsza zupa jaką jadłam, bo coś różowego skoczyło. Aż z wrażenia sama podskoczyłam do góry. Nie spodziewałam się jakiegoś obcego atak.

- Co to jest?! – byłam w głębokim szoku patrząc na małą różową kulkę, czymkolwiek to było wyglądało uroczo, ale trzeba mieć się na baczności. Xal przeczytał informacje o nim, a mi od razu spadł kamień z serca. Wydawał się być nieszkodliwy, a nawet przyjazny. Usiadłam i nagle ku mojemu zaskoczeniu zwierzątko rzuciło się na ogon. Chłopak, który próbował się go pozbył wyglądał zabawnie. Zaśmiałam się cicho pod nosem obserwując tylko sytuację.

- Chyba Cię nie lubi – wyszczerzyłam zęby głaszcząc małą kulkę, która wręcz przymilała się do mnie – Chyba nie masz tutaj zbyt wielu takich kosmitów jak my?

Spytałam i wcale nie oczekiwałam odpowiedzi tylko delikatnie ją głaskałam. Spodobała mi się. Na Vegecie niestety nie ma takich śmiesznych zwierzątek.

- Xal! A może ona wie, gdzie powinniśmy zacząć! – powiedziałam w stronę chłopaka, jakby nagle mnie olśniło. – Wiesz może, gdzie odnajdziemy orchideę? Taki piękny kwiat, poczekaj narysuję Ci!

Wstałam szybko po swój plecak i wyciągnęłam kartkę i ołówek. Nie miałam talentu rysowniczego, ale najważniejsze było, aby kwiat był chociaż trochę podobny, co osiągnęłam. Pirkacz niestety tylko cicho ,,pruhnął’’, a ja niestety odebrałam to jako, że albo nie wie albo nie potrafi nam pomóc, co już utrudniało całkowicie sprawę. Oboje założyliśmy plecaki i ja zjadłam połowę swojej porcji zupy, a kolejne pół oddałam pirkaczowi, któremu również zasmakowała. Xal nie był z tego powodu zbyt zadowolony, ale ja się tylko z tego śmiałam. Było już pewne, że towarzysz idzie razem z nami. Chyba po prostu oboje się polubiliśmy. Gdy tylko wyszliśmy na powierzchnię poczułam lekki wiatr i chłód.

- Przypomina Ziemię – powiedziałam całkiem rozmarzona. Nie miałam tutaj na myśli tylko powietrza, ale i terenu. Ta zieleń była całkiem przyjemna, ale oboje nie wiedzieliśmy od czego mamy zacząć. Trzymałam zwierzątko w rękach próbując się zastanowić, gdzie ruszyć. – Trzeba zabezpieczyć statek, gdyby jednak były tutaj jakieś inne istoty.

Wpisałam kod wejścia i zadowolona z panujących warunków byłam skłonna jakiejś przygody. Nie mając kompletnie pojęcia, gdzie się udać poszliśmy po prostu na północ.

- Mam nadzieję, że nie spotka nas nic tutaj dziwnego – powiedziałam do chłopaka, kiedy próbowaliśmy przedrzeć się przez ogromne krzaki. Nagle nieświadomie weszłam w ostrą roślinę. Skoczyłam do góry jak długa! Nagle zaczęło mnie wszystko swędzieć. - Aaaa! Moje ciało! – krzyknęłam próbując drapać się po każdym zakątku, świąd był niemiłosierny, a ja czułam, że zaraz oszaleję. W jakie cholerstwo ja weszłam?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   

Powrót do góry Go down
 
Misja z kobietą [Xalanth i April]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mom, what are you doing?!? (Misja Traffy - Prowadzi Reś)
» To było tak beznadziejne, że chyba dostałem raka. Misja Skoczka.
» xyz
» Zgłoszenia po misje
» Hipsterska misja fabularna [Masamune, Bosse, Konegi]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  ::  EPIZODY-
Skocz do: