Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Misja z kobietą [Xalanth i April]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Xalanth

avatar

Liczba postów : 145
Data rejestracji : 16/10/2015

Skąd : Wielki Świat

SCOUTER
HP:
1500/1500  (1500/1500)
Ki:
1500/1500  (1500/1500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Sro Sty 13, 2016 4:40 pm

Xalanth od kilku dni chodził nabuzowany jakby mu ktoś kij w dupę wsadził. Dlaczego? Musiał udać się na misję z….dziewczyną! Kto to słyszał, żeby on musiał na ważne zadanie być w parze z jakimś babsztylem? Rozumiał, że to siostra jego kolegi, ale nie ma takiej opcji!
-Braciiiszku…-Mexmera zawiesiła się Xalowi na ramieniu.
-Czego, karaluchu jeden?-łypał na siostrę tymi swoimi zielonymi oczyskami.
-To prawda, że masz misję z dziewczyną?-zaczęła paluchem smyrać brata po ramieniu.
Szczerzyła się jak głupi do sera.
-No i co z tego?! Spadaj!- Xal odpechnął siostrę.
-Oj, no co? Xaluś się wstydzi? Ojejku, jejku..--Mex skrzyżowała ręce na piersiach.
Xalanth udał, że nie słucha. Wolał spakować to, co potrzeba. Traktował siostrę jak powietrze. Nagle, przed jego nosem pojawiło się opakowanie od prezeratyw. Mexmera machała bratu pudełeczkiem.
-Przyyyda ci się!-odparła z kpiną.
-Spierdalaj, ty zboczony karaluchu! Za kogo ty mnie masz?!- wrzasnął na siostrę.
-Nie krzycz na mnie, bo powiem rodzicom, co robiłeś w toalecie, na ostatniej imprezie...mmmm!-Mex nic nie powiedziała więcej, bo Xal zakrył jej usta rękami.
-Milcz, zboczony karaluchu.- Xalanth nadął policzki-Ojciec mnie zabije, jak się dowie, więc milcz!-ogon chłopaka poruszał się nerowo.-Ty...ty...w ogóle skąd to wiesz?- spytał patrząc siostrze w oczy.
-Matka wszystko wie.-Sabi złapała syna za ucho i pociągnęła-Jesteś niepoprawny Xalanth. Jak się ojciec dowie, to nie chce być w twojej skórze.-  trzymała syna mocno za ucho.
-Mamusiu...puść to boli..mamusiu…-Xal chciał się wyrać z uścisku rodzicielki, ale…
-Co zrobił Xalanth?! Niech no ja go tylko dorwę! Xalanth! Do mnie i to już!-- Niall wrzasnął na całe domostwo.
Mexmera zaczęła się śmiać. Sabi puściła syna i pokiwała głową.
-Xalanth! Jak zaraz mi się nie zjawisz tu na dole, to sam po ciebie przyjdę!- ojciec nie miał zamiaru popuścić synowi płazem tego wybryku.
Xalanth popatrzył na matkę, ale ona nakazałam by udał się do ojca.
Chłopak przełknął ślinę, po czym wyszedł z pokoju. Niepewnie zszedł na dół. Niall stał przed schodami. Xal podszedł do ojca i od razu dostał w twarz. Cios był tak silny, że upadł na kolana.
-Co ty wyprawiasz gówniarzu jeden? Wstyd mi i matce przynosisz, takim zachowaniem!-Niall stał nad synem.
Nie pozwolił mu wstać. Docisnął Xala do podłogi.
-Wstyd mi za ciebie. Wojownik ma się prezentować godnie, tym bardziej wojownik delegat, zrozumiano?
-Wszystko, byś zwrócił na mnie uwagę! I kto powiedział, że chce być jak ty?- Xalanth przetarł rozciętą wargę.
Naill zmrużył oczy.
-Ja tak mówię i tak będzie. Ci czy się to podoba, czy też nie.-ojciec patrzył jak syn wstaje.
-Nienawidzę cię! Moje życiem to moja sprawa, nie twoja!-Xal pobiegł na górę.
Minął się na schodach z matką.
-Uważam, że jesteś za surowy.-Sabi spojrzała na męża.
-Nie jestem. On musi zrozumieć, że mężczyzna reprezentuje rodzinę. Jesteśmy wojownikami, a ci nie mogą sobie pozwolić na takie zachowanie. Nikt go nie będzie szanować.-Niall stał wyprostowany przed małżonką.
-Mam ci przypomnieć twoje wybryki, kochanie?- popukała męża w klatkę piersiową.
-Nie wiem, o czym mówisz. Wracam do pracy.-Niall ulotnił się do swojego gabinetu.
-Zapomniał knur jak świnką był.-zaśmiała się i poszła robić kolację.

***
Xalanth siedział na lądowisku dla statków. Czekał na swoją partnerkę. Poruszał ogonem na prawo i na lewo. Opierał się rękami o jakąś skrzynie. Patrzył jak jedni sayianie przylatują, a inni odlatują. Tak mu się chciało lecieć, że naprawdę. Plus był taki, że nie będzie widzieć ojca przez jakiś czas. Właśnie, a propo Niall, to mimo wszystko Xal miał wyrzuty sumienia, że tak odezwał się do ojca. Nie powinien był mówić takich rzeczy.
-”Może tata ma rację, że przesadziłem...chciałem im zrobić na złość, a sam sobie krzywdę zrobiłem, ech…”-Xal przetarł oczy.
Jak nigdy, było mu smutno. Jeszcze twarz ojca ciągle jawiła się przed oczami chłopaka. Skrył swoje lico we wspartych rękach. Nie lubił się kłócić, ale miał serdecznie dość tego, że ojciec tak go traktował. W sumie jego siostrę też.Koniec końców, przysnęło się Xalanthowi. Miał jakieś, chyba koszmary, bo nerwowo poruszał końcówką ogona.
Powrót do góry Go down
Online
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Pią Sty 15, 2016 2:58 pm

Dla mnie to było również kłopotliwe. Misja z chłopakiem, którego nawet nie znam, nie wiem jakie ma predyspozycje. Dlaczego to nie może być dziewczyna? Zawsze byłam nieśmiała w stosunku do chłopaków, chociaż gdy się zdenerwowałam potrafiłam być ostra i niemiła. Brat zawsze śmiał się ze mnie, że jestem nieobliczalna. Westchnęłam ciężko, nawet nie wiedziałam co mnie w zasadzie czeka i kto jest po drugiej stronie. Pakowałam powoli swoje rzeczy do plecaka, gdy nagle poczułam, że tuż za mną stoi Daichi.

- Nie przynieś hańby tylko – powiedział brat ciągle stojąc w drzwiach od pokoju. Nie zwróciłam na niego w zasadzie uwagi. Zawsze był opryskliwy i na żadną pochwałę raczej liczyć nie mogłam. – To mój kolega, nie chcę żeby potem mówił jaką mam nieudolną siostrę.

Obróciłam się natychmiast na pięcie i spojrzałam na niego. Był dokładnie taki jak praktycznie zawsze, czyli wyluzowany, ubrany w zwykłą bluzę z kapturem, a po jego twarzy, czy oczach nie dało się wyczuć jakichkolwiek emocji. Nie wyglądało jakby chciał mi odpuścić. Na szczęście byliśmy sami w domu, bo ojciec jakiś czas temu wyjechał i mój troskliwy brat zajmował się mną przez ten czas. Przynajmniej miałam spokój od ojca tyrana, którego z jednej strony nienawidziłam, a z drugiej nie mogłam mu nic zrobić, to jednak moja jedyna rodzina.

Wzięłam cały swój dobytek, po czym bez słowa minęłam się z bratem, który natychmiast pociągnął mnie za łokieć i przywołał do siebie. Staliśmy teraz bardzo blisko siebie, twarzą w twarz.

- Mam Cię na oku – powiedział nie spuszczając ze mnie wzroku, ja starałam się gdzieś nim uciekać. Nienawidziłam jego czarnych oczu, które zawsze mnie świdrowały niczym promień rentgena. Próbowałam się oswobodzić z jego uścisku, ale jednak był on zdecydowanie silniejszy ode mnie. Po chwili sam mnie wypuścił i tylko czułam jak odprowadza mnie wzrokiem do domu.

Z jakąś ulgą wyszłam na zewnątrz, ale również z obawami. Nie byłam pewna, co do tego, czy wyjdę z tej misji żywa, tym bardziej, że nie znałam swojego kompana. Westchnęłam cicho chcąc jakby tym zatuszować swój strach. Powoli szłam przez miasto oglądając wystawy sklepów, gdy nagle zauważyłam , że muszę się pośpieszyć, bo się spóźnię.

Biegiem puściłam się w stronę lotniska mając nadzieję, że uda mi się na czas. Dobiegłam i nawet miałam jeszcze trochę zapasu. Teraz tylko musiałam znaleźć swojego towarzysza, co nie było łatwe. Opis typu czarne włosy i oczy był trochę słaby w takim wypadku... rozglądałam się po całym lotnisku i nagle zauważyłam podejrzanego typa, który siedział i trochę przysypiał. To musiał być on! Nikt inny tutaj nie czeka! Podbiegłam do niego mało się nie wywracając, ale on był chyba zbyt zaspany żeby cokolwiek zauważyć. Chrząknęłam.

- Nazywam się April i to chyba na mnie czekasz – powiedziałam grzecznie, ale nadal nic. Zrobiłam się cała czerwona jak burak ze złości. Nachyliłam się nad uchem chłopaka i niemalże wywrzeszczałam. – Baczność żołnierzu!

Poskutkowało natychmiast, zerwał się, a mi się aż głupio zrobiło, że tak zrobiłam. Natychmiast się zaczerwieniłam i zrobiłam minę w stylu ,,jestem niewinna’’.

- Przepraszam – wyszeptałam, po czym podałam dłoń – Jestem April i razem pracujemy na tej misji. Zbieramy się? Nie mamy zbyt dużo czasu.

Rzuciłam i natychmiast zarzuciłam swoimi długimi włosami i ruszyłam w stronę portu. Musieliśmy jeszcze odebrać statek do lotu. Podałam małpie numerek, a on wskazał nam pojazd sprawdzając przy tym naszą tożsamość. Byłam gotowa na misję, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wsiadłam do statku nie wiedząc, co mnie czeka oraz kogo mam przy boku.
Powrót do góry Go down
Xalanth

avatar

Liczba postów : 145
Data rejestracji : 16/10/2015

Skąd : Wielki Świat

SCOUTER
HP:
1500/1500  (1500/1500)
Ki:
1500/1500  (1500/1500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Pią Sty 15, 2016 5:03 pm

Ja tu się zdążyłem ułożyć wygodnie, znaleźć dobre miejsce do spatusiania i co? Zostałem obudzony rozkazem baczność. Poderwałem się z miejsca, ale nie utrzymałem się. Zleciałem do tyłu na plecy. Miałem randkę z posadzką. Obiłem sobie plecy oraz tyłek. Bolało jak jasna cholera. Byłem zły, słysząc kobiecy głos, który się przedstawia. Noż, co to miało być? Żartów się komuś zachciało. Otworzyłem powieki, bo przecież od uderzenia je zamknąłem. Już miałem krzyczeć na tą gadzinę, kiedy ujrzałem coś pięknego.
-Anioł…-odparłem dość głośno widząc tak piękną i delikatną dziewczynę.
Jak mogłem na nią krzyczeć? Nie mogłem, proste. Jeszcze ten przenikliwy wzrok, a te jej oczy...piękna. Wpatrywałem się tak w ten nieziemski widok. Policzki lekko zaczęły mieć. Dziwnie zadziałała na mnie ta cała April. Dopiero, jak wspomniała o braku czasu, zerwałem się z podłoża.
[colo=peru]J...jestem Xalanth Braveheart.-[/color] otrzepałem tyłek, a potem podrapałem się po nosie.
Próbowałem na nią nie patrzeć w jakiś zdrożny sposób, ale się nie dało. Nie moja wina, że trafiła mi się za partnerkę taka piękność. Poruszałem lekko ogonem. Tak, miała rację mieliśmy mało czasu. Złapałem za plecak i pogrzebałem w kieszeni. Ojciec dał mi kartkę z wytycznymi.
-Ojciec dał mi kartkę...gdzieś ją miałem…-szukałem, szukałem i znaleźć nie mogłem.
No pięknie...na samym początku taki wstyd! Zerknąłem zakłopotany na April. Na pewno mi zaraz przygada jakimś tekstem, w stylu mężczyźni nic nie potrafią zrobić, poza papraniem wszystkiego dookoła. Mój ogon lekko się nasrożył, wyglądał jak szczoteczka. Szukałem dalej i...nie znalazłem...zerknąłem, ponownie na April. Zacząłem się głupio śmiać. Taka wtopa! Podrapałem się po czarnej czuprynie.
-Ten no...bo ja ten...zgubiłem kartkę z wytycznymi….ahahahahah….- zacząłem stukać palcem o palec.
No dobra, numerek numerkiem, sprawdzenie nas to sprawdzenie, ale zgubić wytyczne misji, to już trzeba być kretynem…
W myślach zakrywałem rozmyślałem, co teraz April sobie pomyśli o mnie. Pewno, że ma jakiegoś nieudacznika u boku. Tak, na pewno tak będzie. Biedny ja, biedny ja. Nie miałem pojęcia, co zrobić. Wsiadłem do statku. Bez wytycznych dużo nie zrobimy, chyba, że April takowe posiada.
Westchnąłem, pozostało mi mieć nadzieję taką, że moja towarzyszka posiada pełne wytyczne misji. Zdany na kobietę no co to się porobiło...Jak tak dalej pójdzie to wyjdę na idiotę, a ojciec-jak zwykle -będzie mnie strofować, że jestem nieudacznikiem i przynoszę wstyd rodzinie. Miałem ochotę płakać, ale nie będę-nie wypada przy kobiecie, plus co to za facet, który płacze, co nie? No nic, pozostało mi czekać na rozwój wydarzeń.Oby tylko April nie uznała mnie za skończonego frajera, bo chyba się załamię.
Powrót do góry Go down
Online
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Sob Sty 16, 2016 10:39 am

Nawet nie wiedziałam, co o nim sądzić. Ogólnie to spodziewałam się kogoś pokroju mojego brata, a on wydawał się całkiem sympatyczny, a przynajmniej nieszkodliwy, a może tak mi się tylko wydawało? Wiedziałam jedno, nie mieliśmy dużo czasu. Zerknęłam na niego, gdy odezwał się odnośnie wytycznych. Był dosyć dziwny, wydawał się lekko roztrzepany, zatrzymałam się wpatrując się w niego. Nerwowo przeszukiwał cały plecak, ale ja już podejrzewałam, że nie znajdzie tego, co chciał. Gdy usłyszałam wzmiankę o zgubieniu to zmarszczyłam czoło. Mam śmiać się, czy płakać. Głośno westchnęłam. Wsiadłam bez słowa na pokład, wolałam, aby strażnik, który nas odprowadzał nie wiedział o pewnych rzeczach, bo oboje wyjdziemy na bandę nieudaczników. Usiadłam na środku statku zdejmując plecak.

- Mamy problem i to niemały – odpowiedziałam całkiem poważnym tonem – Niewiele wiem na temat tej misji, a w zasadzie to prawie nic, dostałam od Daichi’ego tylko kartkę z najważniejszymi rzeczami. Bo resztę miałeś mieć TY!

I dlaczego muszę z Tobą pracować? - nie powiedziałam tego głośno, ale natychmiast o tym pomyślałam. Zaczęłam szukać w swoim plecaku, ale ja na szczęście miałam porządek, było to spowodowane tym, że brat chyba by mnie zabił gdybyś coś było nie tak. Postanowiłam pominąć fakt zgubienia przez mojego partnera kartki, chociaż JAK MOŻNA ZGUBIĆ KARTKĘ  Z WYTYCZNYMI?

- Jedyne co wiem, to fakt, że musimy odebrać orchideę i ją dostarczyć, niestety nie wiem, czy siłą, czy dobrowolne i co nas czeka - mruknęłam wydając z siebie niezadowolenie z powodu zguby Xala – No i czeka nas dzień podróży.

To trochę bardziej mnie przeraziło, miałam spędzić w statku dokładnie jeden dzień z nieznajomym mi facetem, który na dodatek się na mnie gapił. Zrobiłam się cała czerwona, nie wiem czy ze złości, czy z zawstydzenia.

- Orientuj się i nie wgapiaj się tak we mnie, bo Ci oczy wydłubię! – krzyknęłam nagle rzucając w jego stronę swój plecak, wszystko się rozsypało, ale miałam to gdzieś – Skoro mamy spędzić czas ze sobą, może o czymś pogadamy? Ja od razu ostrzegam, że nie należę do najmilszych osób, a TY masz mnie traktować jak żołnierza, nie kobietę. Jestem taka sama jak ty Xal i nawet nie próbuj obchodzić się ze mną inaczej, bo pokażę Ci jak wygląda piekło.

Zaśmiałam się na swoje ostatnie słowa, ale jednocześnie będąc całkowicie poważną. Nie lubiłam jak wszyscy oceniali mnie przez pryzmat płci albo tego jak wyglądam. Jestem żołnierzem i tak chcę być traktowana!

- Wszyscy jesteście tacy sami - mruknęłam już bardziej do siebie niż do niego.
Powrót do góry Go down
Xalanth

avatar

Liczba postów : 145
Data rejestracji : 16/10/2015

Skąd : Wielki Świat

SCOUTER
HP:
1500/1500  (1500/1500)
Ki:
1500/1500  (1500/1500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Sob Sty 16, 2016 5:52 pm

Nie wiem, co myśleć o tej dziewczynie. Strasznie przypomina mi Mexmerę. Ładna buźka, figura, a na pewno ma diabła za skórą. Jestem tego pewien! Marszczt to czoło jakbym nie wiem, jakieś morderstwo popełnił normalnie. Co za jakieś babsko jedne! Wszystkie babole są takie same! Pewnie już tu knuje, jak pójdę spać, co mi tu złego zrobić.
-Taaak? A mnie mówili, że ty masz wszystkie wytyczne, panno idealna.--skrzyżowałem ręce na piersiach.
Jakby nie miała takiej pięknej buźki to już bym jej przywalił, o! Mały potwór! I można zgubić kartkę z wytycznymi! Jak kobiety coś popsują, zgubią to nic złego się nie dzieje. i gdzie tu cholerne równouprawnienie? No gdzie? Właśnie...NIGDZIE!
Moje zielone oczy patrzyły na April. No, jeszcze mi się tu rządzi! Co to za rzucanie plecakiem we mnie? Zmrużyłem oczy.
-Co to za zachowanie?- podszedłem do niej.-Co ja, worek treningowy, żeby tak we mnie rzucać plecakiem?-patrzyłem na nią z góry-Czy ty umiesz, chociaż na chwilę zamknąć dzioba czy nie?-ponieważ dziewczyna dalej mieliła dziobem to pocałowałem ją, a raczej wymusiłem pocałunek.
To była dobra metoda, by uciszyć kobietę. Zostawiłem ją tak i zasiadłem do kokpitu. Przygotowałem statek do odlotu. Dałem znać, że odlatujemy.
Jak tylko znaleźliśmy się na orbicie ustawiłem autopilota. Zacząłem szukać wytycznych misji. No, miałem nosa, że takowe będą na komputerze w statku.
-Orchidea...nawet nie napisali, jak to wygląda i co to jest. To co, mamy sami się domyślać czy co, do jasnej cholery?-nie byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy.-No naprawdę, żart jakiś. Nie dość, że mam myśleć jak wygląda orchidea to jeszcze mam do pary marudne, złośliwe stworzenie...- mruczałem pod nosem.
W dupie z taką misją. Jest autopilot, to czas na relaksik. Wygrzebałem z plecaka przekąski oraz przenośne urządzenie do oglądania filmów. Tatusia nie było to sobie troszkę można pooglądać, wiadome co. Nawet się nie kryłem z tym, co oglądałem. Skoro chciała być traktowana jak wojownik, zapewne najlepiej jak facet jeszcze, to niech się przyzwyczaja. Żarłem przekąski rozkoszując się erotyczną scenką. Rozsiadłem się w fotelu pilota. Żyć nie umierać, nie ma co. Poruszałem ogonem zadowolony z całej sytuacji. Popijałem sobie jakimś napojem gazowanym. Nawet nie przeprosiłem, jak mi się odbiło, bo i po co? Najwyżej uzna mnie za niewychowanego prosiaka, ale co tam. Mogłem robić co chciałem. Czas na rozmyślania o misji, jeszcze nadejdzie. Jest cały jeden dzionek. Póki co, będę się opierdalać.
Powrót do góry Go down
Online
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Sob Sty 16, 2016 10:37 pm

Gdy tylko ten burak mnie pocałował otworzyłam szerzej oczy. Jak on śmiał, gdy tylko odszedł wystawiłam język na zewnątrz. Przegiął z tym totalnie. Miałam naprawdę gdzieś, jak się zachowuje, co robi, jak komentuje, ale TERAZ TO KURDE PRZEGIĄŁ PAŁĘ! Zostałam sam na sam, pozbierałam swoje rzeczy do plecaka. Na nasze szczęście odlecieliśmy. Nie wiem, czy ja to przetrwam, czy ja to w ogóle przeżyję. No burak level 100.

- Nie wiem, czy mogę się wtrącić, bo jak to nazwałeś jestem panią idealną, która wie wszystko. – powiedziałam dokładnie akcentując ostatnie słowa – Ale orchidea to kwiat, a mogę nawet dodać, że niezwykły i potrzebuje opiekuna inaczej umrze i nie będzie już zdatny do czegokolwiek.

Wtrąciłam parę swoich zdań, które znałam z zielarstwa. Jedna z nielicznych rzeczy, na których akurat naprawdę się znałam. Wzięłam napój od niego i wylałam wprost na niego.

- A to za poprzednią akcję! Nie waż się więcej tak robić, nie jestem tanią lalą z pornola! Nie obchodzi mnie, co robisz, oglądasz, ale ode mnie wara! – syknęłam, odwróciłam się i narysowałam niewidzialną linię pomiędzy pokładami. – To jest granica, nasza granica, ja nie przekraczam Twojej, Ty mojej i wszyscy są zadowoleni. Dolecimy na miejsce, zrobimy to co zrobić mamy i nigdy więcej się nie zobaczymy.

Chciałam mieć chwilę spokoju, wzięłam swoje rzeczy i położyłam się na tapczanie, który tam był. Statek może nie był zbyt wielki, ale do najmniejszych na szczęście nie należał. Wyciągnęłam książkę o ziołach, którą można powiedzieć zaczęłam namiętnie czytać. Zmieniłam zdanie odnośnie tego Xala. To prostak, zwyczajny. Nawet gorszy od mojego brata, co myślałam, że jest sztuką. Jak można się tak zachowywać? Naprawdę miałam gdzieś, co ogląda, robi. Nikt, ale to NIKT mnie nie dotknie. Postanowiłam wziąć prysznic ze względu na to, że w sumie nie wiedziałam, kiedy będę mieć następną okazję. Zerknęłam, co ten koleś robi, a jako, że był zajęty sam sobą ruszyłam w stronę łazienki razem ze swoimi rzeczami. Weszłam pod ciepły prysznic i tylko poczułam jak przyjemne ciepło styka się z moim ciałem. Stojąc w łazience miękkim ręcznikiem wycieram ostatnie niesforne krople wody na moim ciele. Po chwili wyszłam zadowolona na zewnątrz , oplotłam się szczelnie ręcznikiem, po czym w ekspresowym tempie ubrałam się w krótkie spodenki i w koszulkę, a włosy rozpuściłam. Wyszłam z łazienki i już trochę się uspokoiłam, nawet przeszła mi myśl, że a może go przeproszę? W końcu mamy przeżyć jakoś całą misję...
Powrót do góry Go down
Xalanth

avatar

Liczba postów : 145
Data rejestracji : 16/10/2015

Skąd : Wielki Świat

SCOUTER
HP:
1500/1500  (1500/1500)
Ki:
1500/1500  (1500/1500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Nie Sty 17, 2016 12:08 am

O, dziewczyna wiedziała, o co chodzi. Wysłuchałem jej z uwagą. Kwiat? Doprawdy? Zacząłem szukać informacji o te roślince. Naprawdę piękna. Zagłębiałem się w informacjach o orchidei, a April znowu zaczęła gadać. Baby, wiecznie tylko gadają, ale dziewczyna miała nader miły głos. Można by go słuchać i słuchać. Jej połowa statku? Moja połowa statku? Specjalnie, jak wydzielała podział, położyłem ogon na jej części statku. Pokazałem jej język. Może wcale nie będzie tak źle, jak myślałem?
-Oddawaj!-chciałem odebrać co moje, ale April wylała mi napój na głowę.-Cholera! Oszalaś?- wstałem z siedziska.-Co za jakaś mała cholera…-spróbowałem się osuszyć, ale dalej się kleiłem.
Cóż, kobiety takie mściwe cholery. Westchnąłem. Trochę zrobiło mi się głupio. Nie powinienem był tak robić. Postanowiłem się zrehabilitować. Jak April się kąpała czy brała prysznic, uszykowałem jedzenie. Zwykłe kanapki, ale miałem po mamie smykałkę do gotowania, więc je nieco udekorowałem. Z warzyw zrobiłem ozdóbki, z paseczek mięsa też. Pobawiłem się. Rozłożyłem ukryty stolik. Do tego, co by można było...wino nie pasuje więc zostanę przy soku pomarańczowym.
Jak tylko April pojawiła się w pomieszczeniu podszedłem do niej. Ująłem jej dłoń.
-Przepraszam za wcześniej, nie powinienem był tak postąpić.- byłem cały czerony.
Obraziłem kobietę, więc trzeba było to naprawić. Podrapałem się po policzku.
-Przygotowałem coś do jedzenia, w ramach przeprosin...jak mi nie wybaczysz, zrozumiem…-patrzyłem na April.
Jak mi nie wybaczy, trudno zasłużyłem sobie na to…
Przyglądałem się April Coraz bardziej żałowałem i było mi głupio, że tak wcześniej postąpiłem. Podszedłem do stolika, po czym poczekałem na April. Nie byłem pewien, co robić. Speszyłem się. Nawet bardzo. Skoro łazienka była wolna, poszedłem tam. Odkręciłem wodę. Nastawiłem strumień. Zacząłem się rozbierać. Spojrzałem w lustro. Moja blizna na szyi...ech...tak, zostanie na zawsze. April, być może będzie pierwszą obcą osobą, która moją tajemnicę zobaczy. Rozebrałem się. Ubrania rzuciłem w kąt. Wszedłem pod prysznic. Ciepła woda, coś wspaniałego. Koiła moje zszargane nerwy. Mogłem się nieco wyluzować. Obmyłem ciało. Oparłem się czołem o ścianę, podobnie jak rękami. Przez to, co tamten mi zrobił zacząłem zachowywać się jak gbur. Teraz, źle zachowałem się w stosunku do April. Ona nie była niczemu winna. To była tylko i wyłącznie moja wina.
Zakręciłem wodę. Wytarłem się. Okręciłem ręcznik w pasie. Miałem nadzieję, że dziewczyna się nie zrazi takim widokiem. Podszedłem do plecaka, aby wziąć czyste rzeczy. Wróciłem do łazienki by tam się przebrać. Założyłem bokserki oraz bordowy dres. Usiadłem na krześle pilota. Zacząłem szukać informacji o orchidei. Musiała być jakaś wyjątkowa. Od tak, nie wysyła się wojowników po jakiegoś kwiatka. Skupiłem się na czytaniu. Tak mnie zaabsorbowało to, co robiłem, że zapomniałem o całym świecie.
Powrót do góry Go down
Online
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Wto Sty 19, 2016 11:51 am

Skusiłam się na kanapki i wcale nie dlatego, że byłam głodna, ale to on wyciągnął dłoń. Miałam tylko nadzieję, że nie włożył tam żadnej pigułki i nie zrobi mi krzywdy. Nie możesz tak myśleć, ale ty głupiutka jesteś.

- Ja też Cię przepraszam, powinniśmy działać razem – powiedziałam, po czym usiadłam i wzięłam jedzenie do ręki. – A i dziękuję, to miłe.

Chciałam dodać, że jeszcze nigdy nikt nie był dla mnie aż tak miły, ale ugryzłam się w język i zajęłam się konsumpcją. W tym czasie chłopak poszedł się wykąpać. Gdy tylko wyszłam zerknęłam na niego, miał co nie co mięśnia, ale musiałam natychmiast spojrzeć gdzieś indziej, bo czułam się jakby mnie przyłapał na patrzeniu. Ja sama o orchidei wiedziałam stosunku niedużo, ale czułam już po co tu jestem. Kiedyś czytałam w książce, że występują dwa typy orchidei i właśnie to o drugim typie mowa. Ponoć potrafi rozmawiać, żyje i jest stosunkowo rzadką rośliną. Potrzebuje opiekuna, czyli osoby czystej o dobrym sercu, bo inaczej bez niej kwiat zwiędnie i będzie do niczego. I tu właśnie widziałam swoją rolę. Niestety nie znałam jego zastosowania, gdyż przeszukując bibliotekę nie dało się go znaleźć. Nie chciałam przeszkadzać chłopakowi, więc tylko rzuciłam.

- W sumie zostało nam jakieś pięć godzin drogi, więc chyba warto przeznaczyć je na sen? – lekko się uśmiechnęłam, podziękowałam za kolację i wyszłam na krótką drzemkę. Myślałam, że nie zasnę, ale o dziwo przyszło mi to najmniejszych problemów.
Z letargu sennego wyrwał mnie on lekko mną szturchając. Powoli otworzyłam oczy, ten sen zdecydowanie trwał za krótko.

- Już jesteśmy? – spytałam na wpółprzytomna i powoli się podniosłam ziewając i przeciągając się. Pierwsze co pomyślałam, to czemu to trwało tak krótko, nawet nie zdążyłam się porządnie zregenerować. – Mam nadzieję, że spałeś?

Usiadłam na swoim łóżku i nawet moje stopy nie dosięgały podłoża, co musiało dosyć zabawnie wyglądać. W zasadzie nawet nie wiedzieliśmy od czego zacząć nasze poszukiwania. Widziałam jedynie przez okno, że trafiliśmy na planetę, gdzie jest bujna roślinność, a nawet bardzo.


Occ: Trochę przyśpieszyłam, ale opis planety zostawiam Tobie Xal. Razz
Powrót do góry Go down
Xalanth

avatar

Liczba postów : 145
Data rejestracji : 16/10/2015

Skąd : Wielki Świat

SCOUTER
HP:
1500/1500  (1500/1500)
Ki:
1500/1500  (1500/1500)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Wto Sty 19, 2016 9:08 pm

Cieszę się, że dziewczyna przyjęła moje przeprosiny. To było bardzo miłe, ba nawet kamień spadł mi z serca! Tak mi się przyglądała...pewnie dostrzegła bliznę na mojej szyi. Jeśli tak, co w sumie na pewno było prawdą, ta jest bardzo widoczna, nie miałem jej tego za złe. W momencie spotkania naszego wzroku, posłałem jej uśmiech.
Skoro chciała iść spać, dobrze niech idzie.
Ja przespałem się tylko z godzinę. Wolałem nadrobić wiedzę na temat przedmiotu, po który zostaliśmy wysłani. Ciekawe gadająca  orchidea. Musi być bardzo piękna. Szkoda, że nie umieścili jej wyglądu. No nic, sami będziemy musieli się tego dowiedzieć. Na pewno, wtedy uzupełnimy informacje. Skoro poznałem, mniej więcej, czego mamy poszukiwać, wypadałoby dowiedzieć się czegoś o planecie, na której wylądujemy. Z zawartych w bibliotece pokładowej danych, nie będzie problemu, abyśmy oddychali jak na naszej planecie. To dobrze. Roślinna planeta, trzeba zatem uważać. Na pewno są jakieś trujące zielska.Mieliśmy dostęp do sporej ilości informacji. Niemniej nie idzie tego wszystkiego spamiętać. Przejrzałem statek, w poszukiwaniu jakiś przedmiotów mogących nas wesprzeć na zewnątrz. Znalazłem zegarki połączone z głównym komputerem. Super! Podłączyłem je do ładowania. Spakowałem dwa plecaki, trzeba było się przygotować. April spała więc zrobiłem to ja. miałem nadzieję, że niczego nie pominąłem-zapas suszonego jedzenia, woda do picia, apteczka, mapa. Zawsze, jak coś dziewczyna może sprawdzić i dodać coś od siebie.
Przeciągnąłem się. Sprawdziłem położenie orchidei na planecie-oczywście zero informacji. No ja nie wiem, kto nam tą misję szykował. Wylądowałem sam, bez pomocy April. Co miałem ją budzić? Zaglądałem co jakiś czas, jak się ona tam miewa. Poprawiłem kołdrę albo poduszkę. Musiałem przyznać, że April była naprawdę śliczna. Poza tym, taka jakaś determinacja i pewność siebie od niej biła. Ucałowałem ją w czoło. Nie mogłem się powstrzymać. Oby tego nie pamiętała, bo znowu mi dowali.
Obudziłem ją, jak tylko wylądowaliśmy na planecie.
-Wstawaj śpioszku.-delikatniem szturchaniem obudziłem hą-Jesteśmy na miejscu.-jak tylko usiadła na łóżku, podałem jej śniadanie do łóżka.-Ciepła zupa na śniadanie.-miska z ciepłym posiłkem stała na specjalnej tacce z nóżkami.
Obok leżała łyżka zawinięta w serwetkę, a obok malutki wazonik z kwiatkiem.Tak, zdążyłem wyjść na chwilę po tym, jak wylądowaliśmy. Roślinka miała srebrne płatki, lśniły niczym posypane brokatem. Zdążyłem się dowiedzieć, że to zwykły kwiatek-na szczęście nie trujący. Niemniej piękny, więc powinien spodobać się April. Poruszałem powoli ogonem.
-Jak spałaś, poszukałem trochę informacji o planecie i tej orchidei. Niestety, nie ma w bazie danych, gdzie ona występuje. Miejsce, w którym jesteśmy to roślinna planeta. Taka wielka dżungla. Musimy uważać, żeby się nie zgubić.- tłumaczyłem.
Usiadłem na brzegu łóżka.
-Znalazłem też zegarki z mapą, biblioteką, wiesz połączone są z komputerem. Naładowałem je. Baterie powinny wytrzymać całą dobę, więc chyba się wyrobimy.- dałem dziewczynie jeden z nich, a drugi już był na moim ręku.-Byłem na krótkim spacerze. Było dość ciepło, ale chłodny wiatr mi towarzyszył.-westchnąłem.
Nagle, coś narobiło hałasu. Wstałem z łóżka. Spojrzałem na April i dałem znać, by siedziała w miejscu. Zrobiłem rundkę po statku. Drzwi były zamknięte, jak wychodziłem...rany może coś wlazło na statek? O rany, muszę byćź ostrożny, April też. Jak wracałem do dziewczyny, coś mi mignęło, różowego i...puchatego? Zacząłem sprawdzać, jeszcze raz statek. Nic jednak nie znalazłem, widać wydawało mi się.
-Nic nie znalazłem.-wróciłem do April, po czym ponownie zasiadłem na łóżku-Jak zupa? Może być?-posłałem jej uśmiech.
Jaka ona była urocza. Spojrzałem gdzieś w bok. Nie ładnie było tak się patrzeć na nią i....coś mi skoczyło na twarz! Od razu próbowałem to zwalić!
-Zabierz to ze mnie!-to coś uparcie siedziało tak, że nie widziałem nic i zasłaniało mi całą twarz.
-Pru!- posłyszałem ciche purknięcie czy coś.
Jak udało mi się zwalić to coś, spojrzałem na podłogę. Ujrzałem małe puchate stworzenie. Całe różowe. Pyszczek miało no łysy to samo część długiego ogonka, ozdobionego puchatą kulką.Oczka miał zamkniętę. Nosek mały w dodatku czarny jak węgiel.
-A cóż to szczur?-zmrużyłem oczy.
Wypróbowałem zegarek. Ten zaś zaczął gadać.

Spoiler:
 

Uniosłem brew do góry.
Prikacz? Ciekawe, skąd mają taką nazwę...głupia jakaś.-zaśmiałem się.
Wtedy to małe, paskudne coś ugryzło mnie w ogon! Krzyknąłem z bólu. Łzy napłynęły mi do oczu. Uniosłem ogon, a to cholerstwo trzymało się ząbkami mojego puchatego dodatku.
-Puszczaj no! To boli, ty paskudo!-próbowałem zwalić ten zbędny ciężar, ale nie.
To stworzenie trzymało mocno, bardzo mocno.
Puszczaj mówię ty przerośnięty motku wełny, słyszysz?! Puszczaj!- na moje słowa, Prikacz puścił.
Popatrzył na mnie złowrogo. Ja zaś masowałem obolały i spuchnięty ogon.
-Pru!-Prikacz zacząl tupać nóżkami.
Chyba protestował, że go tak wyzywam. I dobrze, paskudztwo ugryzło mnie w ogon!
-I co się panoszysz na moim statku? Pozwoliłem ci tu być? Nie, więc się wynoś! Jeszcze mnie tu po ogonie gryzie! Chodź tu!-postanowiłem złapać to cholerstwo.
Szybkie było. Popierdalało na tych mikrych nóżkach jak nie powiem co. Udało mi się dorwać Prikacza. Niestety, miałem przyjemność przekonać się, czemu mają taką nazwę. Jak mi się spierdział, prosto w twarz! Myślałem, że umrę! Mój nos! Zostałem znokautowany przez bąka.
Prikacz wskoczył na łóżko. Przytulił się do April, a mnie pokazał język.
-Pruuuuu…-zaczął wtulać się w dziewczynę.
Już było widać, że ją polubił.
-Obrzydliwy podlizuch…-nadal miałem zakryty nos, bo śmierdziało.

//OOC: Prikacze to pomysł mojej dobrej znajomej, ale są tak rozkoszne, że nie mogłam się oprzeć by je wprowadzić. Ktoś poza Aparil musi włazić Xalowi na łeb i zrównać do poziomu podłogi. xD
Powrót do góry Go down
Online
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   Pon Sty 25, 2016 1:24 pm

Takiego obrotu spraw się po prostu nie spodziewałam. Xal nagle zrobił się aż zbyt podejrzanie miły, czy miał coś na sumieniu? To pytanie nachodziło mnie głównie dlatego, że wcześniej zachowywał się jak rasowy prostak, a teraz całkowicie zmienił front. A może to tylko podpucha? Jedyne, co mogłam zrobić w takiej sytuacji to obserwować, co będzie dalej i być przede wszystkim czujną. Do mojego nosa dotarł zapach, ale nie byle jaki! Ciepła zupa cebulowa. Na dodatek stała na tace, ale dlaczego on to wszystko robi?

- Dziękuję.... - odpowiedziałam całkowicie onieśmielona. Patrzyłam na talerz oraz na kwiaty, które obok były. Nikt nigdy tak o mnie nie zadbał, czułam się przede wszystkim głupio. Oprócz tego towarzyszyło mi uczucie wdzięczności i tego, że sama będę musiała się mu jakoś odwdzięczyć za to wszystko, bo tak naprawdę nie byłam tego warta. – Nie musiałeś tego wszystkiego, to tylko kłopot.

Dodałam jeszcze ciszej, a moje policzki niemalże natychmiast spąsowiały, a twarz próbowałam ukryć wgapiając się gdzieś w podłogę. Tak, to właśnie była moja druga natura. Z jednej strony ukryty diabeł, a z drugiej wstydniś.

- Wiesz, wydaje mi się, że orchidei nie znajdziemy tak po prostu, może ona być ukryta albo ktoś ją ukrył i zabrał? – spytałam spoglądając na niego słuchając tego, co miał do powiedzenia na temat planety. – Najlepiej jak nie będziemy się rozdzielać i super! Dobrze się spisałeś, to naprawdę nam się przyda, aż mi głupio, że ja całą podróż przespałam, a Ty się tym wszystkim zająłeś. Mam nadzieję, że będę umiała się zrehabilitować.

Uśmiechnęłam się lekko, nie mogłam się doczekać wyjścia na zewnątrz. Skoro jest tak chłodniej, to na pewno przypomina to Ziemię, moją ukochaną planetę. Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć o tym, że to najlepsza zupa jaką jadłam, bo coś różowego skoczyło. Aż z wrażenia sama podskoczyłam do góry. Nie spodziewałam się jakiegoś obcego atak.

- Co to jest?! – byłam w głębokim szoku patrząc na małą różową kulkę, czymkolwiek to było wyglądało uroczo, ale trzeba mieć się na baczności. Xal przeczytał informacje o nim, a mi od razu spadł kamień z serca. Wydawał się być nieszkodliwy, a nawet przyjazny. Usiadłam i nagle ku mojemu zaskoczeniu zwierzątko rzuciło się na ogon. Chłopak, który próbował się go pozbył wyglądał zabawnie. Zaśmiałam się cicho pod nosem obserwując tylko sytuację.

- Chyba Cię nie lubi – wyszczerzyłam zęby głaszcząc małą kulkę, która wręcz przymilała się do mnie – Chyba nie masz tutaj zbyt wielu takich kosmitów jak my?

Spytałam i wcale nie oczekiwałam odpowiedzi tylko delikatnie ją głaskałam. Spodobała mi się. Na Vegecie niestety nie ma takich śmiesznych zwierzątek.

- Xal! A może ona wie, gdzie powinniśmy zacząć! – powiedziałam w stronę chłopaka, jakby nagle mnie olśniło. – Wiesz może, gdzie odnajdziemy orchideę? Taki piękny kwiat, poczekaj narysuję Ci!

Wstałam szybko po swój plecak i wyciągnęłam kartkę i ołówek. Nie miałam talentu rysowniczego, ale najważniejsze było, aby kwiat był chociaż trochę podobny, co osiągnęłam. Pirkacz niestety tylko cicho ,,pruhnął’’, a ja niestety odebrałam to jako, że albo nie wie albo nie potrafi nam pomóc, co już utrudniało całkowicie sprawę. Oboje założyliśmy plecaki i ja zjadłam połowę swojej porcji zupy, a kolejne pół oddałam pirkaczowi, któremu również zasmakowała. Xal nie był z tego powodu zbyt zadowolony, ale ja się tylko z tego śmiałam. Było już pewne, że towarzysz idzie razem z nami. Chyba po prostu oboje się polubiliśmy. Gdy tylko wyszliśmy na powierzchnię poczułam lekki wiatr i chłód.

- Przypomina Ziemię – powiedziałam całkiem rozmarzona. Nie miałam tutaj na myśli tylko powietrza, ale i terenu. Ta zieleń była całkiem przyjemna, ale oboje nie wiedzieliśmy od czego mamy zacząć. Trzymałam zwierzątko w rękach próbując się zastanowić, gdzie ruszyć. – Trzeba zabezpieczyć statek, gdyby jednak były tutaj jakieś inne istoty.

Wpisałam kod wejścia i zadowolona z panujących warunków byłam skłonna jakiejś przygody. Nie mając kompletnie pojęcia, gdzie się udać poszliśmy po prostu na północ.

- Mam nadzieję, że nie spotka nas nic tutaj dziwnego – powiedziałam do chłopaka, kiedy próbowaliśmy przedrzeć się przez ogromne krzaki. Nagle nieświadomie weszłam w ostrą roślinę. Skoczyłam do góry jak długa! Nagle zaczęło mnie wszystko swędzieć. - Aaaa! Moje ciało! – krzyknęłam próbując drapać się po każdym zakątku, świąd był niemiłosierny, a ja czułam, że zaraz oszaleję. W jakie cholerstwo ja weszłam?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Misja z kobietą [Xalanth i April]   

Powrót do góry Go down
 
Misja z kobietą [Xalanth i April]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mom, what are you doing?!? (Misja Traffy - Prowadzi Reś)
» To było tak beznadziejne, że chyba dostałem raka. Misja Skoczka.
» xyz
» Zgłoszenia po misje
» Hipsterska misja fabularna [Masamune, Bosse, Konegi]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  ::  EPIZODY-
Skocz do: