Dragon Ball New Generation Reborn

Share
Go down
avatar
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Ruiny domostwa Braveheart

on Nie Lis 22, 2015 10:52 pm
First topic message reminder :

Ruiny, tylko tyle zostało z pięknego niegdyś domu rodziny Braveheart. Niegdyś tętniło to miejsce życiem teraz już tak nie było. Tylko wiatr oraz rośliny i zwierzęta były towarzyszami tego miejsca. Długi korytarz będący kiedyś wejściem oraz przedpokojem miał dziury w dachu. Drzwi wyglądały tak, jakby ktoś je połowicznie otworzył i dalej zostały czymś zablokowane. W niektórych oknach nie było szyb. Dach był cały dziurawy, a gdzieniegdzie roślinność wspinała się po zniszczonych murach domostwa.
W środku zaś wyglądało wszystko tak, jakby czas się zatrzymał. Meble były na swoim miejscu. Tylko spora ilość kurzu postanowiła zamieszkać na wygodnych posadkach. To, co było drewniano nosiło ślady upływającego czasu. Na podłodze było pełno kamieni, desek oraz piachu nawianego przez puste okiennice wiatru. Meble okryte puchem z kurzu. Farba ze ścian, podobnie jak i z sufitu, zaczęła odpadać dawno temu. Wszędzie było mnóstwo pajęczyn. Przez niektóre okiennice długie gałęzie drzew zaglądały ciekawie. Szafa oraz kanapa jakoś się trzymały.
Kuchnia, nie różniła się prawie niczym od salonu. Podłogi praktycznie nie było widać. Pomieszczenie to, było w nieco w gorszym stanie niż poprzednie miejsce. Dziura w suficie, która została spowodowana rozerwaniem od silnej energii pozwalała by różne rzeczy wpadały do środka. Zniszczone kawałki materiału, z którego zrobiony był dach, leżały na środku pomieszczenia. Stół o dziwo, był jedyną w miarę całą rzeczą. Drzwiczki w szafkach wisiały na zawiasach. Niektóre, najpewniej gdyby się dotknęło odpadły by. Krzesła były uszkodzone i leżały na podłodze. Cała zastawa, jakimś cudem przetrwała upływ czasu. Z kranu kapała woda.
Korytarz prowadzący do łazienki oraz na schody był w opłakanym stanie. Schody prowadzące na piętro połowicznie zasypały korytarz, przez co był problem z przedostaniem się do drugiej części pomieszczenia. Tam bowiem znajdowała się łazienka. W tym niewielkim pomieszczaniu kafelki ścienne całkiem odpadły i ozdabiały podłogę. Większość z nich była połamana tudzież wyszczerbiona. Lustro nad umywalką było całe popękane. Miało się wrażenie, że ktoś z wielką siłą potraktował je pięścią. Być może, któreś z rodziców? Któż to wie. W wannie leżał szkielet. Kobiety. Nie trudno było zgadnąć do kogo należał. Kobieta musiała zażywać kąpieli, kiedy umarła. Nadal widoczna była krew, pomimo brudu jaki znajdował się w wodzie. Niedaleko wanny znajdowały się poniszczone ubrania, ręczniki oraz inne typowe dla tego pomieszczenia przedmioty.
Na pierwszym piętrze były trzy pomieszczenia. Pokój Xalanth’a mieścił się tuż nad salonem. Drzwi do pokoju były zniszczone. Miejsce to wyglądało jak po przejściu tornada. Wszystko było poniszczone. Książki, meble, a stare ubrania chłopaka walały się po podłodze. Ciężko by było znaleźć rzecz, która jakimś cudem ocalała. Jednym słowem z tego pomieszczenia nie zostało praktycznie nic.
Drugim pokojem, znajdującym się na przeciwko pierwszego-był pokój Mexmery. Ten nie różnił się niczym od tego pierwszego. Ewidentnie ktoś czegoś szukał. Kawałek dalej była sypialnia rodziców rodzeństwa. Tutaj było tak samo jak w poprzednich pomieszczeniach. jednak, ten pokój miał pewien dodatek. Na prawej stronie, pod ścianą, siedział kościotrup ubrany w wojskowy strój. Też nie trudno było zgadnąć kim był, nim umarł.
Zostało jeszcze jedno pomieszczenie. Gabinet ojca rodzeństwa. Ten, ukryty był w podziemiach. Jako delegaci, państwo Braveheart musieli trzymać tajne dokumenty w zabezpieczeniu. Nikt tam się nie dostał. Ojciec Xalanath’a wiedział jak zabezpieczyć teren. Tylko syn i córka wiedzieli jak się tam dostać. Musieli tylko trochę pomyśleć. Wszystko, w tym pomieszczeniu, było niezniszczone i zadbane. Tylko papierowe rzeczy musiały być traktowane z dozą ostrożności, jeśli nie chciało się ich uszkodzić. Nawet komputery wyglądały całkiem sprawnie. Wystarczyło je tylko włączyć.
Dało się słyszeć wiatr świszczący między szczelinami.

______________________



NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Ruiny domostwa Braveheart

on Sob Sty 30, 2016 8:14 pm
- N-nie, nie mi… On tylko zajął się moją bielizną… Ale ona wisiała na sznurku… - wymamrotała przestraszona reakcją dziewczyny Treya. Z wielkimi oczami obserwowała jak Mexmera doprowadza brata do porządku… Patrz, dała mu kuksańca w głowę, nie przejmująć się tym, że Xalanth jak siedział, tak siedzi. Halfka chyba nie wiedziała co myśleć o towarzystwie w jakie trafiła, niemniej, dano jej schronienie, jedzenie, zajęto się nią… Za to była wdzięczna. Oczywiście pomijając fakt, że tak jak i chłopak, to jego siostra też była podejrzana… Zwłaszcza po tym, gdy jakby mimochodem posłała komplement pod adresem drobnej halfki… Tego było dla niej za wiele. Twarz przybrała barwę świeżej wiśni i dziewczyna spuściła głowę, zabierając się za swoją część pracy, zbyt speszona by odezwać się później choćby słowem.
Mijały godziny, zlatujące to szybciej, niby minuty, to dłużej, jakby ktoś rozciągał je jak zżutą gumę do żucia. Xalanth pochłonięty medytacją odizolował się nieco od pracujących dziewcząt, które, zajęte papierkową robotą… Bardzo wolno dochodziły do sedna sprawy. Niezliczone kopie wiadomości walały się po podłodze i biurkach, gdy Treya z Mexmerą robiły wszystko by odkryć ich sekret. Do momentu gdy Saiyanka odkryła, że owe znaki bardzo przypominają jej gatoński… Z małym szczegółem. Nie można było z nich stworzyć ani jednego zrozumiałego słowa. Zrezygnowana Treya odłożyła kartkę i westchnęła.
- Już nie wiem co robić… - zaczęła cichutko, lecz jej słowa przerwało poderwanie się Mexmery. Halfka podążyła za nią wzrokiem, patrząc niepewnie na Xalantha. Nie wiedziała co się dzieje i nikt chyba nie zamierzał jej tego tłumaczyć. Obserwowała w zadumie jak starszy z Bravehertów ocknął się i wyszedł z pomieszczenia jakby o nich zapominając.
Tego było naprawdę za dużo. Chcąc podeprzeć ramionami głowę, Treya niechcący zrobiła mały bałagan, bo pliczek kartek poleciał na podłogę. Przykucnęła, zbierając je i ukradkiem patrząc czy nikt nie widział. Wtedy jej wzrok przykuł ekran komputera. Był czarny, wyłączony, ale jego gładka i ciemna powierzchnia robiła za lustro. Symbole, które normalnie nie tworzyły niczego logicznego, teraz może układały się w coś innego…
- Zobacz. – podsunęła kartkę Mexmerze, gdy ta wróciła. – W lustrzanym odbiciu to wygląda inaczej…
Fakt. Odbicie było czystym językiem gatońskim, który Xal i Mex rozumieli bez trudu… Pozostał jednak jeszcze jeden szkopuł. Symbole powtarzały się nieregularnie i tworzyły jeden wielki bełkot. Wyglądało na to, że trzeba coś z tym zrobić… Może poskreślać powtarzające się znaczki i zobaczyć co wyjdzie z reszty słów…

OOC
Mex, proszę rozpisz rozkodowanie wiadomości. Jej treść wyślę Ci na pm.
Xal, omówimy to z Razielem.
Mexmera
Liczba postów : 13
Data rejestracji : 13/01/2016


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Ruiny domostwa Braveheart

on Czw Lut 04, 2016 7:50 pm
Kiedy Xal w końcu się obudził i zaczął kojarzyć co się dzieje, Mex bez namysłu czy ostrzeżenia ponownie go spoliczkowała. Ten zapewne był jeszcze oszołomiony nieco, a nawet jeżeli nie to chyba się raczej nie spodziewał takiej reakcji.
- Przestraszyłeś mnie pawianie... Zresztą nieważne. Mam teraz do dokończenia rozszyfrowanie kartki, a ty rób jak uważasz.
Obróciła się napięcie z miną nadąsanego dziecka. Cholerna cykada, naprawdę się o niego martwiła. W głowie myślała nad jakimś konkretnym aktem zemsty, nie miała jednak jeszcze konkretnego pomysłu, teraz najważniejsze było przepisać tą wiadomość tak jak być powinno. Treya była nieocenioną pomocą przy rozwiązywaniu zagadki. Z lusterkiem w ręku zaczęła powoli przepisywać słowa eliminując przy tym słowa które nie pasowały do zdania. W końcu skończyła i miała już rozszyfrowaną wiadomość która okazała się być od Daiko. Była najwyraźniej napisana w dniu ataku na króla. Daiko pochłonięty walkami nie był w stanie zobaczyć się z nimi w dniu ich lądowania jak i przez te całe 3 dni, nie było w tym nic dziwnego. I to w zasadzie była najmniej znacząca wiadomość, bowiem kartka zawierała też miejsce ukrycia dokumentów. Według tego co było napisane, wszystkie dokumenty znajdowały się w pałacu, we wschodnim skrzydle, naprzeciwko ostatniego okna za zielonym gobelinem. Te informację były w tym momencie kluczowe. To był ich ratunek, musieli je zdobyć czym prędzej.
- Xalanth, spójrz na to. Mamy dokładne miejsce gdzie są wszystkie dokumenty potrzebne do oczyszczenia rodu Braveheart. Według tego co tutaj pisze to chyba nawet więcej niż potrzebujemy. To nasza szansa.
Rzuciła się bratu na szyję, a z jej oczu zaczęły lecieć łzy.

The author of this message was banned from the forum - See the message

The author of this message was banned from the forum - See the message

avatar
Mexmera
Liczba postów : 13
Data rejestracji : 13/01/2016


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Ruiny domostwa Braveheart

on Sro Lut 17, 2016 6:11 pm
Kiedy Xal nagle oberwał złotą obręczą, zdziwiła się. Od razu odwróciła się w kierunku z którego owa obręcz nadleciała. Dojrzała znajomą sylwetkę. W tym momencie doznała szoku, przecież to był Daiko, ale nie zachowywał się jak ich przyjaciel, było w nim coś... mrocznego. Nie wiedziała co zrobić, stała jak wryta, nie ze strachu, a ze zdziwienia. Mex nie miała kłopotów z zabijaniem i jeśli zaszła by konieczność zabiła by nawet jego. W tym jednak momencie nie bardzo wiedziała co robić. Patrzyła na to jak okłada Xala, chciała coś zrobić, próbowała obmyślić jakiś plan, jak go uratować. Cholerny Xal, próbował zgrywać rycerza na białym koniu, ona sama potrafiła też walczyć, może i była słabsza od brata ale za to o wiele sprytniejsza, a czasem to właśnie spryt zwycięża nad siłą. Kiedy nagle Treya rzuciła się do nich z mieczem Xala, próbowała ją zatrzymać, nie zdążyła jej jednak chwycić i oberwała kulą energii, a po chwili Daiko zaczął się nad nią znęcać. Wyjęła zza pleców swoją włócznie i rzuciła się na Daiko, ten jednak skutecznie parował jej ciosy, nie udało jej go nawet drasnąć, zamiast tego sama oberwała kulą i odbiła się od ściany. Nie straciła jednak przytomności. Plecy polały ją od uderzenia nie zamierzała się jednak poddać. Jednakże nie zdążyła nic zrobić bo nagle Xalanth... pozbawił Daiko głowy... Wyglądało to jej zdaniem widowiskowo i to w dwojaki sposób. Nie dość że ta pacyfistyczna cykada właśnie kogoś zabiła, to jeszcze z miejsca gdzie powinna znajdować się głowa tryskała istna fontanna krwi. Taa... całkiem niezłe widowisko... - Chyba jestem chora psychicznie - pomyślała o samej sobie. Wszak dziwne dosyć że ta makabryczna scena nie wywołała u niej spazm czy jakichkolwiek negatywnych odczuć. Wprawdzie szkoda jej było przyjaciela, ale skoro dał się omamić wrogowi to jak najbardziej na to zasłużył. NIe interesowało jej to czy był pod wpływem jakiegoś serum czy innego badziewia, skoro był, to znaczy że dał się złapać, był nieostrożny i sam na siebie wydał wyrok. Proste. Kiedy ciało Daiko zaczęło powoli opadać na piach, nie pozwoliła mu nawet opaść do końca. Kopnęła z całej siły truchło aż zatrzymało się na ścianie. Podbiegła do nieprzytomnego brata i Treyi. Próbowała ich cucić, jednak na nic to się zdawało. Oboje oddychali płytko i byli w kiepskim stanie. Zaniosła obojga do sypialni i położyła na łóżkach znalazła w apteczce jakieś bandaże i opatrzyła ich rany. Xal miał nieźle poparzone plecy, ale z uszkodzeń zewnętrznych to Treya wyglądała dużo gorzej. Mex miała tylko nadzieję że nie mają po uszkadzanych organów wewnętrznych. Nie była wszak medykiem, potrafiła tylko udzielić pierwszej pomocy, nic więcej.

The author of this message was banned from the forum - See the message

avatar
Mexmera
Liczba postów : 13
Data rejestracji : 13/01/2016


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Ruiny domostwa Braveheart

on Czw Lut 18, 2016 12:06 am
Uważnie obserwowała co robi Xalanth. Stała z założonymi rękoma i czekała na rozwój sytuacji. Puściła płazem gdy ten dotykał twarzy Treyi. Wodziła za nim wzrokiem, a kiedy wyszedł na podwórze, obserwowała go przez okno. Grób dla Daiko? Jakie to żałosne, po tym co zrobił to by chętnie jego ciało nabiła jeszcze na pal, a co? Tak dla zasady. A ten jeszcze się żałośnie modlił. Prychnęła, po czym splunęła na podłogę. Najwidoczniej po zakopaniu Daiko postanowił wrócić jeszcze do sypialni. Nadal bacznie go obserwowała, nie mówił nic, więc i ona nie zamierzała się odzywać, nie usłyszała nawet głupiego dziękuje. Zresztą nieważne, kiedy bezczelnie pocałował nieprzytomną Treyę to już nie wytrzymała. Podeszła bez ostrzeżenia i przywaliła mu pięścią w łeb.
- Jak chcesz ją całować zboczeńcu to może jak się obudzi, a nie. Będziesz mi tu na moich oczach molestował dziewczynę która jest jeszcze nieprzytomna... Wstyd mi za Ciebie, nie wiem jakim cudem możesz być moim bratem... dobrze ze przynajmniej nie odziedziczyłam po tobie twoich zboczonych zapędów.
Zdenerwował ją, nie lubiła gdy jej brat się zachowywał jak ostatni zboczeniec. Cholerna zboczona, niewdzięczna i (pacyfistyczna?) cykada... Ponownie wyszedł, tym bardziej chyba porozmyślać, bo znowu wyglądał na takiego co się zamknął w swoim świecie... co ona z nim ma. Po krótkiej chwili zauważyła że znowu zaczyna szaleć, najwyraźniej nie potrafi sobie z tym wszystkim poradzić. Weschnęła, po czym wolnym krokiem udała się do niego. Kiedy ten znowu zaczął ryczeć jak mała dziewczynka, zastanawiała się czy go nie przytulić. Biorąc pod uwagę jak ją potraktował po tym jak odszyfrowała wiadomość i teraz nawet nie powiedział głupiego "dziękuję" nie zasługiwał na to w żadnej mierze. Serce jej trochę miękło, broniła się sama przed sobą. Z jednej strony chciała go jakoś pocieszyć, z drugiej jego zachowanie było karygodne... Ostatecznie jednak zmiękła i przytuliła brata. Jednak jeśli znowu spróbuje ją odepchnąć to już nie będzie taka miła. Wtedy Xal pożałuję swojej decyzji.

The author of this message was banned from the forum - See the message

avatar
Mexmera
Liczba postów : 13
Data rejestracji : 13/01/2016


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Ruiny domostwa Braveheart

on Czw Lut 18, 2016 3:17 pm
Patrzcie go, czyżby nagle zrozumiał jaki błąd popełnił? Przecież ona zawsze przy nim jest kiedy zachodzi taka potrzeba, może i czasami zachowuje się jak zadufany dupek, ale mimo wszystko jest jej bratem i nic tego nie zmieni. Miała ochotę go znowu trzepnąć za to że się nad sobą tak rozczula, ale postanowiła mu darować tym razem.
- Przecież zawsze jestem, głupku. I przestań się nad sobą rozczulać, sama też potrafię sobie poradzić, nie jestem małym dzieckiem.
Co z tego że była od niego młodsza? Nie była dzieckiem, a saiyanką, wojowniczką. Ona też potrafiła walczyć, mimo że była od Xalantha słabsza. Ale niech on się nad sobą nie użala że mógłby być silniejszy i tak dalej. "jakby był silniejszy to by uratował rodziców", co to za bzdury.
- Uspokój się Xalanth, do cholery. Jakbyś wiedział że się przwrócisz to byś sobie usiadł, więc przestań biadolić od rzeczy i weź się w garść. Życie to nie bajka.
Od tych wyznań zaczynało ją już brać na mdłości. Starała się rozumieć to, że Xal jest uczuciowy, no ale niech nie przesadza, bo to właśnie jego uczuciowość jest jego słabością, którą przeciwnik skutecznie obraca przeciw niemu.
- Ja Ciebie też kocham brat, ale weź się w końcu w garść. Jak dalej będziesz do walk podchodził tak emocjonalnie to stracisz nie tylko mnie, ale stracisz własne życie. Starczy tych czułości, czas się wziąć za siebie.
Jakaś kara za to jak ją wcześniej potraktował musi być. Poza tym prawdę mówiła. Czas najwyższy wziąć się za siebie jeśli mają cokolwiek zdobyć, oczyścić swe imię i zdobyć ten cały mityczny artefakt, jeśli rzeczywiście istnieje.
- Tak, zajmę się tym i będę się opiekować Treyą, tylko nie daj się złapać. Dokumenty znajdują się w pałacu, we wschodnim skrzydle, naprzeciwko ostatniego okna korytarzu za zielonym gobelinem. Tam powinna być wmurowana kasetka, a w niej wszelkie dokumenty.
Zamierzała jak najprędzej zająć się rozszyfrowywaniem komputera ojca, kto wie, mogło być w nim więcej niż to co znalazł Xal. Trzeba będzie poszukać głębiej w systemie, oraz postarać się przywrócić skasowane pliki.

The author of this message was banned from the forum - See the message

avatar
Mexmera
Liczba postów : 13
Data rejestracji : 13/01/2016


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Ruiny domostwa Braveheart

on Pon Lut 29, 2016 2:25 am
Spojrzała jeszcze za nim jak poleciał, po czym przysiadła do komputera. Co jakiś czas zaglądała do Treyi czy się nie obudziła, póki co jednak spała. I dobrze potrzebowała odpoczynku, no i Mexmera mogła spokojnie popracować. Kto wie, w komputerze ojca mogą być jakieś dane które Treya nie koniecznie powinna zobaczyć. Najpierw próbowała złamać zabezpieczenia kodowe, co do łatwych zadań nie należało, ojciec wiedział jak zabezpieczyć pliki przed niechcianymi oczami. Wszelkie proste hasła które ojciec mógłby wprowadzić nie działały, próbowała imion, nazwisk, adresów nawet, nic jednak z tego nie pasowało. Postanowiła to odłożyć na później i najpierw zająć się odrobinę prostszym zadaniem. Postanowiła spróbować odzyskać skasowane ostatnio pliki, wiedziała że to możliwe, każdy plik skasowany z dysku twardego posiada szkielet, którego nie widać, ale przy odrobinie wiedzy i umiejętności można wychwycić te szkielety i za ich pomocą przywrócić pliki, bądź dokumenty. Sprawdzała wszystko co się dało, póki co trafiała jednak na same śmieci, albo mało istotne rozmowy, zachowywała je jednak, bo być może, kiedy zbierze wszystko do kupy to będzie miało to, jakąś kluczową rolę. Nadzieja matką głupich jak to mawiają, ale każda matka swoje dzieci kocha... chyba.
Nieważne to zresztą. Znów spojrzała do Treyi, albo się zaczynała budzić, albo coś jej się śniło, bo zaczęła kręcić się po łóżku jak osika. Siadła przy niej i chwyciła jej rękę.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Ruiny domostwa Braveheart

on Pon Lut 29, 2016 10:07 pm
Wokół domu Braveheartów, a także w nim zrobiło się bardzo cicho.
Jeden z pokoi wypełniło zajadłe klikanie. To Saiyanka, drugie dziecko ze znanego rodu, obecnie pomazanego znamieniem zdrady, zajmowała się zgłębianiem tajemnic dysku twardego komputera swojego ojca… Panował względny spokój…
- Aaah!
Treya usiadła raptownie na posłaniu, unosząc jedną rękę w obronnym geście nad głową. Zastygła tak na moment, zamrugała i odetchnęła wolno, po czym przeniosła skołowany wzrok na siedzącą Mexmerę. Policzki się jej zaróżowiły gdy dostrzegła, że dziewczyna trzyma ją za dłoń, acz naraz sobie coś przypomniała.
- C-co się stało? Gdzie jest Xalanth? Czy on… Co się stało z tamtym wojownikiem? Ch-chyba go nie zabił…?! – wargi halfki zaczęły się trzęść, mocno złapała ją za rękę i chcąc jeszcze o coś spytać, gdy nagle zbladła i niemal osunęła się Mexmerze z łóżka. Uderzenie Daiko musiało dawać się jej jeszcze we znaki, z nosa popłynęła jej krew. – Słabo mi… – poskarżyła się cichutko, drżąc jeszcze z przejęcia.

______________________


avatar
Mexmera
Liczba postów : 13
Data rejestracji : 13/01/2016


Identification Number
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Pancerza:
0/0  (0/0)
Tokeny Ki:

Re: Ruiny domostwa Braveheart

on Czw Mar 10, 2016 3:41 pm
A więc odzyskała przytomność, bardzo to cieszyło Mex, przynajmniej dzięki temu wiedziała że nic jej nie jest. Nagle Treya się dziwnie na nią spojrzała i zaczęła pytać co z Xalem. No tak, w sumie budząc się i widząc taki obrazek, mogła sobie pomyśleć różne rzeczy, Mex o tym nie pomyślała.
- Nie martw się o Xala, z nim wszystko w porządku, poleciał do pałacu po te dokumenty, z pewnością nic mu nie jest.
A przynajmniej miała nadzieję że rzeczywiście nic mu nie jest, ta cholerna cykada wiecznie wpada w kłopoty. No ale cóż, będzie jak będzie, teraz Mex musiała się zaopiekować Treyą. Szybko przygotowała jej coś do jedzenia i tak siedziała przypatrując się jej... Była śliczna, a co gdyby tak... Sama nie wiedziała co robić, z jednej strony miała na nią ochotę, z drugiej miała być takim samym zbokiem jak jej przeklęty brat. I tak źle i tak nie dobrze. Postanowiła jednak złożyć pocałunek na jej policzku. W końcu raz kozie śmierć, kto nie ryzykuje, ten nie żyje.
avatar
NPC.
Liczba postów : 2445
Data rejestracji : 29/05/2012

http://poke-life.net/pokemon.php?p=58946863&nakarm

Re: Ruiny domostwa Braveheart

on Nie Mar 20, 2016 6:22 pm
- Dokumenty..? - zaczęła nic nie rozumiejąc, ale więcej pytań nie zadawała. Leżała dłuższą chwilę by odzyskać siły, po czym usiadła i przyjęła jedzenie zrobione “na szybko”. Chyba jej organizm tego potrzebował.
- Dziękuję… Już mi lepiej. Może, może pójdziemy go poszukać? Trochę się ma… - spłoniła się od jej całusa i odsunęła speszona, unosząc obie dłonie, jakby miała zamiar machać nimi na oślep. Patrzyła na Mexmere pąsowa - Cz-cz-czemu t-to zrobił-łaś..? - odruchowo złapała za starą poduszkę i zasłoniła się nią, zerkając na Saiyankę. - R-robisz jak ten bandyta, co chciał mnie pocałować a p-potem… - urwała nagle. Wyglądało na to, że zanim trafiła tutaj na Xalantha to sporo rzeczy się działo...

______________________


Sponsored content

Re: Ruiny domostwa Braveheart

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach

Copyright ©️ 2012 - 2018 dbng.forumpl.net.
Dragon Ball and All Respective Names are Trademark of Bird Studio/Shueisha, Fuji TV and Akira Toriyama.
Theme by June & Reito