Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 A wszystko przez kadeta J. April i Kuro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Pią Lis 13, 2015 9:26 pm

Retrospekcja

Kadet J., czyli gracz o niku J., half-saiyan. Sprawca całego zamieszania,zamienił tabliczki z nazwami łazienek.
Miejsce akcji: Akademia Wojskowa na Vegecie
Czas akcji: Kilka godzin po rejestracji w Akademii

Kuro:
Szedł szybkim krokiem w stronę szatni, niosąc w dłoniach nowy uniform kadeta. Bardzo się cieszył z takiego obrotu spraw. Pierwsze koty za płoty – pomyślał. Gdy doszedł do szatni, mocno pchnął drzwi z napisem „Male” i wszedł do środka. Z dala dało się słyszeć odgłosy lecącej wody pod prysznicem. Nieopodal zauważył wiszące mokry strój i kupkę innych ciuchów. Nigdzie nie widział ochraniaczy, więc to najprawdopodobniej strój innego kadeta.

Zaczął się rozbierać, po chwili zauważył na ciele kilka plam zakrzepniętej krwi. To z pewnością pozostałości po tym blondasie, którego zaniósł do skrzydła szpitalnego. Kuro był ciekaw jak się ma owy half, ciekawe czy postawili go już na nogi i czy w ogóle żyje. Skoro inny kadet bierze prysznic i nie wygląda jakby spieszył się na wykłady to postanowił też się odświeżyć. Gdy wszedł pod prysznic zaburczało mu w brzuchu, nic od rana nie jadł tylko latał po akademii, mogliby dać jakaś przerwę śniadaniową. No jak można się skupić na wykładach o pustym żołądku.

Odkręcił kran i już po chwili ciepła woda spływała po jego torsie zmywając ślady krwi. Ciśnienie wody przyjemnie masowało mięśnie. No ale niestety nie miał zbyt wiele czasu, trzeba pędzić na wkłady. Szybko się umył i wyszedł z kabiny.

Kuro zamarł ze zdumienia. Przed nim stała dziewczyna zawijając się aktualnie ręcznikiem. Długie czarne i mokre włosy przykleiły się jej do ciała, a twarz miała niewinną, jak sukienka do pierwszej komunii. Zanim dziewczyna zakryła się ręcznikiem zobaczył jej drobne, jędrne piersi. Chłopak stał jak wryty, klnąc w duchu Freuda za wymyślenie id. Poznał ją ,to ta dziewczyna, którą spotkał chwilę temu w magazynie.

Po chwili namysłu Kuro zreflektował się i zasłonił ręką oczy wyjąkując niemrawie:

- Prze…..przeprasza. Ale…… to męska szatnia.

Drugą kończyną usilnie zaczął wymachiwać, aby namierzyć ręcznik i zakryć nim swoją męskość. Czuł, że robi się coraz bardziej czerwony na twarzy. Zrobił krok do przodu i nadepnął na niedbale porzuconą kostkę mydła. Z wdziękiem pirata z drewnianą nogą, trzymając w jednej ręce ręcznik pomknął siłą rozpędu w stronę dziewczyny. Trzymając się powietrza wpadł z impetem na młodą Siyankę. Przewrócili się oboje i Kuro uderzył mocno czołem w podłogę. Siła uderzenia poniosła się echem w pomieszczeniu dającym niezłą akustykę. Podnosząc się z podłogi złapał się za czoło, czuł jak łzy napływają mu do oczu. Usiadł na podłodze i jęknął:

- Boliiiiiiiiiiii!. Przepraszam Cię bardzo! Wszystko w porządku?! Pomogę Ci wstać.

Czuł jak rośnie mu guz na czole – zajebiście teraz będę wyglądał jak jednorożec – pomyślał z żalem i wyciągnął otwartą dłoń, aby pomóc wstać dziewczynie, o konieczności założenia ręcznika na własne biodra zapominając.


April:
Wszystko działo się tak szybko... zdecydowanie za szybko... ale przejdźmy do samego początku tego co się stało. W momencie, gdy brunetka sprawdziła stan swojego ubrania nagle usłyszała czyjś głos, który na pewno nie należał do kobiety! Odwróciła się natychmiast i ujrzała nagiego mężczyznę, pierwszy raz w życiu. Otworzyła usta ze zdumieniem, nie rozumiała co on robił w damskiej części na dodatek bez ubrań! Cała dygotała. Serce chciało jej wyskoczyć z piersi, czuła je w skroniach, uszach, a nawet w mięśniach na całym ciele. Jeszcze chwila, a zaczęłaby szczękać zębami. Wpatrywała się w niego nie ruszając się z miejsca, dokładnie zwróciła uwagę na jego klatkę piersiową i opadające włosy. Jej twarz natychmiast zmieniła barwę na czerwoną. Nigdy nie czuła się, aż tak zawstydzona, nie doświadczyła jeszcze takiej sytuacji i nie wiedziała co zbytnio zrobić lub powiedzieć. Po chwili opamiętała się i chciała mu grzecznie oznajmić, że to on pomylił szatnię, ale w tym samym momencie czarnowłosy poślizgnął się na kostce mydła i wpadł prosto na nią! Uderzyła o podłogę głową, zamknęła na moment oczy i zacisnęła zęby. Czuła się jakby małe, obrotowe urządzenie pracowało wewnątrz jej głowy zadając jej ból. Była już totalnie zdezorientowana tym co właśnie się stało. Na analizę tego wszystkiego przyjdzie jeszcze czas, ona sama nie była w stanie nic sensownego powiedzieć. Wciąż była pochłonięta impulsem, który przed momentem miał miejsce. Nagle z przemyśleń wyrwał ją męski głos, który oferował jej pomoc. Złapała go, czuła ciepło i suchość jego skóry, a kiedy napotkała jego spojrzenie- aż zatrzęsła się w środku. Nie mogła oderwać od niego oczu ani ruszyć ręką- czuła się jak zahipnotyzowana. Jednak po chwili schyliła się i podała mu ręcznik, który leżał na podłodze zamykając uprzednio oczy, co w sumie było już bez sensu.

- Wybacz, nie wiem jak to się stało... wszystko z Tobą w porządku? Naprawdę jest mi przykro. Totalnie nie mam pojęcia jak taka sytuacja mogła się wydarzyć. Pamiętam, że przed wejściem sprawdzałam czy wchodzę do damskiej. Nie wiem jak to się stało. Nie masz mi tego za złe? - spytała opierając dłoń o jego barki, ale po chwili ją cofnęła, gdyż przecież on wciąż był nagi. - Ja już lepiej sobie pójdę, tak będzie najlepiej. No to teraz możesz spokojnie... a nieważne!
Jej twarz co chwilę nabierała intensywniejszego kolor, podbiegła po swoje rzeczy i bardzo szybko opuściła łazienkę. Gdy tylko znalazła się za ścianą głośno westchnęła. Zamknęła powiekę i nagle jej wyobraźnia spłatała jej figla- gdyż ukazał się nagi Kuro. Natychmiast je otworzyła i postanowiła się jak najszybciej ubrać, co uczyniła. Na szczęście jej rzeczy już wyschły i nie było nawet śladów po tych okropnych glutach. Ale co ona teraz zrobi? Jak ona spojrzy mu teraz w oczy? Chyba nie będzie w stanie tego zrobić. Nie zastanawiając się długo przebrała się i zostawiła ręcznik na krześle, które stało przed wejściem. Nie chciała już nigdzie wchodzić, bała się że znowu coś pomiesza, a drugiej takiej sytuacji chybaby nie zniosła.

Zt- korytarz

Kuro:
Dziewczyna powoli usiadła. Kuro czuł się winny wynikiem zaistniałej sytuacji. Chciał powstać, gdy ona nadal siedząc wyciągnęła w jego stronę rękę z ręcznikiem i odwróciła głowę lekko w bok zamykając oczy. W pierwszej chwili zatkało go i spali buraka. Co ze mnie za idiota, żeby zapomnieć o ręczniku – pomyślał. Chwycił ręcznik, okrył się nim skromnie i pomógł dziewczynie wstać. Wydawała się mocno skołowana, Kuro miał nadzieję, że nic się nie stało, chociaż słowo „nic” zdecydowanie tu nie pasowało. Kiedy pomagał jej wstać poczuł jaką ma gładką i miękką skórę, dziewczyna była bardzo lekka. Aż trudno było mu uwierzyć, że istota o tak drobnej budowie zaciągnęła się do wojska.

- Jestem Kuro – przedstawił się, uśmiechając się szeroko.

Chciał załagodzić sytuację, Alę dziewczyna zrobiła się jeszcze bardziej czerwona i zaczęła go przepraszać, po czym w pośpiechu wybiegła do szatni. Kuro słyszał, jak się ubiera w popłochu, chciał wejść i ją jeszcze raz przeprosić ale uznał, że lepiej dać jej spokój i nie krępować jej bardziej. Stał w miejscu i nie ważył się nawet drgnąć Po kilkunastu minutach usłyszał jak trzaskają drzwi wejściowe. Prawdopodobnie wyszła, więc ostrożnie wszedł do szatni i ujrzawszy tylko swoje rzeczy począł ubierać się w nowy uniform dla kadetów. Rozciągliwy materiał mocno opinał jego ciało ale Kuro nie czuł dyskomfortu, wręcz przeciwnie, nic krępowało jego ruchów. Podszedł do lustra i przyjrzał się sobie, zmierzwił mokre jeszcze włosy. Następnie spakował swoje poprzednie ubrania do plecaka i wyszedł z szatni. Dla pewności spojrzał jeszcze raz na tabliczkę z napisem „Male”. Zerknął w stronę, w którą powinien iść na salę wykładowa i dwa metry dalej zobaczył leżącą książkę. Podszedł i podniósł ją – „Teorie strategii”, to książka dla kadetów, miesiąc temu otrzymał taką samą od ojca. Odruchowo zaczął wertować i zauważył napis „April”. Pewnie to imię tej dziewczyny, nie widział jeszcze innych kadetek, więc założył, że książka należy do niej. Mimo wszystko ucieszył się z takiego obrotu spraw. Będzie miał okazje ją przeprosić, to przez niego ta cała heca, mógł się po prostu odwrócić tyłem. Poza tym martwił się, że zrobiła sobie krzywdę, guz na czole non stop przypominał o swoim istnieniu, a ona uderzyła tyłem głowy o wykafelkowaną posadzkę.

Kuro poszedł szybkim krokiem w stronę sali wykładowej, żeby się nie spóźnić. Musiał jeszcze złapać April i oddać jej książkę. Idąc rozmyślał o dziewczynie, nie ma co ładna była …..

ZT --> Sala wykładowa..

______________________





Ostatnio zmieniony przez Kuro dnia Wto Lis 24, 2015 10:22 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Sob Lis 14, 2015 11:32 am

Spieszyłam się, aby jak najszybciej dotrzeć do Sali wykładowej. Pierwszy mój dzień w Akademii i taka wtopa. Miałam nadzieje, że nigdy więcej nie zobaczę tego typa, bo spalę się ze wstydu. Weszłam natychmiast do środka. Było pusto, czyli przebyłam jeszcze przed czasem. Usiadłam w pierwszej ławce i głośno odetchnęłam. Co by powiedział mój brat, gdyby tu ze mną był? Zamordowałby go na miejscu. Wiedziałam to i brakowało mi go, mimo tego wszystkiego, co zrobił był mi bliski. Kochałam go, był dla mnie oparciem i wszystkim. Nie miałam rodziny, wychowałam się przez kuzynostwo, mój ojciec poległ, a nikt nie wiedział w jakich okolicznościach, brat zniknął, a matka była gdzieś na Ziemi. Pamiętałam ją jak przez mgłę, blondynka o niebieskich oczach, takich jak moje.

Ludzie powoli zaczynali się zbierać w środku. Siedziałam, a we mnie jakiś strach, że znowu go ujrzę, a może nie był nowy? Zboczeniec. Nie znałam praktycznie nikogo oprócz jednej dziewczyny, Reito, tego zboka i J. Na moje szczęście tych dwóch jeszcze nie było, więc była szansa, że nie należą do nowych. Nie przyjrzałam się jego odznakom, bo tak się składa, że on nie miał nic na sobie. Dosłownie nic!

- Mogę usiąść? – usłyszałam męski głos, a włosy aż mis się zjeżyły, podniosłam głowę i odetchnęłam. To był jakiś chłopak, widziałam go po raz pierwszy. Kiwnęłam głową i przy okazji czerwieniąc się. Czemu akurat musiał usiąść sobie tutaj i przerywać mój spokój? Jak ja nie lubię chłopaków! - Hej jak się nazywasz?

- April – mruknęłam bardzo cicho, przy chłopcach zawsze taka byłam, nie umiałam ich rozgryźć i najnormalniej w świecie się ich bałam i wstydziłam. Brat zawsze powtarzał, że nigdy nie będzie takiego, który będzie mnie godny, a jeżeli już to musiałby go zaakceptować. Chyba żaden nigdy nie wniesie się w jego kategorię. Przez to, że nigdy nie pozwolił mi walczyć, ani za małego bawić się z kolegami czułam nieśmiałość. Aby nie musieć z nim rozmawiać zaczęłam szukać w torbie książki. Nie mogłam jednej jej znaleźć, dlatego w popłochu wyrzuciłam całą zawartość na stół szukając moich strategii. Nigdzie jej nie było! Pięknie, zabiją mnie i to pierwszego dnia, czemu to zawsze muszę być ja? Taka niezdara.

Coraz bardziej czułam, że tutaj nie pasuję. Do akademii, do tego, aby móc walczyć. Może nie miałam takiej mocy o jakiej przekonywał mnie Daichi? Moje załamanie sięgnęło już zenitu, gdy nagle drzwi od sali się otworzyły, a w nich stanął on! Ten typ z łazienki! Nie może być! Czy naprawdę wszystko musi układać się nie po mojej myśli? Przerażona, natychmiast chwyciłam jakąkolwiek książkę i ukryłam się za nią. Oby mnie nie zauważył, oby... ale co ja teraz zrobię? Ja to zawsze muszę mieć pecha.
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Sro Lis 18, 2015 11:07 pm

Spojrzał na zegarek, robiło się późno. Wrzucił książkę dziewczyny do swojej torby i pognał na zajęcia. Po drodze dalej rozmyślał o oddaniu książki. Dziewczyna była kadetką, więc obszar poszukiwań w miarę zawężony, o ile w łazience spotkał faktyczna właścicielkę podręcznika. Guz na czole zrobił z niego jednorożca i nieco doskwierał. Wszedł do Sali i skierował się do schodów prowadzących na górę. Rozejrzał się, było jeszcze mało ludzi albo będą mała grupą. Dostrzegł halfkę z boku, czytała jakąś książkę ale wilgotne włosy ją zdradziły. Wcale nie miał ochoty teraz iść ale trzeba wziąć byka za rogi. Ruszy w jej stronę czując, jak robi się czerwony na twarzy, umysł płatał figle pokazując jak na zapętlonym filmie gibkie ciało czarnowłosej.  Chciał to zrobić jak najszybciej. Zamachnąwszy się wyciągnął z plecaka książkę i grzmotnął o blat mocniej niżby zamierzał.

- Chyba zgubiłaś na korytarzu – wybąkał prawie niezrozumiale.

Wykonał szybki zwrot taktyczny i czmychnął na sama górę i to po przeciwnej stronie Sali niż siedziała April. Zwrócił uwagę na to, że miała ładne imię. Usiadł, wyciągnął podręcznik i notes i oniemiał, to nie była jego książka. Pełen niepokoju przerzucił pierwsze kartki i zobaczył napis „April”. Dał dziewczynie odpowiednią książkę ale swoją. Swoją, którą otrzymał po ojcu i była już nieco sfatygowana, miał ją dzielić ze swoim bratem. Była podpisana najpierw przez Kurokarę a potem „ Kuro & Shiro”. Masakra, miał ochotę rozwalić czołem blat. Chwilę później dosiadł się do niego J. i zaczął coś trajkotać ale Saiyan go nie słuchał. W ogóle nie słyszał wykładu, nie słyszał nawet, jak wykładowca krzyczał mu do ucha tylko siedział i tępo patrzył się w czystą kartkę notesu. Wrócił do rzeczywistości, kiedy mężczyzna złapał go za kark i wysadził z ławki. No i już załapał karę, praca w kuchni. Po skończonych zajęciach pożegnał się z kumplem i powlókł się prosto do kuchni. Będzie znowu musiał spotkać się z dziewczyną ale przynajmniej teraz każde z nich ma po sztuce podręcznika.

Tutaj wolał się nie stawiać nikomu, praca na kuchni była ciężka ale tutaj leciały zawsze najlepsze ploteczki, a i smakołyk wpadł od czasu do czasu. Kuro widział, jak wielu kadetów stawiało się pracownikom i jak równie szybko lądowali na podłodze z twarzą w bliżej nieokreślonym daniu. Saiyan wykonywał polecenia bez szemrania i tak jak się spodziewał na koalicje dostał coś lepszego niż papka dla kadetów. Niemnie do pokoju wracał grubo po 21 i był koszmarnie wykończony, wziął prysznic i zamoczył uniform w misce z wodą i proszkiem, śmierdział żarciem na kilometr. Do ciszy nocnej zostało jeszcze pól godziny. Po pokoju walały się jeszcze nie rozpakowane pudła, trudno zrobi to jutro. Zerknął na plan, od rana ćwiczenia z koszarowym, chłopak aż się skrzywił, potem obiad i zajęcia do późnego popołudnia. Włączył holokomputer, żeby przed snem posłuchać muzy na koniec tego koszmarnego dnia. Spakował plecak i wyczyścił buty. W T-shercie z logo ulubionego zespołu i bokserkach zasiadł przed ekranem, zauważył otrzymaną wiadomość od Zory. Jakiś czas temu przenieśli ich związek na wyższy level. Cieszył się, że przeczyta od ukochanej kilka miłych słów. Myślał, że ten dzień nie może być gorszy, a jednak. Rzuciła go, a przecież nic się na to nie zapowiadało. Przecież odprowadziła go ostatnio aż do Akademii i żegnali się dobrą godzinę ........ Pisała, że związek na odległość nie ma szans. Nieszczęścia chodzą stadami.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Sob Lis 21, 2015 12:11 pm

Mój plan się nie udał, ten chłopak podszedł do mnie i niemalże walnął tą książką o blat. W duchu miałam ochotę wstać, wziąć podręcznik i cisnąć nim całą siłą w jego pustą makówkę, ale ostatecznie się powstrzymałam.

- Dziękuję – odpadłam ozięble biorąc co moje i nawet na niego nie patrząc. Nie odzywałam się też do mojego towarzysza, który co jakiś czas na mnie patrzył. Wykład toczył się dalej, jako że zawsze byłam pilną uczennicą, nawet kiedy brat mnie uczył zapisywałam wszystko w zeszycie. Nic nie mogło mi umknąć. Muszę stać się wojownikiem takim jakim jest Daichi. W końcu otworzyłam podręcznik i rzuciło mi się w oczy, że to nie moja książka. Kuro & Shiro. Miałam ochotę rzucić ją przez całą salę, obróciłam się, ale to nie ja zdążyłam zareagować swoim gniewem. Gdyż właśnie ta owa ofiara była wywleczona ze swojego miejsca na środek Sali. Kiwnęłam przecząco głową, jak można być takim ignorantem jak on? Kompletnie nie słuchał co się do niego mówiło, nie podobał mi się ten typ. Zachowywał się jak błazen i miał już za to karę. Dobrze mu tak.

Nie odzywałam się w zasadzie do nikogo, byłam zbyt nieśmiała. Jednak mnie zauroczył jeden ze starszych kadetów kiedy mijałam go w stołówce posłał mi uśmiech. Nie umiałam go jednak odwzajemnić, wiec popatrzyłam się na niego i niemalże spłonęłam rumieńcem. Był starszy, ale o ile to nie byłam pewna. Gdzieś w kuchni chodził również Kuro, który odbywał swoją karę. Musiałam się dowiedzieć, kim jest ten chłopak, ale jak? Nie umiałam pokonać progu rozmowy, a co dopiero mówić o czymś więcej. Po krótkiej przerwie wrócili na wykłady, ale ten nieszczęśnik już nie wrócił, pewnie musiał odrobić swoją karę. W mojej głowie ciągle kreował się ten sam chłopak ze stołówki. Był dosyć wysoki, krótko ścięty. Mój umysł jednak szybko musiał przenieść się na to, co działo się na Sali.

Wróciłam do swojego pokoju trochę odpocząć, wzięłam szybki prysznic tym razem sprawdzając, czy na pewno dobrze wchodzę. Wyprałam uniform i zerknęłam na książkę, która leżała na biurku. Pora się rozliczyć, ja chce swoją własność. Książkę dał jej brat, który stwierdził, że i tak jest bezużyteczna i dużo się z niej nie nauczę. Może miał rację? Wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę siedlisk kadetów. Na szczęście wszystko było opisane. Szukałam Kuro lub Shiro. Tego drugiego nie udało mi się odnaleźć, jednak pokój z nazwiskiem Kury widniał. Zawahałam się przez moment. Przegryzłam dolną wargę, nie umiałam się jakoś zmusić. Zapukałam cicho, jednak nikt się nie odzywał. Może jeszcze nie wrócił do pokoju? Spróbowałam ponownie, ale tym razem mocniej, nadal nic. Zdenerwowałam się trochę, więc po prostu wbiłam do pokoju bez pozwolenia. Widok trochę zwalił mnie z nóg, wszystko w pudłach, a na łóżku leżał w samej koszulce i bokserkach. Miał słuchawki na uszach i był tak czymś zaciekawiony, że nawet nie zauważył, że ktoś przyszedł. Zawstydziłam się tym faktem jednak, bo jakoś nie oglądałam mężczyzn w samych bokserkach, ale dzisiaj już widziałam go bez niczego. Obróciłam się do niego plecami i z całej siły przyłożyłam książką o blat stołu. W końcu zdjął zdziwiony słuchawki.

- Nie powinieneś tak słuchać muzyki, co gdyby to był koszarowy? Miał byś problemy – powiedziałam krótko machając mu podręcznikiem przed nosem. – Przyszłam po swoją książkę, bo tak się składa, że oddałeś mi swoją, Kuro tak?

Spytałam jeszcze raz patrząc na okładkę, po chwili spłonęłam rumieńcem widząc wciąż zdziwienie na jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Pon Lis 23, 2015 9:06 pm

Pogrążył się w rozmyślaniach o Zorze, właściwie to robił rachunek sumienia. Nie mógł ustalić co zrobił nie tak. Założył słuchawki i włączył muzę ulubionego zespołu. Uważał, że kobiety są zbyt skomplikowane ale szukał winy po swojej stronie, przecież jeszcze kilka dni temu wszystko było wręcz śpiewająco. Co zrobił źle, nie odezwał się? Czasu na pisanie opowiadań to raczej nie było, a do opowiadania też raczej niewiele. Znalazła kogoś lepszego? Od lat ich rodzice chcieli ich spiknąć. Zresztą znali się niemalże od pieluch.
Dopiero niby huk jakiegoś wystrzału wyrwał go z zamyślenia. Usiadł gwałtownie na łóżku i zbaraniał. Ta dziewczyna, wymachiwała mu książką przed nosem. Ta dziewczyna. Zaraz moment wparowała do jego pokoju. To już chyba była cisza nocna? Obróciła się demonstracyjnie tyłem i znów huknęła książką o blat. Sugestie o koszarowym olał z miejsca. No, co mógł mu zrobić? Obije go i wyznaczy jakąś karę, ot wielkie mecyje. Musiał chwilę ogarnąć umysł z zaskoczenia, a potem szlag go trafił. Noż babiszon jeden wstrętny. Powinna się ciszyć, że trafiła ns niego i tak się kulturalnie zachował. Niejeden i to wyższy rangą kutas chętnie by ją przeleciał.

- Taaaaaak Kuro. Która to godzina? – wybąkał z początku. Przecież przedstawił się jej jeszcze w łazience..........

Przez chwilę zastanawiał się, czy dziewczyna jest Saiyanką, czy Halfką. Nie miał nic przeciw, zwyczajnie był ciekaw. Miała czarne włosy ale nie miała ogona, tak się składało, że on sam w tym momencie też nie miał. Sięgnął na oparcie krzesła po spodnie dresowe do treningu  i wreszcie się odezwał:

- Ty masz takie ustawienia domyślne? Włazisz i nie patrzysz gdzie?

Wcisnął przycisk wyłączający obraz holokomputera. Miała okazję właśnie poczytać ostatnią informację od jego już byłej dziewczyny. Jeszcze tego mu brakowało.

- Miałem Ci zamiar oddać książkę jutro na zajęciach, przecież w obu jest ta sama treść. No ale jak jaśnie Pani z elity brzydzi się plebsu to proszę.

Wyjął z plecaka pakunek w szarej papierowej torbie, aby książka się nie zniszczyła. W środku w ramach przeprosin i zadośćuczynienia wsadził jakiś czekoladowy batonik pochodzący z Ziemi. Dostał go za pracę w kuchni dzisiaj. Nie mógł dać więcej, nie miał. Teraz pożałował, mógł go sam zjeść. Skoro to panna fą fę z elity to i tak ma jego istnienie w dupie ....... Pinda jedna nadąsana. Jednak skazani są na jedną grupę i będą musieli się znosić. To chyba początek dłuuugiej wojny. Zresztą kolejna do kolekcji i tak wszyscy uciekali wręcz od niego uważając za mordercę. Wszyscy poza J., który był halfem i mógł nie wiedzieć o tych ostatnich wydarzeniach.  Przynajmniej z mediów zszedł temat śmierci jego brata. Wszystko wydarzyło się zaledwie dwa miesiące temu, a Zora była do tej pory jego jedynym oparciem. A teraz ta chuda jak patyk, płaska, mała wojownicza księżniczka. Taki niewyrośnięty fąfel wpada mu do pokoju i pyskuje.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Wto Lis 24, 2015 7:39 pm

Ach, ale on potrafił być wkurzający. Czy taka była jego natura, czy to jakiś mechanizm obronny? Palant. Tak potrzebowałam tej książki, tak bo należała do mojego ukochanego brata, były tak jego zapiski, jego pismo, a on poświęcił swoje życie dla mnie, który uratował mnie od ojca tyrana, więc dupku ta książka jest dla mnie w tym momencie ważniejsza niż cokolwiek na tym świecie! Miałam ochotę mu to wręcz wykrzyczeć, ale się powstrzymałam. To i tak bez sensu, on tego nie zrozumie. Zmrużyłam oczy, gdy pojawiła się wiadomość od jego dziewczyny. Dobrze mu tak! To ignorant, jakiś typowy samiec, który niczego nie rozumie i to niby kobiety są trudne? POWINIEN SIĘ DOMYŚLIĆ O CO MI CHODZI!

-Mam aż całe pięć minut do ciszy nocnej i właśnie po to tutaj zawitałam – powiedziałam ciągle spoglądając na wiadomość. – Nie, nie wchodzę gdzie chcę. Po prostu TY nie usłyszałeś pukania, bo byłeś zbyt zajęty. Na drugi raz zanim zaczniesz kogoś mieszać z błotem zastanów się, czy robisz to słusznie. Wiesz co?! Wcale się nie dziwię, że Cię zostawiła, jesteś takim ignorantem na jakiego wyglądasz. Obijasz się, nic nie robisz, nie uważasz na zajęciach i na dodatek jesteś zwykłym zboczeńcem! W ogóle nie rozumiesz Kobiet, a po co ja się tutaj rozwodzę.

Nawet nie podejrzewałam siebie o taki słowotok, ale po tym zrobiło mi się od razu lepiej. Spojrzałam na niego, stał jak wryty, a ja wręcz nie poznałam samej siebie. Codziennie nieśmiała, a tu jednak taki wybuch złości. Nikt dawno nie wzbudził we mnie tak negatywnych emocji. Wzięłam pakunek ze swoją książką zostawiając jego, podeszłam do drzwi i odwróciłam się tylko na pięcie.

- Wyobraź sobie, że to jedyne, co zostało mi po ukochanej osobie, więc chciałam to odzyskać dzisiaj, gdybyś otworzył książkę na zajęciach to byś wiedział – zatrzasnęłam za sobą drzwiami ze złością.
Nie miałam ochoty się spowiadać, że to książka mojego brata, zapisana jego własnymi przemyśleniami na tematy wojskowe. Czy będę kiedyś taka jak on? Dlaczego on mnie zostawił, samą tutaj na Vegecie. Mógł mnie wziąć, zawsze przysięgał, że mnie kocha, a zostawił mnie samą. Obiecywał, że nigdy tego nie zrobi. Tacy właśnie są chłopcy, nie warto im ufać.

Weszłam do swojego pokoju i cisnęłam książkę w kąt. Przez tego cholernego chłopaka się rozpłakałam. Czemu akurat musiał pomylić te cholerne książki? Nie przeżywałabym tego po raz kolejny. Podeszłam do kąta i wzięłam podręcznik przytulając go do własnej piersi. Po chwili zobaczyłam, że coś upadło również na podłogę. Batonik? Skąd on się tu wziął? Szybko skojarzyłam fakty. Może zachowałam się dosyć ekspresyjnie? Jeszcze tego brakowało, żeby brały mnie wyrzuty sumienia. Odetchnęłam ciężko. Mężczyźni są naprawdę dziwni, a ja z jednej strony miałam mu ochotę ostro przyłożyć, a z drugiej przeprosić. Głupia ja. Położyłam się spać, wiedziałam, że jutrzejszy dzień będzie dla mnie ciężki, jednak byłam na niego przygotowana, a przede wszystkim zdeterminowana.

Obudził mnie rano budzik, szybko się zerwałam i popędziłam na śniadanie. Nigdzie jednak wzrokiem nie mogłam odnaleźć Kuro. W sumie nie miałam zamiaru go przeprosić, to ja oczekiwałam przeprosić za jego ignorancję. Dopiero potem mogę przyznać mu rację, że ja też przegięłam. Zjadłam szybko co swoje i pobiegłam do koszarowego na zajęcia. Miałam gdzieś jakiegoś chłopaka, który próbował coś do mnie zagadać odnośnie zajęć. Gdy Kuro wpadł na zajęcia spóźniony tylko kiwnęłam głową. Znowu to samo. On chce sobie nagrabić albo nie przeżyć szkolenia do końca...
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Sro Lis 25, 2015 10:18 pm

Yare, yare. Stał jak ten słup i pozwolił się objechać od góry do dołu. Oczywiście był wszystkiemu winny. Baby są jakieś inne, albo na pewno z innej planety. Nim trzasnęła drzwiami zdążył odpowiedzieć:

- Potrafisz tak powiedzieć dziękuję, jakbyś mówiła obyś zdechł!

Potrafił zrozumieć, że książka mogła być dla nie ważna no ale chyba dobę mogłaby bez niej przeżyć. Szlag by to, jeszcze ta sprawa z Zorą. Spojrzał na zegarek, 3 minuty do ciszy nocnej. Złapał w biegu bluzę, pomknął do męskiej łazienki i przez okien w toalecie wlazł na dach, przebiegł i zeskoczył na ścianą. Opuścił teren Akademii i pomknął w stronę skalnego lasu. Nie odważył się lecieć, aby go nie wykryli. Musiał odreagować trenując. Wrócił gdzieś po 4-tej rano. Zrzucił czystą pościel na krzesło, po czym w ubraniu rzucił się na materac i przykrył kocem. Rano załomotało do drzwi, jakby dzwonka nie było. Wiadomo pobudka. Jego pokój aktualnie wyglądał, jak lej po bombie. Trudno ogarnie to później. Najpierw w łazience doprowadził siebie do użyteczności, potem łóżko.

Wpadł spóźniony na śniadanie, wrócił do pokoju po butelkę z wodą i ręcznik. W koszarach był 30 sekund przed wyznaczonymi zajęciami, trener łypnął na niego ostrzegawczo. Kuro nic sobie z tego nie robił, tylko stanął w szeregu wzorowo. Miał dziś obok standardowych spodni i kadeckich butów koszulkę w dopasowanym kolorze – krótki rękaw plus wykończenie golfem. Na piersi na czarno znak rodowy. Pochodzący z elit mogli się ubierać, jak chcą i mieli dwóch takich popisujących się w grupie. Saiyan założył ten krój, bo najzwyczajniej tak mu było najwygodniej. Nie należał do elit ale jego przodek zasłużył się w ostatnim powstaniu. Jak na pierwsze zajęcia można było spodziewać się toru przeszkód, czyli sprawdzenie podstawowej sprawności i wytrzymałości. Na końcu mieli strzelić delikatnym ki-blastem w środek tarczy. Sam tor, to nie było nic wielkiego. Gorzej, że biegali tak w kółko, upał się zwiększał, a Ci co nie trafili w tarczę dostawali trafny cios od trenera. Większość halfów szybko padła i nic dziwnego nie wychowali się na tej planecie. Dla niego to był pikuś, mieszkał na obrzeżach jednej z wielu pustyń. Padł nawet jeden z elitarnych. Kuro odnalazł wzrokiem dziewczynę, szło jej nieźle dalej biegała. Uparta sztuka. W przerwie siedząc na ławkach na terenie koszar J. namawiał Kuro na realizację mega żartu – zwinięcie gaci koszarowego i powieszenie na maszt z durnym napisem. Potem biegali jeszcze kolejne dwie godziny. Na koniec zajęć w kilku szybkich ruchach Kuro i J. zebrali lanie od Koszarowego. Saiyan dopiero leżąc plackiem na pisaku zorientował się, że coś się wydarzyło. Trener przejrzał ich mały szwindel. Kuro biegał wolniej i biegł w towarzystwie J., pomagając mu nieco. Na obiad dotarli obolali ale mimo wszystko chichotali. Niestety wszystkie stoliki były zajęte. Kuro wykorzystał strach, jaki go otacza i po prostu się przysiadł. Stolik wyludnił się niemal natychmiastowo. Teraz przynajmniej wiedział dlaczego kadeci dostają papkę, daje się ją przełknąć po obitej gębie.

Wykłady przebiegały w miarę spokojnie, pomijając wczorajsze braki Kuro na jednym z przedmiotów nie rozumiał co się dzieje. Na innym trochę brylował, gdy dyskutowano o równoważeniu siły i prędkości. w treningu. Po wszystkim postanowił rozpakować się do końca, zrobić zaległe pranie, poszedł na kolację i zasiadł do nadrabiania zaległości. J. pisał jak Kura pazurem. Poprawka, gdyby Kuro wiedział, czym jest kura to zapewne uznał, że ona lepiej pisze. Nie mógł rozczytać tych hieroglifów za nic. Przez pół godziny obracał pewną myśl w głowie. Na wykładać było widać pilność April. Ma go za idiotę, wiec pewnie nie. Nie chciał tego robić ..... ale i tak juz bardziej wściekła być na niego nie może.

Było coś po 20-tej, mając w rękach książkę i notatki zapukał do jej drzwi, a potem bezceremonialnie wszedł. Siedziała przy biurku, najpierw była w szoku, a potem zaczęła mordować go wzrokiem. Mógłby przysiąc, że dziewczyna w myślach trzyma karabinek pulsacyjny i zastanawia się co mu najpierw odstrzelić głowę, czy klejnoty.

- Odbiłem sobie wczorajsze wejście, zapukałem. Jesteśmy kwita. Przyszedłem z propozycją. Ty pomożesz mi nadrobić wczorajsze wykłady, a ja nie będę rozpowiadał po Akademii o Twoich drobnych wyrostkach na klatce piersiowej.


Grubo, pojechał chamsko i to maksymalnie. Co prawda nie miał zamiaru nikomu opowiadać o wczorajszym wypadku i do tej pory tego nie zrobił. Nawet J-owi nie powiedział ale ona pewnie się nie domyśli. Nawet sobie nie wyobrażała ile dumy kosztowało go poproszenie o pomoc. Zresztą skoro tak go oceniała to niewiele tracił, jakby spojrzała chociaż na jego dłonie to zobaczyła by odciski kogoś pracującego fizycznie, a nie nieroba, jak go wczoraj nazwała. Nie wiedzieć czemu ale spodobało mu się, jak się złościła i wkurzała. Była ładna, mądra i zaraz go chyba zabije .......

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Czw Lis 26, 2015 7:18 pm

Powiedziałabym, że dzień przebiegł prawie spokojnie. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to koszulka tego chłopaka. Acha! Więc był z elity, a to mnie przezywał. -100 do skill’u w moich oczach. Popisywał się czy co? Pewnie pała do mnie taką nienawiścią dlatego, że byłam halfką. Brudna krew. Nasłuchałam się już tego od ojca, od tego jak bardzo mnie nienawidzi, że nie ma we mnie ani trochę mocy. To po co mnie zabierał z tej cholernej Ziemi? Pamiętam jak przez mgłę matkę, blondynka o niebieskich, łagodnych oczach. Od razu przeszły po mnie nieprzyjemne ciarki, gdy pomyślałam o tym chłopaczku z elity.

Na torze przeszkód dawałam z siebie jak najwięcej, tak jak powtarzał mi brat. On we mnie wierzył, mówił ciągle, że muszę iść do Akademii, a potem odejść od niej odejść, kiedy przestaną mnie już uczyć, a mój progres będzie minimalny. Zawsze mi powtarzał, że nie mogę uczynić tego, co on. Planował morderstwo naszego ojca już od dłuższego momentu. Pamiętam ciepłą dłoń mojego brata, który zaprowadził mnie na pustkowie i kazał czekać. Mówił, że to w formie treningu, musnął moje usta, a ja tylko uśmiechnęłam się. Zbyt długo jednak nie przychodził, a mi coś mówiło, że muszę wrócić do domu. Idąc z daleka już zrozumiałam, mój dom stał w płomieniach! Natychmiast tam pobiegłam krzycząc imię brata. Gdy byłam już na miejscu ujrzałam jego w złotej poświacie, był lekko pokiereszowany, a tuż pod nim leżał ojciec, którego tak nienawidziłam i zawsze życzyłam śmierci. Spojrzeliśmy na siebie. Jego żądza w oczach, wstał i uśmiechnął się. Widziałam jak napawa się jego śmiercią. Obok stała mała kapsuła, już wiedziałam, co chce zrobić. Pobiegłam do niego z płaczem, krzyczałam żeby mnie nie zostawiał. On jednak tylko złapał mnie za nadgarstek i poczułam. Ciemna strona owładnęłam nim już całkiem i on koił się cudzym bólem, a ja byłam jego słabym punktem. A może nie poczułam tego, tylko on przekazał mi to w telepatii?

- Kocham Cię – wydusił całując mnie w czoło i uderzając. Nie pamiętam co było dalej, ile leżałam, ale znalazła mnie daleka rodzina. Nie obwiniałam nikogo za mój los, ale przysięgłam sobie, że nauczę się kochać, tak jak on.

Z rozmyślań wyrwał mnie Koszarowy, a raczej jego wściekłość związku z jakimś głupim żartem. Oczywiście ucierpieli wszyscy bez wyjątku. Zrezygnowana i zmęczona wróciłam do siebie. Wzięłam szybki prysznic i wzięłam się natychmiast za analizę tego, co dzisiaj przerabialiśmy. Siedząc przy biurku, nagle usłyszałam jak ktoś puka i od razu wchodzi. Byłam przekonana, że to ktoś wyższy rangą, gdy ujrzałam JEGO aż coś się we mnie zagotowało. Gdy usłyszałam co miał mi do powiedzenia, ołówek, który był w mojej dłoni złamał się na pół.

- Jesteś... - syknęłam jadowitym tonem robiąc parę kroków do przodu stając naprzeciwko niego, nie dzieliło nas wiele. Musiało wyglądać to śmiesznie, ja taka malutka stałam przed nim i niemal mu groziłam. – największym planetem z jakim miałam przyjemność. Powiesz komuś, a obetnę Ci coś na dole tymi nożyczkami, bez znieczulenia.

Wzięłam do ręki najzwyklejsze nożyczki i zaczęłam nimi ciąć w powietrzu, po czym obróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę biurka. Musiałam mu pomóc, nie mogłam znieść tego, że ktoś się o tym dowie, od razu zrobiłam się czerwona. Nie mieliśmy dwóch krzeseł, a Kuro od razu usiadł przy biurku. No gentelman, nie pogadasz. Westchnęłam i usiadłam na skrawku biurka. Dałam mu zeszyt tłumacząc przy tym parę rzeczy. Widziałam, że o dziwo tym razem nawet mnie słuchał. Co nie znaczyło, że zmieniłam do niego nastawienie.

- Jak już widzieliśmy się nago i nie mamy tajemnic, to chcę coś wiedzieć. Szczere pytanie i szczera odpowiedź, czemu wszyscy od Ciebie uciekają, zrobiłeś coś? Jesteś w elicie, wszyscy powinni Cię kochać – spytałam przegryzając końcówkę ołówka. Ciekawiło mnie to od samego początku. Nie miałam żadnych oporów przed pytaniem. A co jeżeli to jakiś znany gwałciciel i wcale nie przyszedł tu po lekcje?! Już różne scenariusze przychodziły mi do głowy, ale wolałam wiedzieć co za typ jest u mnie w pokoju wieczorem. – Tylko mnie nie oszukuj!

Syknęłam wpatrując mu się w oczy mrużąc swoje jakbym była co najmniej jakimś detektywem, który wie, kiedy ktoś kłamie.
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Nie Lis 29, 2015 9:58 pm

Groźba z nożyczkami była bardzo sugestywna. Może, a raczej na pewno zachował się chamsko siadając na jej krześle ale wolał nie stać obok. Czułby się za bardzo nieswojo. W duchu musiał przyznać, że dziewczyna wścieka się równie dobrze, jak tłumaczy. Nawet nie zauważył, kiedy po godzinie omówili połowę wykładu. Przekonał się, że jest też równie wścibska. Był na przegranej pozycji, no i w końcu mimo wszystko zgodziła się mu pomóc. Nie patrzył na nią, tylko wprost przed siebie.

- Nie należę do elit. No w sumie należę i nie należę. Nie wiem czy słyszałaś ale 300 lat temu w buncie o równe traktowanie halfów obalone króla, a nowym królem stał się wódz buntowników o imieniu Zell. Mój pradziadek Mukuro było jego prawą ręką. W podzięce dostał tytuł i wioskę nieopodal pustyni. Stąd symbol i flaga, powiedzenie i te inne bajery. Niemniej i tak jesteśmy na końcu łańcucha, jeśli wiesz o co mi chodzi. Z braku innych kandydatów jestem jedyną następną głową rodu.

Przez dłuższą chwilę milczał, pozostała odpowiedź na jeszcze jedno pytanie, a o tym akurat nie miał ochoty rozmawiać. Popatrzył April w oczy i dopiero po ich barwie zorientował się, że jest halfką. W sumie to nie miało żadnego znaczenia.

- Masz ładne oczy – wymknęło mu się zanim ugryzł się w język. Sytuacji nie należało tak pozostawiać, więc włączył mu się tryb palant. Zaczął zbierać szybko swoje rzeczy i szykować się do wyjścia. No w wywiadzie to Ty nigdy pracować nie będziesz. Sama się ich zapytaj, nic żadnemu z nich nie zrobiłem, ani nawet nikogo nie znam. Jakbym był bogatym bubkiem z elity to nie miałbym używanej książki.

Tym razem jego buntowniczy ton był wyrazem ochrony samego siebie. Chwycił za klamkę i nim otworzył drzwi dodał już nieco spokojniej.

- Zanim i Ty przestaniesz się do mnie odzywać to chciałem przeprosić za szantaż. Nie bój się nic nikomu nie powiem no i mam u Ciebie dług.

I tak się w nim gotowało, przecież miała holokomputer, wystarczyło, że wpisze jego imię i wyskoczą wiadomości. Co prawda uniewinniono go ale nikt mu nie wierzy, że ni z tego ni z  owego na planecie pojawiło się kilku zamaskowanych gości i rozbebeszyło jakiegoś gówniarza zostawiając świadka. Durne przesłuchanka sobie urządzała. Usiadł przy biurku w swoim pokoju i starał się ruszyć dalej z materiałem ni cholery mu nie szło. Znowu wymknął się z Akademii trenując do rana. Zaspał. Oczywiście wpadł na wykład w ostatniej sekundzie. Na domiar złego była kartkówka, zarobił 3 + i to dzięki April, omówili tylko połowę materiału. Uśmiechnął się do dziewczyny w podzięce, bo to jej zasługa, ze nie zarobił pały. Halfka miała nieodgadniony dla niego wyraz twarzy. Spodziewał się, że i u niej jest spalony. Nawet spodobały mu się te docinki i wzajemne złośliwości. Po obiedzie trenowali na Sali Treningowej  całą grupą aż do kolacji. Kuro automatycznie wdał się w konflikt z trenerem. Odmówił wykonania polecenia, a mężczyzna czekał aż kadet to zrobi. Mierzyli się w ciszy wzrokiem dobre 15 minut nim chłopak wykonał polecenie. Próba sił, w której Trener Sali zyskał autentyczny szacunek młodego Saiyana. April omijał szerokim łukiem. Z treningu poszedł prosto na kolację ledwo żywy. Chwilę ciszy i samotności przy stoliku dzielił z J`em. Wrócił do pokoju, usiadł przy biurku i znowu próbował usiaść do notatek. Jutro czwartek, na weekend wraca do domu, tam przysiądzie i uzupełni braki. Chociaż czekała go również konfrontacja z Zorą. Odrobił zadania domowe. Dzisiaj nie miał ochoty na nocne eskapady, musi się wyspać. Położył się i postanowił poczytać kryminał przed snem. Uciec od posępnych myśli i odkupić jeszcze złamany przez halfkę ołówek. Zachichotał na to wspomnienie.

OOC: Moze polecimy na jakąś misję sami docinając sobie dalej Very Happy?

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Czw Gru 03, 2015 1:10 pm

Więc Zell walczył o prawa halfów? Śmieszne. Wciąż analizowałam słowa, które wczoraj usłyszałam, a na komplement o oczach aż zaczerwieniłam się jak piwonia. Wiedziałam o tym, bo sporo osób mi to mówiło, w tym mój brat, ale nigdy nie brałam tego na poważnie. Były oznaką mojej mieszanki, więc ich nie lubiłam. Najważniejsze w tym wszystkim było to, że nikomu nie powie, od razu kamień spadł mi z serca, ale czemu tak uciekł? Miałam wrażenie, że coraz bardziej go lubię, muszę się opanować! Ale w sumie jest miły, a przynajmniej taki się zrobił. Odwróciłam się i spojrzałam, że on się do mnie uśmiecha! Natychmiast spuściłam wzrok szukając czegokolwiek innego. Kolejny dzień szybko minął, tak jak noc, obudziłam się i ruszyłam na śniadanie. Niedługo wolne, a ja nawet nie mam się dokąd udać. Z rozmyślań jednak pobudził mnie ktoś, kto zatrzymał mnie tuż przed stołówką dotykając mojego uda. Natychmiast się obróciłam i zaniemówiłam.

- Kuro stój! – krzyknął oficer, który właśnie próbował mnie napastować. Aż coś się we mnie zaczęło zbierać, ale musiałam się uspokoić. - Siostra Daichi’ego? Nigdy nie chwalił się, że ma tak urodziwą siostrę, na dodatek tak zgrabną, co nie Kuro?

Obejrzałam się automatycznie. Wypaplał. Na pewno to zrobił! Od razu zrobiłam się czerwona, tylko nie wiedziałam, czy ze złości, czy też ze wstydu. Wszyscy wiedzieli, a ten bogaty i wysoko postawiony bufon postanowił to wykorzystać! Oficer zachichotał, był niewiele od nas starszy, być może dobrze znał mojego brata, tym bardziej wiedział, co zrobił. Zdecydowanie nie mogłam polubić tego prostaka, co ja sobie wczoraj myślałam, że może jednak nie jest taki zły? JEST JESZCZE GORSZY!

-Mam dla was zadanie, lecicie na planetę, nasz oddział się zgubił, a mają ładunek, który nas interesuje. Macie pół godziny na zbiórkę i na lotnisko, ubierzcie się ciepło, bo będzie to warte. Wszystkie szczegóły na statku, każdy z kadetów otrzymał zadanie. Dobieraliśmy najlepszych z najgorszymi, no cóż przykro mi – zarechotał na koniec i obrócił się. Stałam ciągle czerwona, nawet nie miałam zamiaru spojrzeć na niego. Oszukał mnie, obiecał mi, że tego nie powie, a zachował się całkiem inaczej.

- Kłamca! – rzuciłam tylko do niego i ruszyłam do swojego pokoju. Odechciało mi się jeść, czułam się jak jakaś rzecz, przedmiot. I to dzięki niemu. W popłochu zebrałam swoje rzeczy do plecaka. Wybiegłam na lotnisko jak najszybciej, nie zostało nam wiele czasu, on już tam był, ale nie chciałam na niego patrzeć. Zbierało mi się na wymioty. W porcie wszyscy już wszystko wiedzieli i bez słowa zaprowadzili nas kapsuł. Na szczęście mieliśmy je osobne, wsiadłam kładąc plecak pod nogi. Natychmiast na monitorze komputera pojawiły się współrzędne, statek ruszył. Po chwili wyświetliło się wszystko.

Mieliśmy lecieć, bo wcześniejsza ekipa nie dawała znaku życia, przewoziła ładunek, naszym zadaniem było odnalezienie ładunku i dostarczenie go. Ewentualnie zebranie ekipy.
Nie wiem co było gorsze, to, że jechałam tam z nim, czy to, że ładunek był ważniejszy od tych ludzi. Co nas tam czeka, a może wysłali nas na pewną śmierć? Mnie za ojca, a jego? No właśnie, nie powiedział mi za co. Postanowiłam się przespać z tym wszystkim.
Usłyszałam pikanie i otworzyłam oczy. Byliśmy na miejscu, nacisnęłam guzik i pierwsze co poczułam to falę cholernego zimna. Gdzie my jesteśmy? Przed moimi oczami ukazała się pustka, było tu zimno i biało. Śnieg? Trzęsłam się z zimna, natychmiast wyjęłam plecak i wszystko z niego, po czym nałożyłam na siebie. Miałam długą bluzę termo aktywną do tego legginsy, długi płaszcz. Nawet na Ziemi było cieplej niż tutaj. Lodowa kraina. Po chwili wyszedł również chłopak, którzy miał dosyć dziwny wzrok, chyba też nie było mu ciepło.

- Co, podoba Ci się tu? – syknęłam jadowitym tonem - To wszystko dzięki Tobie. Teraz jesteśmy tu we dwoje, na jakimś cholernym, zimnym pustkowiu i nie wiemy co ze sobą poczynić! Nie zbliżaj się do mnie nawet na pół metra!


Occ: Przyśpieszyłam trochę, jesteśmy na planecie gdzie jest tylko śnieg i lód, no i góry lodowe. Very Happy
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Sro Gru 09, 2015 2:16 pm

Wyjątkowo Kuro przyszedł na śniadanie wcześniej. Kończąc kanapkę wychodził akurat ze stołówki, kiedy został wywołany przez jakiegoś oficera. Nie znał kolesia i totalnie nie skumał o co mu chodziło z jakimś Daichim. Jednak od razu zauważył gesty wykonywane ręką ze strony przełożonego. Gdyby coś, to zapewne rzuciłby się na Saiyanina nie patrząc na konsekwencje, nawet jedli miałby wylecieć z akademii. Oficer dalej się nie rozkręcił, wiec Kuro stał i wysłuchał rozkazu. Wcale nie uważał się za najgorszego. Za to nagła reakcja dziewczyny go zaskoczyła. Znowu sobie coś baba uroiła ale pogadała z psiapsiułkami no i masz człowieku. Pognał z powrotem na stołówkę zrobić więcej kanapek, a potem do pokoju spakować się. Pierwszy las leciał taką kapsułą. Uczucie było dziwne, siedział zamknięty w klaustrofobicznej małej kulce i musiał wierzyć, że doleci. Szkoda, że kosmos by taki czarny, ale w końcu nie wybrali się na wycieczkę krajoznawczą. Zastanawiał się, czemu wybrano akurat ich i nic mu poza głupim żartem nie przychodziło. Jego ukarano dla zasady ale czemu dziewczynę też.
Po wylądowaniu wdepnął od razu w mokre białe coś. Pierwszy raz widział śnieg. Wziął na ręce i spróbował trochę. Był niemalże zafascynowany tą zabawką, jak dziecko. Czytał, ze ludzie rzucają się śnieżkami i chciał pożartować z halfką ale nie, ta dalej piłuję zęby.
Zaciął się ubierać, zrobiło się szybko bardzo zimno. Na uniform założył bojówki i bluzę z kapturem. Nie miał ani sala, a ni rękawiczek, ani czapki, czy cieplejszych ubrań. Przecież mieszkał w 50-cio stopniowym upale, po co miałby mieć zimowe ubrania.

- A utop się w celulicie. – odburknął dziewczynie i ruszyli. Pewnie ma te dni, wytłumaczył sobie.

Faktycznie szedł od niej kawałek drogi, a z czasem coraz bardziej zwiększała się odległość miedzy nimi. Wiatr hulał, więc lot w takich warunkach odpadał, a chłopak marzł coraz bardziej. Nie był przygotowany na taki mróz i śnieg ale nie powiedział ani na słowa. Po drodze natknęli się na opuszczoną chatkę. Postanowili tu przenocować, nie było sensu tłuc się w zimnie po nocy. Domek miał jedną izbę – stół, krzesła, łóżko, kominek z kociołkiem. Obok kominka leżały szczapy drewna. Dziewczyna musiała sama rozpalić ogień, Saiyan był aż siny z zimna. Musiała się trochę zlitować nad tym nieborakiem. Jednak nie do końca. Ceremonialnie wysypała zawartość jego plecaka na podłogę i kazała mu szybko włożyć suche ubranie. Dzwonił zębami z zimna inaczej by to jakoś skomentował. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Szybkim ruchem, a przynajmniej tak się starał nadepnął na opakowanie z prezerwatywą, które wypadło mu z plecaka. Musiała zostać w jakiejś mniejszej kieszonce od jego wypadu z Zorą do ruin na mały piknik. Oby April jej nie zauważyła, bo pewnie do tego wszystkiego pomyśli sobie, że jest perwersyjnym gwałcicielem. Zdrętwiały, jakoś się przebierał. W tym czasie dziewczyna znalazła wiszący pod dachem wędzony boczek, jakiś ser i suszone jabłka w płóciennym woreczku. Stwierdziła, ze ten domek to pewnie letni dom dla pasterzy, którzy tu wypasają jakieś zwierzętami. Zagrzała ciepłej wody ze śniegu. Kuro mógł się podzielić swoimi kanapkami. Zmarzły nieco ale to i tak lepsze niż ich suchy prowiant, który może przydać się na później. Diabli widzą ile tu spędzą, głupio byłby umrzeć z głodu. Miał na sobie niebieski uniform z długim rękawem, we wnętrz chatki to wystarczy, nieco już rozgrzany usiadł przy stole i pogryzając kanapki próbował ze swojego holokomputera dowiedzieć się czegoś o planecie, znaleźć mapy. Nic, sieć nie działała, to pewnie przez wiatr. Szlag by to. Płomień z ogniska nie dawał dużo światła ale przez niego zrobił się taki dziwnie przytulny klimat. Został jeszcze jeden palący problem, było tylko jedno łóżko. Stary, rzeźbiony mebel by na tyle wielki, aby pomieść ich dwoje i jeszcze zostaje dużo miejsca. Dziwne obyczaje mieli mieszkańcy tej planety. Normalnie poszedłby spać na podłogę ale przez szczeliny w deskach ścian hulał swobodnie wiatr. Trudno, trzeba być twardym, jak żelki z Biedronki.

- Nie bój się będę spał na podłodze – rzucił jakby od niechcenie możliwe, że odczytując myśli dziewczyny. Zmontuje sobie jakiś barłóg przy kominku.

Zostawił włączony holokmputer przy stole, a sam wziął z łóżka jakiś kawał zwierzęcej skóry z futrem, położył na podłodze przy kominku. Tam w kacie zaczynał ponownie podmarzać.

- Słuchaj nie wiem o co Ci kaman, ale jak już jesteśmy skazani na siebie to proponuję chwilowe zawieszenie broni. Wolałbym z tej misji wrócić żywy i Ty pewnie też. Nie chcę umrzeć na tym lodowym pustkowiu z powodu głupiej kłótni. Co Ty na to?

Siorbnął bardzo gorącą wodę.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Sob Gru 12, 2015 10:16 am

Wygląd April podczas misji:
Spoiler:
 



Byłam bezwzględna, a brat byłby ze mnie dumny. Szliśmy kawałek od siebie, kiedy dotarliśmy do jakiegoś domku, rozejrzeliśmy się. Wyglądał jak użytkowany i to całkiem niedawno o czym nie chciałam już wspomnieć. Patrząc na chłopaka zrobiło mi się go żal, cały trząsł się z zimna. Wyrzuciłam jego rzeczy i wręcz nakazałam mu przebranie się. Nie zwracałam uwagę na to, co ma w plecaku, z perspektywy czasu to dobrze, bo teraz to bym go chyba powiesiła za pewną część ciała! Wiatr hulał, ale w chatce było w miarę ciepło. Zachowałam się bardzo nieładnie, ale zabrałam jedzenie, które tam było, na pewno nam się przyda, bo to miejsce musimy opuścić natychmiast z samego rana.

- Nie ma opcji żebyś spał na podłodze, jest tutaj duża, ciepła pierzyna wskakuj ją. Jestem żołnierzem nie kobietą, zapamiętaj to sobie – powiedziałam patrząc na niego, byłam w krótkim rękawku praktycznie, musiałam uprać ręcznie ubranie i powiesić, nie nadawało się na nic innego, to samo zrobiłam z jego rzeczami. Ktoś musiał się nami zająć. Wysłałam chłopaka pod ścianę, a sama zajęłam skraj łóżka.

- Na chwilowe zawieszenie się zgadzam, ale nic więcej, nie zapomnę tego poniżenia – mruknęłam chcąc mu przypomnieć zachowanie tego oficera i jego krótki język. Zerknęłam na niego, miał niemrawą minę. Ja byłam zdecydowanie bardziej przyzwyczajona do takich warunków, mimo, że większość życia spędziłam na Vegecie pamiętam, że sama mieszkałam w podobnej krainie. Z tym, że my mieszkaliśmy po prostu wysoko w górach i tam tak jak tutaj było po prostu zimno i śnieżnie, a ja sama nauczyłam się odkrywać góry bez żadnej siły. – Dobra, miałam Ci tego nie mówić, ale ktoś tutaj miesza, musimy się z samego rana stąd zwijać, bo inaczej będzie z nami źle. Nie znam tutejszej ludności, nawet nie wiem, co to za planeta.

Odwróciłam się do niego plecami próbując zasnąć. Ciągle myślałam dlaczego tutaj jestem i dlaczego akurat z nim, to było niesprawiedliwe i ewidentnie jakaś kara. Westchnęłam ciężko, a potem obudził mnie jakiś chłód. Odchyliłam jedno oko. Drzwi właśnie się otwierały, natychmiast zerwałam się jak struna i spojrzałam na towarzysza, który spał w najlepsze. Szturchnęłam go pokazując co się dzieje. Sama natychmiast popędziłam po nasze rzeczy mając w pogotowiu. Do środka wparował dziwny typ. Pierwszy raz takiego widziałam, miał ponad 2 metry, może nawet 3. Był cały w dziwnym futrze. Nie był ludzko podobny. Wymieniliśmy tylko spojrzenie i już wiedzieliśmy, że jesteśmy w niezłych tarapatach. Przełknęłam głośno ślinę, to coś patrzyło na nas, a my na niego. Chyba nie byliśmy gośćmi, których się spodziewał.

- Jest Twój – mruknęłam do chłopaka próbując odwrócić uwagę od siebie, rzuciłam mu jego ubrania, plecak ciągle miałam w ręku. – Ubierz się, bo będzie to raczej szybka eksmisja.

Ten stwór coś burknął, niestety ja nie rozumiałam tutejszego języka, wiec tylko się uśmiechnęłam, a wtedy on ruszył na mnie! Nie na chłopaka, tylko na mnie. Super, coś mu się ubzdurało. Nie ma jak przeciwnik, który jest dwa razy większy ode mnie! Zawsze o tym marzyłam, na dodatek nie mam pojęcia o jego zamiarach. Przygotowałam się jednak na siarczystego kopniaka, zamachnęłam się i wykonałam ruch. Oboje zamarliśmy. Tuż za nim stał Kuro, a bestia się zachwiała. No pięknie, zrobił ze mnie totalną idiotkę.

- Um... dzięki – wybełkotałam, gdy zwierz upadł na podłogę z impetem. I tak bym sobie z nim sama poradziła, ale wolałam już nic nie mówić, chociaż. – Jak mamy pracować w grupie to chociaż następnym razem mnie ostrzeż, nie będę się wtedy przemęczać skoro mam swojego bodyguarda.

Rzuciłam szczerząc lekko zęby i próbując jakoś rozładować atmosferę. Wiedziałam jednak, że nie było na to czasu, natychmiast narzuciłam na siebie ubranie i wzięłam z domu wszystko, co mogłoby się przydać jak jedzenie, trochę drewna i ognia i trochę skóry. Na zewnątrz pogoda już trochę się uspokoiła. Nie było burzy śniegowej, ale ciągle było biało. Widząc jak nagłe wyjście na zewnątrz wywołało drgawki na nim wyciągnęłam płacht skóry i przerobiłam go nożem na płaszcz, po czym założyłam go na nim.

- Nie dziękuj, można powiedzieć, że jesteśmy kwita – powiedziałam zakładając plecak na ramię, gdy nagle ku moimi oczami ukazał się jakiś niewielki pojazd, a na nim kolejny stwór. Chwyciłam chłopaka za rękę i pobiegliśmy za domek. – Czuję kłopoty i to niezłe, to chyba nie będzie krótka i prosta misja.

Skuliłam się próbując obmyślić, co możemy zrobić. Nie wiedziałam tak naprawdę ilu jest tych dziwnych stworzeń i co powinniśmy zrobić.  Chyba nie unikniemy kolejnego starcia, najbliższa góra była kawałek od nas, a ten stwór na pewno zaraz wyjdzie z domku i zacznie szukać sprawców tego zamieszania. Ku mojemu zdziwieniu tak się nie stało, zabrał swojego kompana na pojazd i oboje odlecieli zostawiając nas samych na tym pustkowiu.



Zdjęcie stwora:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Czw Gru 17, 2015 9:25 pm

Upierał się przez dłuższą chwilę, że nie trzeba mu ciepłej pierzynki ale tylko dla zasady. Dalej nie słuchał, tylko wgramolił się pod kołdrę i nakrył po uszy. Wreszcie było ciepło i nie zmierzał wyściubić nawet palca. Niech sobie nie myśli, że na nią poleci, małe i wiecznie wściekłe, kto by taką laskę chciał. Baby i te ich humorki. Obudziło go szturchnięcie i poczuł powiew zimnego powietrza, wcale nie chciało mu się wstawać. Kiedy jednak wybiegająca z łóżka dziewczyna pociągnęła kołdrę i odsłoniła go, wstał niechętnie i ziewnął rozespany. Sekundę później otrzeźwiał natychmiast.

- O szlag!

Niespodziewany gość ale jakim cudem? Później o tym pomyśli. Tjja miała rację, to będzie szybka eksmisja... Dziwne stworzenie ruszyło prosto na halfkę. Kuro postanowił wykorzystać ten moment i zaatakował z całej siły wykonując kopniecie z wyskoku w kark. Nie przypuszczał, że się uda.

- Chciałem Ci dać czas na zrobienie mejkapu skoro musimy wychodzić. – odgryzł się z uśmiechem. Masz jakieś parcie na teorie spiskowe? – zagadnął, kiedy schowali się za domkiem. Na stole był kurz, więc od dawna po prostu nikogo tam nie było, a dym z komina był jak alarm o lokatorach, proste. Chyba go zabiłem niechcący – skomentował, gdy nieprzytomny został wyniesiony z chatki. Gdy przybysze odjechali, chłopak zaciągnął z powrotem dziewczynę do domku. Z pewnością mieli z pól godziny czasu. Da April swój holokomputer, żeby znalazła jakieś mapy albo informacje o planecie, śnieżyca ustała wiec powinno coś zadziałać. Nie było co ukrywać, że halfka była mądrzejsza, on postanowił być tym praktyczniejszym. Sam postanowił zabrać z domku wszystko, co się da: resztę jedzenia, drewno, skóry zrolował i poprzywiązywał do ich plecaków, zabrał nawet sznur na bieliznę. Teraz liczy się ich przetrwanie. Wzbili się w powietrze i przelecieli kawał aby nie zostawiać śladów. Dopiero, kiedy wylądowali podziękował dziewczynie za to na szybko zrobione wdzianko, dużo mu dało. Dalej szli piechota i musieli polegać na pamięci April, co do mapy okolicy. Kuro marzł dalej ale zimno było już bardziej znośne. Idąc docinali sobie z lekka co jakiś czas, przynajmniej nawzajem wiedzieli, że to drugie jakoś się trzyma. W jakiś dziwny sposób troszczyli się o siebie nawzajem. Noc zapadała na tej planecie nadzwyczaj szybko. Na szczęście wcześniej na mapach April wypatrzyła jakąś grotę i tam zaplanowała już nocleg. Zgodnie z jej obliczeniami jutro przed południem dotrą na miejsce wskazywane przez scoutery. W środku było pusto i nie zapowiadało się, aby byli tutaj jacykolwiek lokatorzy. Rozpalili ogień, na nawet dwa mniejsze ogniska, żeby się ogrzać i zagrzać śnieg na wodę. Jak przystało na Saiyana chłopakowi dopisywał apetyt ale rozsądnie się ograniczał, nie wiadomo ile będą musieli spędzić na tej planecie. Siedzieli obok siebie okryci skórami i kocami, w grocie nie było tak ciepło, jak w chatce.

- Opowiedz coś o Ziemi? - Ni z tego ni z owego Kuro przewał ciszę. Był ciekaw po prostu. Wsłuchiwał się w opowieść i starał się wyobrażać. Tym razem uzgodnili, że będą wymieniać się wartami, w razie czego. Rano mieli wystarczająco dużo szczęścia.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Pon Gru 21, 2015 2:24 pm

Zdecydowanie pogoda nam nie sprzyjała, ciekawiło mnie jednak, czy śnieg z tej planety w ogóle się roztapia? Siedzieliśmy razem przykryci wszystkim co się dało, a obok nas ognisko. Mi zaczynało robić się chłodno, a nawet nie chciałam sobie wyobrażać, co czuł chłopak. Przecież to w ogóle nie jego temperatury, całe życie spędził na Vegecie, skąd on może wiedzieć jak wygląda to gdzieś indziej.

- Coś o Ziemi? To wspaniała planeta, jest na niej trochę chłodniej niż na Vegecie, ale jest zdecydowanie inna. Dużo w niej zieleni, morza, ale i na śnieg znajdzie się również miejsce. Są góry, pagórki, wzniesienia. Mamy słońce, deszcz, chmury, śnieg. Część ludzi jest w swoim świecie, większość nie posiada żadnej mocy, używają do obrony lub zabijana pistoletów, wspinają się po górach, skałach – powiedziałam i trochę się rozmarzyłam, widziałam jak bardzo go to zaciekawiło – No tak, ty nigdy nie widziałeś broni! To taki kawałek metalu, który ma otwór na kulę, która leci z dużą prędkością na człowieka i wbija mu się w ciało. Oczywiście dzieje się to dopiero po naciśnięciu zawleczki. Jest tam dużo ludzi, jedni są weseli, inni smutni. Jest wiele słodkich rzeczy, słonych, ostrych. Dużo ludzi biegnie za pieniędzmi i to dla nich takie ważne, pracują, czyli wykonują coś za wynagrodzenie np. dostarczają listy. Jest dużo zwierząt, jedne są domowe, inne niebezpieczne. Też można tam zarobić guza w barach, ale tam jest po prostu inaczej. Są też szkoły, ale uczy się tam dzieci np. krain geograficznych lub matematyki. Ja mieszkałam właśnie w śnieżnej części, co prawda w lato, bo na Ziemi są też pory roku, nie było tam śniegu, ale już na jesień padał. Ludzie są tam różni, nikt nie wygląda jak u nas, czyli czarne włosy i oczy, moja mama dla przykładu była blondynką o niebieskich oczach. Musisz kiedyś się tam dostać i koniecznie spróbować tortu czekoladowego. Smutno mi na myśl, że pewnie już nigdy więcej jej nie ujrzę. Dobra, ja pierwsza trzymam wartę.

Musiałam skończyć opowieść, bo naprawdę tęskniłam za tym miejscem, za mamą. Wstałam zabierając swoje skóry i idąc na zewnątrz. Mieliśmy wymieniać się, co trzy godziny, co sumiennie wykonywaliśmy praktycznie bez słowa. Każdy z nas był zmęczony tą nocną pobudką, ale inaczej się nie dało. Gdy nastał świt i zrobiło się jasno zebraliśmy się i zatarliśmy swoje ślady jak się tylko dało. Według obliczeń nie będziemy musieli długo iść, co mnie pocieszało. Wzięłam swoje rzeczy i ruszyłam praktycznie bez słowa. Oboje byliśmy wymęczeni i nie chodziło tutaj nawet o przerwy w śnie, ale pogoda, świadomość, że jedzenie nam się niedługo skończy dobijało. Już z daleka ujrzeliśmy ogromny statek, to na pewno nasi.

- Już niedługo wyruszymy do domu! – powiedziałam z entuzjazmem ciesząc się, że to już koniec naszej podróży. Jednak im bliżej podchodziliśmy tym bardziej traciłam nadzieje. Drzwi do statku były otwarte, a dookoła nie było nikogo. Kiedy w końcu się doczłapaliśmy do pojazdu zaczął wiać silny wiatr. Nawet bez chwili zastanowienia się weszliśmy do środka i natychmiast zamknęliśmy właz przed niepotrzebnym wpuszczaniem zimna. – Jest tutaj ktoś? Przybywamy z Vegety z rozkazu króla.

Odpowiedziała mi jednak głucha cisza, wymieniliśmy ze sobą zdziwione spojrzenia, może gdzieś wyszli, ale to było aż podejrzane, aby w środku nie było zupełnie nikogo. Nagle stanęłam jak wryta. Przede mną leżał żołnierz, martwy. Przykryłam usta dłonią, a tuż po chwili dołączył Kuro. Żołnierz miał dosłownie jakaś dziurę w ciele.

- Co to mogło być...? Kuro? – spytałam jakbym oczekiwała, że on coś mi powie, ale on milczał, a po chwili zaczął go przenosić – Co ty wyprawiasz?

Po chwili zrozumiałam, wynosił go na zewnątrz, aby pozbyć się zapachu i ciała, chyba mieliśmy w zamiarze pobyć tu nieco dłużej. Podeszłam do sterów i również osłupiałam. Ewidentnie ktoś tutaj majstrował, czyli przy silniku także. Nie wyglądało dobrze, chyba tym nie udałoby nam się odlecieć. W tym samym czasie chłopak szukał przesyłki, którą mieliśmy zabrać ewentualnie ze sobą. Nie znałam się na mechanice, aby stwierdzić, co się stało, ale po chwili usłyszałam swoje imię. Już myślałam, że zaraz zwiniemy się z tej dziwnej krainy, ale gdy weszłam do schowka jedynie co zauważyłam to masę jedzenia.

- Przynajmniej głodni nie będziemy, możemy tu na razie zostać. Może pozostali wrócą , lepiej tu na nich poczekać– zagadałam z nadzieją w głosie sięgając po jakiś chleb długoterminowy. – Lepsze to niż głodówka. Niestety nie wiem, co jest uszkodzone w statku, ale wiem, że nie polecimy i chyba przesyłki również tutaj nie ma.

Nie zdążyłam się jednak niczym nacieszyć, bo nagle nawet nie wiadomo skąd wyskoczyły te owłosione stwory trzymając w ręku coś podobnego jak pistolet, ale wyglądał trochę inaczej. Zdecydowanie nas zaskoczyli. Nawet bez zaskoczenia ruszyliśmy do walki, która zdecydowanie nie była równa, ich było chyba ze dwudziestu. Po pokonaniu dwóch otoczyli mnie i wykonali mocny cios. Padając widziałam tylko chłopaka, który jeszcze się trzymał, obraz był rozmazany, nie chciałam odpływać, bo nie wiedziałam jak to się dalej skończy, ale to było silniejsze.
Powoli zaczęły docierać do mnie dźwięki z zewnątrz i to co się działo. Nie otwierałam oczu, ale czułam jak ktoś odgarnia mi włosy z czoła, a jego dłoń była delikatna i na pewno nieowłosiona. Otworzyłam natychmiast oczy.

- Kuro? – spytałam przecierając oczy, a on jak oparzony się oddalił. Ja zaczęłam się oglądać i zrozumiałam gdzie my jesteśmy, byliśmy w uwięzieni! Oparłam się dłońmi o chłodną posadzkę. Chociaż tyle dobrego, że było tu cieplej niż na zewnątrz i chyba nie zamierzali nas głodzić. Pomieszczenie było zamknięte, byliśmy w nim my oraz jeszcze jakieś stworzenie, które leżało plecami owinięte w koce. Zaczęłam nerwowo przeszukiwać kieszenie. – Wszystko nam zabrali, nawet kapsuły! Co my teraz zrobimy? Gdzie my jesteśmy, pamiętasz coś? Co stało się po moim upadku?


Occ: dowolność pozostawiam Tobie, tak myślałam, że teraz sobie pogadamy w celi, a dopiero potem zaczniemy działaś, co Ty na to? Very Happy
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Sob Gru 26, 2015 5:02 pm

Słuchał z uwagą opowieści i coraz mniej rozumiał. Głupio mu było pytać co to jest to morze ale Ziemianie wydawali mu się tacy dziwni. Tacy do obłędu różnorodni i niestali. Postanowił przemyślenia zachować dla siebie. Byli tak zmęczeni, że im się gadać nie chciało. Nawet ostatnie noce przesypiał bez koszmarów, co można zaliczyć jako sukces. Następnego dnia Kuro wyjątkowo, jak na siebie był milczący. Patrzenie na ciągłą biel było wystarczająco frustrujące. Nawet szybko dotarli na pusty statek. Od progu powitał ich przykry zapach, aż zawartość żołądka podchodziła do gardła. Chłopak postanowi pozbyć się żołnierza i tak mu nie pomogą. Sam o mało nie zwymiotował, a patrząc na martwego zbyt mocno przypominała mu się śmierć brata.

- Gdybyś za miast na mnie trafiła na mojego brata, to pewnie wiedziałby co robić. Miał smykałkę do technologii, chciał zostać mechanikiem.


Rzucił od tak mimochodem. Halfka poszła na mostek, wiec postanowił przejrzeć ładownię.
Włączył scouter aby namierzyć sygnał owego urządzenia, które mieli przylecieć. Saiyańskie geny dały o sobie znać, kiedy w tempie ekspresowym znalazł spore zapasy jedzenia. W tym momencie Kuro nie był tak praktyczny, jak jego towarzyska i rzucił się na batoniki energetyczne. Szybko schrupał pierwszego i konsumował drugiego podążając za sygnałem ze scoutera. Ładownia statku wydawała się dziwnie pusta, zbyt pusta ale w sumie nie jego problem. Zasadniczo wszystko, co powinno być to było. Podążył do kadzi z płynem regenerującym. Sygnał dobiegał z podłogi, musiał przesunąć kilka kadzi, aby znaleźć ukrytą klapę w podłodze. To był swojego rodzaju sejf, mniej więcej wiedział o co chodzi i musiał przyznać, że Saiyanie to sprytnie załatwili. Poleciał do dziewczyny zanieść jej wiadomość i tego trzeciego batonika. Wreszcie jakieś światełko w tunelu, wyniosą się z tej zamrażarki. Scouter zapikał za późno, byli otoczeni. Trafili go nawet kilak razy z tej swojej dziwnej broni ale nic nie poczuł. Był zaskoczony, że halfka padła tak szybko. Starał się odgrodzić leżącą dziewczynę przed napastnikami i walczyć dalej, mimo przeważających sił przeciwnika. Nagle dało się słyszeć darcie materiału, a ze spodni Kuro wyrósł brązowy włochaty ogon. Saiyanin od razu poczuł przypływ mocy i zachowanie równowagi, zmienił się środek ciężkości. Ogony odrastają małpiszonom w chwilach zagrożenia i rzeczywiście tak się stało. Chłopak walczył jeszcze jak lew ale nie miał szans w starciu z tak wielką ilością przeciwników. W końcu ktoś złapał go za ogon, a chłopak stracił siły. Zdążył jeszcze zniszczyć scouter w dłoni, nim upadł. Teoretycznie nie stracił przytomności ale ściskany cały czas za kitę nie mógł się ruszyć, ani nawet wyartykułować dźwięku, obraz wydawał się przysłonięty mgłą, a dźwięki dochodziły jakby z oddali. Wystarczyło, że choćby ruszył palcem, to od razu uścisk na ogonie się zwiększał.

Doszedł do siebie dopiero, kiedy wrzucono go do celi. Pierwsze co, to ruszył w stronę April, była blada, rozwalili jej głowę. Na szczęście na tym zimnie szybciej krew zakrzepła. Oderwał rękaw od bluzy i zrobił pasy prowizorycznego bandaża. Spała dobre kilka godzin, gorączkowała ale nie mógł jej bardziej pomóc. Przynajmniej miał czas na rozmyślania i doszedł do kilku ciekawych wniosków. Żal mu było cierpienia dziewczyny ale kiedy się ocknęła przezornie odsunął się i udawał, że wcale się nie martwił. Od przylotu zachowuje się, jakby miała okres stulecia i jeździ po nim, jak po burej suce, nie wiadomo o co jest wściekła. Na razie cierpliwie wszystko znosi, na razie. Pomógł dziewczynie usiąść i oprzeć się o ścianę. Podał przeznaczoną dla niej porcję jedzenia i wody, swoją już zjadł. Kuro szeptem starał się dać trochę światła na ich aktualną sytuację:

- No niestety ogołocili nas do zera, a miałem kilka ciekawych niespodzianek powtykanych w nogawki uniformu. Mam nadzieję, że nie miałaś nic wartościowego w plecaku? Ech szkoda mi holokompa miałem tam sporo pamiątkowych zdjęć. Nie wiem za bardzo, co się stało. Wyrósł mi nagle ogon, a potem padłem chwilę po Tobie. Te ich pistolety chyba nie działają mam po nich tylko siniaki to tak ma być? Mówiłaś, że robią w ciele dziurę.
Był Saiyanem, a Saiyanie mają wytrzymałe ciała, naturalna odporność na zwykłe pociski, przynajmniej April będzie mogła zrobić sobie z niego żywą tarczę. Opowiedział jej o znalezionym sejfie na statku i specyficznym zamku otwieranym pod wpływem czystej Saiyańskiej krwi, brat kiedyś opowiedział mu o takim fajnym mechanizmie. No to przynajmniej wiedzieli po co Kuro został wybrany na tą misje, zapewne April miała nie dopuścić aby zamarzł po drodze. Kuro siedział obok oparty o ścianę, patrzył na czubki swoich butów i co jakiś czas majtał ogonem. Chyba nie chcą nas na razie zabić, skoro nas karmią nie? Nie znasz techniki Power Ball do transformacji w Ozaru? Przynajmniej Tobie udałoby się uciec. W sumie kraty i ściany na solidne to nie wyglądają. Pozostawało pytanie co dalej? Ale zawsze to jakaś opcja. Jak wyjdą to bez jedzenia, czy mapy nie przetrwają.

- Ech zabrali mi nawet zegarek – marudził Saiyanin. Nie mieli pojęcia ile czasu już tak siedzą, kiedy przed kratami pojawiła się spora grupka uzbrojona po zęby w te swoje pistolety. Chłopakowi aż zjeżyła się sierść na ogonie. Jeden z nich łamanym Saiyańskim odezwał się, że mają wstać i iść na przesłuchanie. Chłopak wpadł na pewien pomysł. Wstał i uniósł ręce do góry:

- Ona nic nie wie, ja tu dowodzę.

Zrobili, tak jak zakładał, poszedł grzecznie za nimi, chciał się jako tako zorientować w rozkładzie budynku. Niestety nie opuścili podziemi ale w oddali widział wielkie stalowe drzwi, a to musiało świadczyć o wyjściu przynajmniej z tego więzienia. Zabrali go do małego pomieszczenia i przykuli do ściany. Okazało się, że chcą ten sam przedmiot, po który dwójka kadetów została wysłana. Chłopak kłamał, że nie zdążył tego znaleźć nim ich napadli na statku i dalej uparcie trzymał się tej wersji. Oczywiście zastosowali bolesne środki wymuszające odpowiedź ale na Saiyanine, który od dziecka miał podobne doświadczenia z żołnierzami to nie zrobiło zbytniego wrażenia, było nieco gorzej jak zaczęli używać kija czy bata. Zmaltretowali go konkretnie ścierściuchy. Na koniec napiął mięśnie i wyrwał ze ściany kawał cegieł z trzymającymi go łańcuchami. Padł i już nie miał siły wstać, podesłał im złośliwy uśmieszek. A co niech wiedzą z kim mają do czynienia, przestraszyli się i dobrze. Dwóch go wzięło za ręce, a trzeci ścisnął za ogon, tak że chłopakowi przed oczami zamigotały gwiazdy. Wrzucili go z powrotem do celi, jak worek kartofli. Odbił się od ściany i głucho jęknął. Doczołgał się do swojej towarzyszki. Obity jak śliwka z ubraniem w strzępach ale chichotał, był z siebie dumny.

- No to udało się ustalić kilka szczegółów. Jest stąd wyjście, tylko nie wiem gdzie dalej. Szukają tego co my mieliśmy przywieźć na Vegetę. Są strasznie słabi i maja kiepską technologię. Większy łomot dostawałem od naszych żołnierzy, jak z bratem kilka lat temu włamywaliśmy się do Akademii.
– wyszczerzył się z dumy. Nie mówią po naszemu. Tfu mam ich sierść w ustach. Ech nie patrz tak na mnie, lepiej że ja poszedłem z nas dwóch. Panie żołnierz, znaczy panie kadet nie zapominaj pan, że jesteś kobietą i mogę Cię gorzej skrzywdzić niż moja kilka siniaków. A poza tym lubię, jak masz u mnie dług wdzięczności – uśmiechnął się. Tak z innej beczki to przyszło mi coś do głowy. Ten Saiyański statek to chyba powinien mieć chociaż jedną kapsułę awaryjną co? I chyba będziesz mi musiała wyrwać ogon ....

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Pon Sty 04, 2016 2:46 pm

- Chyba jesteś na nie odporny – powiedziałam patrząc na niego, nie byłam zadowolona ze straty swojego plecaka, ale zdecydowanie wolałam utracić torbę niż życie. Westchnęłam ciężko jakby to mogło coś pomóc w naszej beznadziejnej sytuacji, ale wolałam nie narzekać. W końcu nie byłam tam sama i to ja dałam ciała obrywając od tych wielkich stworów. Może i pistolety nie robiły wrażenia, ale siłę niestety mieli. Wysłuchałam o jego historii, która dotyczyła jego czystej krwi. Wolałam pominąć ten temat, gdyż miałam z kolei obsesję na punkcie tego, a raczej mój ojciec ją miał. – Szczerze powiedziawszy nawet, gdy ja ucieknę nic nam z tego. Musimy wykonać misję, a techniki nie znam, nigdy nie sądziłam, że coś takiego może mi być konieczne w zasadzie.

Nie mieliśmy jednak zbyt dużo czasu na rozmowę, bo do środka wpadło parę włochatych stworków. Kazali nam wstać, co posłusznie wykonałam, co teraz się stanie? Jakaś egzekucja? Nagle chłopak się odezwał, a ja nawet nie zdążyłam na niego spojrzeć i zaprotestować, tak nie mogło być. On nie mógł taki być. Potraktował mnie jak dziewczynę, nie jak żołnierza, kiedy do jasnej cholery on zrozumie, odprowadziłam go wzrokiem milcząc. Wiem, że chciał dla mnie dobrze, ale w akademii nikt się nie będzie ze mną cackał, zresztą tak jak mój ojciec. On tego nie wie, że od zawsze byłam poniżana ze względu na swoje pochodzenie oraz płeć.

Usiadłam pod ścianą i czekałam, czego oni będą chcieli od niego? Informacji? Co oni w ogóle tutaj robią, nie powinno ich tutaj być, nie powinno mnie tu być. Najgorsze było właśnie to oczekiwanie, może go zabili? Albo sprzedał wszystko co wiedział, ale w sumie to nie było nic wartościowego. Poza tym nie powinnam tak myśleć, ale co mam zrobić? Nagle ni stąd ni z owąd drzwi się otworzyły, a do środka natychmiast został rzucony Kuro. Wyglądał strasznie, dosyć mocno go sprali, a on sam nie miał siły iść. Zasłoniłam dłonią usta, aby nie wydać z siebie krzyku i podbiegłam do niego słuchając go uważnie.


- Jesteś szalony i nienormalny i na dodatek masochista! – syknęłam ściągając z siebie jak najszybciej umiałam warstwy ubrania tworząc prowizoryczne bandaże. Wiedziałam, że nie byłam delikatna, ale to nigdy nie było moją zaletą, poza tym miały być skuteczne, a nie na pokaz. Wszystkie informacje doleciały do mnie szybko i dodało mi to otuchy. Czyli jest stąd jakieś wyjście, ale co dalej. – Wiesz co, to nie wygląda dobrze.

Przegryzłam dolną wargę aż poleciała m z niej krew. Nagle TO COŚ spod ściany, które cały czas leżało się obudziło i zaczęło wstawać. Miało może z 50-60 cm i było równie włochate. Patrzyło na nas dziwnie, a ja byłam gotowa do obrony. On jednak do nas podszedł i podał mi coś. Zerknęłam na zawiniątko i otworzyłam je i uśmiechnęłam się lekko się pochylając na znak podziękowania.


- Nie będzie zbyt miło, ale wyleczy Cię to i postawi na nogi, nawet szybko – powiedziałam i natychmiast nie zwracając uwagi na chłopaka odwróciłam się. Wzięłam swoją miskę z wodą i roślinę, którą miałam w rękach i zaczęłam ją trzeć energicznie w rękach, po chwili stałam już obok niego, a odór, który wydobywał się z talerza nie należał do najprzyjemniejszych. – Dobra! Wiem, że śmierdzi to gorzej niż siki i nie smakuje lepiej, pewnie po tym zwymiotujesz, ale obiecuję, że za pół godziny będziesz śmigał i wszystko Ci zejdzie. To dosyć rzadkie zioło i nie wiem skąd to coś to ma, ale jesteśmy mu wdzięczni, pij.

Nie był przekonany, więc złapałam go i wlałam na siłę, a on z każdym łykiem próbował się wyrwać, a na koniec zwymiotował, dobrze że zdążyłam się odsunąć, w tym samym czasie pociągnęłam go za ogon, a on natychmiast uciekł ode mnie. Stałam trzymając jego coś, odrzuciłam szybko patrząc niewinnie na niego.


- Będzie dobrze, wyliżesz się, cieszę się, że jednak we mnie nie celowałeś... – w tym samym momencie mały zwierzak pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do swojego łóżka. Odsunął je i pokazał mały tunel i sam zaczął nim iść. Patrzyłam trochę niemrawo, bo nie wiedziałam, czy iść, a zwierzak ciągle nas zachęcał od środka.
– Nie wiem, co ty na to? Ja idę, a ty jak chcesz, nie patrz tak na mnie, to lepsze niż siedzenie tutaj, wydaje się, że chce nam pomóc. Możesz zostać oczywiście, wrócę po Ciebie jak będzie taka potrzeba!


Ps. obraz ewoka, czyli tego stwora, który dał lekarstwo. Very Happy

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1049
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Nie Sty 17, 2016 9:00 pm

No zero delikatności, pomyślałem, kiedy April opatrywała prowizorycznie jego rany. Sykał, prychał i cicho pojękiwał w proteście. Zrozumiałby, jakby była czysto krwistą saiyanką ale po hafce oczekiwał więcej delikatności. To miało być podziękowanie za nadstawianie karku? Phi. Mimo to gapił się w błękitne oczy dziewczyny, niczym przysłowiowe cielę. Musiał przyznać przed sobą, ze miała ładną twarz i piękne oczy, mimo znajdującego się w buźce paskudnego jęzora ale on sam pod tym względem był nie lepszy. No proszę martwiła się o niego, to było nawet miłe. Niemniej coś mu podpowiadało, że to tylko z troski o to, że razem mają większe szanse na przetrwanie niż osobno.

Drgnął gdy postać dotąd skulona i schowana pod kocem zaczęła się ruszać i ich oczom ukazał się kolejny kosmita. Równie kudłata, choć mniejsza istota zaczęła się do nich zbliżać. Kuro zjeżyła się sierść na ogonie i posłał obcemu najgroźniejsze spojrzenie, jakie miał w arsenale. Jednak on w bezpiecznej odległości podał halfe zawiniątko. Kuro z poziomu podłogi nie mógł wiedzieć co to ale ze słów dziewczyny domyślał się, że to jakiś lek.
Na Ozaru, jak to śmierdziało, chyba gorzej niż latryna po przeterminowanej grochówce. Już wolał cierpieć niż to pić ale paskudna spryciula złapała go za nos i siłą wlała mu do gardła. Nawet organizm zbuntował się przeciw specyfikowi. Jak tylko mogłem starałem się dać nogę od tej fanatyczki tortur. Ledwo wstałem, a poczułem znajomy ból w okolicach mojej wspaniałej kity. Wyrwała mi, wyrwała mi ogon małpa jedna. Posłałem jej pogardliwe spojrzenie. Ta dziewucha nawet nie ma bladego pojęcia, czym dla Saiyana jest jego ogon. To tak, jakby pozbawić kobietę biustu. Menda.

- Ledwo minął miesiąc, a znowu ktoś urywa mi ogon. – marudził pod nosem.

Z drugiej strony w duchu musiałem przyznać, że tak trzeba było postąpić. O dziwo ta trucizna zaczęła działać. Rany się zabliźniały, ból ustępował. Jakoś pozbierałem się z podłogi ale pomysł tej istoty wcale mi się nie podobał. No ale w sumie gorzej być nie może chyba ........
Wzruszyłem ramionami i cicho poszedłem z nimi. Poszedłem to zbyt dużo powiedziane, musieliśmy przeciskać się na czworakach, a tunel swoją wielkością raczej był dostosowany to tego dziwnego jegomościa. April też miała farta, że była mała, a ja ciągle ocierałem się o ściany, zahaczałem o sufit głową i zgarniałem wszystkie pajęczyny. Potem było bardziej romantycznie ścieki po kolana. Nie ma to, jak czyjeś gówno chlupoczące w butach. Nadal ciemno, jak w ślepej kiszce. Smród porównywalnym z tym dziwnym zielskiem. Co te kudłacze jadają. Prosto z budowli wyszli w lodowy tunel. Przynajmniej mogłem dać plecom się wyprostować i zrobiło się jakby jaśniej. Nie było widać nieba. Przynajmniej nie byli na powietrzu, bo jak nic w tych podartych łachach by zamarzli. Z dala od więzienia poczuł się pewniej i postanowił przerwać ciszę.

- Co to było za zioło? Zapytał April. Trochę interesuje się zielarstwem ale o czymś takim jeszcze nie słyszałem. Po czym dodał po cichu, tak aby ich niespodziewany przewodnik ich nie usłyszał. – Jak myślisz do kogo należy to coś, co mamy na statyku? Miał na myśli Saiyan, albo tych wielkich kudłaczy albo tego małego.

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
April

avatar

Liczba postów : 451
Data rejestracji : 28/03/2013

Skąd : Wrocław

SCOUTER
HP:
103935/103935  (103935/103935)
Ki:
104625/104625  (104625/104625)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   Wto Sty 19, 2016 12:28 pm

W zasadzie to były najgorsze dni w moim życiu. Przeciskałam się przez wąski korytarz z jakimś małym włochatym stworem, a w zasadzie mu zaufałam nawet go nie znając. Co jeżeli nas oszuka i wprowadzi nas w jaskinię lwa?

Ja miałam problemy z przejściem przez tunel, więc nawet nie wyobrażałam sobie, co musi czuć chłopak. Postanowiłam milczeć, bo tylko tyle pozostało mi w tej sytuacji. Ale następny level był dużo gorszy. CZY MY JESTEŚMY W SZAMBIE? ZARAZ SIĘ POGRZYGAM! To pierwsze co przyszło mi do głowy i od razu miałam odruch wymiotny. Nawet nie mogłam zakryć ust, bo ręce były całe w... no właśnie. Gdy przeszliśmy to cholerstwo i wpadliśmy w lodowy tunel nie wytrzymałam. Natychmiastowa ulga nie tylko w żołądku, ale również w nozdrzach.

- Przepraszam, jeszcze nigdy nie kąpałam się w szambie – powiedziałam widząc zażenowaną minę chłopaka. Napchałam sobie śnieg, który tu był do buzi i zaczęłam wycierać swoje kolana i ręce. Miałam gdzieś, że zaraz zrobi mi się zimno chciałam się pozbyć tego cholernego zapachu. – Nie pamiętam jego nazwy, ale kiedyś widziałam je w książce i nic dziwnego, że go nie widziałeś, bo książka należała do zakazanych, ukradłam ją ojcu, on tym się zajmował, na dodatek nie ma warunków, aby rosnąć na Vegecie, potrzebuje sporo zimna, ale i ciepła, no i odpowiedniej gleby. A odnośnie tego na statku, wiem że na pewno nasi to ukradli i nie posiedli tego uczucie, a jakiś debil na Vegecie wysłał nas tutaj żebyśmy zdechli Kuro. Nie widzę innego odpowiedzi, na pewno wiedzieli, co nas czeka i nie oczekują naszego przybycia. Inaczej wysłaliby kogoś z większym doświadczeniem. Umrzemy tutaj, jak nie z zimna, czy hipotermii to albo zabiją nas te duże stwory albo małe. Zresztą, te wielkoludy już na pewno odkryły, że uciekliśmy i pewnie ten tunel też. Mam nadzieję, że nie znają jego ujścia.

Gadałam jak najęta jednak to jedyne, co mogłam zrobić i przynosiło chociaż chwilową ulgę na to wszystko. Byłam zdesperowana, a tunel jakby zdawał się nie kończyć. Nagle doszliśmy do rozwidlenia, jednak stwór sam wybrał, w którą stronę powinniśmy iść. Gdzie my w zasadzie się kierujemy? Po dłuższym marszu nagle ujrzałam jeszcze mniejszy korytarz, który zmuszał nas do czołgania. No chyba nie. Wymieniłam spojrzenie z Kuro, ale stwór tylko złapał mnie za rękę i poprowadził w kierunku tunelu. Przełknęłam ślinę, bo wiedziałam jak to skończyło się ostatnio. Jednak mimo tego, że trzeba było się czołgać tunel był czysty. Także w kilkadziesiąt minut później byliśmy na powierzchni, na której było ciepło(?) a może wpadłam w hipotermię? Ale to niemożliwe, tutaj były rośliny. Czułam się jakbym przeszła do innego wymiaru.

- Gdzie my się znaleźliśmy? – spytałam zdumiona otrzepując się z resztek pyłu i pomagając chłopakowi. Słyszałam ptaki, a dookoła mnie było po prostu normalnie. Temperaturą nie była to Vegeta, ale też nie ta lodowa kraina. – Kuro, czy ty widzisz to co ja? Czy ja mam już jakieś omamy?

Zwierzątko, czy cokolwiek to było innego zaczęło skakać dookoła nas. Nie rozumiałam, co chciało mi powiedzieć, a przynajmniej przez chwilę, bo po jakimś czasie z krzaków pojawiły się znane nam już wielkie stwory. Znowu? Było ich kilkadziesiąt i tym razem się nie patyczkowali, paru złapało mnie i przyłożyło coś do gardła. Nawet przez to wszystko nie wiedziałam za bardzo, co to jest. Wiedziałam jednak, że było to po to, aby Kuro nie mógł nic zrobić.

Tak więc grzecznie szliśmy, a mały włochaty wybawca za nami, wydawało mi się nawet, że pojękuje. Po dłuższym marszu zobaczyłam coś niesamowitego. Jakaś wielka arena, a my się do niej zbliżaliśmy. Czy to są jakieś porąbane igrzyska śmierci, czy co?! Oboje byliśmy skrępowani i im bliżej nam było do tego, tym gorzej się czułam. Gdy przekroczyliśmy próg ujrzałam mnóstwo tych dużych stworków, siedzieli oni na trybunie, a my byliśmy prowadzeni na środek, gdzie stały trzy pale. Palenie czarownic się szykowało? Najpierw zajęli się Kuro, który mimo ucisku i próby ucieczki został przywiązany całym ciałem, a potem małym stworkiem. Gdy poczułam jak moje węzły trochę się poluźniły pobiegłam w stronę chłopaka. Nie wiedziałam co chciałam zrobić, a raczej obudziła we mnie adrenalina, bo tylko krzyknęłam.

- Skoro mam umierać to wszystko mi jedno! – wykrzyczałam nawet nie będąc do końca świadoma swoich czynów i słów, a następnie pocałowałam go! Tak właśnie, całowałam się namiętnie z chłopakiem w sytuacji śmierci. Poczułam po chwili jak ktoś łapie mnie z tyłu i nas rozdziela. Mina chłopaka była bezcenna, zresztą ja pewnie nie miałam lepszej.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: A wszystko przez kadeta J. April i Kuro   

Powrót do góry Go down
 
A wszystko przez kadeta J. April i Kuro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» jeszcze tu nie jestem miesiąc a już wszystko wyrozumiem
» Antidotum - wydanie urodzinowe #5
» Rzut w puszkę
» Czy zwierzęta mogą być opętane?
» ISLAMIZACJA EUROPY

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  ::  EPIZODY-
Skocz do: