Dragon Ball New Generation Reborn


Dragon Ball New Generation ©

 
IndeksGalleryFAQRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Yuuko Hoshiko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Yuuko

avatar

Liczba postów : 93
Data rejestracji : 16/09/2015

Skąd : Katowice

SCOUTER
HP:
625/1200  (625/1200)
Ki:
715/1125  (715/1125)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Yuuko Hoshiko   Pon Wrz 21, 2015 12:58 pm


Yuuko Hoshiko

Kaishin

Na ludzkie standardy - 17 lat


Motto: „Idealna harmonia ciała, duszy i umysłu to klucz do wszystkiego”


Wygląd:
Dziewczyna o szczupłej budowie ciała. Nie należy do najwyższych, mierzy sobie około metra pięćdziesiąt pięć. Dzięki regularnym treningom może pochwalić się dobrym zdrowiem i wysportowaną sylwetką. Charakterologicznie jest typem trochę zbliżonym do chłopczycy, ale jej ciało zdążyło się już zaokrąglić w sposób właściwy kobiecie.
Nie posiada zbyt dużej siły fizycznej, jednak bardzo sprawnie posługuje się kijem – zarówno w ewentualnej walce, jak i w życiu codziennym. Jest niska, a więc taka zdolność jej się zdecydowanie przydaje, kiedy trzeba sięgnąć na wyższą półkę czy chwycić coś, co znajduje się poza zasięgiem jej rąk.
Jej skóra ma delikatny, fioletowy odcień, a oczy intensywną niebieską barwę. Jej włosy są białe, z delikatna domieszką niebieskiego – dość intrygujący kolor. Większość z nich sterczy w górę formując „koguta”, ale część zapuściła i wiąże w staranny, gruby warkocz, który swoją długością jej aż za biodra.
Yuuko ubiera się zgodnie z kanonami przyjętymi wśród jej pobratymców – z reguły ma na sobie niebieską kamizelkę z dwoma klapami (lewa zawsze u góry!), zapinaną na guzik. Klapy oraz kołnierz obszyte są czerwonym wykończeniem. Na niej nosi szeroki, ciemny pas, ładnie podkreślający talię. Kiedy jest bardzo gorąco, dziewczyna poprzestaje na kamizelce, ale z reguły pod nią ma jeszcze bluzkę z długimi rękawami – jej kolor zależny jest od humoru, jaki ma danego dnia. Preferuje pastelowe odcienie.
Na dole nosi spodnie na tyle luźne, aby nie opinały jej za mocno, utrudniając ruchy, ale na tyle dopasowane, by nie przeszkadzały, latając dookoła. Ubiera też charakterystyczne dla niebian, trochę zabawne*, ale całkiem wygodne buty, zwykle w kolorze czerwonym.
Z długich, fioletowych, odstających uszu zwisają jej charakterystyczne, jasnopomarańczowe kolczyki.

*ja je nazywam „kosmonauty”


Charakter:
Jej imię pochodzi niewątpliwie od słowa „yuuki”, oznaczającego ni mniej, ni więcej a odwagę. Ona sama jednak wcale nie czuje się dzięki niemu wiele bardziej odważna. Drugie imię, nieco dziwnie brzmiące w połączeniu z pierwszym, również pochodzi od rzeczownika, a jest nim „gwiazda”. Można by więc nazywać ją „Odważną Gwiazdą”, jednak sama zainteresowana dość niemrawo, ale jednak przeciwko temu protestuje. Nie jest przekonana, czy któreś z imion w ogóle do niej pasuje.
Za to jej samej zdarza się przekręcać imiona innych.
Yuuko ma dość skomplikowaną osobowość – na zewnątrz prezentuje się zupełnie inaczej, niż czuje się w środku. Niemal każdy, kto miał z nią jakąkolwiek styczność, zapytany odpowie że jest prostolinijną, szczerą i może nawet nazbyt aktywną i wesołą dziewczyną. Ten ekstrawertyzm jest jednak jedynie skrupulatnie wyćwiczoną pozą – prawda jest taka, że  
Yuuko posiada o wiele bardziej bogate wnętrze, niżby chciała to pokazywać na co dzień. W rzeczywistości o wiele bardziej pasuje do niej określenie „introwertyczka”. Ma osobowość myślicielki. Bardzo wiele analizuje i rozkłada na czynniki pierwsze – prawdopodobnie nawet zbyt dużo, gdyż zdarza jej się doszukiwać dziury w całym lub też znajdować niepotrzebne nadinterpretacje w działaniach i intencjach innych. Lubi doszukiwać się motywacji i wczuwać w czyjeś położenie. Jest obdarzona dużą empatią oraz wrażliwością, przez co niektórzy mogliby określić ją mianem „słabej”. Jednak te cechy wcale jej taką nie czynią. Chociaż mocno przeżywa rozczarowania i porażki, zawsze ma w sobie dość siły i samozaparcia, żeby przekuć je w wartościową lekcję. Nie poddaje się łatwo, po pierwszej próbie – kiedy trzeba, potrafi być uparta, chociaż nie chamska. Stara się traktować innych ze zrozumieniem, być wsparciem i kimś, kto nie rani słowami i czynami. Z powodu wewnętrznej potrzeby przeanalizowania wszystkiego na chłodno, racjonalizowania, zdarza jej się zapomnieć języka w gębie, kiedy ktoś ją zaskoczy. Szybko jednak reflektuje się i stara wymazać ten nieciekawy fragment; chyba że jest całkowicie rozbrojona czy zażenowana. Z reguły jednak inni postrzegają ją jako wulkan energii, pierwszą do zabawy i śmiechu – co jednak ważne, nigdy nie złośliwego. W razie potrzeby chętnie staje w obronie słabszych, choćby miało jej to przysporzyć kłopotów. Ma jasny system wartości i jednoznacznie stoi po stronie dobra i harmonii. Bardzo stara się nie być lekkomyślną – chociaż czasem, z wierzchu, może taka się wydawać. Lubi towarzystwo innych, jednak od czasu do czasu potrzebuje chwili tylko z własnymi myślami. Mocno pracuje nad dodaniem samej sobie odwagi oraz kilku innych cech, których jej zdaniem ma zbyt mało. Nie jest więc jej obca idea samorozwoju. Mimo swojego wrażliwego serca, przez kilka lat zdołała w sobie wyrobić silną psychikę. Potrafi naprawdę dużo przyjąć i wcale się nie załamać.
Osobiście uważa swoją ukazywaną na co dzień, skorą do wygłupów twarz za o wiele sympatyczniejszą, niż ta wewnętrzna, bardziej racjonalna.
W wolnych chwilach uwielbia pływać w rzekach, stawach, jeziorach i wszelkich innych zbiornikach wody. Jeśli chodzi o tę aktywność, jest zawsze pierwsza. Docenia każdą aurę, chociaż jej wodnemu hobby sprzyja ta gorąca. Lubi także czytać książki i... Zbierać grzyby. Może to nietypowe hobby, ale zna się na tym. A przynajmniej jej zbiorami jeszcze nikt nigdy się nie zatruł.


Historia:
Tego dnia, gdy z drzewa życia spadł jej owoc, świeciło słońce i była ładna pogoda. Niektórzy powiedzieliby, że nawet za ładna, bo słońce prażyło niemiłosiernie, paląc młodą trawę i podgrzewając temperaturę wód powierzchniowych do niebanalnych wartości. Może i to wywarło wpływ na osobowość tej niepozornej osoby.
W każdym razie spadający owoc nie zatrzymał się zaraz pod drzewem. Miał tą okoliczność, że rósł na gałęzi, która nachylała się pod ostrym kątem, pikując ku nie aż tak łagodnemu wzniesieniu. Wobec tego wszystko co spadło z gałęzi miało przed sobą nieco dłuższą drogę – w dół, po trawiastym zboczu, aż na brzeg niewielkiego strumienia, który zakręcając zatrzymał toczące się stworzenie.
I tak, nad brzegiem maleńkiej rzeczki, w promieniach palącego słońca, jeszcze kilka dni i nocy dojrzewał ten jeden, konkretny owoc. A potem, przecierając zaspane jeszcze oczy i dziwiąc się, dlaczego znajduje się po kostki w wodzie, wyszła z niego Yuuko. Wtedy też wszystko – przynajmniej dla niej – się zmieniło.

Dziesięć lat później

Na planecie Kaishin, gdzie przyszła na świat, był kolejny piękny dzień. Pasmo niskich zabudowań oświetlone było przez delikatne słońce. Szeregowe budynki wyróżniały się miedzy sobą jedynie kolorami i wielkością okien, poza tym ich budowa pozostawała taka sama - podłużne prostokąty z lekko spiczastym dachem.
W kilku z nich mieściły się kwatery mieszkalne, w innych małe gastronomie, a tu i ówdzie sale, w których młodzi shin-jini mogli pobierać nauki od tych bardziej doświadczonych. To właśnie w jednej z nich znajdowała się młodziutka Yuuko. Siedziała na lśniacej drewnianej podłodze z nogami skrzyżowanymi. Jakaś samotna mucha bzyczała cicho, obijając się o ściany pomieszczenia, wszystkie bez wyjątku obite bordową boazerią. Nawet drzwi były w dopasowanym do ścian, ciemnoczerwonym kolorze.
Zapatrzona w dal, słuchała wyjaśnień kogoś znacznie od niej mądrzejszego. Kogo? Już nawet zapomniała. Nigdy nie miała specjalnie dobrej pamięci do imion. Pewne jednak było – i sama boleśnie zdawała sobie z tego sprawę, choć zmusić się do zapobieżenia takiemu stanowi rzeczy nie mogła – że zwracała o wiele zbyt małą uwagę na to, co ta osoba mówi. Nie potrafiła jednak się skupić. Tego dnia miała zbyt wiele do przemyślenia, za dużo natrętnych myśli biło się w jej biednej głowie. Raz miała ochotę się roześmiać, a raz rzewnie zapłakać. Bo – kolejny pewnik w tym wyjątkowo emocjonalnie rozchwianym momencie – niewątpliwie skrzywdziła dzisiaj kogoś, na kim jej zależało. Nieumyślnie. Ale głęboko.
Jaka z tego wynika nauka?
Przygryzła wargę, wciąż nie potrafiąc objąć rozumem pełnego obrazu sytuacji. I choć z całej siły starała się zmusić do wyciągnięcia wniosków, znalezienia odpowiedniej lekcji, to jednak w owej chwili tylko przełykała gorzkie słowa, które nigdy nie powinny znaleźć ujścia.
-Rozumiesz ideę? Czy muszę coś jeszcze wyjaśnić?

Zamrugała szybko powiekami, wyrywając się z letargu i równocześnie odganiając łzy cisnące się do oczu. A przecież tak lubiła uczyć się, poznawać nowe światy, zwyczaje, rzeczy, języki... Tylko że to stanowczo nie była dobra chwila na naukę – ale są osoby, którym się nie odmawia. Z wyjaśnień pragnęła teraz obecnie jedynie zażegnania tamtego sporu, który kłuł w środku jak cierń, wrzynał się pod skórę i piekł tak mocno jak słońce tego dnia, gdy przyszła na świat.
-Tak, dziękuję. Nie potrzebuję niczego więcej.
Uśmiechnęła się słabo – przynajmniej na tyle była w stanie się zdobyć. Rozmówca przyjrzał jej się uważnie, a ona nieopatrznie odwróciła wzrok. Nie mogła znieść tego, że sprawia komuś zawód. A gdyby nauczyciel dowiedział się, jak „pilnie” go słuchała, na pewno byłby rozczarowany, a może nawet osobiście urażony.
Ale nic nie powiedział. Był siwiuteńkim staruszkiem o łagodnym, mlecznym spojrzeniu, które z jednej strony sprawiało wrażenie jakby był ślepy, z drugiej przeszywało na wylot.
-D-dziękuję.
Wstała i ukłoniła się nisko, wciąż unikając wzroku mentora. Chwiejnym krokiem oddaliła się na tyle, by zniknąć za drzwiami załomem korytarza, po czym już na zewnątrz budynku puściła się biegiem. Miała wrażenie, że w tak gorzkiej chwili tylko wysiłek fizyczny jest w stanie nieco ją uspokoić. Poza tym – może go odnajdzie? Przypadkiem... Nieumyślnie...
Naprawdę nigdy nie chciała nikogo skrzywdzić.
Minęła wszystkie zabudowania w rzędzie i znalazła się wśród połaci falującej trawy. Krajobraz przerywały od czasu do czasu jedynie wystające z ziemi skały i samotne drzewa. Kiedy nie mogła już dalej biec, zatrzymała się i oparła plecami o chłodną skałę. Wzięła kilka głębokich oddechów. Ruch rzeczywiście przyniósł jej ulgę. Zamknęła oczy i wróciła myślami do tamtej chwili, która wszystko popsuła. Przejrzała wspomnienie całego zdarzenia. I chyba wreszcie była zdolna do wyciągnięcia jakichkolwiek wniosków, nawet jeśli były one równie gorzkie jak sceny widziane oczyma wyobraźni.
Wszystko wskazuje na to, że nie warto mówić na głos tego, co się myśli... Ale przecież nie miałam na myśli niczego złego... Wręcz przeciwnie, tylko dlaczego to tak zabrzmiało? To był błąd... Cholerny błąd...
Yuuko nie używała wulgaryzmów. Raziły ją te przykre słowa, wypowiadane zwykle przez istoty nieobdarzone zbyt wielkim intelektem. Jednak w tej chwili ciężko było jej znaleźć kulturalne określenie na swoją wielką pomyłkę, za którą winiła... No właśnie. Chyba bezmyślność. Brak odpowiedniego zastanowienia.
Już nigdy nikogo nie zranię moimi słowami... Będę zwracać większą uwagę na to, co mówię...
Rozmyślała, powoli osuwając się na ziemię. Wreszcie siadła pod skalną ścianą i opierając głowę na złączonych dłoniach, patrzyła smutno na własne stopy. Lekki wietrzyk, delikatnie rozwiewający jej włosy wcale nie był tak przyjemny, jak zawsze. W ogóle wszystko dookoła jakby utraciło trochę ze swej barwy i zapachu. Czuła też, jakby już nigdy nie miała się tak zwyczajnie, po prostu cieszyć.
-Stało się coś złego, prawda?
Wzdrygnęła się, słysząc głos. Uniosła głowę i ujrzała tego samego starego mistrza, którego imienia w swojej głupocie nie zapamiętała. Teraz było jej jeszcze gorzej – o ile to w ogóle możliwe. Nigdy nie brakowało jej dobrych manier, a tu taka druzgocąca porażka.
Wstała szybko, aż zakręciło jej się w głowie. Otrzepała ubranie, skłoniła się nisko i cichym głosem odpowiedziała:
-Nie, nie, ja tylko tak... To... Nic takiego.
Pomna na wnioski, które wyciągnęła, nie była tak szczera jak zawsze. Najwyraźniej pewne rzeczy należy zachować tylko dla siebie. Musiała tylko znowu zmusić się do uśmiechu i za pozwoleniem odejść sprężystym krokiem.
Stary nauczyciel patrzał jednak na nią z głową lekko przechyloną w bok, nie uśmiechając się, z jakimś takim łagodnym współczuciem. Yuuko pomyślała, że swoją rozpacz musi mieć wypisaną na twarzy i na przyszłość musi oprócz poskromienia słów nauczyć się bardziej panować nad mową ciała.
-Nie kłam. To nigdy w niczym nie pomaga.
Teraz Yuuko była pewna, że na jej policzki wypełzł blady rumieniec. Mędrzec miał rację.
-Powiem ci coś, dziecko. Jesteś jeszcze młoda. W życiu czeka cię wiele przykrych chwil, wiele zawodów i rzeczy, o których wolisz nawet teraz nie myśleć. Jednakże przez to wszystko po prostu trzeba przejść. Nie ma innego wyjścia, jak podnieść głowę do góry, wyciągnąć z nieszczęścia lekcję i pilnować, aby kolejny raz nie popełnić tego samego błędu.
Dziewczyna uniosła wzrok i słuchała w milczeniu. A więc jej tok myślenia był dobry. Pozostaje tylko jedna sprawa – czy właściwe były wnioski, które wyciągnęła?
-A teraz odpocznij, zrób coś, co zawsze poprawia ci humor, a jutro znajdź mnie. Powtórzymy dzisiejszą lekcję, bo widzę że kompletnie nic ci z niej w głowie nie pozostało.
Jeśli wcześniej była lekko zarumieniona, to teraz musiała być już czerwona jak piwonia, a oczy miała jak dwie wielkie latarnie morskie. A więc to aż tak było widać?! Cały czas z głupią miną pożegnała się szybko, wylewnie podziękowała i uciekła gdzie pieprz rośnie, byle uciec staruszkowi z oczu.
Co jak co, ale nie bez powodu był mędrcem...

Minęły trochę czasu. Yuuko nie tylko ponownie odbyła tamtą feralną lekcję, ale i pozbierała się po tamtej nieprzyjemnej rozmowie. W obecnej chwili ciężko było jej uwierzyć, że aż tak bardzo przejmowała się tymi wydarzeniami. Z perspektywy czasu wszystko wyglądało inaczej – wszystko dało się wytłumaczyć, wyjaśnić i zwyczajnie odkręcić. Znowu była szczęśliwa, czyli... Generalnie taka jak zawsze. Wzięła sobie do serca dobre rady. I mogła z nadzieją patrzeć w przyszłość.
Biegła więc, by podzielić się swoimi przemyśleniami z przyjacielem, o którym jeszcze niedawno myślała, że go utraciła. W jego domu jednak panowała cisza, w ogródku również go nie znalazła. Szukała więc i szukała, wiedząc że nie mógł oddalić się za bardzo, w myślach po raz kolejny układając mowę, w której gorąco go przepraszała i wyjaśniała wszystko, co wtedy poszło nie tak.
-Yuuko, stój! Szukasz Akito?
Zatrzymał ją znajomy niebianin (kolejny, którego imienia, jak na złość, nie pamiętała). Był ubrany w zieloną koszulę i luźne spodnie, których kolor przyjemnie kontrastował z idealnie złotymi, pofalowanymi włosami i migdałowym odcieniem skóry. Patrzył na nią z nutką niepokoju, jakby czegoś się wstydził albo bał. Yuuko wiedziała, że był to jeden z lepszych kolegów jej przyjaciela, ale nie miała zbyt wiele okazji by go lepiej poznać; wiedziała tylko, że zawsze był bardzo uprzejmy. Uśmiechnęła się do niego szeroko i skinęła głową.
-Bo wiesz... Jakby Ci to powiedzieć...
Rozmówca splótł dłonie i spojrzał w dół, wyraźnie bijąc się z myślami. Wydało jej się to nieco dziwne, ale nie przejmowała się zbytnio.
-Akito dostał specjalne zadanie i wyruszył daleko... Tylko...
-To przecież nic takiego! A kiedy wraca?
-No właśnie... Wiesz... Bo on już nie wróci.
Jeśli zaraz po tamtej kłótni czuła tak wiele sprzecznych emocji, to teraz miała wrażenie, jakby grunt usunął jej się spod stóp. I w tej chwili nie czuła już nic.

Bardzo ciężko było jej się później pozbierać. Mijały dni, a Yuuko chodziła jak żywy trup, blada i milcząca, niechętna do zwykłych harców. Już jej brakowało przyjaciela. Jak to jednak mówią - czas leczy rany, i z tygodnia na tydzień było jej coraz łatwiej. Nie zapomniała o Akito, o nie - jednak nauczyła się pamiętać te dobre chwile, nie koncentrując się na tych złych. To było o wiele lepsze niż rozpamiętywanie błędów.
Mijał miesiąc za miesiącem, a ona ciężko trenowała. Chciała osiągać coraz lepsze wyniki i rozwijać się wewnętrznie. Po prostu to lubiła. i w ten sposób minęły dwa lata...

Gwizdała cicho, wracając z porannej medytacji. Myślałby kto, że po tego rodzaju umysłowym wysiłku powinna być skupiona; ale nie, dzisiaj zdecydowanie miała o wiele większą ochotę na psoty. Dobry humor rozpierał ją od rana, a wyśmienita pogoda doskonale oddawała jej wewnętrzny nastrój. Machała napotkanym po drodze znajomym (i nieznajomym). Jej obecna mistrzyni, sympatyczna, choć surowa emerytowana Kaio, nieco krzywo patrzała na jej rozradowaną twarz – bynajmniej nie dlatego, że wolała aby uczennica była smutna. Chodziło raczej o fakt, że w euforii trudno o koncentrację. Ale Yuuko już od dawna nie miewała problemów ze skoncentrowaniem się na wyznaczonym zadaniu. Jej umiejętności stale rosły, a ona czerpała z tego przyjemność. Uwielbiała poznawać świat, pracować nad własną energią Ki, medytować i zastanawiać się nad sensem rzeczy – i coś tak prozaicznego jak doskonały humor na pewno nie mogło jej we wszystkich tych czynnościach przeszkodzić.
Przez lata przewinęła się przez wielu mistrzów, którzy raczej ją chwalili. Chyba nie było takiego, którego wyraźnie by rozczarowała, jednak jakoś tak się składało, że nigdzie nie zagrzewała miejsca. Być może taka zmienność była jej pisana; w każdym razie w swoim położeniu nie znajdowała powodów do narzekań. W ogóle starała się narzekać najmniej, jak to tylko możliwe. I raczej pozostać z obecną mistrzynią tak długo, jak to będzie możliwe - bo pobieranie nauk od byłej Kaio było dla niej olbrzymim krokiem naprzód. W łagodny, ale stanowczy sposób sprowadzała ją na ziemię zawsze, gdy euforia przyprawiała jej skrzydła - ale i pocieszała, gdy borykała się z jakimś problemem.
Na dzisiejszy dzień zaplanowała sobie ćwiczenia z kijem, jej ulubioną bronią. To nietypowe zainteresowanie odkryła w sobie zupełnym przypadkiem, iście Newtonowską metodą; leżała pod drzewem, gdy spory kawał kija spadł jej na głowę. Kiedy wyskoczyła w górę, rozmasowując obolałe miejsce i chwyciła agresora w dłoń, chcąc go sponiewierać za zakłócenie jej spokoju, stwierdziła że uderzanie tego rodzaju przedmiotem jest całkiem przyjemne i może być dość efektywne. Tak już więc zostało (to znaczy guz zagoił się po dwóch tygodniach, a kij pozostał).
Rozmyślając o czekających ją dzisiaj zadaniach, dotarła do doskonale znanego jej pasażu z podobnymi architektonicznie, kolorowymi domkami. Nieliczni niebianie przechadzali się po uliczce. Pomachała mężczyźnie naprawiającemu okno wstawione w skośnym dachu i skierowała się w stronę budynku pomalowanego na jaskrawy, pomarańczowy kolor.
-Cześć, dostanę coś od jedzenia?!
Zawołała, stając w progu niewielkiego baru, prowadzonego przez zaprzyjaźnionego niebianina. Pomieszczenie w którym się mieścił było nieduże, ale przestrzeń zapełniona po brzegi. Wchodząc, ciężko było się nie potknąć o drewniane krzesło lub stolik, poustawiane gdzie się tylko dało.
-Ile razy mam ci powtarzać, Yuuko, że nie mówi się „od jedzenia”, tylko „do jedzenia”, co?! Poza tym mogłabyś mi kiedyś zapłacić, a nie obżerać się tylko i wyłącznie na mój koszt!
Dziewczyna oparła ręce na biodrach i roześmiała się perliście i nadzwyczaj głośno, aż nieliczni goście zaczęli rozglądać się z przestrachem.
-Kto by się przejmował takimi drobnostkami!
Właściciel baru, pan Hiriki, uśmiechnął się z przekąsem, rozczochrał jej i tak już sterczące włosy, po czym postawił przed nią michę z kuleczkami dango, ponadziewanymi po trzy na patyk. Był rosłym, lekko otyłym mężczyzną w średnim wieku, z błękitną skórą i przerzedzonymi popielatymi włosami. Nosił okulary i zwykle miał na sobie trochę sfatygowany, czasem poplamiony, ale wciąż w miarę biały fartuch. Nigdy się nie ożenił, więc musiał nauczyć się gotować samodzielnie - a robił to tak dobrze, że zaowocowało to otwarciem tegoż baru.
-A więc dzisiaj takie specjały na mnie czekają... Dzięki, staruszku! A w ogóle tyle razy już ci tłumaczyłam, że „od jedzenia”, ponieważ to właśnie ono jest najważniejsze, a nie ty czy miejsce siedzące... Poza tym, skoro nie płacę...
Wzruszyła ramionami, puszczając oczko do znajomego. Doskonale wiedziała, że i tak nie zażąda od niej zapłaty. Za bardzo ją lubił – nie bez powodu, oczywiście. Często dotrzymywała mu towarzystwa, pomagała sprzątać bar, a kilka razy, kiedy spodziewał się najazdu gości, nawet robiła za kelnerkę. Dla niej nie było to problemem. Zjadła szybko postawioną przed nią porcję, ukłoniła się z uśmiechem i zawołała na odchodne:
-Postaram się wieczorem wpaść, ale na razie lecę trochę potrenować!
Z pełnym brzuchem i uzupełnioną energią poleciała po kij, byle tylko nie marnować czasu. I tak wiecznie sądziła, że zbyt wiele jej ucieka.

Ćwiczyła na niewielkiej trawiastej polanie, otoczonej wysokimi drzewami, które z reguły tłumiły wszelkie odgłosy reszty świata. W tym miejscu polan zdatnych do treningu było całe mnóstwo - rosło tutaj sporo krzewów i drzew, oddzielających od siebie niezarośnięte tereny. Gdzieniegdzie krajobraz zdobiły również większe i mniejsze kamienie, niektóre poznaczone śladami po wypróbowywaniu na nich mozliwości energii Ki.
Jednak w połowie treningu jej uwagę zwróciły podniesione głosy dobiegające z pobliskiej polany. Samo w sobie było to nietypowe, gdyż z reguły była tutaj sama; a nawet jeśli nie, nie słyszała nic przez drzewa. Ulegając ciekawskiej naturze, zwróciła się w tamtą stronę i zaczęła na klęczkach skradać poprzez zarośla, odgarniając co gęstsze krzewy dłońmi. Wkrótce dojrzała przyczynę hałasu i szczerze się oburzyła – oto dwa wyrostki znęcają się nad trzecim, mniejszym chłopcem! Wzięła głęboki oddech i wyskoczyła zza krzaków – bo w kwestii zaczepiania młodszych zarówno jej racjonalna natura jak i prezentowane oblicze wyrażały swój sprzeciw jednogłośnie!
-O nie, tak nie będzie! Zostawcie go w spokoju!
Zakrzyknęła, krzyżując ręce na piersiach. Oprawcy obrzucili ją niedowierzającym wzrokiem, a dzieciak klęczący na ziemi uniósł zapłakane oczy.
-Bo co?
Zapytał większy z nich (i chyba głupszy, oczka miał jakieś takie tępe i wodniste, a beżowe ciuchy solidnie powalane ziemią). Jego towarzysz, niższy i bardziej krępy, ubrany w ciemną tunikę, nic nie powiedział, jedynie nie spuszczając z Yuuko spojrzenia głęboko osadzonych oczu.
-Bo ja nie pozwalam zaczepiać młodszych!
Chyba nieco się przeliczyła. Dwójka spojrzała na siebie z bezbrzeżnym zdziwieniem i roześmiała się w głos. Najwyraźniej nie dowierzali, że ona mówi to poważnie. Ale była poważna, śmiertelnie poważna! Z zaciśniętymi pięściami, sprężystym, naładowanym krokiem podeszła do malca, chwyciła go za ramię i warknęła „idź”, po czym usiadła po turecku w miejscu, w którym jeszcze przed chwila był niewyrośnięty dzieciak. Jeszcze raz skrzyżowała ramiona i rzekła:
-Chcecie zaczepiać, to zaczepiajcie mnie!
Chwila konsternacji szybko minęła. Yuuko nie spodziewała się, że Ci dwaj rzeczywiście się odważą, więc kiedy na jej głowę spadł pierwszy cios, w oczach stanęły jej łezki. Ale nie pękła.
Ach tak, tacy z was twardziele?! We dwójkę dziewczynę bić?! No ale w sumie... Sama się o to prosiłam... Ale nic to! Będę twarda! Nie pokażę słabości! Nie bez powodu Akito nazywał mnie „Żelazną Głową”!
I siedziała więc, otrzymując raz za razem. Dwójce chłopaków szybko jednak znudziło się okładanie nieruchomej dziewczyny, więc wkrótce się zebrali. I całe szczęście, bo choć Yuuko była uparta jak osioł i wytrzymała, to jednak gdy tylko oddalili się dość, pacnęła na trawę i dobrą chwilę tarzała się po niej, bezgłośnie piszcząc z bólu.
-Auauauauauauauauaaaa...

-Rany julek, Yuuko, co Ci się stało?!
Wykrzyknął ze zgrozą właściciel niewielkiego baru.
-Co, aż tak źle wyglądam?
Zapytała, rozkładając ręce. Jeszcze nie przejrzała się w lustrze, od czasu tamtej „bójki” - obiecała że przyjdzie wieczorem pomóc, no to przyszła. Starszy niebianin podsunął jej lusterko wyciągnięte z szuflady i musiała przyznać mu rację – rany julek. Jej włosy były w kompletnym nieładzie, na czubku głowy królował pokaźny guz, a fioletowa skóra nie była już tak delikatnie liliowa – pod okiem kwitł jej dorodny siniak, a drugie oko miała podbite. Na policzku z kolei widniały ślady po nieobciętych paznokciach.
-Trochę jak panda, nie?
-Czyś ty zwariowała? Biłaś się z kimś, napadli cię? Może powinnaś iść do lekarza?
-No co ty, nic mi nie jest, do jutra zniknie!

Wyszczerzyła zęby – na szczęście kompletne. Widząc jej beztroskę, Hiriki potarł ręką policzek, kręcąc głową z dezaprobatą.
-Powinnaś wreszcie wydorośleć, chwycić się jakiejś poważnej roboty, a nie ciągle hulać i wariować... Kiedyś się zabijesz, i to zanim zostaniesz zostać chociażby pomywaczką w moim barze, nie wspominając o reszcie twoich aspiracji!
Yuuko potarła skroń, przetrawiając w ciszy słowa przyjaciela. Po czym uniosła wzrok i z lekko wyzywającym uśmiechem na ustach odrzekła:
-Przepraszam Cię, Hiriki-San, ale dobrze wiesz, że jak sobie coś postanowię, to nie ma przebacz. Więc nie martw się. Kiedy już zostanę super-ekstra Kaioshinką, dalej będę do ciebie wpadać. Pracuję na swoje marzenia.
-Marzenia, marzenia... Życie często każe je zrewidować...
Westchnął Hiriki, poprawiając okulary. Spojrzał na Yuuko po ojcowsku i sięgnął po wodę utlenioną i apteczkę.
-Przynajmniej to przemyj. I wiesz co? Może to i dobrze, że tak marzysz... Obyś się tylko nie przeliczyła.
Dziewczyna pokręciła głową z uśmiechem i przyjęła opatrunek.
-Zobaczysz, Hiriki-San, osiągnę harmonię i jeszcze dam czadu!
-W to akurat nie wątpię...

Roześmiał się mężczyzna i poklepał ją energicznie. Zaraz jednak tego pożałował, bo młoda padła złamana na podłogę, z łzami w oczach. A jednak bolała ją ta głowa!...

I znowu mijał czas - Yuuko dobrze powiedziała, że wkrótce ślady po bójce znikną, bo rzeczywiście wszelkie siniaki i otarcia goiły się na niej jak na psie. Wróciła więc do treningów i jeszcze zwiększyła ilość czasu poświęcanego na medytację, stwierdzając że siła spokoju może jeszcze jej się kiedyś przydać (i przy okazji może wygna z niej tę koszmarną lekkomyślność). Nie zapominała jednak o Hikirim-Sanie, więc w niemalże każdej wolnej chwili wpadała do baru pomagać mu w pracy. I tak, wśród spokojnej, przyjemnej rutyny, mijały kolejne miesiące, a Yuuko coraz głośniej marzyła o jakiejś prawdziwej, ekscytującej przygodzie... I nie spodziewała się, że gdy od dnia pamiętnej bójki miną kolejne dwa lata, taka właśnie nadejdzie.

Pewnego razu spotkała ją nietypowa przygoda. Mistrzyni z samego rana przywołała ją do siebie, więc Yuuko stawiła się z rozczochranymi włosami, w krzywo zapiętej kamizelce, ukrywająca ziewanie. Tak, wyciągnięto ją z łóżka – a wiedziała, że nie ma co zwlekać, więc stawiła się najszybciej jak mogła.
-Taaak, sensei?
Zameldowała się, tłumiąc ziewnięcie. Mentorka obrzuciła ją krytycznym spojrzeniem – w końcu wcale nie było aż tak wcześnie...
-Powiedz mi, Yuuko, byłaś kiedyś na Ziemi?
Iskierka zainteresowania momentalnie otrząsnęła dziewczynę z resztek snu. Czy była? Oczywiście, że nie! Ale baaardzo by chciała! Marzyła, aby w swoim życiu zwiedzić jak najwięcej planet i układów, była ich wszystkich bardzo ciekawa i takie pytanie zdecydowanie ją zainteresowało.
-Niee...
Odrzekła spokojnie, nie chcąc zdradzić nadmiernej ekscytacji.
-A mogłabym?!
Jednak nie wytrzymała.
Jej mistrzyni zerknęła na nią z niepokojem, westchnęła głęboko i przystąpiła do wyjaśnień:
-Mam coś do załatwienia właśnie w tamtych okolicach. Ponieważ może to potrwać kilka dni, a nie chciałabym żebyś opuściła za wiele lekcji, pomyślałam, że mogłabym wziąć cię ze sobą... Tylko czy na pewno to jest dobry pomysł, nie jestem przekonana...
I znowu zerknęła na Yuuko, która w myślach wyśpiewywała już hymny pochwalne, zwijając się dziko na krześle. Słysząc wątpliwości w głosie mistrzyni jednak w jednej chwili spoważniała, wyprostowała się i zasalutowała, wykrzykując:
-Nie przyniosę ci wstydu! Dam z siebie wszystko, sensei!
Starsza niebianka jeszcze raz głęboko westchnęła i odrzekła:
-Dobrze, w takim razie masz pół godziny na spakowanie się. Będę czekać tutaj, aż...
-Osu!

Ale nie musiała kończyć, bo jej uczennica właśnie wybiegła. Zatrzymała się tylko na moment w drzwiach, aby wykonać krótki ukłon.
Przynajmniej tyle...
Pomyślała z rosnącym niepokojem mistrzyni, spoglądając na obłok kurzu wirujący w miejscach, gdzie jeszcze przed chwilą była młoda Yuuko.

Nie minęło nawet piętnaście minut, gdy dziewczyna stawiła się przed kwaterą mistrzyni z niewielkim plecakiem na plecach i z błyszczącymi oczami czekała na podróż. Niesamowitą podróż – jak sama nazywała to w myślach. Nie miała dotychczas zbyt wielu okazji poznawania nowych miejsc, chociaż tak strasznie miała na to ochotę.
-Gotowa?
-Tak, tak, tak!

Niemalże zatańczyła w miejscu.
-Dobrze. Teraz uspokój się na moment i posłuchaj mnie uważnie. Zobaczysz nowy świat, obce dla ciebie istoty, ale pamiętaj że nie możesz zdradzić, skąd pochodzisz ani kim jesteś. Nie wdawaj się w dyskusje, awantury i nie narób sobie kłopotów. Udawaj turystkę. Zwiedzaj, oglądaj, czytaj, ale pod żadnym pozorem nie rób z siebie widowiska. Nie chcemy problemów.
Yuuko gorliwie pokiwała głową. Naprawdę bardzo jej zależało, aby nie zawieść nadziei mistrzyni. Cóż, jeśli nawali to będzie prawdopodobnie jej ostatnia tego typu wycieczka...
-Złap się mnie i stój spokojnie.
Usłuchała. Po chwili poczuła szarpnięcie, a potem wirowanie i... Nagle ujrzała zupełnie inne miejsce, niż przed chwilą. Znalazły się w tłumie ludzi, w ogłuszającym huku pojazdów i przewalających się setek, jeśli nie tysięcy stóp dookoła. Yuuko zastanawiała się, jak to możliwe, że zupełnie nikt nie zwrócił uwagi na to, że ni z tego ni z owego wśród nich pojawiły się dwie postacie, jednakże wyglądało na to, że każda z tych osób śpieszyła się, myślami była daleko i podążała w sobie tylko znanym kierunku. Rozglądała się dookoła z zachwytem pomieszanym z przestrachem. To było zupełnie inne miejsce. Stałaby tak pewnie jeszcze długo, popychana przez nieuważnych przechodniów, gdyby mistrzyni nie pociągnęła jej za łokieć, wciągając za załom budynku, gdzie było nieco spokojniej.  
-Posłuchaj mnie. Teraz udam się załatwić swój interes, a Ty masz możliwość rozejrzenia się, poznania trochę tej okolicy. Tylko pamiętaj, co Ci wcześniej mówiłam... Tu masz mapę – sensei wręczyła jej kawałek kolorowego papieru – za pięć godzin spotkamy się w tym miejscu.
I wskazała jej określony punkt. Oszołomiona własnym szczęściem Yuuko potwierdziła, po czym życzyły sobie wzajemnie powodzenia i mistrzyni szybko się oddaliła. Dziewczyna jakiś czas jeszcze stała w miejscu, chłonąc dźwięki i zapachy nowego miejsca, po czym ruszyła przed siebie. Idąc jak w transie, nie zwracała uwagi na okrzyki i znaczenie poszczególnych słów. Dopiero kiedy tuż przed nią z piskiem zatrzymał się krwistoczerwony pojazd, a siedzący w nim jegomość zwymyślał ją od najgorszych, spłonęła rumieńcem i szybko wycofała się, by podążyć w inna stronę. Najwidoczniej ten czerwony ludzik coś oznaczał, albo co... Może dlatego tak na nią dziwnie patrzeli Ci ludzie koło krawędzi?
Szła więc i szła. Po drodze poczuła piękny zapach, a że nie jadła dzisiaj śniadania, postanowiła spróbować czegoś z tutejszej kuchni. Koło jednego z budynków stała kolorowa budka, na której narysowana była bułka z długą parówką w środku, pokryta kolorowymi jak tęcza sosami. Podeszła więc i poprosiła o taki specjał.
-Witam Cię, Ziemianinie. Czy będziesz tak uprzejmy i poczęstujesz mnie swoją popisową potrawą? Wygląda naprawdę wyśmienicie.
Sprzedawca spojrzał na nią trochę dziwnie, ale się nie przejęła. Chyba poprosiła wystarczająco ładnie?
-Eee, trzy pięćdziesiąt...
Kiedy usiłowała mu zapłacić swoimi pieniędzmi, wymamrotał pod nosem coś o cudzoziemcach i nie wydał jej reszty. Nie przejęła się tym. Zjadła specjał – bardzo nietypowy, jej zdaniem – po czym ruszyła w dalszą podróż. Po drodze chciała pogłaskac psa, który bardzo jej się spodobał; niestety ona tak bardzo mu się nie spodobała, więc ją ugryzł. Po pewnym czasie znalazła się przed olbrzymią bramą z wyrzeźbionymi smokami, koło której widniał wielki plakat: Tenkaichi Budokai – Chcesz sprawdzić się w walce? Zawalcz o tytuł najsilniejszego człowieka na Ziemi! Yuuko otworzyła szeroko usta i wróciła myślami do udawanych walk ze swoim przyjacielem, dawno, dawno temu. To by dopiero była zabawa! Weszła do środka i odnalazła jakiegoś zabieganego człowieczka.
-Pani się nazywa...?
-Yuuko.
-I bierze pani udział w zawodach?
-A mogę?
-Turniej jest otwarty...
-Juhuu!

Wobec tego wpuścił ją dalej. Ujrzała ogromne ilości zawodników, w głównej mierze silnie zbudowanych mężczyzn. Stojąc koło nich musiała robić dość śmieszne wrażenie. Większość się rozgrzewała, kilkoro ćwiczyło uderzenia w powietrze.
Eliminacje miały proste zasady i przebiegały całkiem sprawnie – dwie osoby, kto wygrał, szedł dalej. Było to trochę dziwne, bo właściwie Yuuko nie musiała zbyt wiele podczas nich robić. Pierwszy z jej przeciwników potknął się o własną pelerynę. Drugi rzucił się na nią jak wściekłe zwierzę, a kiedy tylko odsunęła się na bok, spadł z podestu. Trzeci był olbrzymi; Yuuko przemknęła się pod jego nogami i pchnęła go, nawet niezbyt mocno; to wystarczyło, żeby wypadł poza pole walki. Czwarty podzielił los drugiego. Piąty był naprawdę dobry – Yuuko zablokowała kilka precyzyjnych ataków, po czym złapała go za dłoń i wykręciła ją, przez co człowiek wylądował na głowie. Szósty – i ostatni w eliminacjach – skakał dziko jak żaba i wystarczyło wyczuć odpowiedni moment, aby wysokim kopnięciem posłać go na deski.
A potem ktoś jej oznajmił, że doszła do samego finału. Rozpromieniła się i dopiero w tej chwili przyszło jej do głowy, że powinna pilnować czasu. Na szczęście miała go jeszcze trochę. Była ciekawa, czy tym razem uda jej się stoczyć tak zacięty pojedynek jak swego czasu z Akito. Gdy finalistów wezwano na podest, aby ukazali się publiczności, nie kryła podekscytowania. Z ciekawością spoglądała na pozostałych, a każdy z nich był zdecydowanie nietypowy. Komentator przedstawiał po kolei uczestników oraz ich wcześniejsze dokonania, o ile miał na ten temat informacje. I w ten sposób dowiedziała się, że oprócz niej na arenie stoją: ubiegłoroczny finalista Zen Bong, smokopodobny potwór Azero, podejrzany zawodnik Faciolubski, dzieciak imieniem Muku, tajemniczy Kopruch, gigant Apał Akleiw oraz szczupły, pewny siebie młodzieniec Kazuki. A także ona. Każdy z innej bajki.
Pierwsi walczyli stwór Azero i ten mały chłopaczek. Prawdę mówiąc, mimo radosnej ekscytacji Yuuko poczuła ukłucie niepokoju – to nie wyglądało na sprawiedliwe rozwiązanie, jak takie dziecko miało dać radę takiemu czemuś? Ale... Zmuszona była zrewidować swoje poglądy. Po niezbyt długiej wymianie ciosów, dzieciak zdołał bez większego wysiłku skopać latający tyłek swojego oponenta. Widząc to, uchyliła usta i rozszerzyła oczy ze zdziwienia, po czym mruknęła sama do siebie:
-Niesamowici są ci Ziemianie...
Zaraz jednak zdała sobie sprawę, że koniec tego pojedynku oznaczał jej kolej. Ciekawa była, czy w tej fazie napotka na większe wyzwania – wszystko na to wskazywało. Czekała ją walka z tajemniczym Kopruchem, wysokim i chudym mężczyzną z maską zasłaniająca twarz, z dziurkami na oczy i usta. W ustach chował długie, szpiczaste zęby, które szczerzył w niepokojącym uśmiechu. Miał ubrane rękawice i ciemnogranatową pelerynę. Yuuko nie wiedziała co o nim myśleć, bez zbędnych ceregieli wyszła więc na podest, gdzie powitał ją ryk tłumu i huk braw. Tego się nie spodziewała. Szybko brawa nieco ucichły, a z trybun zaczęły dobiegać różnego typu komentarze.
-Hej, ta dziewczyna wygląda jakby miała wodę nosić, a nie walczyć!
Poczuła ukłucie gniewu. Bliżej nieokreślony ignorant nie doceniał kunsztu niebiańskich strojów. Ale nic na to nie poradzi. Kopruch chyba również to usłyszał, bo zaśmiał się wrednie i rzekł dziwnym, jakby syczącym głosem:
-Zgniotę cię jak muchę...
Na to zapewnienie wzruszyła ramionami. To go chyba tylko bardziej rozjuszyło, bo zacisnął pięści i już w milczeniu czekał na sygnał startowy. Ale kiedy ten nadszedł, nie poleciał do przodu. Rozłożył ręce szeroko, stanął na jednej nodze i zaczął skakać, wykrzykując słowa do rytmu:
-Hati Hati Hati Ho! Hati Hati Hati Ho!
Skakał raz w jedną, raz w druga stronę, a Yuuko obserwowała to z narastającym zdziwieniem. Sytuacja była naprawdę absurdalna, ale przez głowę boginki przeszło, że może to jakiś nietypowy ziemski rytuał powitania. Może i ona powinna wykonać taki taniec przed walką? Zaobserwowała więc przeciwnika, rozstawiła szeroko ręce, stanęła na jednej nodze i zaczęła skakać, pokrzykując, najpierw w jedną stronę, potem w drugą.
Widząc swoją bezczelnie zerżniętą sztuczkę, przeciwnik ryknął i rzucił się na nią w pełnym biegu.
Na to jednak była przygotowana – widziała w końcu tę taktykę wcześniej. Odsunęła się na bok, pozwalając Kopruchowi minąć ją w biegu, a sama zrobiła kilka kroków w przód, chcąc znowu stanąć z nim twarzą w twarz. Przeciwnik był szybki; nie tylko zdążył wyhamować przed krawędzią areny, ale już podczas gdy się obracała, był tuż koło niej i kłapnął potężnymi szczękami, mijając ją o cal. Yuuko nie czekała, wyprowadziła wnet prawy sierpowy, który jednak został zablokowany, dołożyła więc lewy prosty. I dała się złapać na własną pułapkę. Wyższy od niej przeciwnik odsunął się w taki sposób, aby pozostawić jej miejsce na wejście z ciosem, a sam znalazł się z boku. Zanim dziewczyna zdążyła się odwrócić, poczuła bolesne ukłucie w okolicach karku. Zdała sobie sprawę, że ten dziwny gość ją... ugryzł!
-Ała! Ej, tak wolno?!
Wrzasnęła w stronę komentatora, odpychając Koprucha i odbiegając od niego na bezpieczną odległość. W tej chwili jej nie ścigał, najwyraźniej świętując to małe zwycięstwo. Oburzona Yuuko trzymała się za obolały kark, na którym wyczuwała dwa otworki, z których lekko sączyła się krew. Trzeba przyznać, że od zawsze zasady fair play bardzo liczyły się dla niej w każdym współzawodnictwie (patrz „ciekawostki”) a takie zagranie wydawało jej się nieczyste. Komentator wertował pokaźną instrukcję, poprawiając okularki zjeżdżające z nosa, ale chyba nic nie znalazł, bo odrzekł głośno, przekrzykując wiwatujący tłum:
-Wygląda na to, że nie ma nic na ten temat w regulaminie... A więc ruch dozwolony!
Kto to widział, żeby gryźć podczas walki, pfeh!
Pomyślała Yuuko, zostawiając w spokoju swój bolący kark. Teraz była już wkurzona i pewna, że co jak co, ale tę walkę musi wygrać! To kwestia honoru!
Natarła więc na Koprucha o wiele szybciej i pewniej niż poprzednim razem, skutecznie unikając jego zbliżających się kłów. Udało jej się trafić go w łydkę, a gdy skakał na jednej nodze, podcięła go, tak że wylądował na deskach. Zanim zdążył wstać, Yuuko chwyciła jego miotające się przedramię i... Zatopiła w nim własne zęby, najmocniej, jak tylko dała radę.
-Zawodniczka Yuuko stylowo się odgryzła!
Zawołał komentator, podczas gdy Kopruch zawył z bólu i zaskoczenia, trzepiąc długim ramieniem, którego uczepiona była Yuuko. W końcu go puściła, splunęła na bok i z wywieszonym jęzorem (smakował okropnie!) wróciła do walki, starannie wybierając miejsce, w którym chciała się znaleźć. Kopruch wstał na nogi i nadbiegł, szykując się do mocnego ciosu, ale Yuuko była na to przygotowana – po prostu zrobiła szybki przysiad, koncertowo unikając wyciągniętej piąchy. A przeciwnik? W wirze walki nie zdawał sobie sprawy, że niebianka stoi tuż nad krawędzią areny i niesiony siłą własnego ciosu... Wylądował nosem na twardym gruncie, aż siedzenia dookoła się zatrzęsły.
-Przez wypadnięcie poza ring wygrywa zawodniczka Yuuko!
Rozpromieniona, uniosła ręce w geście zwycięstwa i w podskokach zeszła ze sceny. Tym razem tłum wiwatował i śmiał się razem z nią, a nie z niej. To odpowiadało jej o wiele bardziej. Wyglądało na to, że wkrótce przyjdzie znowu jej kolej. Miała walczyć z tym dzieciakiem, który tak jej zaimponował, pokonując smokopodobnego potwora. To może być ciekawe!
Odczekała więc w spokoju, obserwując wszystkie walki po kolei. Jedni wygrywali, inni przegrywali, ale większość dała niezły popis umiejętności. Aż ponownie nadeszła jej kolej, w drugiej rundzie finału rozgrywanego systemem turniejowym. Wróciła na arenę z głupawym uśmieszkiem, ciekawa co tym razem przyniesie starcie. Jej przeciwnik już na nia czekał, obserwując ją z zaciętą miną. Uniosła dłoń w geście powitania i odezwała się:
-Cześć, Kuku!
Na co młody wykrzywił się i zakrzyknął:
-Mam na imię Muku, a nie Kuku!
-Aaaa, naprawdę? Przepraszam!

Kolejny raz objawiła się nie najlepsza pamięć do imion... Albo inaczej. Kiedy było to naprawdę ważne, potrafiła zapamiętać nawet długi ciąg liczb bez jednej pomyłki. Ale kiedy była rozluźniona... Działo się właśnie tak. I już chyba przypadkowo obraziła swojego oponenta. Komentator nic na tę wpadkę nie powiedział, jedynie odczekał jeszcze kilka chwil i dał sygnał do startu. Yuuko stała spokojnie, mierząc chłopca wzrokiem i zastanawiając się, czy i on odtańczy ten nietypowy taniec co wcześniej... Ale nie. Najwyraźniej to był zwyczaj tylko tamtego. Dzieciak spojrzał na nią uważnie, po czym doskoczył bliżej i zaczął wyprowadzać cios za ciosem. Yuuko była zaskoczona jego siłą i precyzją, zaczęła parować uderzenia, wiedząc że przyjęcie któregokolwiek nie byłoby dla niej przyjemne. Póki co nie znajdowała żadnej luki w jego obronie, przez którą mogłaby się przebić. Lukę za to znalazł młody Muku, w jednej chwili kopiąc z boku, tak że obiema rękoma musiała go zatrzymać, a pięścią wymierzając cios prosto w jej czoło.
-Iiijjaaaauuu!
Zawyła, chwytając się za bolące miejsce i robiąc kilka chwiejnych kroków w tył. Chłopak, najwyraźniej zadowolony z siebie, przestał na chwile atakować i obserwował efekty swojej ostatniej akcji. Po policzku spływała mu kropla potu. Tymczasem na czole Yuuko szybko pojawiał się ciemnofioletowy placek, w idealnym kształcie niewielkiej piąstki.
-Ła, ła, ła... Dobry jesteś!
Przyznała, prostując się, jedną ręką wciąż rozcierając siniaka.
-Ale w takim razie... Ja będę lepsza!
Oznajmiła z uśmiechem, który można było jednoznacznie określić jako „rzucam ci wyzwanie!”. Dzieciak również się uśmiechnął, przyjmując pozycję do walki. Niebianka przymknęła powieki i wzięła głęboki oddech, koncentrując się na ki przepływającej przez jej ciało...
I poczuła silne szarpnięcie za łokieć, które całkowicie wytrąciło ją z równowagi. Tłum dookoła skamieniał, komentator zaniemówił, przeciwnik opuścił gardę, a Yuuko ujrzała swoją mistrzynię świdrującą ją wzrokiem.
-....E...
-Co ty tutaj robisz? Chyba mówiłam, że masz się nie wplątywać w żadne kłopoty!
-Ja... Tylko...
-Dobrze, że znalazłam twoje ki...
-No...

Ale chyba nie miała nic na swoje usprawiedliwienie. Chociaż z drugiej strony to były tylko zawody... Czyżby aż tak zwracała na siebie uwagę? No i wyglądało na to, że zupełnie zapomniała o zerkaniu na zegarek... Teraz, gdy spojrzała na duży świątynny zegar, okazało się, że jej czas minął dobrą godzinę temu... Ale nie miała okazji długo patrzeć na zegar, bo po chwili wszystko, włącznie z areną, tłumem ludzi i świątynią rozpłynęło się. Znalazły się na wzgórzu, hen daleko za miastem. Mistrzyni majestatycznie wkurzona i Yuuko nieco sponiewierana, z głupawym wyrazem twarzy.
-Mogłam się domyślić, że pozostawienie ciebie samopas to prosta droga do kłopotów... Eeech, wrócimy nieco wcześniej niż zakładałam... Co to w ogóle było?
Zapytała ponuro sensei.
-No... Turniej sztuk walki. Powiedziano mi, że mogę wziąć udział...
-Mogłabyś, gdybyś była Ziemianką... Turniej sztuk walki, co za pomysł...

Pokręciła głową z niedowierzaniem. Po chwili milczenia spojrzała jednak na dziewczynę i zapytała cicho:
-...A wygrałaś coś chociaż?
Yuuko, czując że bura chyba jednak zostanie jej odpuszczona, podniosła głowę, uśmiechnęła się szeroko i zaczęła z podnieceniem opowiadać wszystko co dzisiejszego dnia się zdarzyło.



Ciekawostki:
Kiedy była jeszcze bardzo młoda, miała w zwyczaju często brać udział w udawanych walkach ze swoim najlepszym przyjacielem, Akito. Pewnego razu przeciwnik dziabnął ją w oko, co uznała za nieczyste zagranie (chociaż prawdopodobnie było to całkowicie przypadkowe). W ramach rewanżu postanowiła napluć koledze do zupy. Ponieważ były to jego urodziny, domyślała się że najładniej przystrojona porcja będzie należeć właśnie do niego. Nie wiedziała, że tego dnia ich okolice miał odwiedzić jeden z Kaioshinów. Co gorsza, właśnie ten czcigodny gość dostał najładniejszą porcję. Co więcej, zjadł ją.
Yuuko nigdy nie wspomniała o tym nikomu, poza samym Akito (kilka dni po sprawie). Ten, słysząc relacje zawstydzonej przyjaciółki, najpierw walnął ją w łeb, a potem przez dobre dwadzieścia minut wył w trawie ze śmiechu.


Bilans jej udawanych sparingów z przyjacielem wyniósł 321:320. Dla niej. Niestety, nie zdążyli stoczyć kolejnej bitwy – na wyrównanie.


Lubi jeść prawie wszystko, z wyjątkiem zielonych oliwek. Twierdzi, że szkodzą jej na cerę (chociaż z reguły nie zwraca na nią zbyt wielkiej uwagi).


Zawsze marzyła o posiadaniu zwierzaka, jednak zdaje sobie sprawę z faktu, że mogłoby być jej ciężko zaopiekować się nim, jak należy. Mimo to po prostu kocha zwierzęta wszelkiej maści. Czasem ciężko jej się powstrzymać od pogłaskania napotkanego zwierzaka. Nie zmienił tego nawet ten złowrogi pies, który kiedyś porządnie dziabnął ją na Ziemi.


Ponieważ lubi zbierać grzyby i doskonale orientuje się w ich gatunkach, równie dobrze wie, których zbierać nie należy; dlaczego i co powoduje ich spożycie. Taka wiedza o naturalnych toksynach czasem powoduje lekki niepokój u jej znajomych, ponieważ większość grzybów niejadalnych powoduje niezbyt przyjemne efekty, które potem przeżywa się w toalecie... A nigdy nie wiadomo, co przypadkiem wpadnie nam do talerza.


Potrafi zastrzyc uszami.


Statystyki:
Siła: 4
Szybkość : 7
Wytrzymałość: 10
Energia: 9

-HP: 150
-KI: 135
-PL: 192

Technika Początkowa - ?


Ostatnio zmieniony przez Yuuko dnia Pon Wrz 28, 2015 11:00 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Al
Esper Admin
Esper Admin
avatar

Liczba postów : 1327
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
225/225  (225/225)
Ki:
75/75  (75/75)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Yuuko Hoshiko   Pon Wrz 21, 2015 7:51 pm

Za.... dużo...... treści..... Duży MINUS @_@

Przeczytam i ocenię później.

______________________

- 1 szy wynik o lol xD (z wybranymi pierwszymi preferencjami)

- 2 gi wynik nie dziwi mnie (z wybranymi alternatywnymi preferencjami które lubię, bo musiałem wybrać niestety 1 z dwóch :/)



Ach, to utrzymywanie porządku na czacie :3:
 
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1218
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
90/90  (90/90)
Ki:
60/60  (60/60)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Yuuko Hoshiko   Pon Wrz 21, 2015 8:45 pm

Dotrwałem. Jako że też mi się zdarzyło długie historie pisać.
Nie podoba mi się kwestia pobytu na ziemii. Jako nowa osoba możesz o tym nie wiedzieć, jakie reguły tu panują, więc powiedzmy, że odpuszczę i nie będę drążył.

Jednak... lista chyba nie została zaktualizowana, ponieważ mamy obecnie 3 kaioshinów...
(nawiasem mówiąc 4, chociaż ja się do tego nie przyznaję aktualnie xP)

Ala czy liczyć to? Można na pół, bo gra, że nie gra, nie mniej jednak karta jest bardzo ładna i wyjątek ostatni można by zrobić. Tak sądzę, a technikę na start bym proponował nawet Zanzokena albo i nawet technikę własną na start jako teoretycznie trzecią technikę własną.
To oczywiście tylko propozycja, na którą musiałby wyrazić zgodę jeszcze Al i Raz xP
Jak nie to Zanzoken.

W skrócie. Akcept ode mnie.
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t1188-mechanika-walki-jak-kopac-z-polobr
Kuro
Drobik
Drobik
avatar

Liczba postów : 1077
Data rejestracji : 29/05/2012


SCOUTER
HP:
138945/138945  (138945/138945)
Ki:
141870/141870  (141870/141870)
HP Pancerza:
5500/5500  (5500/5500)

PisanieTemat: Re: Yuuko Hoshiko   Czw Wrz 24, 2015 1:29 pm

Przebrnąłem i było bardzo przyjemnie Very Happy

Ko-Akcept

Jak dla mnie Zanzoken może być na star.t

______________________



Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
Raziel
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
avatar

Liczba postów : 932
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

SCOUTER
HP:
142500/142500  (142500/142500)
Ki:
59792/136800  (59792/136800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Yuuko Hoshiko   Czw Wrz 24, 2015 8:36 pm

Dużo tego. Ale masz Akcepta. I chyba Zanzo będzie odpowiedni.

______________________

Powrót do góry Go down
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje
Al
Esper Admin
Esper Admin
avatar

Liczba postów : 1327
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
225/225  (225/225)
Ki:
75/75  (75/75)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Yuuko Hoshiko   Czw Wrz 24, 2015 10:41 pm

Dobra ponieważ są trzy akcepty napiszę wyłącznie moją opinię.

Karta jest poniżej PRZECIĘTNEJ/PRZECIĘTNA.

Przede wszystkim opis charakteru i wyglądu jest dokładny, szczegółowy i napisany ładnym językiem, na co wskazuje bogate słownictwo, aż sama wyobraźnia pracuje.

To tyle.

Historia to idealny przykład pojechania na ilość nie jakość.

Opis jest napisany chaotycznie, jakbyś sama nie wiadomo czego chciała. Pierwsze dwa wątki nie mają nawet opisanego miejsca akcji, nie są przedstawione występujące postacie i ledwie wiadomo jaka scena ma miejsce, gdyby nie dokładne dialogi.

Cały czas miałem wrażenie jakby twoja postać siedziała w ciemnym pokoju z nawiewem, jakimś zbiornikiem wodnym, trawą i paroma kamieniami. Na szczęście moja wyobraźnia sama uzupełniła pokój o błękitne bezchmurne niebo, piękną polanę wokoło drzewa, kilka kamieni i wielkie jezioro, a wszystko skąpane w promieniach słońca.

Postacie tylko wspominane, bezimienne nie zapadają w pamięć i tak naprawdę czytając to myślałem sobie "a co mnie obchodzi jego zdanie i ten dialog?". Na domiar złego nawet nie miały jakiegokolwiek opisu wskazującego na wygląd, płeć cokolwiek (no oprócz tej Sensei).

Najgorsze w tym wszystkim było lanie wody, pisałaś o niczym, ale co więcej o niczym szczególnym, wartym najmniejszej uwagi. Kogo obchodzi wiejący wiaterek jak nawet nie ma pojęcia gdzie się znajdujesz? Co ma sobie wyobrazić nadlatującego bąka? Jednak nie w tym rzecz. Problem w tym że to sztuczne przedłużanie historii i było to tak zrobione, że aż uderzało swoją syntetycznością po oczach.

Najlepszy był ostatni rozdział o ziemi, w miarę dokładny, szczegóły walki, opisy postaci, wszystko zachowane w panującym tam klimacie i byłem w stanie sobie wyobrazić całą scenę walki i wszystko przed nią. Problem tego wątku leży w Sensei, niestety nie wiadomo czy jest Przyboczną, Kaio czy Kaioshinką, co znaczy że jeżeli nie jest jednym z nich Kai Kai zabiłoby ją i ciebie przy teleportacji a to narusza Lore.

Pierwsze dwa wątki wymagają więcej szczegółów i miłości, natomiast trzeci wystarczy ze sprecyzujesz kim jest Sensei i będzie cacy.

Karta mi się bardzo nie podobała. Właśnie dla tego nienawidzę długich kp jeżeli jest wykonana jak ta czyli na ilość nie jakość,  to właściwie zmarnowałem moje minuty życia na jej czytanie.

I w sumie tyle.

Ode mnie na razie NO FRIGGIN ACCEPT IN HELL

______________________

- 1 szy wynik o lol xD (z wybranymi pierwszymi preferencjami)

- 2 gi wynik nie dziwi mnie (z wybranymi alternatywnymi preferencjami które lubię, bo musiałem wybrać niestety 1 z dwóch :/)



Ach, to utrzymywanie porządku na czacie :3:
 
Powrót do góry Go down
Yuuko

avatar

Liczba postów : 93
Data rejestracji : 16/09/2015

Skąd : Katowice

SCOUTER
HP:
625/1200  (625/1200)
Ki:
715/1125  (715/1125)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Yuuko Hoshiko   Pią Wrz 25, 2015 12:06 am

Obiecałam poprawki i wzięłam się do roboty.

Dodałam opisy miejsc akcji w pierwszej i drugiej części (rząd zabudowań, polany treningowe, pomieszczenie do pobierania nauki, bar Hikiri-Sana).

Dodałam lub poszerzyłam opisy występujących postaci pobocznych (stary niebianin, kolega informujący o losie przyjaciela, mistrzyni Yuuko, Hiriki-San, agresywne wyrostki).

Ewentualne pojedyncze zdania wzbogaciłam o jakieś drobne szczegóły.

Chciałam jednak na swoją obronę dodać, że mimo odniesionego wrażenia "pisania na siłę i na ilość", nic nie było pisane w ten sposób. Nie próbowałam niczego sztucznie przedłużać, wszystko zwyczajnie schodziło z pióra w sposób całkowicie naturalny, bez wydziwiania.

Jeśli chodzi o pisanie o pogodzie - lubię to i szczerze to wydawało mi się, że nie ma zbyt dużo tego typu wstawek. : )

Mam nadzieję, że teraz historia stanie się bardziej zjadliwa dla każdego czytelnika (skoro zdania są podzielone).

Pozdrawiam!
Powrót do góry Go down
Yuuko

avatar

Liczba postów : 93
Data rejestracji : 16/09/2015

Skąd : Katowice

SCOUTER
HP:
625/1200  (625/1200)
Ki:
715/1125  (715/1125)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Yuuko Hoshiko   Pon Wrz 28, 2015 11:01 pm

Dodałam jeszcze nieco płynniejsze przejścia pomiędzy konkretnymi scenami, aby uniknąć wrażenia "kartek z pamiętnika".

Pozdrawiam!
Powrót do góry Go down
Rikimaru
Ex Admin
avatar

Liczba postów : 1218
Data rejestracji : 20/08/2012

Skąd : Świ-ce

SCOUTER
HP:
90/90  (90/90)
Ki:
60/60  (60/60)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Yuuko Hoshiko   Pią Paź 02, 2015 5:41 pm

Spoko, już masz akcepta. 3 akcepsty czynią Cię członkiem zespołu. Powodzenia!

Pozwoliłem sobie zostawić otwarty temat, wiesz jestem w trakcie czytania poprawionej wersji od 2 dni i chciałbym zostawić jeszcze swoją opinię. Dzięki z góry Al
Powrót do góry Go down
http://dbng.forumpl.net/t1188-mechanika-walki-jak-kopac-z-polobr
Al
Esper Admin
Esper Admin
avatar

Liczba postów : 1327
Data rejestracji : 28/05/2012


SCOUTER
HP:
225/225  (225/225)
Ki:
75/75  (75/75)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Yuuko Hoshiko   Pon Paź 05, 2015 9:31 pm

Dobra wyrażę tylko personalną opinię na temat nowej wzbogaconej wersji historii. Dodatkowe drobne szczegóły zdecydowanie zmieniło świat jaki widziałem podczas pierwszego czytania. Tym razem wyobraźnia sama pracowała za mnie i czytało się to znacznie lepiej. Widać, minimalny chaos, a wszystko ma ręce i nogi.

Tym razem czytało mi się to bardzo przyjemnie, i widać teraz z jaką pasją to napisałaś.

Ode mnie 8.5 - 9/10 i
Al's HardWork Seal of Approvment:
 


Akcepta dawać nie muszę bo już trzy są Smile

Eee.... Zanzoken?? Za tyle pracy coś lepszego powinna dostać whatever.

______________________

- 1 szy wynik o lol xD (z wybranymi pierwszymi preferencjami)

- 2 gi wynik nie dziwi mnie (z wybranymi alternatywnymi preferencjami które lubię, bo musiałem wybrać niestety 1 z dwóch :/)



Ach, to utrzymywanie porządku na czacie :3:
 
Powrót do góry Go down
Raziel
Księciuniu Admin
Księciuniu Admin
avatar

Liczba postów : 932
Data rejestracji : 19/03/2013

Skąd : Rzeszów

SCOUTER
HP:
142500/142500  (142500/142500)
Ki:
59792/136800  (59792/136800)
HP Pancerza:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Yuuko Hoshiko   Sro Paź 07, 2015 7:45 pm

Skoro Al już opinię wyraził to zamykam temat.

______________________

Powrót do góry Go down
http://[url=http://pokelife.pl/pokemon.php?p=8345286]Zobacz moje
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Yuuko Hoshiko   

Powrót do góry Go down
 
Yuuko Hoshiko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Treningi Yuuko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Postacie-
Skocz do: